Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Nibygulasz z papryką, z seitanu (wegański!)

Bardzo długo szukałam wędzonej papryki i jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, jak będzie smakowała taka dziwna przyprawa. Kiedy w końcu upolowałam ją w Marks&Spencer, byłam zachwycona (teraz oczywiście wędzona papryka leży już właściwie wszędzie ;) ). Okazało się, że dzięki dodatkowi wędzonej papryki można ugotować pyszne, aromatyczne sosy, takie jak na przykład ten gulasz z seitanem.

 

Nie przygotowuję seitanu zbyt często, więc za każdym razem na nowo się dziwię, że to taka łatwizna. Trzeba tylko wymieszać suchy gluten z bulionem i przyprawami, no i szybko zagnieść. To prawda, że potem trzeba podgotować seitan przez dłuższą chwilę w garze bulionu, ale to się właściwie robi samo ;)


Kiedy miałam już ugotowany seitan, przygotowanie reszty gulaszu poszło ekspresowo. Musiałam tylko posiekać warzywa, pokroić ugotowany seitan, no a potem chwilę potrzymać gulasz na małym ogniu, żeby przyprawy ujawniły swój aromat. Chociaż tak naprawdę, to najlepszy był ten gulasz na drugi dzień, kiedy sos miał już szansę w spokoju "się przegryźć". Pycha!


Nibygulasz z papryką, z seitanu
Składniki:

Na seitan:
  • 1 szkl. glutenu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 ząbek czosnku, rozgnieciony 
  • 1/2 szkl. ciepłej wody lub bulionu warzywnego

  • 4 szkl. bulionu warzywnego do gotowania seitanu (np. 4 szkl. wody + 2 łyżki suszonej włoszczyzny z liściem laurowym i 1/2 łyżeczki soli)

Na gulasz:
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1-2 łyżki oleju do smażenia
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w drobną kostkę
  • 1 cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1 marchewka, pokrojona w cienkie półplasterki
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki
  • 1/2 łyżeczki chili
  • 1 szkl. wody/bulionu z gotowania seitanu
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Seitan:
  1. W misce mieszamy gluten, przyprawy i 1/2 szkl. bulionu/ciepłej wody. Szybko zagniatamy gładką seitanową kulę.
  2. Kulę dzielimy na 4 i formujemy seitanowe "bochenki".
  3. W garnku zagotowujemy 4 szkl. bulionu. 
  4. Kiedy bulion już się gotuje, wkładamy do niego seitanowe "bochenki". Zagotowujemy.
  5. Trzymamy na małym ogniu przez ok. 30 min. 
  6. Kiedy seitan się już ugotuje, wyłączamy ogień, ale nie wyciągamy "bochenków" z bulionu. Odstawiamy.


Gulasz:
  1. Rozgrzewamy olej. Na gorącym oleju podsmażamy cebulę, paprykę i marchewkę. Trzymamy na średnim ogniu przez ok. 10 min - warzywa powinny się zacząć rumienić.
  2. Seitan kroimy na kawałki (mniej więcej kostki, 4 x 4 cm). Oprószamy 1 łyżką mąki.
  3. Do podsmażonych warzyw dodajemy pokrojony seitan. Podsmażamy ok. 5 min.
  4. Dodajemy 1 szkl. wody/bulionu od gotowania seitanu. Dodajemy wszystkie przyprawy. Zagotowujemy.
  5. Trzymamy na małym ogniu ok. 15 min. 
  6. Dodajemy koncentrat pomidorowy i gotujemy dodatkowe 5 min.
  7. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Smacznego!
Anka

wtorek, 1 marca 2016

Małe paje z czerwoną soczewicą - wegańskie!

Wspominałam już jakiś czas temu, że uwielbiam Dickensa. No trudno, taka przypadłość. Na liście rzeczy do przeczytania mam jeszcze kilka pokaźnych dickensowskich powieści, także mam jeszcze jakieś cele w życiu. Z myślą o fanach Dickensa BBC przygotowało na Gwiazdkę idealny prezent: serial Dickensian, który pochłonęłam ostatnio hurtem, w kilka wieczorów.


Przyznam, że kiedy zobaczyłam, że ktoś wpadł na pomysł zrobienia serialu, w którym bohaterowie różnych powieści Dickensa mieszkają przy jednej ulicy, pomyślałam, że to jednak pogrzeszeństwo. Jak to tak, bez szacunku do kanonu? No, a teraz siedzę jak na szpilkach i czekam na informację, czy BBC zdecyduje się zrobić drugą serię ;)


W międzyczasie miałam chwilę, żeby opracować swoją wersję paja z mięsnym nadzieniem, który jedzą bohaterowie "Dickensian". Największym fanem tego paja jest inspektor Bucket, czyli postać, która prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa łączącego wszystkich, pozornie niezwiązanych ze sobą, bohaterów "Dickensian".


W prawie każdej scenie z udziałem inspektora Bucketa występuje też paj, a sam inspektor przyznaje, że paje to jego słabostka. Inni bohaterowie marzą o czymkolwiek do jedzenia, ewentualnie pochłaniają gulasze, kluski i inne smażone muffiny, podlewane obficie ginem, brandy, piwem, grogiem albo ponczem, ale inspektor Bucket pozostaje wierny swoim ulubionym pajom.


Moja wersja ma nadzienie z czerwonej soczewicy z warzywami, które doprawiłam szczodrze wędzoną papryką.

 
W pierwszym odruchu stwierdziłam, że pani Cratchit, która w serialu piecze te wszystkie paje, oburzyłaby się na taką profanację jej wypieków. Ale zaraz mi się przypomniało, że pani Cratchit miała 6 (!) dzieci, które musiała wykarmić za bardzo, bardzo małe pieniądze. Więc pewnie nieraz robiła paja z soczewicą, ewentualnie soczewicę z soczewicą. 

Inspektor Bucket pomaga pani Cratchit pozbierać paje, które uciekły z tacy


Małe paje z czerwoną soczewicą
na 4 sztuki o średnicy ok. 9 - 10 cm

Składniki:

Ciasto: 
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny

Nadzienie:
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula, posiekana w drobną kostkę
  • 1 marchewka, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1/2 cukinii, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1 szkl. suchej czerwonej soczewicy
  • 2 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki chili
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Ciasto:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na 4 części. Bierzemy jedną z części, dzielimy ją na dwie nierówne części (po mniej więcej 1/3 i 2/3). Większą część cienko rozwałkowujemy i wykładamy nią spód kokilek lub "foremek" złożonych z folii aluminiowej (jak w moim przypadku). Wyłożone do foremek spody nakłuwamy widelcem. Mniejsze części rozwałkowujemy i na razie odkładamy (powstaną z nich "pokrywki" dla każdego z pajów).
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.
Nadzienie:
  1. W rondelku rozgrzewamy olej. 
  2. Do rozgrzanego oleju dodajemy cebulę, marchew i cukinię. Podsmażamy ok. 10 min, aż warzywa zaczną się rumienić. Dodajemy rozdrobniony czosnek.
  3. Kiedy warzywa są już podsmażone, dodajemy do nich czerwoną soczewicę, 2 szkl. gorącej wody i sól (ok. 1/4 łyżeczki). Zagotowujemy, a potem trzymamy na małym ogniu, aż soczewica się ugotuje. 
  4. Kiedy soczewica jest już miękka, do rondelka dodajemy pozostałe przyprawy i koncentrat pomidorowy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 180 st.
  2. Nadzienie wykładamy do upieczonych uprzednio spodów (po ok. 2/3 szkl. nadzienia na jednego paja).
  3. Wyrównujemy powierzchnię nadzienia i wykładamy na nie odłożone wcześniej "przykrywki" z ciasta. Sklejamy brzegi.
  4. Paje pieczemy w piekarniku przez ok. 30 min (mają się zacząć rumienić, ale nie zbrązowieć). Podajemy najlepiej z michą sałaty.

Smacznego!
Anka

środa, 12 sierpnia 2015

Pyszny krem pomidorowy na zimno, czyli salmorejo

Kiedy żar leje się z nieba, myśl o włączeniu kuchenki może nas z lekka osłabić, a przecież coś jeść trzeba. Salmorejo nie jest może najlżejszym daniem, ale dostarczy nam potrzebnych kalorii i witamin, a do tego można je jeść mocno schłodzone.


Salmorejo poznałam dzięki Karolinie, która gościła nas obie w Kordobie. To jedno z tych cudownych dań, które są wegańskie same przez się, a do tego składają się z kilku zaledwie składników. Do jego przygotowania potrzebne są: pomidory, czosnek, białe pieczywo, oliwa, sól i ewentualnie ocet. Co więcej, pochodzące z gorącej Andaluzji salmorejo świetnie nadaje się na upały, jako że jest to rodzaj zupy czy kremu przygotowywanego na zimo. To daleki kuzyn gazpacho, ale moim zdaniem, smakuje o niebo lepiej.


Nazwa salmorejo pochodzi od słowa salmuera, oznaczającego słoną zalewę (np. do oliwek).


Ten mus podaje się w miseczkach, w towarzystwie drobno pokrojonych dodatków, najczęściej niestety niewegańskich. Ale można równie dobrze potraktować salmorejo jako dodatek do kanapki, albo dobry pretekst do maczania kromek chleba czy innych chlebowych paluszków.

Przy okazji, jeśli lubicie kuchnię hiszpańską, polecam Wam bloga, z którego zaczerpnęłam dzisiejszy przepis: http://simpleveganblog.com/ (wersja angielska) albo http://danzadefogones.com/recetas/ (wersja hiszpańska).


Salmorejo
przepis za tym blogiem

Składniki:
  • 1/2 kg pomidorów (3 średnie)
  • 50 g podsuszonego białego pieczywa (ok. 1/2 bułki)
  • 6 łyżek oliwy (60 g)
  • 1 ząbek czosnku, wyciśnięty
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • + ew. 1/2 łyżki soku z cytryny (zamiast octu)
Przygotowanie:
  1. Pomidory obieramy ze skórki i wycinamy twardą część. Kroimy w grubszą kostkę. 
  2. Do blendera wrzucamy pomidory i wyciśnięty czosnek, miksujemy.
  3. Dodajemy podzieloną na kawałki bułkę, dokładnie miksujemy.
  4. Dodajemy sól i oliwę, jeszcze raz miksujemy.
  5. Na koniec można dodać ocet lub sok z cytryny, ale radzę najpierw spróbować salmorejo - jeśli pomidory nie są zbyt słodkie, wystarczy ich własna kwaskowatość :)
  6. Chłodzimy przez co najmniej 2 godziny. Salmorejo wytrzyma w lodówce 2-3 dni.

Smacznego!
Magda
Warzywa psiankowate 2015

wtorek, 13 stycznia 2015

Wegańskie pierogi idealne, z jarmużem, czosnkiem i tofu

Pierogi. Niby jedno z najprostszych polskich dań. Podobno.


Jak wiadomo, trawa w ogródku sąsiadów jest zawsze zieleńsza, więc i potrawy "z zagranicy" często wydają się być lepsze, smaczniejsze i ogólnie mieć więcej gwiazdek. Pewnie dlatego wcześniej nauczyłam się robić ciasto francuskie od zera, niż spróbowałam własnoręcznie ulepić pierogi. Poza tym, pierogi to jedzenie domowe i ciężko mi sobie wyobrazić klejenie ich na mini blacie w akademiku. Hm. Dlatego pierogi pozostawały dla mnie tajemnicą przez dłuższy czas.


Kiedy w końcu zdecydowałam się zrobić je sama (dopiero rok temu!), podeszłam do tematu metodycznie i porównywałam różne przepisy na ciasto. Jedni się zarzekają, że do ciasta na pierogi to tylko mąka i woda, inni twierdzą, że bez dodatku jajka to nic z tego, a z kolei inni utrzymują, że tylko z dodatkiem oleju ciasto pierogowe będzie takie, jak trzeba. Przyznam, że trochę mnie przerosła ilość opinii na temat czegoś, co niby powinno być banalnie proste. I wtedy mnie olśniło.

Co mianowicie? Ano przypomniało mi się, że kiedyś to ach kiedyś, zadziwiła mnie ilość dostępnych nawet w zwykłym sklepie osiedlowym rodzajów mąki. Po co ich aż tyle? Zaczęło mnie to zastanawiać. Czytałam skrupulatnie notki na opakowaniach, szukając różnic, które sprawiają, że produkuje się aż tyle różnych typów zwykłej pszennej mąki. Z tych oględzin moja podświadomość zapamiętała (dzięki!), że do pierogów i makaronu najlepsza jest mąka KRUPCZATKA. Hmmm.

Wykonałam telefon do mamy, żeby się poradzić, a ona zamiast debatować, zabrała się za klejenie. W ten sposób obie odkryłyśmy, że pierogi z mąki krupczatki:
  • nie rozklejają się, wcale a wcale
  • nie kleją się tak okropnie do siebie nawzajem, już po ugotowaniu
  • lepiej trzymają kształt.

Od kiedy poczyniłam to krupczatkowe odkrycie, pszenne pierogi i uszka robi się u nas tylko z mąki krupczatki.

Dlaczego krupczatka jest idealna do pierogów? Nie jestem taka dobra z chemii i fizyki, ale podejrzewam, że mąka krupczatka działa tu trochę na zasadzie mąki durum w makaronie włoskim i sprawia, że ciasto pierogowe nie jest tak miękkie i ma mniejszą tendencję do "roztapiania się" w gotującej się wodzie. Taka jest moja teoria, w każdym razie.


OK, na tym koniec porad z "Najlepszej gospodyni" :D

Jeśli chodzi o nadzienie, to poszłam za falą niesłabnącej popularności jarmużu i podsmażyłam go z czosnkiem, a potem zmiksowałam z tofu. Powiem tyle: pierogami zażerała się cała rodzina, i ta mniej, i bardziej roślinożerna.


I jeszcze jeden wątek mamowy: okazuje się, że jarmuż, podbijający od jakiegoś czasu wszystkie kulinarne blogi, był jak najbardziej znany naszej mamie. Jak to? No więc podobno rósł sobie spokojnie w warmińsko-mazurskim ogródku, dobrych klika dekad temu, i nikomu nie przychodziło wtedy do głowy, żeby się rozpisywać nad jego wartościami odżywczymi. Podobno po prostu podawało się go pokropionego olejem i cytryną jako sałatkę. HA. Ja prawie spadłam z krzesła :)


Pierogi idealne, z nadzieniem z jarmużu z czosnkiem i tofu

ciasto podpatrzone z tej książki

Składniki:


Na ciasto na pierogi:

  • 3 szkl. mąki krupczatki
  • 3/4 szkl. - 1 szkl. i 2 łyżki gorącej wody
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka soli


Na nadzienie:
  • 1-2 łyżki oleju
  • 200 g jarmużu
  • 5 ząbków czosnku, rozgniecionych
  • 1/2 cebuli, drobno posiekanej
  • 180-200 g tofu
  • sól i pieprz do smaku


Wykonanie:

Ciasto:
  1. Mieszamy mąkę i sól, dodajemy olej.
  2. Dodajemy gorącą wodę i przy pomocy łyżki szybko mieszamy. Ostrożnie, uważając, żeby się nie oparzyć, zagniatamy gładkie ciasto.
  3. Jeśli ciasto nie chce się zagnieść, dodajemy jeszcze trochę wody. Z kolei jeśli ciasto jest za rzadkie, dodajemy odrobinę mąki.
  4. Zagniecione ciasto zawijamy w folię lub zamykamy w szczelnym pojemniku i odstawiamy na min. 30 min.

Nadzienie:
  1.  Na rozgrzanym oleju podsmażamy cebulę (5 - 10 min).
  2. Kiedy cebula jest już złocista, dodajemy umyty i oczyszczony jarmuż i podsmażamy, mieszając od czasu do czasu.
  3. Pod koniec smażenia dodajemy rozgnieciony czosnek, mieszamy dokładnie.
  4. Kiedy cebula, jarmuż i czosnek są już podsmażone, przy pomocy blendera miksujemy je na gładką masę z tofu.
  5. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku i czekamy, aż nadzienie zupełnie wystygnie (łatwiej wtedy lepić pierogi i mniejsza szansa, że będą się później rozklejać).

Pierogi:
  1. Kiedy ciasto już "odpocznie" przez min. 30 min, bierzemy np. 1/3 lub 1/2 porcji i wałkujemy.
  2. Zagotowujemy duży garnek osolonej wody i trzymamy na małym ogniu.
  3. Szklanką wycinamy kółka z ciasta, na nich układamy ok. 1 łyżeczki nadzienia (lub trochę więcej, ale ostrożnie - jeśli napchamy za dużo, całe nadzienie wyleci w gotowaniu!). Kółka składamy na pół i dokładnie zlepiamy krawędzie.
  4. Kiedy ulepimy już pierogi, wrzucamy je do gotującej się osolonej wody i gotujemy, aż wypłyną do góry garnka (ja trzymam je jeszcze tak ze 3 min dłużej).
  5. Podajemy np. z odrobiną oliwy.
Smacznego!
Anka



sobota, 5 kwietnia 2014

Śniadanie z tofu w roli głównej

Jakie lubicie śniadania? Na słono, na słodko? A może wypijacie tylko szybką kawę albo herbatę i wybiegacie z domu? Dla nas śniadanie to zazwyczaj okazja, żeby z zjeść coś słodkiego - no bo w końcu śniadanie to ważny posiłek, który ma dostarczyć energii na cały dzień, więc sensowniej zjeść jakiegoś łakocia właśnie rano, a nie np. po obiedzie albo pod wieczór. Każda wymówka dobra ;) Na śniadaniach u Roślinożerców najczęściej królują więc muffiny, owsianki, placki albo po prostu ciasta. Czasem jednak przychodzi nam ochota na coś innego, najlepiej z udziałem warzywek. Można wtedy zrobić jedną z past do chleba albo... smażone tofu z dodatkami. 


Potrawa, którą chcemy dziś zaproponować, bywa często nazywana tofurnicą, bo ma przypominać smakiem jajecznicę. Konsystencja jest podobna, kolor też (dzięki dodatkowi kurkumy), jednak dla fanów niewegańskiego jedzenia będzie to coś zupełnie innego. Dlatego zachęcamy, by dać szansę wyjątkowemu smakowi tofu, wzbogacając go dodatkami według własnej fantazji.

Zestaw obowiązkowy to kurkuma, cebula i czosnek, oprócz tego świetnie sprawdzają się pieczarki. Możecie nawet użyć mieszanki warzyw z mrożonki (lub nie). Powstanie ciepłe, pożywne i bogate w składniki odżywcze śniadanie. Idealne na dobry początek weekendu. Można je podać w towarzystwie drobno posiekanego szczypiorku i innych świeżych warzyw. Mniam!



Tofurnica

Składniki:
  • 1 kostka tofu (180 -200 g), drobno pokrojonego
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżka kuminu
  • kilka łyżek wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól, pieprz

Z pieczarkami:
  • 5-6 średnich pieczarek, obranych, pokrojonych w plasterki i podsmażoych

Z mieszanką warzywną:
  • 200 g mieszanki warzyw, np. papryki, brokuła, marchewki i ziemniaków
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich



Przygotowanie:

  1. Tofu rozdrabniamy widelecem.
  2. Rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, aż zmięknie.
  3. Dodajemy rozdrobniony czosnek, krótko smażymy.
  4. Na tym etapie dodajemy pieczarki (smażymy, aż zbrązowieją) albo mieszankę warzywną (mieszamy, aż warzywa zmiękną). 
  5. Dodajemy rozdrobnione tofu, solimy, wsypujemy kurkumę, dokładnie mieszamy. Dodajemy pieprz i ewentualnie inne przyprawy, jeśli lubimy (może to być np. łyżeczka curry).  
  6. Jeśli tofurnica zacznie się przyklejać, dodajemy kilka łyżek wody.
  7. Kiedy wszystko ładnie się połączy, nasze danie jest już gotowe. Można serwować domownikom i zajadać.
Smacznego!
Magda & Anka





poniedziałek, 17 marca 2014

Pseudonim operacyjny "Szmaragd"

Szczęśliwie mogliśmy się ostatnio cieszyć słonecznymi, ciepłymi dniami, które podszywały się pod prawdziwą wiosnę. Chociaż atak wiosny już właściwie przeszedł i można spokojnie odetchnąć, bo chwilowo znowu mamy zimę w natarciu, na talerzach gości zieleń z okazji Dnia Św. Patryka.


Może to trochę wygląda tak, że Miejscy nic tylko chodzą i świętują (jakieś Dni Liczby Pi, najkrótsze dni w roku i inne rocznice przyznania praw wyborczych kobietom), ale to nie do końca prawda. Tylko, że kiedy na wszystkich znajomych blogach publikowane są kolejne szmaragdowe propozycje, aż chce się dorzucić swoje trzy grosze i wymyślić jakąś zieloną potrawę. Zwłaszcza, że to w końcu miejsce dla roślinożerców, czyli że raczej lubimy chlorofil :)


Dlatego z okazji Dnia Św. Patryka postawiłyśmy przygotować coś zielonego i ekspresowego, dla tych, którzy chcieliby, żeby zielonej tradycji stało się zadość, ale nie mają czasu na pieczenie/duszenie/cudowanie. Wraca człowiek pod wieczór do domu i nie ma nic przeciwko Dniu Św. Patryka, ale niespecjalnie może się wybrać na irlandzkie piwo (lub raczej kilka :) ), no bo przecież jutro do szkoły, pracy i innych obowiązków. Kiedy pierwszy raz znalazłam ten przepis na tę pastę, przez pewien czas robiłam ją prawie bez przerwy (czosnek! szpinak! cytryna!).


Nasza pasta do kanapek dobrze sprawdzi się jako szybka kolacja, a  jeśli trochę jej zostanie, może posłużyć za "coś" do kanapek na śniadanie. Jej przygotowanie zajmie z 15 min (zakładając, że mamy wszystkie składniki na stanie i nie musimy robić wycieczki do sklepu).

Szmaragdowa pasta do kanapek

Składniki:
  • 1 lub 1 i 1/2 puszki białej fasoli (lub namoczona i ugotowana 1 szkl. białej fasoli)
  • 50 g szpinaku, umytego i osuszonego oraz pozbawionego grubszych łodyżek
  • 1/2 cytryny (sok i starta skórka)
  • 2 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 2 łyżki oliwy
  • ew. kilka łyżek wody, żeby fasola się lepiej zmiksowała (4-6 łyżek)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki oprócz szpinaku włożyć do blendera i zmiksować. Fasola z puszki łatwo da się rozdrobnić, za to jeśli używamy fasoli gotowanej w domu, trzeba będzie dodać parę łyżek wody, żeby nie była za sucha.
  2. Na koniec dodajemy listki szpinaku i miksujemy jeszcze raz, ale krótko, tak żeby nie powstała szpinakowa papka.



Smacznego!
Anka



poniedziałek, 10 marca 2014

Soczewicowe pie na PI DAY

Komu się udało i trafił na którymś etapie edukacji na rozgarniętego nauczyciela/nauczycielkę matematyki, który potrafił zainteresować i wytłumaczyć, zamiast skutecznie zniechęcać? Ja miałam farta w podstawówce i gimnazjum, i wtedy zajęcia z matematyki były jednymi z moich ulubionych lekcji (no bo najciekawszy był angielski, to chyba oczywiste ;) ). Teraz moje umiejętności z zakresu algebry i arytmetyki są mniejsze, niż kiedy byłam w gimnazjum, ale jak tylko odkryłam, że istnieje Dzień Liczby Pi, stwierdziłam, że co jak co, ale takie święto to ważne święto i koniecznie trzeba je uczcić!


I łącząc moje dwa ulubione przedmioty, czyli angielski i matematykę, Pi Day postanowiłam uczcić piekąc tradycyjne staropolskie PIE, czyli okrągły placek, na przykładzie którego można zainteresowanym zobrazować jakie zastosowanie ma magiczna liczba 3,14.

I tak, 14 marca (w amerykańskim systemie zapisywania dat 3/14), czyli w PI DAY, pie pokrzepi nas chrupiącym kruchym ciastem i sycącym soczewicowo-warzywnym nadzieniem, a rozważania nad liczbą i dostarczą pożywki naszemu intelektowi! Same plusy!


Soczewicowe pie na Pi Day

Składniki:

Spód:
  • 3 szkl. mąki
  • 1/2 szkl. tłuszczu, np.:
    • 3 łyżki oleju kokosowego
    • 2 łyżki oliwy
    • 3 i 1/3 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 łyżeczki octu jabłkowego, zmieszane z 1/2 szkl. zimnej wody (+ dodatkowo ok. 4 łyżek zimnej wody, jeśli ciasto nie chce się zagnieść)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
Nadzienie:
  • 1 szkl. suchej zielonej soczewicy, namoczonej i ugotowanej
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 1 drobno posiekana marchewka
  • 1 drobno posiekana łodyga selera naciowego
  • 3 rozdrobnione ząbki czosnku
  • 1 upieczona, obrana ze skórki i drobno pokrojona czerwona papryka 
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/2 - 1 łyżeczka chilli
  • świeżo zmielony pieprz do smaku
  • 1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki
  • 400 g pomidorów puszki
  • ok. 3 łyżek koncentratu pomidorowego (80 g)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej zmieszane z 4 łyżkami zimnej wody 
 
  • 1 łyżeczka mąki pszennej

Przygotowanie:

Spód:
  1. W misce mieszamy suche składniki.
  2. Do wymieszanych suchych składników dodajemy stopniowo olej, po 2-3 łyżki na jeden raz. Za każdym razem dokładnie mieszamy widelcem, aż powstaną grudki.
  3. Następnie po trochu dolewamy wodę, nadal mieszając ciasto widelcem.  Jeśli ciasto nie chce się zamienić w zwartą kulę, dodajemy dodatkowe 4 łyżki wody. Nie ugniatamy ciasta na siłę, bo będzie bardzo twarde!
  4. Zagniecione ciasto zawijamy w folię lub zamykamy w szczelnym pojemniku i chłodzimy przez min. 30 min w lodówce)
  5. Kiedy ciasto się schłodzi, wyciągamy je i czekamy ok. 15 min aż dojdzie do temperatury pokojowej.
  6. 2/3 porcji ciasta rozwałkowujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykładamy do formy na tartę/tortownicy o średnicy ok. 24 cm. Pozostałą 1/3 schłodzonego ciasta odkładamy.
  7. Nagrzewamy piekarnik do 220 st.
  8. Do nagrzanego piekarnika wkładamy formę z wywałkowanym spodem z ciasta i pieczemy 10-15 min. Wyciągamy z piekarnika.

Nadzienie:
  1. Podsmażamy cebulę i marchewkę ok. 10 min, aż zmiękną.
  2. Dodajemy czosnek i krótko podsmażamy (ok. 1 min).
  3. Dodajemy pieczoną paprykę, pokrojoną w drobną kostkę.
  4. Dodajemy ugotowaną soczewicę. Dokładnie mieszamy.
  5. Wsypujemy przyprawy
  6. Do nadzienia dodajemy pomidory w puszce i koncentrat, mieszamy.
  7. W oddzielnym naczyniu (np. filiżanka) bardzo dokładnie mieszamy 2 łyżki mąki ziemniaczanej z 4 łyżkami ZIMNEJ wody. 
  8. Mieszaninę mąki ziemniaczanej i wody wlewamy do nadzienia, mieszamy
PIE:
  1. Upieczony spód prószymy z wierzchu ok. 1 łyżeczką mąki pszennej.
  2. Gotowe nadzienie wykładamy na podpieczony spód.
  3. Odłożoną wcześniej 1/3 spodu wałkujemy, aż powstanie wystarczająco duże koło, żeby przykryć cały placek.
  4. Kiedy mamy już wywałkowaną taką "przykrywkę", wycinamy w niej symbol liczby pi (krok szczególnie ważny dla wszystkich fanów matematyki i PI DAY!) i ew. skrapiamy z wierzchu odrobiną oleju/oliwy.
  5. Przykryty pokrywką z ciasta placek pieczemy 25-35 min w piekarniku nagrzanym wcześniej do ok 220 st. Jeśli placek zrumieni się mocno z wierzchu, można go w trakcie pieczenia owinąć folią aluminiową, żeby nie zaczął się przypalać.

Takie pie wręcz prosi się o towarzystwo czerwonego wina, którym można wznieść toast za Archimedesa, który jako pierwszy oszacował wartość liczby pi jako 3,14 (o Wielka Wikipedio!) ;)


Smacznego!
Anka

środa, 6 listopada 2013

Kremowa zupa z pieczonej papryki

Papryka to niekoniecznie dodatek do sałatki albo czerwony pasek na kanapce, która inaczej wyglądałaby smętnie. Papryka doskonale nadaje się też na jesienną zupkę.


Pachnące, ciepłe zupy to konieczność jesienną porą. Inaczej ciężko byłoby przetrwać te bure miesiące, kiedy słońce zachodzi zanim się na dobre rozkręciło (tak tak, jestem fanką zmiany czasu ;) ). Jeszcze na szczęście nie nadszedł ten czas, kiedy wstaje się po ciemku i po ciemku wraca, chociaż wcale nie z imprezy... ale, o zgrozo, idziemy w tym kierunku. Niestety nie ma na to skutecznej rady.

Istnieje za to środek zaradczy w postaci miski kolorowej, aromatycznej zupy, w tym przypadku z papryki. Żeby papryka ujawniła swoje ukryte zalety i zaczęła pachnieć w całym mieszkaniu, trzeba ją upiec w piekarniku.

Pieczenie papryki w piekarniku jest bardzo łatwe, ale trzeba pamiętać o kilku ważnych sprawach:
  • piekarnik musi być nagrzany do bardzo wysokiej temperatury (można ustawić grzanie tylko od góry, postawić papryki na maksymalnie najwyższym poziomie w piekarniku i kontrolować sytuację)
  • skórka papryki musi się spalić (nie zawsze uda się to zrobić równomiernie, czasem zostaną wąskie paski niespalonej skórki, to żaden dramat, po prostu trudniej będzie skórkę w tych miejscach zeskrobać)
  • surowa papryka czy nawet taka dobrze uduszona papryka nigdy nie da tak aromatycznej potrawy jak pieczona papryka
  • żeby piekarnik nie chodził na marne, można upiec od razu więcej papryki i zachomikować w lodówce.
Chociaż z pieczeniem papryki w piekarniku jest trochę zamętu,  naprawdę warto się zaprzyjaźnić z tą metodą przygotowania.



Kremowa zupa z pieczonej papryki

przepis pochodzi z tej strony
  

Składniki (na 2 porcje):

  • 2 łyżki oliwy
  • 1 por, umyty i pokrojony (bez tych włóknistych zielonych części)
  • 1 mała cebula lub 1/2 średniej, posiekana w kostkę
  • 1 ząbek czosnku, rozdrobniony
  • 1 mały ziemniak, obrany i pokrojony
  • 1 liść laurowy
  • 1 czerwona papryka
  • 1 i 1/2 łyżeczki mielonej słodkiej papryki
  • 2 szkl. wody
  • 1 łyżka suszonej włoszczyzny
  • sól i pieprz

Przygotowanie:


  1. Nagrzewamy piekarnik do 240 stopni. Paprykę myjemy, wycinamy środek z pestkami, kroimy na pół. Kładziemy na formie wyłożonej folią aluminiową (przykleja się!). Pieczemy ok. 15 min, aż skórki zrobią się czarne. Wyjmujemy z piekarnika, i albo od razu obieramy (uwaga, gorące!), albo wkładamy do plastikowej torebki i zostawiamy, aż ostygnie, a dopiero wtedy zdejmujemy skórki. Obraną paprykę kroimy w grubą kostkę.
  2. W garnku podgrzewamy oliwę, dodajemy pora, cebulę, czosnek. Smażymy na średnim ogniu aż zmiękną. Mieszamy od czasu do czasu, żeby nie przyklejały się do dna.
  3. Dodajemy pokrojonego ziemniaka, upieczoną paprykę i słodką paprykę. Mieszamy i smażymy jeszcze ok. 2 min. 
  4. Dodajemy wodę, włoszczyznę, liść laurowy. Zagotowujemy, zmniejszamy gaz i gotujemy, aż ziemniaki zmiękną, ok. 15 min.
  5. Kiedy ziemniaki zmiękną, zupę zdejmujemy z gazu i wyjmujemy liść laurowy. Miksujemy zupę aż zrobi się gładka. Doprawiamy solą i pieprzem.
  6. Podajemy posypaną chili lub słodką papryką, ewentualnie z dodatkową łyżką oliwy.

Smacznego!

Anka

piątek, 18 października 2013

Zapiekanka pasterska z soczewicą

Super krzepiąca zapiekanka z kremową warstwą purée z ziemniaków na wierzchu, czyli idealny posiłek na bure jesienne popołudnia i wieczory. 

 



Kombinacja soczewicy, ziemniaków, pieczarek i szpinaku sprawia, że zapiekanka jest bardzo sycąca. Poza tym, takie zestawienie składników aż krzyczy "jesień", więc nadszedł idealny czas na to, żeby tę zapiekankę robić jak najczęściej. Wprawdzie żeby ją przygotować, trzeba nagromadzić trochę składników, ale naprawdę warto, bo efekt jest przepyszny!

Przepis pochodzi z tego bloga i zarówno ja, jak i Magda, robiłyśmy tę zapiekankę już wielokrotnie, za każdym kombinując a to z proporcjami, a to ze składnikami. Zapiekanka jest wegańską wersją Shepherd's Pie, czyli zapiekanki pasterskiej, oryginalnie bynajmniej nie wegańskiej, ale dzięki kombinacji ziemniaczków, soczewicy i grzybów, nawet mięsożercy nie będą płakać za wkładką mięsną. No chyba że ma się do czynienia z wyjątkowo kapryśnymi współbiesiadnikami, ale na kręcących nosem nie ma rady, zawsze coś im nie będzie pasowało, takżeeee...




Wersję, która jest na zdjęciach zrobiłam z  połowy porcji, no i dodałam trochę brokuła (ok. 1 szkl. pokrojonych drobno różyczek), który pałętał się bez celu po lodówce :) Brokuł znalazł swoje przeznaczenie i zdecydowanie nie pogorszył smaku powstałej zapiekanki, więc pewnie następnym razem pokombinuję jeszcze z jakimiś innymi dodatkami.




Jeśli chodzi o przygotowanie zapiekanki, to znacznie usprawni je blender, ale pewnie uda się ją też zrobić przy pomocy li i jedynie tłuczka do ziemniaków, albo nawet i zwykłego widelca, chociaż pewnie trzeba wtedy trochę dłużej rozdrabniać ziemniaczki.





Zapiekanka pasterska

 

Składniki:


  • 1 kg ziemniaków
  • 1/2 szkl. wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól do smaku
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 duża cebula, drobno posiekana
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 150-200 g pieczarek, pokrojonych w plastry
  • 2 puszki soczewicy (ok. 850 g, lub ok. 1,5 szkl. suchej soczewicy, którą sami ugotowaliśmy)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu
  • pieprz do smaku
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 250-300 g szpinaku, umytego i dokładnie osuszonego
  • 1 szkl. bułki tartej (lub mniej, a można nawet pominąć, chociaż nie powstanie wtedy w zapiekance jedna warstwa)

Wykonanie:

  1. Obieramy ziemniaki, kroimy je w kostkę i gotujemy do miękkości. Kiedy ziemniaki są już ugotowane, odcedzamy je i odstawiamy.
  2. Odcedzone ziemniaki miksujemy z olejem i wodą, aż powstanie gładka masa.
  3. W czasie kiedy ziemniaki się gotują, podsmażamy na oliwie cebulę, aż zrobi się szklista. Wtedy dodajemy czosnek i pieczarki, podsmażamy, aż cebula zrobi się złota.
  4. Kiedy cebula zrobi się złota, dodajemy soczewicę, sos sojowy, przyprawy. Krótko podsmażamy.
  5. Oddzielnie, w małej miseczce mieszamy mąkę ziemniaczaną z minimalną ilością wody, tak, żeby mąka się rozmieszała i nie powstały grudki. Wtedy dodajemy rozrobioną mieszaninę do soczewicy, cebuli, przypraw itp.
  6. Do mieszaniny soczewicy, cebuli, pieczarek itp. dodajemy partiami szpinak i krótko przesmażamy.
  7. Naczynie do zapiekania wysmarowujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Jeśli weźmiemy szklankę bułki tartej, zrobi się z niej wyraźna warstwa, więc jeśli ktoś za nią nie przepada, może dodać jej mniej lub całkiem pominąć.
  8.  Do wysypanego bułką tratą naczynia wykładamy masę soczewicową, wyrównujemy. Następnie na wierzch soczewicy wykładamy masę ziemniaczaną, wyrównujemy (ja wyrównywałam widelcem, stąd te linie). 
  9. Pieczemy przez 30-35 min w piekarniku nagrzanym do 200 st.
Z talerzem pełnym zapiekanki siadamy do ulubionej książki czy serialu i już żaden jesienny deszcz nas nie przygnębi!

Smacznego!

Anka

piątek, 27 września 2013

Aromatyczna zupa na leniwy wieczór

Co zrobić, kiedy pomysłu na kolację nie ma, a w lodówce pucha? Ja najczęściej marzę w takich momentach o zupie - gorącej, pysznej i sycącej. 


Wszystkie te wymagania spełnia zupa z czerwonej soczewicy. Nie dość, że prawie zawsze wszystkie składniki mam na stanie, to jeszcze przygotowanie tej zupki zajmuje może 30 min (to już z myciem naczyń).


Na przepis trafiłam na tej stronie i od razu spodobało mi się, że zupa ma intensywne, aromatyczne składniki takie jak czosnek, rozmaryn i cytryna, a przy tym jej bazę stanowi bardzo "najadliwa" czerwona soczewica. Przepis, który nie wymaga dodatkowych ulepszeń!


Niestety, zupka prezentuje się dość niespecjalnie (wygląda przecież jak bura breja, podobna do polskiego krupniku), ale wygrywa smakiem i bardzo zachęcającym, czosnkowo-cytrynowym aromatem. Zapach cytryny jest wyjątkowo intensywny dzięki temu, że oprócz soku używa się też świeżo startej skórki z cytryny. Taki pomysł może się wydawać dziwny, ale dzięki dodaniu skórki cytrynowej zupa nie jest nudna, bo olejki eteryczne ze cytryny i suszone zioła idealnie do siebie pasują. Polecam na jesienne wieczory, kiedy brak weny do gotowania, a coś tam by się jednak zjadło. Mniam!

Grecka zupa z czerwonej soczewicy z cytryną i rozmarynem


Składniki:

  • 1 łyżka oliwy
  • 1 cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 drobno pokrojone marchewki
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
  • chili do smaku
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 liść laurowy
  • 1 szkl. opłukanej zimną wodą i odcedzonej czerwonej soczewicy
  • 4 szkl. wody + 2 łyżki suszonej włoszczyzny (lub sama woda)
  • skórka starta z 1/2 cytryny
  • sok z 1/2 cytryny
  • pieprz (przy podawaniu)
  • oliwa z oliwek (przy podawaniu)

Wykonanie:


  1. W garnku podgrzewamy oliwę, dodajemy posiekaną cebulę i podsmażamy, aż cebula zrobi się szklista (ok. 10 min). Następnie dodajemy czosnek, marchewkę, rozmaryn, oregano, liście laurowe, chili i sól. Dokładnie mieszamy i podsmażamy, aż marchewka zrobi się miękka.
  2. Dodajemy przepłukaną soczewicę i wodę z włoszczyzną i zagotowujemy. Kiedy zupa się zagotuje, zmniejszamy gaz i trzymamy na małym ogniu, aż soczewica zmięknie, a nawet zacznie się rozklejać.
  3. Dodajemy skórkę i sok z cytryny, a przy podawaniu posypujemy pieprzem i ewentualnie oliwą.

Smacznego!

Anka