czwartek, 15 września 2016

Wiedeń po wegańsku :)

Korzystając z tanich biletów, postanowiłyśmy zaryzykować i obskoczyć w 24 h wycieczkę do Wiednia i z powrotem. W końcu, jak się mieszka tyle lat w Krakowie, to aż głupio nie wybrać się do austriackiej stolicy, prawda? ;)


Nasz wypad był intensywny, i w związku z tym udało nam się odwiedzić tylko dwa wege-miejsca, ale za to oba nadzwyczaj godne polecenia. Zapobiegawczo zrobiłyśmy listę kilku miejscówek, ale życie i topografia Wiednia zweryfikowały nasze niezbyt szczegółowe plany.


Po śniadaniu i kawie (no dobra, przyznamy się - w Starbucksie), kilku godzinach łażenia i podziwiania secesyjnych budynków, których w Wiedniu mnóstwo, przyszła pora na późne drugie śniadanie. Zgodnie z zasadą, że zawsze jest pora na zjedzenie lodów, poszłyśmy na pierwszy rzut do lodziarni Veganista. Udałyśmy się tam niedługo po otwarciu lokalu, to znaczy po godzinie 11. Czekał na nas całkiem pokaźny wybór cudownych smaków. Ja wzięłam orzechy pekan z syropem klonowym i jagody z lawendą, a Anka - orzechy laskowe i krówkowe lody o wdzięcznej nazwie Fudge Off. Oba smaki orzechowe okazały się po prostu boskie i mogę śmiało powiedzieć, że dorównywały najlepszym lodom we Włoszech. Mnie zachwyciło połączenie lawendy z jagodami, bo lody miały śliczny kolor, a przy tym wyraźny aromat prawdziwej lawendy, fajnie przełamany owocami. Z kolei lody krówkowe pięknie pachniały karmelem, a nie były przy tym zaklejasto słodkie. Do tego ujęła nas przemiła obsługa, cierpliwie wszystko wyjaśniająca po angielsku (nasz niemiecki kończy się na hallo i entschuldigung). Tego dnia było bardzo gorąco, więc tym bardziej się ucieszyłyśmy, że przy lokalu jest mały ogródek, w którym można usiąść i w spokoju pałaszować lody. Żeby trafić do Veganisty musiałyśmy na chwilę skręcić z najbardziej utartego turystycznego szlaku, ale naprawdę było warto, bo lody prze-pysz-ne!


Po szwendaniu się wiedeńskimi ulicami w poszukiwaniu najpierw Belwederu, a potem jakiegoś parku, nagle napadł nas nie mały głodek, ale porządny głód. Dobrze się złożyło, że na obiad trafiłyśmy do Harvest - sympatycznego bistro, w 100% wegańskiego, w którym w weekendy można zjeść brunch za 15 euro. Brunch może nie brzmi zbyt obficie, ale nie dajcie się zwieść: w Harvest brunch polega na tym, że nakładamy na talerze do woli! Można było wybierać między daniami obiadowymi, śniadaniowymi granolami, a nawet deserami. Tylko za napoje płaci się oddzielnie.


Niespodziewanie wyjątkową atrakcją były da nas precelki, trochę podobne do krakowskich obwarzanków. Precelki z Harvest są trochę bardziej pulchne i mięciutkie niż ich krakowskie odpowiedniki, a można je było zjeść posmarowane sowicie wegańskim masłem. Cudo!


W Harvest wybór dań jest duży, na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie. Oprócz dań obiadowych i śniadaniowych, mają tam dodatkowo wegańskie ciasta i tiramisu, chociaż nam nie wystarczyło już miejsca, żeby ich spróbować, a wyglądały nader zachęcająco. Tutaj także ogromny plus za miłą, uśmiechniętą obsługę. Z chęcią wybrałybyśmy się do Harvest po raz kolejny.



Nasza wycieczka była krótka, ale pozostał apetyt na więcej. Wiedeń zachwycił nas nie tylko zabytkami, na które wpada się tam co krok, ale i pysznymi wegańskimi produktami, które były dostępne nawet w niedużych supermarketach. Wybór wegańskich serów żółtych, jogurtów i czekolad mlecznych będzie nam się śnił po nocach jeszcze przez jakiś czas. Kto wie, może nam się uda i jeszcze trafimy nad piękny modry Dunaj? :)

Magda

wtorek, 30 sierpnia 2016

Świętujemy urodziny Miejskich - czekoladą i truskawkami!

Ostatnio, to znaczy w połowie sierpnia, minął nam kolejny rok prowadzenia bloga. Tę rocznicę sponsoruje okrągła cyferka 3 :) Bardzo się cieszymy, że blog nadal istnieje, zyskuje nowych fanów na fejsbuku, że zaglądacie tu i komentujecie nasze wpisy. Dziękujemy!

 

Zeby przeczytac przepis, przeiwn do dolu

 

W tym roku przydarzyło nam się dużo fajnych rzeczy i teraz akurat mamy okazję, żeby powspominać!
W styczniu poprowadziłyśmy pierwsze w naszej karierze warsztaty kulinarne. To było super przeżycie, tym bardziej, że zgłosiły się osoby zainteresowane naszą kuchnią, ale niekoniecznie weganie. Za udostępnienie miejsca, a także za motywację i doping dziękujemy Beacie. Za zachęcenie do zrealizowania pomysłu, i to nie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale już, teraz, dziękujemy Celestynie i dziewczynom z Klubu Kobiet Wyjątkowych
Drugi warsztat udało się zorganizować dzięki Ewie, która zasugerowała miejsce, a także dzięki gościnności Deli 8. W tym samym czasie, czyli w marcu, wywiad z nami opublikowała krakowska Gazeta Wyborcza. Czytelnicy piątkowego dodatku mogli przeczytać o tym, jak przechodziłyśmy na dietę roślinną i co myślimy o "nawracaniu" na weganizm. Na marcowych warsztatach pierwszy raz miałyśmy profesjonalny serwis fotograficzny - za to dziękujemy Izie.
Wreszcie, w tym roku nasz blog zagościł w postach innych blogerek - Marty (Zafascynowana życiem) i Ani z aniversum, która napisała prześmieszny tekst pt. "Jak ugryźć weganina". Polecamy! :D
Na dodatek, miejscy roślinożercy znaleźli się na liście ulubionych wegańskich blogów Pawła, który prowadzi popularnego bloga Weganon. Było nam bardzo  miło :)
Życzymy sobie i Wam kolejnych pysznych postów, i oby pojawiały się jak najczęściej ;) Sezon letni powoli się kończy, więc może tym chętniej zasiądziemy do klawiatur :)

DZIĘKUJEMY!

A na koniec lata mamy przepis, który pachnie latem, ale składniki do niego można kupić przez cały rok ;) Pachnącą latem czekoladę, która kojarzy nam się z Prowansją, głównie przez dodatek lawendy. Przyznajemy, że wyprawa do Prowansji chodzi za nami już od dobrych kilku lat, ale za każdym razem w porze urlopów wpada nam do głowy jakiś inny wyjazdowy pomysł, a Prowansja zostaje przesunięta na kolejny rok. I w tym roku nie będziemy się smażyć w prowansalskim słońcu, ale za to będziemy się raczyć pachnącą Prowansją czekoladą. Polecamy!

 

Czekolada gorzka z liofilizowanymi truskawkami i suszoną lawendą

Składniki:
  • 1 tabliczka czekolady gorzkiej (100 g)
  • 1-2 łyżki pokruszonych liofilizowanych truskawek
  • 1/4 łyżeczki suszonej lawendy (my kupujemy w aptece)

Wykonanie:
  1. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Kiedy jest już płynna, wykładamy ją na folię aluminiową. Można tę czekoladę rozprowadzić bardzo cienką warstwą, albo mniej więcej taką jak typowa tabliczka czekolady (tak jak my tym razem).
  2. Kiedy czekolada jest już rozprowadzona równą warstwą, posypujemy ją pokruszonymi liofilizowanymi truskawkami i lawendą.
  3. Czekoladę odstawiamy do zastygnięcia (my zostawiamy na klika godzin w temperaturze pokojowej, dopiero potem wkładamy do lodówki).
  4. Kiedy czekolada już zastygnie, łamiemy ja na kawałki i się zajadamy :)




Smacznego!
Magda i Anka

czwartek, 11 sierpnia 2016

Ciasto-owsianka z kiwi (wegańska!)

Ostatnich parę dni leżałam pod kocem, bo w największy upał przeziębiłam sobie zatoki. Dlatego w weekend opracowywałam kolejne dania, które udało się improwizować ze znalezionych w lodówce resztek.


W ten sposób natrafiłam na kilka BARDZO kwaśnych kiwi, które nie pasowały mi jakoś do zwykłej śniadaniowej owsianki, której raczej nie słodzę. A potem przypomniał mi się placek owsiankowy, który mignął jakiś czas temu w internecie, wiec zdecydowałam, że kwaśne kiwi złagodnieją pod warstwą owsiankowej kruszonki.


I tak, zamiast różowej ciasto-owsianki z malinami, wyprodukowałam blaszkę zielonej ciasto-owsianki z kiwi.


Jeśli nie uważacie słodkich śniadań (bo ja upiekłam tę ciasto-owsiankę właśnie z myślą o długich weekendowych śniadaniach), polecam takiego łakocia do popołudniowej herbatki.


Albo do zapakowania do pudełka w roli słodkiej przegryzki w pracy. Pycha!

Śniadaniowa ciasto-owsianka z kiwi i nasionami chia
podpatrzone z  A Dash of Compassion
Składniki:
Na nadzienie z kiwi:

  • 2 szkl. pokrojonych w kostkę kiwi (3-4 sztuki kiwi)
  • 1 łyżka nasion chia
  • 1 łyżka cukru (ja brałam brązowy)


Na owsiankowy spód i kruszonkę:

  • 1 szkl. płatków owsianych
  • 1 szkl. mąki owsianej
  • 1/3 szkl. cukru (ja brałam brązowy)
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 6 łyżek oleju (ja brałam słonecznikowy)
  • 2-4 łyżki wody


Wykonanie:

Spód i kruszonka:

  1. W misce dokładnie mieszamy płatki owsiane, mąkę owsianą, cukier i sodę. 
  2. Do suchych składników dodajemy olej, a potem po trochu wodę (najpierw 2 łyżki, a jeśli ciasto nie chce się skleić - dodajemy więcej wody, ale nie jednym chlustem).
  3. Pół szklanki ciasta odkładamy na kruszonkę na wierzchu, resztą wyklejamy spód blachy (u mnie tortownica o średnicy 20 cm). 


Nadzienie z kiwi:

  1. Kiwi obieramy ze skórek, kroimy w kostkę i krótko miksujemy blenderem (mają zostać takie nierówne kawałki kiwi, nie chcemy mieć jednolitego musu).
  2. Do lekko zmiksowanego kiwi dodajemy nasiona chia i cukier, dokładnie mieszamy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Nadzienie wykładamy na ciasto w tortownicy i posypujemy kruszonką, czyli odłożoną wcześniej 1/2 szkl. ciasta.
  2. Pieczemy ok. 20-25 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st. Po upieczeniu najlepiej poczekać, aż ciasto wystygnie, bo inaczej nadzienie z kiwi będzie zbyt płynne, żeby można było ukroić nierozsypujące się kawałki.


Smacznego!
Anka