Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2015

Jammie Dodgers, czyli wegańskie kruche ciasteczka z dżemem malinowym

Najbliższe weekendy będą mi upływały na analizowaniu odcinków nowej serii "Doktora Who". Nie rozpisujemy się tu raczej na temat tego, co też ostatnio oglądałyśmy, czego słuchałyśmy itp., ale w przypadku Doktora można dyskusję od razu przesunąć na tematy kulinarne. Na przykład na temat ciasteczek, kruchych, z dżemem malinowym. Brzmi interesująco? :)


Ciasteczka podobne do tych na zdjęciu z uwielbiał zwłaszcza Jedenasty Doktor, czyli ten, którego grał Matt Smith. Jak wiadomo, to czego nie można łatwo zdobyć, automatycznie wydaje się pięć razy lepsze, dlatego kiedy ostatnio przy okazji krótkiego pobytu w Londynie mogłam w końcu spróbować prawdziwych sklepowych Jammy Dodgers (bo tak się składa, że są wegańskie), moją reakcję na ich smak można by opisać jednym słowem - ROZCZAROWANIE. Dlaczego? Otóż, ciasto w tych ciasteczkach smakuje jak najzwyklejsze ciastka kruche, takie na rozwagę lub w sprzedawane w wielkich paczkach, a rzekomy dżem malinowy to tak naprawdę mus z jabłek z dodatkiem malin, żeby kolor się zgadzał.



Moje zamiłowanie do "Doktora Who" jest już raczej nie do podważenia (może po prostu nadejdzie kiedyś moment, kiedy przestanę oglądać kilka odcinków w tygodniu), ale  Jammie Dodgers będę raczej robić domowe, bo są nieporównanie lepsze.

Takie domowe Jammie Dodgers dostałam w prezencie imieninowym od Mamy i Magdy. Wypiekaniem zajęła się wtedy Mama, a ogarnięciem pudełka na ciastka - Magda. Dlaczego wspominam to pudełko? Ano, żeby ulubione ciasteczka Doktora miały odpowiednią oprawę, Magda wynalazła w internetach ceramiczny pojemnik na ciastka w kształcie TARDIS, czyli statku kosmicznego, którym podróżuje Doktor. Fangirl overload!



Teraz wprawdzie w moim ukochanym, najdłużej emitowanym serialu science-fiction jest już Dwunasty Doktor, który jakoś nie wspomina o ciasteczkach Jammie Dodgers, ale co tam, nie czepiajmy się szczegółów. Właściwie, żeby zrobić jakieś danie inspirowane dwunastym Doktorem trzeba by było zrobić lasagnę, no albo pudding. Zobaczymy :) Na razie bardzo polecam te kruchutkie ciasteczka, chociaż od razu ostrzegam, że trudno przestać je jeść, a niestety nie są cholery zbyt leciuteńkie. Chrup!





Jammie Dodgers, czyli wegańskie kruche ciasteczka z dżemem malinowym
przepis podpatrzony stąd 

Składniki:
  • 240 g wegańskiej margaryny
  • 110 g cukru (1/2 szklanki)
  • 360 g mąki
  • słoik dżemu malinowego lub truskawkowego do przełożenia


Przygotowanie:
  1. Margarynę ucieramy z cukrem, ręcznie lub mikserem.
  2. Po trochu dodajemy mąkę, aż się dokładnie połączy. Jeśli pojawią się grudki, miksujemy.
  3. Zagniatamy ciasto, zawijamy w folię spożywczą i wstawiamy na 30 minut do lodówki.
  4. Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość 0,5 cm. Ciasto bardzo się kruszy, więc można sobie pomóc, wkładając je pomiędzy dwa arkusze papieru do pieczenia i dopiero wałkując.
  5. Wycinamy ciasteczka okrągłą foremką, w idealnej wersji lekko obrębioną na brzegach. W połowie ciasteczek wycinamy dziurki za pomocą mniejszej foremki: serduszka, kółeczka lub nakrętki od jakiejś małej buteleczki.
  6. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni.
  7. Pieczemy ciasteczka 10-15 min, ewentualnie odwracając blachę, żeby się równo upiekły. Będą gotowe, gdy lekko się zazłocą na brzegach.
  8. Studzimy.
  9. Dżem malinowy przecieramy przez sitko (opcja dla cierpliwych :) ).
  10. Ciasteczka przekładamy dżemem (ok. ½ łyżki dżemu na 1 porcję), łącząc jedno ciasteczko pełne i jedno z dziurką.
Smacznego!
Anka

środa, 17 czerwca 2015

Kruche ciastka z pistacjami i truskawkami (wegańskie!)

Naszło mnie ostatnio na oglądanie "Plotkary". Wiem wiem, głupi serial, z bohaterami o wymyślonych problemach, z którymi przeciętna osoba nie jest w stanie się identyfikować. Zgoda, ale jak przyjemnie się patrzy na te wszystkie ładne ciuchy! W "Plotkarze" poza ładnymi, przemyślanymi zestawami ubrań jest jeszcze jeden lejtmotyw - mania jednej z głównych bohaterek na wszystko co francuskie, poukładane i ŁADNE.


I właśnie takie są te ciastka: francuskie, równiutkie i bardzo ozdobne. Podejrzewam, że mogłyby się pojawić na brunchu lub herbatce u Blair, chociaż w jej wydaniu byłyby jeszcze pewnie posypane złotym pyłem albo nie wiem czym tam innym, no ale my sobie to już darowałyśmy :) 


W każdym razie, ciastka wyglądają zjawiskowo, są nieskomplikowane i wytrzymają dzielnie nawet kilka godzin, zanim zaczną tracić fason.


Trzeba tylko zdobyć ładne, niezbyt wyrośnięte truskawki, no i pistacje. Chociaż w przypadku pistacjowych niedoborów można w ich miejsce użyć migdałów. Ciastka nie będą ozdobione zielonymi drobinkami, ale nadal będą pyszne. Mniam!

Pomyślałam, żeby takimi ciastkami uczcić sezon truskawkowy, bo mignął mi gdzieś ten filmik. Stwierdziłam, że biorąc pod uwagę znikomy nakład pracy, gotowe ciastka wyglądają naprawdę efektownie. Wykorzystałam przepis na kruche ciastka z pistacjami z Veganomiconu, ale posiekane orzechy wgniotłam po prostu w ciasto, zamiast posypywać nimi uformowane już ciastka. Pominęłam też dodatek kardamonu i wody różanej, bo miało być francusko, a nie bliskowschodnio :)


Kruche ciastka z pistacjami i truskawkami (wegańskie!)

Składniki:
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/2 szkl. oleju
  • 4 łyżki zimnej wody
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/4 szkl. mąki ziemniaczanej
  • 1 3/4 szkl. mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szkl. grubo posiekanych pistacji

  • 1 słoik dżemu truskawkowego (180 g; ja miałam kupny) - nie zużyłam całego
  • ok. 1/2 kg truskawek, umytych, pozbawionych szypułek i zupełnie osuszonych

Przygotowanie:
  1. W misce mieszamy mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia.
  2. W oddzielnej misce mieszamy cukier, olej, sok z cytryny i aromat waniliowy.
  3. Dodajemy mokre składniki do suchych. Jeśli trzeba, dodajemy zimną wodę i szybko zagniatamy gładkie ciasto.
  4. Do gotowego ciasta wgniatamy posiekane orzechy.
  5. Ciasto można zawinąć w folię lub zamknąć w szczelnym pojemniku i schłodzić (przez ok. 30 min), ale nie jest to konieczne.
  6. Ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm i przy pomocy szklanki lub kieliszka (ok. 7 cm średnicy) wycinamy ciastka.
  7. Wycięte ciastka pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury180 st. przez ok. 13-15 min (ciastka mają się upiec, ale nie zrumienić!).
  8. Gotowe ciastka zostawiamy, aż zupełnie wystygną.
  9. Kiedy ciastka są już wystudzone, w rondelku podgrzewamy dżem, aż stanie się płynny.
  10. Nakładamy po ok. 1 łyżce płynnego dżemu na ciastko. Zanim dżem wystygnie, układamy na ciastkach truskawki. Kiedy dżem zastygnie, truskawki będą się pięknie trzymały :) 
Smacznego!
Anka

środa, 23 kwietnia 2014

Filifionkowe ciasteczka mocno czekoladowe

Mleko migdałowe ma delikatny, kremowy smak, który idealnie pasuje do kawy, koktajli owocowych czy kakao. Nie ma ono lekko tekturowego smaku, jakim niestety charakteryzują się niektóre tańsze mleka sojowe. Dlatego właśnie dość często robimy domowe mleko migdałowe. Za każdym razem pozostaje jednak kluczowe pytanie: co zrobić z migdałowymi "trocinami"?


Nie lubię marnować jedzenia. Jestem po prostu chora, kiedy muszę wyrzucić jakiś produkt, który wcisnęłam w na tylną miejscówkę w lodówce. Kilka razy zapomniałam o migdałowych trocinach i od tego czasu staram się wymyślać coraz nowsze sposoby przemycenia ich w jakiejś niczego nie podejrzewającej potrawie: a to dodam je do pasty do chleba, a to trafią do kotletów...
Ostatnio opracowałam jednak nowy przepis: ciastka czekoladowe, w których w przyszłości mają szansę zniknąć duże ilości migdałowej miazgi.

 
Do ciastek można wykorzystać resztki jedzenia, które inaczej mogłyby się zmarnować i dlatego są to ciasteczka filifionkowe (bo to właśnie Filifionka przemycała w zapiekankach resztki różnych potraw, które inaczej trzeba by było wyrzucić).


Pomyślałam o zrobieniu ciastek czekoladowych, bo podobał mi się ten przepis. Zrobiłam więc swoją wersję, do której dodałam migdałowych trocin, które akurat czaiły się w lodówce.


Jak zrobić mleko migdałowe, można przeczytać tu. Ja wyciskam migdały dużo mocniej: tak, żeby były prawie suche. I to właśnie takie suche trociny przydadzą się, żeby zrobić te pyszne, mocno czekoladowe i bezglutenowe ciastka.



Mocno czekoladowe ciasteczka z trocinami migdałowymi

Składniki:
  • 1 szkl. "trocin" migdałowych
  • 1/2 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki aromatu migdałowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
 
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1 szkl. daktyli
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody

  • 100 g gorzkiej czekolady, pokrojonej w drobną kostkę (ok. 0,5 x 0,5 cm)

Przygotowanie:
  1. Wymieszać wszystkie suche składniki.
  2. W oddzielnym naczyniu zmiksować daktyle z olejem kokosowym, wodą i siemieniem lnianym.
  3. Powstałą mieszaninę dodać do suchych składników. Zagnieść ciasto. 
  4. Na koniec dodać pokrojoną czekoladę, szybko wgnieść w ciasto (żeby się nie roztopiła).
  5. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Podzielić ciasto na 12 dość dużych kul. Każdą z nich delikatnie rozpłaszczyć na blasze.
  6. Piec ciastka 13 minut w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni.
  7. Zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasteczka będą dosyć miękkie - trzeba poczekać, aż wystygną (wiemy, że ciężko wytrzymać, ale warto ;-)).


Smacznego!
Anka

niedziela, 23 marca 2014

Ciastka owsiane z żurawinami i pestkami dyni, idealne do podróży

Wybieramy się na wyprawę do stolicy, więc czeka nas podróż środkami komunikacji zbiorowej. Podróż, która będzie trwać znacznie dłużej niż 15-minutowa jazda tramwajem do pracy. Jak nie oszaleć w autobusie czy pociągu, kiedy np. sąsiad lub sąsiadka akurat postanowi opowiedzieć nam całe swoje życie lub chociaż historie chorób wszystkich swoich krewnych po kolei?


Każdy ma swoją taktykę, jak najlepiej zareagować na taką sytuację: niektórzy włączą się do dyskusji, niektórzy z grzeczności odpowiedzą na jedno - dwa pytania a potem do końca podróży będą się zastanawiać, dlaczego nagle wpadło im do głowy być tak dobrze wychowanym, bo na tych dwóch początkowych pytaniach nigdy się nie kończy, jeszcze inni włożą słuchawki do uszu i będzie ich słychać tylko wtedy, kiedy za głośno włączą swoją ulubioną muzykę.


Co robię w takiej sytuacji ja? Zwykle stosuję metodę dwutorową: słuchawki + książka. A do tego specjalny środek zaradczy: własnoręczna przekąska, czyli np. super pyszne ciasteczka owsiane z żurawiną i pestkami dyni! Wprowadzam w życie podejście "poczytam coś, ponucę, przekąszę co i raz" i, o dziwo, podróż mija zdecydowanie milej. A przy okazji nie opycham się jakimiś śmieciami złapanymi w ostatniej chwili na dworcu.


Te ciastka to moja przeróbka tych ciastek. Przewagą przepisu poniżej jest fakt, że wychodzą z niego bardziej zwarte, mniej łamliwe ciastka, które nie przypominają aż tak bardzo mieszanki muesli, są zdecydowanie bardziej "ciasteczkowe".


Ciastka owsiane z żurawinami i pestkami dyni (bezglutenowe!)

Składniki (na ok 25-30 szt.):

  • 3 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 szkl. suszonych żurawin, pokrojonych na pół lub w ćwiartki (jeśli są duże)
  • 1/2 szkl. pestek dyni
  • 1/2 szkl. mleka sojowego + ew. 4-6 łyżek, jeśli ciasto się nie chce zagnieść (lub jakiegoś innego, które mamy pod ręką)
  • 1/3 szkl. cukru
  • 1/4 szkl. oleju 
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego, zmieszanego z 4 łyżkami wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego

Przygotowanie:

  1. W misce mieszamy mąkę, proszek, sodę i cynamon. 
  2. Do mieszanki mąki proszku wsypujemy posiekane żurawiny i pestki dyni.
  3. W oddzielnej misce mieszamy mleko, cukier, olej, rozmieszane z wodą siemię i aromat.
  4. Do suchych składników dodajemy mieszankę mleka, cukru, oleju i aromatu. Szybko zagniatamy. Jeśli ciasto nie chce się zagnieść, dodajemy jeszcze trochę mleka/wody.
  5. Ciasto wałkujemy na grubość ok. 5 min, wycinamy ciastka (ja wycinałam kółka o średnicy ok. 6,5 cm).
  6. W nagrzanym do 20 st. piekarniku pieczemy ciastka ok. 12-15 min. Wyciągamy z piekarnika i pozwalamy ciastkom spokojnie ostygnąć.
  7. Wystudzone ciastka pakujemy w papier śniadaniowy lub do puszki (wytrzymają w niej spokojnie ok. tygodnia).

Smacznego!
Anka

wtorek, 14 stycznia 2014

Moje ulubione ciasteczka z kawałkami czekolady (bezglutenowe!)

Chocolate chip cookies to klasyk, który na blogach (a zwłaszcza amerykańskich) pojawia się w nieprawdopodobnej ilości odsłon. A to z takiej mąki, a to z takimi dodatkami, a to z takiej czekolady, itp., itd. Każdy ma swoją ukochaną wersję, która nie równa się z innymi.Te chocolate chip cookies to TE MOJE ulubione :)


Będąc dziecięciem nie cierpiałam kaszy gryczanej. Nie byłam niejadkiem, ale kasza gryczana to był produkt, do zjedzenia którego po prostu nie można mnie było zmusić. Ani perswazją, ani szantażem, ani w ogóle. Dlatego gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za jakiś czas będę pisać peany na temat ciasteczek z mąki gryczanej, prawdopodobnie stuknęłabym się w czoło. A tu proszę...

 
Pyszne, mocno orzechowe, pulchne. Takie są te ciasteczka. Na dodatek zamknięte szczelnie w puszce będą dobre nawet i po tygodniu od upieczenia. Mniam!



Gryczane ciasteczka z kawałkami czekolady i orzechami włoskimi

Składniki (na ok. 40 szt.):
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/2 szkl. mleka sojowego
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżka siemienia lnianego, rozmieszanego dokładnie z 3 łyżkami zimnej wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • ew. 1 łyżeczka aromatu śmietankowego
  • 2 szklanki mąki gryczanej (+ ew. 1-2 łyżki)
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki proszku
  • 100 g czekolady, gorzkiej lub deserowej, posiekanej w kostkę
  • 1/2 szkl. orzechów włoskich (ok.100 g), grubo posiekanych (mierzymy przed posiekaniem!) 

Przygotowanie:
  1. W misce mieszamy cukier, mleko i olej. 
  2. Dodajemy rozmieszane z wodą siemię. Bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Dodajemy aromaty.
  4. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, sodę i proszek.
  5. Wsypujemy mieszaninę mąki, sody i proszku do mokrych składników. Mieszamy, aż powstanie elastyczna, jednolita kula ciasta, które swobodnie da się rozwałkować. Jeśli ciasto jest za mokre, dodajemy 1-2 łyżki mąki więcej.
  6. Wgniatamy posiekaną czekoladę i orzechy.
  7. Rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm, wycinamy ciastka. 
  8. Pieczemy 9 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.

Ja wolę ciastka, które nie są bardzo wypieczone, bo wtedy jest mniejsza szansa, że po wystygnięciu zrobią się twarde i będzie można sobie nimi powyłamywać zęby. Dlatego piekłam te ciastka tylko 9 min. Jeśli ktoś chce eksperymentować i piec je dłużej - tak żeby się zrumieniły - niech sam ryzykuje :)

Smacznego!
Anka

sobota, 2 listopada 2013

DYNIOWY POST POST-HALLOWENOWY

Lubicie dynię? Albo „dyńkę”, jak mówią niektórzy? :)
My lubimy, jak się okazało, chociaż pierwsze eksperymenty z dynią robiłyśmy dopiero w zeszłym roku. Nie wiedzieć czemu, dynię można u nas kupić właściwie tylko w październiku i listopadzie, jakby nadawała się jedynie do wycinania lampionów na Halloween.
Poniżej podajemy kilka pomysłów, co zrobić z dynią, oprócz wspomnianych lampionów oraz zupy.

UWAGA: Do wszystkich przepisów będzie potrzebny mus z dyni. Jak go uzyskać?

Najłatwiej upiec dynię w piekarniku. Trochę to trwa, więc dobrze upiec jej od razu więcej – a potem można zamrozić. Z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika, że dobrze nadają się dynia „muscat” i „Hokkaido” (czasami na straganach są opisane odmiany); szczególnie ta druga ma delikatny, lekko słodki smak, a obie charakteryzują się lekką konsystencją (nie mączystą).

Jak upiec dynię w piekarniku?
Dynię przekroić na pół, nożem lub łyżką wybrać nasiona. Blachę do pieczenia wyłożyć papierem lub folią aluminiową. Ułożyć dynię miąższem do góry i wstawić do mocno nagrzanego (200 stopni Celsjusza) piekarnika na 30-40 min. Czas zależy od wielkości dyni i mocy piekarnika. Dynia jest gotowa, gdy miąższ jest na tyle miękki, że można go bez problemu wyjąć łyżką. W trakcie pieczenia w zagłębieniach po nasionach może się zbierać woda – trzeba ją wylać.
Upieczony miąższ wybieramy łyżką z dyniowych „skorupek” i zostawiamy do ostudzenia. Potem miksujemy blenderem i dzielimy na porcje – takie, żeby było nam wygodnie rozmrażać, np. ok. szklanki, i wkładamy do pojemników do zamrażania lub po prostu do zwykłych foliowych worków.


Szczegółowy opis i zdjęcia znajdziecie tu.

Gotowy mus można wykorzystać do wielu potraw - poniżej kilka sugestii:


PRZEPIS I – Dyniowy kubek 

 


Proste, szybkie w przygotowaniu, a do tego super rozgrzewające mleko z dynią.
Idealne na słotny jesienny wieczór, ale może być także bazą do dyniowego latte na leniwy weekendowy poranek.

Składniki (na 1 osobę)
  • 1 szklanka mleka sojowego/ migdałowego
  • 1/4 szklanki musu z dyni
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • ewentualnie 1-2 utłuczone goździki 
  • 1 łyżeczka syropu klonowego (można wymienić na stewię albo cukier)
  • parę kropel aromatu waniliowego/ śmietankowego


Zmiksować wszystkie składniki oprócz syropu/ stewii. Jeśli używamy cukru, trzeba go dodać teraz, żeby się rozpuścił przy podgrzewaniu. Można też do mieszania użyć po prostu widelca, ale dzięki użyciu blendera powstanie lekka pianka. Zmiksowany płyn podgrzewamy w rondelku, aż będzie dobrze ciepły. Zdejmujemy z ognia i jeszcze raz miksujemy.
Mniam! Można jeszcze dodać jeszcze kleks mleka kokosowego na wierzch, i posypać odrobiną cynamonu, albo zrobić dyniowe caffè latte, dolewając miarkę lub dwie espresso.

PRZEPIS II – PIECZONA OWSIANKA Z DYNIĄ

Owsianka? Pieczona? Otóż tak, i do tego zapewniam, że nawet ci, którym owsianka kojarzy się ze smętną zupą mleczną, będą się zajadać tak przygotowanymi płatkami owsianymi.
Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki (dla 2 osób):
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 2/3 szklanki mleka sojowego
  • 1/2 szklanki musu z dyni
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
  • parę goździków, ziarenko ziela anielskiego – rozgniecione w moździerzu (zamiast wymienionych przypraw można użyć gotowej przyprawy do piernika)
  • dodatkowo: garść rodzynek/ kilka posiekanych daktyli


Wymieszać wszystkie suche składniki w jednej misce. W drugiej misce wymieszać mleko, puree z dyni, syrop klonowy i aromat. Suche składniki dodać do mokrych, wymieszać. Dodać rodzynki/ daktyle (można też użyć posiekanych orzechów, migdałów, albo kto co lubi). Nagrzać piekarnik do 170 stopni Celsjusza. Nieduże naczynie żaroodporne (np. 15 x 15 cm) wysmarować niewielką ilością oleju. Przełożyć masę płatkową do naczynia. Piec 20-25 min. Owsianka będzie przypieczona i chrupiąca z wierzchu, a miękka w środku.

 

PRZEPIS III: Koperty z dyniowym nadzieniem (takie kopertki raczej)

Pomysł pochodzi stąd


Ciasto:
  • 1/4 szklanki stopionej margaryny, albo oleju
  • 1/4 szklanki margaryny pokrojonej w kostkę (wiem, że to idiotyczna miara, ale ja pokroiłam w dość drobną kostkę i wtedy łatwiej zmierzyć)
  • 1 szklanka mąki pełnoziarnistej
  • 2/3 szklanki białej mąki (pszennej)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu + szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • mąka do wałkowania ciasta
  • zimna woda - tyle, żeby dało się zagnieść ciasto (zacząć od 2-3 łyżek)

Nadzienie:
  • 1/2 szklanki puree z dyni (upieczona/ ugotowana i zmiksowana dynia)
  • 1/4 szklanki oleju
  • 1/4 szklanki brązowego cukru
  • 1 łyżka syropu klonowego (pominęłam)
  • 1/4 łyżeczki przyprawy do piernika, albo tylko cynamonu
  • 1 łyżeczka soku z cytryny

Polewa:
  • 1/3 szklanki mleka kokosowego
  • parę łyżek cukru pudru – do smaku :)
  • ewentualnie: łyżeczka oleju kokosowego (pominęłam)
  • cukier waniliowy, albo wanilia

UWAGA: przepis jest na około 10 ciasteczek, zależy, jak duże – można spokojnie przemnożyć proporcje przez dwa.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki na ciasto umieścić w misce, zagnieść; będzie się trochę sypało, wtedy dodać zimnej wody (ja chyba dodałam w końcu z 4- 5 łyżek, ale trzeba po trochu próbować – tylko tyle, żeby się zagniotło). Do lodówki na pół godziny.

W tym czasie można przygotować nadzienie. Podgrzać wszystko w garnuszku, aż się cukier rozpuści. Ostudzić lekko, zanim się zacznie nakładać na ciasto.

Schłodzone ciasto rozwałkować jak najcieniej, wycinać kwadraciki albo prostokąty. Nie wiem, ile dokładnie cm, ale na placuszku mieści się 1-2 łyżeczki nadzienia, nie więcej. Przykryć drugim placuszkiem. Przycisnąć brzegi widelcem.

Piekarnik ma mieć na początku temperaturę 200 stopni, a po 5 minutach każą zmniejszyć do 175 stopni i piec jeszcze 12 minut (ja piekłam dłużej, ale trzeba patrzeć, żeby się nie spaliły).

Co do polewy: moje mleko było raczej w stanie stałym, więc je roztarłam z cukrem pudrem i cukrem waniliowym w miseczce, i zrobił się taki gęsty lukier, którym polewałam ciasteczka. Ale nie trzymał się karnie powierzchni :D.

Całość jest przyjemnie jesienno-szarlotkowa.


Jak widać, dynia nadaje się nie tylko do przygotowania lampionów :) Można się nią cieszyć przez całą jesień.

Smacznego!

Magda