Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka pełnoziarnista. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka pełnoziarnista. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2016

Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego (wegański!)

Idea tofurnika przez dłuższy czas napawała mnie strachem. Troszkę już te swoją fobię oswoiłam, bo był tu już przepis na tofurnik z czekoladową kruszonką i na mini tofurniczki z karmelowym sosem. Tym razem zrobiłam tofurnik z myślą o Magdzie, która uwielbia dynię. Myślałam, że to będzie taki dyniowy eksperyment, nie coś, co będę chciała powtarzać. A tu zaskoczenie, tofurnik wyszedł przepyszny. W ciągu tygodnia upiekłam go dwa razy!


Proporcje na masę tofurnikową są prawie takie same jak w poprzednich tofurunikach, z tą różnicą, że zamiast mąki ziemniaczanej dodałam mąki z ciecierzycy. Dzięki temu tofurniczek ma trochę więcej białka (więc na pytanie "skąd bierzesz białko?" będzie można z dumą odpowiedzieć, że "z tofu i z mąki z ciecierzycy!"), a dodatkowo dobrze trzyma kształt i nie wysycha.


Jeśli chodzi o mus z dyni, to Magda, jako główna fanka dyni, opisała w tym poście jak taką kupioną dynię upiec, żeby było OK. Ja wpakowałam dynię do piekarnika, zjadłam kolację, zagniotłam spód i zmiksowałam składniki na masę serową, a dynia się wtedy właśnie upiekła do miękkości. Więc zmniejszyłam temperaturę w piekarniku do 160 st., zmiksowałam potrzebną do tofurnika szklankę musu z dyni i dodałam do niej jeszcze trochę mąki z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. I tofurnik już był właściwie gotowy, żeby wjechać do piekarnika.


Co do przyprawy do piernika. Ja wiem, że pumpkin spice i przyprawa do piernika to nie to samo. Ale, tego, w tym tofruniku i przyprawa do piernika zdaje egzamin. Pewnie można by się zabrać za mieszanie własnej przyprawy do piernika, ale akurat nie miałam weny.


Upieczony tofurnik najlepiej zostawić do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Dzięki temu nie powinien popękać w wyniku szoku termicznego po wyjęciu z piekarnika "na gorąco". A nawet jak popęka, to co? I tak będzie pychaaaa :)


Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego

Składniki:

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody
Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 4 łyżki mąki z ciecierzycy
Mas dyniowa:
  • 1 szkl.musu z dyni
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika


Wykonanie:

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto wykładamy do tortownicy i rozwałkowujemy (tylko na dnie tortownicy, bez boków!).
Masa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę z ciecierzycy. Dokładnie miksujemy.

Masa dyniowa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy dynię, aż powstanie gładki mus.
  2. Dodajemy mąkę z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę z tofu.
  3. Wykładamy masę z dyni na masę z tofu. Mieszamy widelcem lub patyczkiem, aż powstaną świrle.
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na min, 60-75 min. Po 60 in trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik zostawiamy do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku, zostawiając uchylone drzwiczki. Zupełnie wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.
Smacznego!
Anka

środa, 20 kwietnia 2016

Łatwy tofurnik na czekoladowym spodzie (tylko 10 składników)!

Mignął mi ostatnio w internetach przepis na tofurnik pieczony w prostokątnej, "chlebowej" foremce. Ja jakoś automatycznie pakowałabym tofurnik do tortownicy, a przecież ciasto upieczone właśnie w takiej prostokątnej foremce można łatwo pokroić na równe trójkąty, więc efekt w zasadzie taki sam :) 


Ten tofurnik powstał trochę przypadkowo: robiłam już kiedyś czekoladowe kruche ciasto z tych proporcji, piekłam też już taką tofurnikową masę, ale żeby połączyć jedno z drugim to była decyzja podjęta pod wpływem chwili.


Można znaleźć mnóstwo przepisów na tofurniki z ciasteczkami oreo, a ten tofurniczek ma podobny wygląd i smak, a nie zawiera żadnych utwardzanych olei, no i ma znacznie mniej cukru. Także taki tofurniczek z ciasteczkami oreo, bez ciasteczek oreo. Ha, zagwozdka natury filozoficznej.


Najlepsze jest to, że do upieczenia tego tofurnika nie trzeba szukać żadnych wyszukanych składników: większość z nich jest na stanie w każdej przeciętnie zaopatrzonej kuchni.
 

Dodatkowo postanowiłam, że użyję minimalnej ilości składników, żeby jak najbardziej uprościć przepis. Stąd pomysł z limitem 10 składników (chyba, że będziemy trochę oszukiwać i zamiast wody do tofu dodamy mleka - wtedy będzie 11 składników).


Z tego przepisu wychodzi wilgotny tofruniczek, który w zamkniętym szczelnie pojemniku można spokojnie przechowywać w lodówce jakieś 3-4 dni. Choć pewnie tyle nie wystoi, bo ktoś się nim zaopiekuje ;)

Tofurnik na czekoladowym spodzie

Składniki:
Ciasto:

  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki soku z cytryny


Masa:

  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

  • ew. cukier puder do posypania przed podaniem


Wykonanie:
Ciasto:

  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki, kakao i cukru waniliowego.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy sok z cytryny z lodowatą wodą. Wodę z sokiem z cytryny wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na pół: jedną część wykładamy na spód formy, drugą odkładamy na kruszonkę. Ja wywałkowałam spód do formy jak na chlebek o wymiarach dna 22 x 10 . Wywałkowany spód dziurkujemy widelcem
  5. Ciasto pieczemy 15 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.


Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę.
  3. Odłożoną wcześniej część ciasta kroimy nożem na "kruszonkę", którą następnie posypujemy wierzch tofurnika (niektóre kawałki zapadną się głębiej w masę, ale to nic).
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na 45-60 min. Po 45 min trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik odstawiamy, aż zupełnie wystygnie. Wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.

Smacznego!
Anka

czwartek, 17 marca 2016

Zielone muffiny z kiwi (wegańskie, z mąką pełnoziarnistą)

No więc tak: poszłam do sklepu, a tam jakoś żadne owoce nie wyglądały zbyt zachęcająco. Wyszłam z kilkoma sztukami kiwi (mam na punkcie tych owoców fioła, potrafię ich zjeść nieprawdopodobnie dużo).  Niestety, w sklepie opanował mnie szał kupowania i nie przyuważyłam, że kiwi były ekhm niezbyt dojrzałe. A właściwie to przypominały bardziej kamienie.


Niezrażona przeciwnościami losu, postanowiłam sprawdzić, co by tu też można zrobić z takich nie do końca udanych kiwi. Padło na muffiny, które znalazłam na Australian Women's Weekly.


Dodatkową zaletą tej muffinowej decyzji był fakt, że te ciastka, tak jak większość muffinów, robi się galopem. W sumie więcej czasu zajęło mi wyszukiwanie przepisu, który przypadłby mi do gustu, niż potem samo przygotowanie muffinów. Trzask prask i gotowe muffiny wyjeżdżają z piekarnika!  


Fajne w tych muffinach jest też to, że piecze się je z mieszanki białej i pełnoziarnistej mąki pszennej, więc nie wychodzą ani takie zupełnie watowate białe ciastka, ani z kolei ciężkie, niemal chlebowe bułki. Ogólnie na dobre wychodzi muffinom taka mieszanka obu mąk


Upieczone kiwi zachowują swój kwaskowaty smak, więc gotowe muffiny nie są nadmiernie słodkie. Dobrze nadają się na śniadanie albo do zapakowania na drugie śniadanie. W sam raz na dzień św. Patryka, kiedy wszyscy nagle szaleją na punkcie zielonych dodatków, zielonego jedzenia i zieleni w ogóle. No, a tym samym kontynuujemy naszą tradycję świętowania czego popadnie ;)



Zielone muffiny z kiwi, z mąką pełnoziarnistą
Składniki:
  • 5 szt. kiwi
  • 1 szkl. mąki białej pszennej
  • 3/4 szkl. mąki pełnoziarnistej pszennej
  • 1/4 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 szkl. mleka (np. sojowego albo migdałowego) + 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzewamy do 180 st.
  2. 2 kiwi kroimy na plasterki (każde na sześć plasterków - do ułożenia na wierzchu muffinów). Pozostałe 3 kiwi siekamy w kostkę i odkładamy.
  3. W misce dokładnie mieszamy suche składniki: obie mąki, proszek i sodę do pieczenia.
  4. W oddzielnym naczyniu mieszamy mleko i sok z cytryny. Odstawiamy na chwilę, żeby mleko się ścięło.
  5. Następnie do mieszaniny mleka i soku z cytryny dodajemy olej, cukier i aromat waniliowy. Dokładnie mieszamy.
  6. Do mieszaniny suchych składników wlewamy mokre składniki. Szybko mieszamy.
  7. Na koniec do ciasta dodajemy posiekane w kostkę kawałki kiwi.
  8. Wymieszane ciasto rozkładamy do 12 foremek na muffiny (jeśli używamy metalowych foremek trzeba je najpierw wysmarować dokładnie olejem). Na wierzchu każdego muffina układamy plaster kiwi.
  9. Pieczemy przez 20-25 min (gotowe muffiny mają się bez problemu odklejać od foremek).
Smacznego!
Anka

wtorek, 27 stycznia 2015

Zasypane śniegiem wegańskie ciasto czekoladowe

Ciasto czekoladowe, kolejne. Po co? Ano, u mnie w pracy było niedawno kilka okazji, które skłaniają do przynoszenia czegoś słodkiego dla całego zespołu. To ciasto czekoladowe jest idealne, żeby poczęstować nim osoby, które boją się jakichś dziwnych wycudowanych wegańskich wypieków. Gwarantuję, że po kilku pierwszych kęsach zapytają ze zdziwieniem, że jak to, to nie jest z jajkiem/śmietanką/masłem? Przecież jest DOBRE!


Na ratunek przychodzi (jak to często bywa) Isa z theppk.com. Ciasto nie jest dietetyczne, ale za to nie wysycha, jest miękkie i dobrze się kroi. Jeśli chodzi o krem, to wykorzystałam po prostu gęstą część mleka kokosowego, z dodatkiem cukru pudru i aromatu waniliowego. No i jeszcze przełożyłam ciasto dżemem. Dysponowałam akurat dżemem z mango, więc taki też trafił do ciacha. Na wierzchu wylądowały wiórki, bo przed świętami oglądałam i oglądałam i oglądałam ten przepis od Marthy Stewart. Nie zmotywowałam się, żeby zrobić pojedyncze małe ciastka, ale w końcu zrobiłam mini torcik.
 

Ciasto, które w końcu zaniosłam do biura, nie prezentowało się aż tak porządnie. Nie zrobiłam mu zdjęć, ale niestety dość mocno się rozjeżdżało. Dlaczego? No więc:

  • dałam za mało agaru do dżemu (1 łyżeczka zamiast 2),
  • nie chciałam pożałować kremu na wierzch, więc użyłam całej puchy mleka kokosowego Kier, a to było jednak trochę za dużo,
  • ale przede wszystkim składałam te wszystkie elementy rano przed wyjściem do pracy, więc ciasto nie miało czasu się uleżeć i ładnie stężeć.


Żeby zaradzić rozjeżdżaniu się ciasta, w wersji, którą podaję poniżej, zwiększyłam ilość agaru, odjęłam płynną część z mleka kokosowego (bo tym razem użyłam tego z firmy TaoTao), no i jeszcze tym razem zostawiłam ciasto w lodówce na noc, żeby miało czas się ustać :)


Chociaż w sumie przyznam, że zaniesione do biura ciasto zniknęło w oszałamiającym tempie, mimo tego, że się nie trzymało i bardziej przypominało trifle. Czyli nawet jeśli ciacho nie będzie stało równiutko na baczność, uraczeni nim goście zapewne spałaszują je ze smakiem :)


Wegańskie ciasto czekoladowe z dżemem z mango, kremem z mleka kokosowego i wiórkami kokosowymi

Składniki:

Czekoladowe blaty:
moja wersja tego przepisu
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szkl. mąki pszennej białej
  • 1 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku
  • 2/3 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru (lub 1 szkl., będzie minimalnie bardziej słodkie)

  • 2 szkl. mleka (sojowego, migdałowego)
  • 1 łyżka octu jabłkowego (lub soku z cytryny)
  • 2/3 szkl. oleju
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego

Dżem do przełożenia:
  • 200-250 g dżemu z mango
  • 2 łyżeczki agaru
  • 2 łyżki zimnej wody

Krem na wierzch:
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2-4 łyżki cukru pudru (lub szczypta stewii), lub więcej - do smaku
  • kilka kropli aromatu waniliowego

Do dekoracji:
  • ok. 1/3 szkl. wiórków kokosowych


Wykonanie:

Czekoladowe blaty:
  1. W dużej misce mieszamy mleko i ocet, odstawiamy, żeby się ścięło.
  2. W tym czasie w oddzielnym naczyniu bardzo dokładnie mieszamy suche składniki.
  3. Nagrzewamy piekarnik do 175 st.
  4. Kiedy mleko już się zetnie, dodajemy do niego olej i aromat waniliowy, mieszamy dokładnie (trzepaczką lub mikserem).
  5. Do mieszaniny mokrych składników dodajemy mieszaninę suchych, szybko mieszamy (trzepaczką lub mikserem na małych obrotach), aż powstanie gładka masa.
  6. Powstałe ciasto dzielimy na 1 równe części (ja przelewam do dwóch misek identycznej wielkości).
  7. Ciasto przelewamy do foremek (jeśli mamy dwie takiej samej wielkości - u mnie o średnicy 22 cm), lub pieczemy na dwie tury - każdy blat po ok. 35 min, aż patyk wbity w środek ciasta będzie suchy.
  8. Upieczone blaty ciasta studzimy do góry nogami, najlepiej na kratce.
  9. Kiedy blaty są już zupełnie wystudzone, można je już przekładać dżemem z agarem.
  10. Uwaga! Jeśli blaty są bardzo nierówne (np. środek mocno wyrósł), to trzeba je wyrównać nożem! Tylko powoli i ostrożnie, żeby z od tego wyrównywania blaty nie zrobiły się jeszcze bardziej krzywe :) 


Dżem do przełożenia:

  1. W rondelku mieszamy 2 łyżeczki agaru z zimną wodą.
  2. Stopniowo dodajemy dżem.
  3. Taką mieszaninę podgrzewamy na niedużym ogniu, bardzo dokładnie mieszając.
  4. Kiedy dżem z agarem się zagotuje, trzymamy go na małym ogniu jeszcze ok. 3 min.
  5. Studzimy, a wystudzoną masą przekładamy blaty ciasta (ok. 1/3 masy).
  6. Resztą dżemu z agarem smarujemy boki i wierzch torciku. wyrównujemy powierzchnię, np. nożem do masła.
  7. Odstawiamy na kilka godzin do lodówki (a najlepiej na noc).


Krem na wierzch:
  1. Mleko kokosowe musi być dobrze schłodzone (najlepiej przez noc)!
  2. Ze schłodzonej puszki mleka kokosowego odlewamy płynną część. 
  3. Kremową część mleka przekładamy do miski (najlepiej wyższej niż ta na zdjęciach, bo ja trochę pochlapałam kuchnię!) i miksujemy chwilę, żeby powstał równy krem.
  4. Do mleka kokosowego dodajemy mąkę ziemniaczaną i miksujemy.
  5. Następnie dodajemy cukier puder lub stewię do smaku, miksujemy.
  6. Na koniec dodajemy aromat waniliowy i znowu miksujemy.
  7. Jeśli nie używamy kremu od razu, trzeba go włożyć do lodówki!


Dekoracja:
  1. Dekorujemy ciasto kremem: ok. 1/3 kremu zużywamy na wierzch ciasta, resztę na boki.
  2. Następnie posypujemy ciasto wiórkami kokosowymi (ja wklepywałam je w krem rękoma, ale jak ktoś nie chce tak łapami, to można próbować łyżką).
  3. Jeśli coś jest trochę krzywo, to patrzymy na ten obrazek z tekstem Julii Child i nic się nie przejmujemy :)


Smacznego!
Anka

wtorek, 16 grudnia 2014

Wytrawna pełnoziarnista tarta Tatin z szalotkami i rozmarynem (wegańska)

Tarty Tatin nikomu przedstawiać nie trzeba :) Z jej prawidłowym wykonaniem bywa jednak różnie. Zdarzyło mi się słyszeć, że komuś podano odgrzewane ciastko francuskie ("żaluzje") z jabłkami, które w karcie widniało jako tarta Tatin... 

Ale i niżej podpisana ma swoje winy względem tej szlachetnej tarty: przyznaję, TAK, wiele razy robiłam ten deser, używając najróżniejszych odmian jabłek, a wcale nie "przepisowej" szarej renety. I co? Po bliższym zapoznaniu się z szarą, muszę przyznać: nie ma sobie równych! Jest naprawdę inna niż wszystkie, bo żadna odmiana nie rozleci się w pieczeniu tak, jak reneta. Jej maślistość i rozpływalność idealne komponuje się z maślanym (czyli w wersji wegańskiej, tłuszczowo-kokosowym) ciastem.


A skąd pomysł, żeby do jabłek dodać szalotkę i rozmaryn? No cóż, jako dziecko i w przedwegańskich czasach, bardzo lubiłam podawaną jako dodatek do mięs, cebulę duszoną z jabłkami. Jak się można domyślić, za pieczeniami nie tęsknię, ale pozostał mi sentyment do skarmelizowanej cebuli w słodkim towarzystwie. Żeby trochę tę słodycz przełamać, wymyśliłam rozmaryn. Dzięki temu tarta pięknie pachnie i zyskuje na wytrawności.

tarta po odwróceniu


Mała porada na zakończenie: układając nadzienie, zacznijcie od warstwy szalotek. W ten sposób, po odwróceniu upieczonego ciasta, dekoracyjne plastry skarmelizowanej cebulki znajdą się na wierzchu.
Spieszcie kupić renetę, póki jeszcze jest! :)

Pełnoziarnista tarta Tatin z szalotkami i rozmarynem

Składniki:

Ciasto:

  • 1 1/2 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. tłuszczu (oleju kokosowego lub rzepakowego, lub pół na pół)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego, zmieszane z 1/4 szkl. zimnej wody (+ dodatkowo ok. 2 łyżek zimnej wody, jeśli ciasto nie chce się zagnieść)
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • świeżo mielony pieprz (opcjonalnie)


Nadzienie:

  • 4-5 średnich jabłek odmiany szara reneta (800 - 900 g)
  • 6 -8  szalotek
  • 1 łyżka oleju
  • łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 3/4 - 1 łyżeczka soli
  • gałązki świeżego rozmarynu do dekoracji


Przygotowanie

Ciasto

  1. W misce mieszamy suche składniki. Do wymieszanych suchych składników dodajemy stopniowo olej, po 2-3 łyżki na jeden raz. Za każdym razem dokładnie mieszamy widelcem, aż powstaną grudki.
  2. Następnie po trochu dolewamy wodę, nadal mieszając ciasto widelcem.  Jeśli ciasto nie chce się zamienić w zwartą kulę, dodajemy dodatkowe 4 łyżki wody. Nie ugniatamy ciasta na siłę, bo będzie bardzo twarde!
  3. Zagniecione ciasto zawijamy w folię lub zamykamy w szczelnym pojemniku i chłodzimy przez min. 30 min w lodówce.


Nadzienie

  1. Szalotki obieramy i kroimy w talarki.
  2. Wkładamy szalotki do większej miski, wlewamy łyżkę oleju i dokładnie mieszamy, by olej równo pokrył wszystkie krążki.
  3. Przekładamy szalotki na blaszkę wyłożoną folią aluminiową lub papierem do pieczenia.
  4. Włączamy piekarnik na temperaturę 200 st. Celsjusza.
  5. Wstawiamy szalotki do piekarnika na 10-15 min, aż się skarmelizują (czyli niektóre talarki będą nawet ciemnobrązowe, tylko bez przesady!). Wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do przestygnięcia.
  6. Jabłka obieramy i kroimy na półplasterki (nie muszą być bardzo regularne, jabłka i tak się rozpłyną w trakcie pieczenia).
  7. Formę na tartę wykładamy papierem do pieczenia (chyba że to forma ceramiczna).
  8. Układamy najpierw warstwę cebuli, a na niej plasterki jabłek.
  9. Rozmaryn rozcieramy w dłoniach lub rozkruszamy w moździerzu. Posypujemy nim jabłka.
  10. Oprószamy jabłka solą.
  11. Wyjmujemy ciasto z lodówki (p. przepis powyżej).
  12. Włączamy piekarnik na 220 st. Celsjusza.
  13. Gdy ciasto trochę odtaje (ok. 15 minut), rozwałkowujemy je na placek, który przykryje nadzienie w foremce.
  14. Układamy pokrywę z ciasta na nadzieniu.
  15. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 30 minut. Ciasto ma być zrumienione i chrupiące.
  16. Lekko przestudzoną tartę przykrywamy dużym talerzem i odwracamy.
  17. Podajemy z gałązkami świeżego rozmarynu na wierzchu.

i przed odwróceniem :)




Smacznego!
Magda

sobota, 15 listopada 2014

Lawendowo-czekoladowe ciasteczka shortbread (wegańskie, pełnoziarniste)

Próby upieczenia ciasteczek shortbread z mniejszą ilością tłuszczu niestety nie doprowadziły do żadnych godnych polecenia efektów, ale miały jeden pozytywny skutek, bo przy tym eksperymentowaniu wypróbowywałam też różne dodatki do tych delikatnych kruchych ciasteczek: a to posiekane orzechy, a to płatki róży (dziwne, ale całkiem fajne). Dzisiejsze ciasteczka to, jak dotychczas, moje największe osiągnięcie w kategorii shortbread: czekoladowe ciasteczka z dodatkiem lawendy!


Najpierw upiekłam kilka tur białych ciasteczek z lawendą (istnieje taki brytyjski klasyk, więc zgapiłam go z BBC Good Food), ale potem zaczęłam coraz bardziej i bardziej kombinować.


W końcu pomyślałam, żeby połączyć lawendę z czekoladą. Taki pomysł przyszedł mi do głowy, bo pamiętam czekoladę z lawendą, która trafiała się czasem w Lidlu (mleczna i mocno słodka, więc teraz odpada) i PRZEPIĘKNIE pachniała. A może by tak wykonać ciasteczka, które będą jednocześnie czekoladowe i lawendowe? TAK!


Najpierw myślałam, że można by je ochrzcić ciasteczkami na dobry sen, bo zawierają dodatek lawendy, która podobno delikatnie uspokaja i relaksuje. Tylko że z drugiej strony dodaje się do nich też kakao, czyli troszkę kofeiny. Tak więc w końcu pewnie indeks wybudzaczy/usypiaczy w tych ciasteczkach wychodzi na zero. No cóż, nawet jeśli nie są to ciasteczka na dobranoc, nie zmienia to faktu, że są pyszne: czekoladowe, kruche, rozpływające się w ustach. A na koniec tego wszystkiego jeszcze lawenda. Szał!




Lawendowo-czekoladowe ciasteczka shortbread (wegańskie, pełnoziarniste)

proporcje wzorowane na tym przepisie

Składniki:
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szkl. cukru pudru
  • 1 łyżka suszonych kwiatów lawendy
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1/4 szkl. oleju/oliwy

Przygotowanie:

  1. W misce mieszamy mąkę pszenną i mąkę ziemniaczaną. Przesiewamy przez sitko kakao i cukier puder (koniecznie!). Bardzo dokładnie mieszamy. Dodajemy lawendę.
  2. Do suchych składników dodajemy aromat waniliowy i oleje. Szybko zagniatamy.
  3. Gotowe ciasto można schłodzić w lodówce (ok. 30 min), ale nie jest to konieczne.
  4. Ciasto wykładamy do wyłożonej papierem płaskiej formy i rozwałkowujemy na grubość ok. 7 mm.
  5. Przy pomocy widelca nakłuwamy rozwałkowane ciasto.
  6. Pieczemy 20-22 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 160 st.
  7. Upieczone ciastka odstawiamy na 3-5 min i kroimy na paluszki: ok 30 szt.
  8. Czekamy, aż ciasteczka zupełnie ostygną i pakujemy je do puszki.

Smacznego!
Anka

niedziela, 15 czerwca 2014

Chleb z siemieniem lnianym (na zakwasie!)


Na naszym blogu zazwyczaj goszczą przepisy łatwe w przygotowaniu i niezbyt czasochłonne. Tym razem proponujemy chleb na samodzielnie przygotowanym zakwasie. Nam też na początku wydawało się to abstrakcją, ale okazało się, że upieczenie chleba wcale nie jest aż tak skomplikowane.


Własnoręcznie przygotowany chleb wymaga, i owszem, czasu, ale wcale nie aż tak dużo pracy. Chleba prawie nie trzeba wyrabiać, wystarczy dobrze pomieszać, poczekać aż wyrośnie, a potem złożyć... i znowu poczekać. 


Właśnie, poczekać - najczęściej nie mamy czasu na czekanie, ciągle się nam spieszy i na wszystko brakuje - no tak, czasu. Jeśli wydaje się Wam, że sobota to za mało (albo szkoda Wam sterczeć przy piekarniku), proponuję wykorzystać któryś z przedłużonych weekendów. Zapewniam, że przygoda z pieczeniem się Wam spodoba. A zapach piekarni w domu jest po prostu nie do przecenienia!


Jeszcze parę słów na temat zakwasu: warto zaplanować sobie jego przygotowanie w tygodniu poprzedzającym pieczenie. Zrobienie zakwasu zajmuje 4 dni. Po tym czasie możecie go schować do lodówki i wyjąć dopiero w przeddzień pieczenia (patrz - przepis poniżej). Ja skorzystałam z instrukcji na stronie Moje Wypieki, którą Wam również polecam. W zasadzie cała robota przy przygotowaniu zakwasu sprowadza do się zamieszania mąki z wodą dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Dziecinnie proste, prawda? No i nawet jak pracowicie pracujemy przez cały dzień, to przecież rano i wieczorem jesteśmy w domu :)

Najważniejsze przy przygotowaniu zakwasu jest dopilnowanie, żeby nie dostały się do niego jakieś niepożądane bakterie: dobrze jest wypiec słoik, a łyżkę, której używamy do mieszania zakwasu, za każdym razem przelać gorącą wodą. A więc - nie może się nie udać! Zapraszam do naszej piekarni :)


Chleb z siemieniem lnianym
(przepis podaję za tym blogiem)

Zakwas

opis przygotowania znajdziecie tu

Do odświeżenia zakwasu:
  • 80 g mąki luksusowej (1/2 szklanki)
  • 1/2 szklanki letniej wody

Składniki na chleb (bochenek ok. 900 g )
  • 200 g zakwasu (ważymy już po odświeżeniu)
  • 175 g mąki pszennej pełnoziarnistej (1 1/3 szklanki)
  • 200 g mąki pszennej luksusowej (1 1/4 szklanki)
  • 5 g cukru (łyżeczka)
  • 6 g soli (łyżeczka)
  • 230 g ciepłej, nie gorącej wody - do ciasta (szklanka) 

  • 70 g ciepłej wody - do namoczenia siemienia lnianego
  • 100 g siemienia lnianego (niemielonego!)
 
  • + ok. 1 szkl. mąki pszennej luksusowej do podsypywania

W PRZEDDZIEŃ (np. po południu)

Wyjmujemy zakwas z lodówki. Zostawiamy na 3 godziny, żeby osiągnął temperaturę pokojową. Po tym czasie "odświeżamy" go, dodając pół szklanki mąki i pół szklanki przegotowanej LETNIEJ wody. Dokładnie mieszamy, przykrywamy i ustawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów. Zostawiamy na co najmniej 3 godziny, a nic się nie stanie, jeśli postoi sobie przez noc.

W DNIU WYRABIANIA

1. Siemię lniane zalewamy gorącą wodą (70 g) i odstawiamy do namoczenia.
2.Odmierzamy 200 g odświeżonego już zakwasu. W naszym wypadku jest to ok. 230 ml (czyli niepełna szklanka), ale wszystko zależy od gęstości zakwasu. 

200 g zakwasu, czyli niepełna szklanka
Dodajemy cukier, wodę i oba rodzaje mąki. Wyrabiamy, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Ostawiamy na pół godziny.
3. Po tym czasie dodajemy do ciasta siemię lniane i sól, ponownie wyrabiamy (krótko).
Powstanie dość luźne ciasto. Przykrywamy i odstawiamy co najmniej na 3 godziny w ciepłe miejsce (może to być piekarnik ustawiony na najniższą możliwą temperaturę, tylko minimalnie wyższą niż pokojowa). Jeśli będzie za zimno, ciasto nie wyrośnie lub wyrośnie niewiele.
4. Kiedy ciasto podrośnie, przychodzi czas na składanie. Najpierw mocno naciskamy ciasto, żeby wyszło z niego powietrze. Następnie krótko je przerabiamy i wałkujemy (lub rozciągamy palcami) na kształt odpowiadający z grubsza prostokątowi. 
Możliwe, że na tym etapie trzeba będzie podsypać dodatkową mąkę, żeby ciasto się nie kleiło (do 1 szklanki). Nie trzeba się aż tak bardzo przejmować dokładnymi proporcjami. Ważne, żeby ciasto dało się zagnieść, czyli nie może lepić się do rąk i blatu. Ilość mąki może się zmieniać – nawet waga szklanki mąki (250 ml) może różnić się w zależności od wilgotności powietrza, więc jeśli nie macie kuchennej wagi, nie martwcie się. Chleb wyjdzie i tak. :)
Gotowy prostokąt z ciasta składamy na trzy. Czynność powtarzamy. 


5. Układamy ciasto na ściereczce OBFICIE posypanej mąka. Ciasto nie wchłonie mąki, a jeśli posypiemy jej ledwie-ledwie, nie da się potem odkleić od ścierki. Zostawiamy na co najmniej 3 godziny do ponownego wyrośnięcia (też spokojnie można zostawić na całą noc). Jeśli wstawiamy ciasto do piekarnika (ustawionego na najniższą możliwą temperaturę, tylko minimalnie wyższą niż pokojowa), warto chlebek włożyć dodatkowo do jakiegoś naczynia, inaczej będzie się chciał rozlać po całej blaszce.
6. Po 3 h (lub następnego dnia rano) odkrywamy ciasto; jeśli wyrastało w piekarniku, oczywiście je z niego wyciągamy.
7. Naczynie do pieczenia: może to być ceramiczna forma do zapiekania, albo naczynie żaroodporne, wstawiamy do piekarnika (PUSTE) i nagrzewamy piekarnik do temperatury 230°C. Dzięki temu, że włożymy ciasto do gorącego już naczynia, chleb nie przyklei się do foremki, a upieczony bez problemów z niej wyskoczy :)
8. Nagrzaną formę wyjmujemy z piekarnika i przekładamy do niej ciasto. Uważamy na łapki!
9. Pieczemy 30 minut. Chleb powinien podrosnąć, zrumienić się i łatwo wyjść z formy. Jeśli nie chce odkleić się od dna, znaczy to, że trzeba go jeszcze podpiec. Więcej czasu potrzeba, jeśli pieczemy dwa bochenki na raz (podwójna porcja ciasta) - 45 minut. A warto upiec od razu dwa chleby, bo jeden zniknie w ekspresowym tempie!

Smacznego!
Magda

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lekki piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Ciasto z truskawkami to ostateczny znak, że lato już blisko. Świeżutkie, pachnące, soczyste truskawki kojarzą mi się z siedzeniem nad notatkami i powtarzaniem materiału do testów, egzaminów... i innych takich tam. W tym roku żaden egzamin, test czy sprawdzian mnie nie czeka. To pierwszy taki czerwiec od bardzo, bardzo dawna.


To naprawdę dziwne uczucie, kiedy w tramwajach widzę studentów panikujących, powtarzających na ostatnią chwilę lub wręcz przeciwnie - tych, którzy przyjęli postawę stoicką i dali sobie spokój z nauką jeszcze zanim egzaminy się zaczęły. Tak sobie myślę, że ja wprawdzie nie muszę już powtarzać materiałów do testów, zaliczeń, egzaminów, ale nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby usiąść z miską truskawek i cieszyć się, że lato się jednak namyśliło, i przyszło.


Poza tym, skoro nie mam już egzaminów, czyli nie muszę robić prania ręcznego, porządkować notatek ani myć okien tylko dlatego, że nie chce mi się już dalej uczyć, mogę poświęcić trochę czasu,żeby zrobić ciasto z truskawkami. I to nie byle jakiś podstawowy biszkopcik, ale piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami!


Tak, piętrowy! Niedawno, po latach pieczenia płaskich ciast, które można było ewentualnie przekroić na dwa, no ostatecznie trzy blaty, odkryłam, że jeśli upiecze się torcik w formie o małej średnicy, warstw może być WIĘCEJ. Tak, torciki mogą wyglądać jak te pozornie małe, ale wysokie ciasta z cukierni. I nie trzeba wcale robić porcji dla pułku, żeby wyszło nam wysokie ciasto. Potrzebujemy tylko małej foremki, za którą w naszym przypadku robi miska-pojemnik na żywność ze stali nierdzewnej, wyłożona dodatkowo folią aluminiową (średnica 18 cm).


Czekoladowe ciasto, które pokroiłam na 4 blaty (!) to przerobione ciasto z tego przepisu. Przerobione, bo użyłam musu z ugotowanych marchewek (nie miałam akurat buraka w lodówce). Pyszne, elastyczne, a przy tym puszyste czekoladowe ciasto. Do tego masa z mleka kokosowego marki Kier (kryptoreklama, ale z tego mleka naprawdę zawsze wychodzi idealny krem, czego nie można powiedzieć o innych markach mleka kokosowego). My zaopatrujemy się w to mleko w jednych jedynych wygrzebanych mini delikatesach, bo nie znalazłyśmy go w żadnym sieciowym sklepie. A szkoda. Dzięki kremowemu mleku kokosowemu powstaje lekki, delikatny i niezalepiający torcik, w sam raz na letnie podwieczorki. Mniam!

Piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Składniki:
ciasto czekoladowe to moja wersja tego ciasta
  • 4 średniej wielkości marchewki, obrane, pokrojone w cienkie krążki, ugotowane do miękkości i zmiksowane na gładko = 1,5 szkl. musu marchewkowego
  • 1/2 szkl. wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/2 szkl. zwykłej pszennej mąki
  • 1/2 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • ew. ok. 1/2 rozgniecionego banana (patrz krok 1)
  • ok. 1 łyżeczka oleju do wysmarowania formy

  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • stewia lub cukier puder do smaku
  • 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego

  • 1 - 1,5 szkl. truskawek + ew. kilka truskawek do dekoracji
  • kilka listków melisy do dekoracji

Przygotowanie:
  1. Robimy mus marchewkowy (gotujemy obrane i pokrojone marchewki, miksujemy je na gładką masę blenderem). Do musu dodajemy wodę i znów miksujemy. Mają powstać 2 szkl. masy - jeśli jest jej mniej, można dodać trochę rozgniecionego widelcem banana i uzupełnić różnicę.
  2. Do marchewkowego musu z wodą dodajemy 1 łyżeczkę aromatu waniliowego i ocet.
  3. W oddzielnej misce DOKŁADNIE mieszamy mąkę pełnoziarnistą, zwykłą, kakao, cukier, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, sodę i sól.
  4. Do masy marchewkowej dodajemy po trochu mieszankę suchych składników. Mieszamy dokładnie, ale w miarę szybko. Powstanie gęste ciasto.
  5. Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej folią i wysmarowanej olejem formy o średnicy 18 cm i wyrównujemy powierzchnię. 
  6. Pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 160 st. przez około 35- 45 minut. Patyczkiem sprawdzamy czy ciasto jest suche - jeśli tak, wyciągamy je z piekarnika i studzimy odwrócone "do góry nogami" (czyli kładziemy ciasto na jego wyrośniętej górnej części).
  7. Kiedy ciasto ZUPEŁNIE wystygnie, skrajamy górną warstwę, jeśli się "wypuczyła" - przyda nam się do posypania torciku po wierzchu okruchami ciasta.
  8. Wyrównane ciasto kroimy na cztery warstwy. Ostrożnie -jeśli nie mamy wprawy, lepiej pokroić ciasto na mniej blatów, bo poszarpane warstwy nie będą się dobrze trzymać!
  9. W misce mieszamy mleko kokosowe, 1 łyżkę mąki ziemniaczanej, 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego i 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego. Dodajemy stewię lub cukier wg uznania. Dokładnie mieszamy. Jeśli nie użyjemy kremu od razu, wkładamy go do lodówki i wyciągamy dopiero, kiedy będziemy go już potrzebować.
  10. Truskawki kroimy na niewielkie kawałki - jedną truskawkę na 6-8 kawałków. 
  11. Wracamy do przekładania ciasta: blat z najniżej warstwy zostawiamy na górne reprezentacyjne piętro. Wybieramy inny blat i układamy na nim 1/4 przygotowanego wcześniej kremu. Na kremie układamy 1/3 pokrojonych truskawek. Przykrywamy kolejnym blatem, czynność powtarzamy 2 razy.
  12. Kiedy została nam ostatnia część (1/4) kremu i ułożyliśmy ostatni, najrówniejszy blat ciasta, wykładamy na nim ten pozostały krem i dekorujemy go okruchami skrojonego wcześniej ciasta. Układamy truskawki i ew. liście melisy.
  13. Ciasto trzymamy w lodówce i wyciągamy dopiero na chwilę przed podaniem.
Smacznego!
Anka

czwartek, 28 listopada 2013

Świąteczne brownie

Za Wielką Kałużą wypada dziś Święto Dziękczynienia, w Panamie Święto Niepodległości, poza tym urodziny Karen Gillan (czyli Amy z serialu "Doctor Who") i zapewne wiele innych ciekawych wydarzeń (o dzięki ci, Wielka Wikipedio!). A z rocznic z naszego podwórka to wypadła dziś 

95. rocznica przyznania praw wyborczych kobietom. Całkiem fajna rocznica :)


Więc może wybierzmy sobie to święto, które nam się najbardziej podoba i uczcijmy je ciastem czekoladowym. No bo ciasto czekoladowe to dobry pomysł na wszystkie święta, prawda?


Przepis na to ciasto fascynował mnie dość długo, a to za sprawą jednego nietypowego składnika. Długo obmyślałam, jak dziwne wydaje mi się ciasto z CZYMŚ takim, ale w końcu ciekawość wzięła górę i musiałam wypróbować.


Śpieszę odraportować, że ciasto jest przepyszne: dobrze wilgotne, mocno czekoladowe i na dodatek dobrze się przechowuje (chociaż u nas za długo nie trzeba było go przechowywać :) ).




Brownie z... kalafiorem!
(tak tak, nie pomyliłam się :P)

Przepis pochodzi stąd.

Składniki:
  • 3/4 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej (no ostatecznie białej ;) )
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/4 szkl. kakao
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego (można pominąć, ciasto trochę mniej urośnie)
  • 1/3 szkl. cukru (+ ew. 1/4 szkl. cukru więcej, jeśli wolimy słodsze ciasta)
  • 100 g posiekanej gorzkiej czekolady
  • 1 łyżeczka olejku waniliowego
  • 1/2 szkl. mleka (jakie mamy pod ręką)
  • 3 łyżki oleju
  • i gwóźdź programu: 2 szkl. różyczek kalafiora, umytych i przelanych gorącą wodą (albo mrożonych - trzeba wcześniej rozmrozić) - 250g (że co?)
Przygotowanie:
  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 st. i wysmarowujemy olejem formę (ok. 20 x 20 cm).
  2. W misce mieszamy dokładnie wszystkie suche składniki.
  3. Mieszamy wszystkie mokre składniki i dokładnie miksujemy blenderem, żeby nie zostały ŻADNE grudki. Masa ma być idealnie gładka.
  4. Wlewamy mokre składniki do suchych i dokładnie mieszamy. Gotowe ciasto przekładamy do przygotowanej wcześniej formy. Pieczemy 30 min.
  5. Czekamy aż ciasto zupełnie wystygnie i podajemy. Wystudzone ciasto najlepiej przechowywać w lodówce.

Ciasto pięknie pachnie czekoladą, a nie swojską kapustką! Naprawdę:)

Smacznego!
Anka

sobota, 9 listopada 2013

Śliwkowe muffiny śniadaniowe

Zaczął się kolejny już w listopadzie lekko przedłużony weekend, czyli idealna okazja, żeby dłużej posiedzieć przy śniadaniu. A może nawet żeby jeszcze w szlafroku przygotować muffiny, które uprzejmie upieką się w czasie, kiedy my będziemy dopełniać porannej toalety. Nie będzie przecież dokąd biec, więc najlepiej siąść z pierwszą kawą, świeżo upieczonym muffinem i spokojnie pocelebrować długie śniadanie.


Muffiny niekoniecznie kojarzą się z czymś pożywnym, ale naprawdę łatwo jest je zamienić w sycące śniadanie. Wystarczy, że zamiast białej mąki użyjemy mąki pełnoziarnistej, a dodatkowo przemycimy jeszcze trochę błyskawicznych płatków owsianych i nasze muffiny w magiczny sposób staną się zdrowym śniadaniem, który dostarczy nam energii na parę dobrych godzin. Jeśli dołożymy do nich jeszcze jakieś świeże owoce, to dodatkowo będą pięknie pachniały.


Zgodzę się, że lekkie, delikatne muffiny to dobry pomysł na szybki deser, ale na śniadanie wolę takie trochę bardziej treściwe i mniej słodkie wypieki, więc i ten przepis poza mąką pełnoziarnistą i płatkami zawiera też proporcjonalnie niedużo cukru. Kiedy muffiny już miały wjeżdżać do piekarnika, przypomniał mi się cukier perlisty, którego prawie nigdy nie używam, więc stoi zapomniany w kącie. W ostatniej chwili pomyślałam, że takie białe kuleczki cukru będą ładnie kontrastować z ciemniejszym ciastem, dlatego moje zdrowe muffiny zyskały średnio zdrową posypkę z cukru. Za to jak ślicznie wyglądają! ;)


Nieważne, jakie domownicy mają plany na Święto Niepodległości, na jaki marsz się wybierają albo z kim będą się kłócić przy obiadowej zupce, na pewno skuszą się na pachnące muffiny ze śliwkami. A potem niech już się kłócą, czyja racja jest najbardziej słuszna. Chociaż może muffiny zakleją ich na tyle skutecznie, że zaniechają wszelkich dyskusji... hmm, pomarzyć zawsze można :)

Śliwkowe muffiny śniadaniowe

przepis to moja wersja muffinów z tego bloga

Składniki:

(na 12 solidnych muffinów)
  • 1 i 1/2  szkl. mąki pełnoziarnistej
  • 1 i 1/4 szkl. błyskawicznych płatków owsianych (albo górskich, zmiksowanych, aż powstaną drobniejsze płatki)
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 szkl. drobno posiekanych śliwek
  • 1/2 szkl. musu jabłkowego (albo rozgniecionego banana albo 2 łyżki mielonego siemienia + 6 łyżek wody)
  • 1/3 szkl. cukru
  • 1/2 szkl. oleju
  • 1 szkl. mleka sojowego lub migdałowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego

  • cukier perlisty do posypania

Przygotowanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 st.
  2. W dużej misce dokładnie mieszamy wszystkie suche składniki. Dodajemy drobno pokrojone śliwki. 
  3. W oddzielnej misce mieszamy pozostałe składniki (poza cukrem perlistym).
  4. Powoli dodajemy mokre składniki do suchych i szybko mieszamy, aż składniki się połączą. 
  5. Wymieszane ciasto wykładamy do formy na muffiny, posypujemy cukrem perlistym. 
  6. Pieczemy w piekarniku przez ok. 25 min, aż muffiny się zarumienią. 
  7. Upieczone muffiny zostawiamy na ok. 5 min w foremkach, potem ostrożnie wyciągamy z foremek (można pomagać sobie łyżką).


Smacznego!

Anka