Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 listopada 2016

Muffiny dyniowe z polewą czekoladową (wegańskie!)

U nas dziś muffiny z dynią, ostatnim rzutem na taśmę, bo na chwilę przed rozpoczęciem adwentu i świątecznego szaleństwa. Właściwie to taki wypiek na okres przejściowy, bo zawiera i dynię (jesień), i przyprawę do piernika (święta). Więc jeśli chce się stopniowo, bez szoku nastroić do adwentu i Bożego Narodzenia, to takie dyniowe muffiny są idealne.


Inna sprawa, że jak się dołoży do jakiegokolwiek wypieku polewę z czekolady, to od razu zyskuje on i na urodzie, i na smaku. Nieważne czy wypiek jesienny, czy bożonarodzeniowy.


Także jak przekładacie jakąś zachomikowaną dynię z kąta w kąt, to właśnie przepis dla Was. Upieczcie dynię, tak jak Magda opisywała tutaj, a potem zmiksujcie ją na mus i zróbcie muffiny ;) 


Robiłam te muffiny już klika razy, podpierając się przepisem Isy z theppk.com. W międzyczasie nazwa isowej strony zmieniła się z theppk.com na isachandra.com, a przepis na dyniowe muffiny zaginał w internetowych odmętach przy przenosinach. Na szczęście po jakimś tygodniu się odnalazł, więc mogę podać link do przepisu, na którym się wzorowałam.


Ulepszyłam isowy przepis o tyle, że zmniejszyłam ilość cukru (znacznie) i oleju (trochę). Mimo to, muffiny są mięciutkie i spokojnie wytrzymują kilka dni, zanim zaczną podsychać i tracić walory. Pycha!

Muffiny dyniowe z polewą czekoladową

podpatrzone z isachandra.com

Składniki (na 12 muffinów):

Na muffiny:
  • 1 3/4 szkl. mąki
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 op. cukru waniliowego (16 g)
  • 1 łyżka proszku do pieczenia (tak, ŁYŻKA, taka duża jak do zupy)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 1/4 szkl. musu z dyni
  • 1/2 szkl. mleka + 2 łyżki
  • 1/4 szkl. oleju

Na polewę:

  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • kilka kropli aromatu waniliowego


Przygotowanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200C. 
  2. Dokładnie mieszamy suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon i przyprawę do piernika. 
  3. W oddzielnej misce mieszamy mus z dyni, mleko i olej (ja miksuję to wszystko blenderem, żeby powstała gładka masa).
  4. Mokre składniki dodajemy do suchych i szybko mieszamy.
  5. Gotowe ciasto przekładamy do foremek na muffiny (powinno wyjść 12 muffinów).
  6. Pieczemy w nagrzanym uprzednio piekarniku przez 20-30 min. Po 20 min sprawdzamy patyczkiem, czy muffiny są już suche w środku i ew. wstawiamy je jeszcze do piekarnika, kontrolując co jakiś czas sytuację, żeby muffiny za mocno się nie spiekły.
  7. Po upieczeniu muffiny wyciągamy z foremek i zupełnie studzimy. 
  8. W tym czasie przygotowujemy polewę czekoladową, czyli mieszamy 2 łyżki kakao, 2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego!), 2 łyżki syropu klonowego i kilka kropli aromatu waniliowego.
  9. Wystudzone muffiny dekorujemy polewą czekoladową i odstawiamy na ok. 1 h, żeby polewa zastygła.


Smacznego!
Anka

środa, 20 kwietnia 2016

Łatwy tofurnik na czekoladowym spodzie (tylko 10 składników)!

Mignął mi ostatnio w internetach przepis na tofurnik pieczony w prostokątnej, "chlebowej" foremce. Ja jakoś automatycznie pakowałabym tofurnik do tortownicy, a przecież ciasto upieczone właśnie w takiej prostokątnej foremce można łatwo pokroić na równe trójkąty, więc efekt w zasadzie taki sam :) 


Ten tofurnik powstał trochę przypadkowo: robiłam już kiedyś czekoladowe kruche ciasto z tych proporcji, piekłam też już taką tofurnikową masę, ale żeby połączyć jedno z drugim to była decyzja podjęta pod wpływem chwili.


Można znaleźć mnóstwo przepisów na tofurniki z ciasteczkami oreo, a ten tofurniczek ma podobny wygląd i smak, a nie zawiera żadnych utwardzanych olei, no i ma znacznie mniej cukru. Także taki tofurniczek z ciasteczkami oreo, bez ciasteczek oreo. Ha, zagwozdka natury filozoficznej.


Najlepsze jest to, że do upieczenia tego tofurnika nie trzeba szukać żadnych wyszukanych składników: większość z nich jest na stanie w każdej przeciętnie zaopatrzonej kuchni.
 

Dodatkowo postanowiłam, że użyję minimalnej ilości składników, żeby jak najbardziej uprościć przepis. Stąd pomysł z limitem 10 składników (chyba, że będziemy trochę oszukiwać i zamiast wody do tofu dodamy mleka - wtedy będzie 11 składników).


Z tego przepisu wychodzi wilgotny tofruniczek, który w zamkniętym szczelnie pojemniku można spokojnie przechowywać w lodówce jakieś 3-4 dni. Choć pewnie tyle nie wystoi, bo ktoś się nim zaopiekuje ;)

Tofurnik na czekoladowym spodzie

Składniki:
Ciasto:

  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki soku z cytryny


Masa:

  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

  • ew. cukier puder do posypania przed podaniem


Wykonanie:
Ciasto:

  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki, kakao i cukru waniliowego.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy sok z cytryny z lodowatą wodą. Wodę z sokiem z cytryny wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na pół: jedną część wykładamy na spód formy, drugą odkładamy na kruszonkę. Ja wywałkowałam spód do formy jak na chlebek o wymiarach dna 22 x 10 . Wywałkowany spód dziurkujemy widelcem
  5. Ciasto pieczemy 15 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.


Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę.
  3. Odłożoną wcześniej część ciasta kroimy nożem na "kruszonkę", którą następnie posypujemy wierzch tofurnika (niektóre kawałki zapadną się głębiej w masę, ale to nic).
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na 45-60 min. Po 45 min trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik odstawiamy, aż zupełnie wystygnie. Wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.

Smacznego!
Anka

wtorek, 2 lutego 2016

Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - wegański, bez dodatku cukru i tłuszczu!

Zasiałam ostatnio popłoch wśród kolegów z pracy, kiedy w ramach śniadania przyniosłam sobie słoik kremu z nasion chia. O ile mi się wydawało, że już absolutnie całe internety widziały deser z nasion chia, o tyle moim pracowym kolegom wydawał on się niezwykle egzotyczny.


Nie wdawałam się już więc w wyjaśnienia, że nie dość, że to deser z nasion chia, to jeszcze jest to moja wersja Poires Belle-Hélène! Być może wywołałabym już panikę na całym piętrze. Że co ja do pracy przynoszę? Co to za wymysły? ;)


W klasycznej wersji gruszek piękna Helena występują lody waniliowe, podgotowane w syropie gruszki i czekoladowe ganache, w towarzystwie całych migdałów lub kandyzowanych fiołków (!). Fiołków za oknem nie ma co szukać, bo jeszcze na nie za wcześnie, ale i resztę składników trochę odkurzyłam. Zamiast ganache zrobiłam krem z nasion chia, zamiast lodów waniliowych dodałam kremowe mleko kokosowe, a samych gruszek już nie podgotowywałam. Także ta wersja to zupełnie moja przeróbka takich tradycyjnych Poires Belle-Hélène.


Pyszny jest ten deser, a przy tym niezbyt ciężki, bo nie wymaga dodatku żadnego oleju czy innego rafinowanego cukru. Prawda, mleko kokosowe ma trochę tłuszczu, ale po pierwsze nie tak dużo (bo tylko 21 g tłuszczu na 100 g), a po drugie, to ten dobry tłuszcz (jak to kiedyś napisała Chocolate Covered Katie) ;) Więc nie ma co się denerwować i zaczynać w panice podliczać kalorii (kakao też ma trochę tłuszczu, ale ma też magnez, więc może nie ma się co licytować?). Dla osób panikujących napiszę tylko, że w jednej takie porcyjce jest ok. 18 g białka, czyli całkiem dużo jak na taki niepozorny śniadanio-deserek. Na przykład dla mnie to prawie połowa dziennego zapotrzebowania na białko. Dodatkowo, taka porcja zawiera 35 g tłuszczu, z czego 5 g kwasów tłuszczowych omega-3 (co stanowi jakieś 400% dziennego zapotrzebowania na nie, więc całkiem sporo). Zresztą, dzięki dodatkowi nasion chia, taka jeden słoiczek zapewnia też ok. 50% dziennego zapotrzebowania na żelazo i ok. 80% zapotrzebowania na magnez. Także całkiem spoko. :)



Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - z nasionami chia, bez dodatku cukru i tłuszczu!

podstawowy przepis na pudding z nasionami chia podpatrzony stąd thefullhelping.com

Składniki: 
na jedną porcję
  • 3 łyżki nasion chia
  • 1 łyżka kakao
  • 3/4 szkl. mleka sojowego (lub migdałowego, lub mieszanki kokosowego z migdałowym/sojowym)
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • stewia do smaku (lub 1-2 łyżki syropu klonowego)
  • 1/2 gruszki, pokrojona w 4 słupki
  • 4 łyżki mleka kokosowego
  • 1 łyżka blanszowanych migdałów pokrojonych na pół


Wykonanie:
  1. W słoiku mieszamy nasiona chia i kakao. 
  2. Do nasion chia i kakao dodajemy mleko sojowe, aromat waniliowy i dosładzamy do smaku stewią/syropem. Słoik dokładnie zakręcamy i porządnie nim potrząsamy, żeby nasiona chia się nie posklejały.
  3. Ponownie mieszamy zawartość słoika po ok. 5 min, potem znów za jakieś 30 min. Chodzi o to, żeby zapobiec posklejaniu się nasion. Zakręcony słoik odstawiamy na min. 2 h, choć najlepiej zostawić na noc.
  4. Kiedy nasiona chia już napęcznieją, ponownie mieszamy zawartość słoika. Następnie na czekoladowy krem wykładamy mleko kokosowe, wyrównujemy powierzchnię.
  5. Na warstwie mleka kokosowego układamy pokrojone słupki z gruszki. Ja ułożyłam je w taką jakby piramidę. 
  6. Na sam koniec dekorujemy całość połówkami migdałów.

Smacznego!
Anka

wtorek, 27 stycznia 2015

Zasypane śniegiem wegańskie ciasto czekoladowe

Ciasto czekoladowe, kolejne. Po co? Ano, u mnie w pracy było niedawno kilka okazji, które skłaniają do przynoszenia czegoś słodkiego dla całego zespołu. To ciasto czekoladowe jest idealne, żeby poczęstować nim osoby, które boją się jakichś dziwnych wycudowanych wegańskich wypieków. Gwarantuję, że po kilku pierwszych kęsach zapytają ze zdziwieniem, że jak to, to nie jest z jajkiem/śmietanką/masłem? Przecież jest DOBRE!


Na ratunek przychodzi (jak to często bywa) Isa z theppk.com. Ciasto nie jest dietetyczne, ale za to nie wysycha, jest miękkie i dobrze się kroi. Jeśli chodzi o krem, to wykorzystałam po prostu gęstą część mleka kokosowego, z dodatkiem cukru pudru i aromatu waniliowego. No i jeszcze przełożyłam ciasto dżemem. Dysponowałam akurat dżemem z mango, więc taki też trafił do ciacha. Na wierzchu wylądowały wiórki, bo przed świętami oglądałam i oglądałam i oglądałam ten przepis od Marthy Stewart. Nie zmotywowałam się, żeby zrobić pojedyncze małe ciastka, ale w końcu zrobiłam mini torcik.
 

Ciasto, które w końcu zaniosłam do biura, nie prezentowało się aż tak porządnie. Nie zrobiłam mu zdjęć, ale niestety dość mocno się rozjeżdżało. Dlaczego? No więc:

  • dałam za mało agaru do dżemu (1 łyżeczka zamiast 2),
  • nie chciałam pożałować kremu na wierzch, więc użyłam całej puchy mleka kokosowego Kier, a to było jednak trochę za dużo,
  • ale przede wszystkim składałam te wszystkie elementy rano przed wyjściem do pracy, więc ciasto nie miało czasu się uleżeć i ładnie stężeć.


Żeby zaradzić rozjeżdżaniu się ciasta, w wersji, którą podaję poniżej, zwiększyłam ilość agaru, odjęłam płynną część z mleka kokosowego (bo tym razem użyłam tego z firmy TaoTao), no i jeszcze tym razem zostawiłam ciasto w lodówce na noc, żeby miało czas się ustać :)


Chociaż w sumie przyznam, że zaniesione do biura ciasto zniknęło w oszałamiającym tempie, mimo tego, że się nie trzymało i bardziej przypominało trifle. Czyli nawet jeśli ciacho nie będzie stało równiutko na baczność, uraczeni nim goście zapewne spałaszują je ze smakiem :)


Wegańskie ciasto czekoladowe z dżemem z mango, kremem z mleka kokosowego i wiórkami kokosowymi

Składniki:

Czekoladowe blaty:
moja wersja tego przepisu
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szkl. mąki pszennej białej
  • 1 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku
  • 2/3 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru (lub 1 szkl., będzie minimalnie bardziej słodkie)

  • 2 szkl. mleka (sojowego, migdałowego)
  • 1 łyżka octu jabłkowego (lub soku z cytryny)
  • 2/3 szkl. oleju
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego

Dżem do przełożenia:
  • 200-250 g dżemu z mango
  • 2 łyżeczki agaru
  • 2 łyżki zimnej wody

Krem na wierzch:
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2-4 łyżki cukru pudru (lub szczypta stewii), lub więcej - do smaku
  • kilka kropli aromatu waniliowego

Do dekoracji:
  • ok. 1/3 szkl. wiórków kokosowych


Wykonanie:

Czekoladowe blaty:
  1. W dużej misce mieszamy mleko i ocet, odstawiamy, żeby się ścięło.
  2. W tym czasie w oddzielnym naczyniu bardzo dokładnie mieszamy suche składniki.
  3. Nagrzewamy piekarnik do 175 st.
  4. Kiedy mleko już się zetnie, dodajemy do niego olej i aromat waniliowy, mieszamy dokładnie (trzepaczką lub mikserem).
  5. Do mieszaniny mokrych składników dodajemy mieszaninę suchych, szybko mieszamy (trzepaczką lub mikserem na małych obrotach), aż powstanie gładka masa.
  6. Powstałe ciasto dzielimy na 1 równe części (ja przelewam do dwóch misek identycznej wielkości).
  7. Ciasto przelewamy do foremek (jeśli mamy dwie takiej samej wielkości - u mnie o średnicy 22 cm), lub pieczemy na dwie tury - każdy blat po ok. 35 min, aż patyk wbity w środek ciasta będzie suchy.
  8. Upieczone blaty ciasta studzimy do góry nogami, najlepiej na kratce.
  9. Kiedy blaty są już zupełnie wystudzone, można je już przekładać dżemem z agarem.
  10. Uwaga! Jeśli blaty są bardzo nierówne (np. środek mocno wyrósł), to trzeba je wyrównać nożem! Tylko powoli i ostrożnie, żeby z od tego wyrównywania blaty nie zrobiły się jeszcze bardziej krzywe :) 


Dżem do przełożenia:

  1. W rondelku mieszamy 2 łyżeczki agaru z zimną wodą.
  2. Stopniowo dodajemy dżem.
  3. Taką mieszaninę podgrzewamy na niedużym ogniu, bardzo dokładnie mieszając.
  4. Kiedy dżem z agarem się zagotuje, trzymamy go na małym ogniu jeszcze ok. 3 min.
  5. Studzimy, a wystudzoną masą przekładamy blaty ciasta (ok. 1/3 masy).
  6. Resztą dżemu z agarem smarujemy boki i wierzch torciku. wyrównujemy powierzchnię, np. nożem do masła.
  7. Odstawiamy na kilka godzin do lodówki (a najlepiej na noc).


Krem na wierzch:
  1. Mleko kokosowe musi być dobrze schłodzone (najlepiej przez noc)!
  2. Ze schłodzonej puszki mleka kokosowego odlewamy płynną część. 
  3. Kremową część mleka przekładamy do miski (najlepiej wyższej niż ta na zdjęciach, bo ja trochę pochlapałam kuchnię!) i miksujemy chwilę, żeby powstał równy krem.
  4. Do mleka kokosowego dodajemy mąkę ziemniaczaną i miksujemy.
  5. Następnie dodajemy cukier puder lub stewię do smaku, miksujemy.
  6. Na koniec dodajemy aromat waniliowy i znowu miksujemy.
  7. Jeśli nie używamy kremu od razu, trzeba go włożyć do lodówki!


Dekoracja:
  1. Dekorujemy ciasto kremem: ok. 1/3 kremu zużywamy na wierzch ciasta, resztę na boki.
  2. Następnie posypujemy ciasto wiórkami kokosowymi (ja wklepywałam je w krem rękoma, ale jak ktoś nie chce tak łapami, to można próbować łyżką).
  3. Jeśli coś jest trochę krzywo, to patrzymy na ten obrazek z tekstem Julii Child i nic się nie przejmujemy :)


Smacznego!
Anka

sobota, 15 listopada 2014

Lawendowo-czekoladowe ciasteczka shortbread (wegańskie, pełnoziarniste)

Próby upieczenia ciasteczek shortbread z mniejszą ilością tłuszczu niestety nie doprowadziły do żadnych godnych polecenia efektów, ale miały jeden pozytywny skutek, bo przy tym eksperymentowaniu wypróbowywałam też różne dodatki do tych delikatnych kruchych ciasteczek: a to posiekane orzechy, a to płatki róży (dziwne, ale całkiem fajne). Dzisiejsze ciasteczka to, jak dotychczas, moje największe osiągnięcie w kategorii shortbread: czekoladowe ciasteczka z dodatkiem lawendy!


Najpierw upiekłam kilka tur białych ciasteczek z lawendą (istnieje taki brytyjski klasyk, więc zgapiłam go z BBC Good Food), ale potem zaczęłam coraz bardziej i bardziej kombinować.


W końcu pomyślałam, żeby połączyć lawendę z czekoladą. Taki pomysł przyszedł mi do głowy, bo pamiętam czekoladę z lawendą, która trafiała się czasem w Lidlu (mleczna i mocno słodka, więc teraz odpada) i PRZEPIĘKNIE pachniała. A może by tak wykonać ciasteczka, które będą jednocześnie czekoladowe i lawendowe? TAK!


Najpierw myślałam, że można by je ochrzcić ciasteczkami na dobry sen, bo zawierają dodatek lawendy, która podobno delikatnie uspokaja i relaksuje. Tylko że z drugiej strony dodaje się do nich też kakao, czyli troszkę kofeiny. Tak więc w końcu pewnie indeks wybudzaczy/usypiaczy w tych ciasteczkach wychodzi na zero. No cóż, nawet jeśli nie są to ciasteczka na dobranoc, nie zmienia to faktu, że są pyszne: czekoladowe, kruche, rozpływające się w ustach. A na koniec tego wszystkiego jeszcze lawenda. Szał!




Lawendowo-czekoladowe ciasteczka shortbread (wegańskie, pełnoziarniste)

proporcje wzorowane na tym przepisie

Składniki:
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szkl. cukru pudru
  • 1 łyżka suszonych kwiatów lawendy
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1/4 szkl. oleju/oliwy

Przygotowanie:

  1. W misce mieszamy mąkę pszenną i mąkę ziemniaczaną. Przesiewamy przez sitko kakao i cukier puder (koniecznie!). Bardzo dokładnie mieszamy. Dodajemy lawendę.
  2. Do suchych składników dodajemy aromat waniliowy i oleje. Szybko zagniatamy.
  3. Gotowe ciasto można schłodzić w lodówce (ok. 30 min), ale nie jest to konieczne.
  4. Ciasto wykładamy do wyłożonej papierem płaskiej formy i rozwałkowujemy na grubość ok. 7 mm.
  5. Przy pomocy widelca nakłuwamy rozwałkowane ciasto.
  6. Pieczemy 20-22 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 160 st.
  7. Upieczone ciastka odstawiamy na 3-5 min i kroimy na paluszki: ok 30 szt.
  8. Czekamy, aż ciasteczka zupełnie ostygną i pakujemy je do puszki.

Smacznego!
Anka

środa, 23 kwietnia 2014

Filifionkowe ciasteczka mocno czekoladowe

Mleko migdałowe ma delikatny, kremowy smak, który idealnie pasuje do kawy, koktajli owocowych czy kakao. Nie ma ono lekko tekturowego smaku, jakim niestety charakteryzują się niektóre tańsze mleka sojowe. Dlatego właśnie dość często robimy domowe mleko migdałowe. Za każdym razem pozostaje jednak kluczowe pytanie: co zrobić z migdałowymi "trocinami"?


Nie lubię marnować jedzenia. Jestem po prostu chora, kiedy muszę wyrzucić jakiś produkt, który wcisnęłam w na tylną miejscówkę w lodówce. Kilka razy zapomniałam o migdałowych trocinach i od tego czasu staram się wymyślać coraz nowsze sposoby przemycenia ich w jakiejś niczego nie podejrzewającej potrawie: a to dodam je do pasty do chleba, a to trafią do kotletów...
Ostatnio opracowałam jednak nowy przepis: ciastka czekoladowe, w których w przyszłości mają szansę zniknąć duże ilości migdałowej miazgi.

 
Do ciastek można wykorzystać resztki jedzenia, które inaczej mogłyby się zmarnować i dlatego są to ciasteczka filifionkowe (bo to właśnie Filifionka przemycała w zapiekankach resztki różnych potraw, które inaczej trzeba by było wyrzucić).


Pomyślałam o zrobieniu ciastek czekoladowych, bo podobał mi się ten przepis. Zrobiłam więc swoją wersję, do której dodałam migdałowych trocin, które akurat czaiły się w lodówce.


Jak zrobić mleko migdałowe, można przeczytać tu. Ja wyciskam migdały dużo mocniej: tak, żeby były prawie suche. I to właśnie takie suche trociny przydadzą się, żeby zrobić te pyszne, mocno czekoladowe i bezglutenowe ciastka.



Mocno czekoladowe ciasteczka z trocinami migdałowymi

Składniki:
  • 1 szkl. "trocin" migdałowych
  • 1/2 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki aromatu migdałowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
 
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1 szkl. daktyli
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody

  • 100 g gorzkiej czekolady, pokrojonej w drobną kostkę (ok. 0,5 x 0,5 cm)

Przygotowanie:
  1. Wymieszać wszystkie suche składniki.
  2. W oddzielnym naczyniu zmiksować daktyle z olejem kokosowym, wodą i siemieniem lnianym.
  3. Powstałą mieszaninę dodać do suchych składników. Zagnieść ciasto. 
  4. Na koniec dodać pokrojoną czekoladę, szybko wgnieść w ciasto (żeby się nie roztopiła).
  5. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Podzielić ciasto na 12 dość dużych kul. Każdą z nich delikatnie rozpłaszczyć na blasze.
  6. Piec ciastka 13 minut w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni.
  7. Zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasteczka będą dosyć miękkie - trzeba poczekać, aż wystygną (wiemy, że ciężko wytrzymać, ale warto ;-)).


Smacznego!
Anka

czwartek, 12 grudnia 2013

Najlepsza na świecie czekolada z pianką

Są takie zimowe dni, kiedy człowiek wraca do domu wieczorem, z pracy, ze szkoły albo z zakupów, zziębnięty, zmęczony i ogólnie oklapnięty. W takim momencie, ratunkiem jest kubek gorącej czekolady. Muszę przyznać, że gorąca czekolada to w moim przypadku coś w rodzaju świętego Graala ;-) 


Już od dłuższego czasu nurtowało mnie, jak uzyskać w domu czekoladę - nie kakao, ale gęsty, aromatyczny płyn.


W dzieciństwie fascynowało mnie, gdy w książkach wspominano o czekoladzie do picia. Wyobrażałam sobie, że to coś lepszego od znanego mi kakao, ale nie miałam pojęcia, jak można by czekoladę przyrządzić - używając tylko zwykłego mleka i kakao. Z kolei w "Doktorze Dolittle" była mowa o "kakao z pianką". Zachodziłam w głowę, jak też uzyskiwano ową piankę, i czym dokładnie ona była - ubitym mlekiem? bitą śmietaną? a może jeszcze czymś innym? Wprawdzie Paddington pił po prostu kakao, ale za to miał do niego zawsze słodkie bułeczki i jeszcze było to opisane w taki sposób, że nawet zwykłe kakao wydawało się smaczniejsze. Ot, magia literatury :)


Moje eksperymenty z czekoladą obejmowały wiele wariantów: rozpuszczanie czekolady w mleku/ śmietance/ mleku skondensowanym (zawsze powstawał szarawy płyn z grudkami czekolady), dodawanie płatków czekolady do kakao (konsystencja nadal była za rzadka), dodawanie do kakao mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej (gęstość OK, ale smak nie ten...). Częściowym rozwiązaniem było nabycie w Hiszpanii sypkiego kakao z dodatkiem skrobi - bez problemu gęstniało, ciągle jednak nie było dosyć czekoladowe.
 
Dzisiaj gorącą czekoladę można już wypić w wielu miejscach i nie muszę opisywać, jak ona wygląda i smakuje. Ale jeśli ktoś nie chce inwestować w domowe urządzenie do mieszania i podgrzewania czekolady, proponuję wypróbować poniższy przepis.


Pomysł przyszedł mi do głowy przy przygotowywaniu gruszek z sosie czekoladowym. Znalazłam dwa przepisy, w których proponowano rozpuszczenie czekolady w WODZIE. Wydawało mi się to dziwne, ale postanowiłam zaryzykować. I słusznie - czekolada idealnie połączyła się z wodą, tworząc gładki sos. Wtedy pomyślałam: a gdyby tak do kakao na mleku dodać trochę takiego sosu? No i oczywiście nie mogłam nie spróbować :) Efekt przeszedł moje oczekiwania, czekoladowy Graal został zlokalizowany, a ja (przynajmniej na chwilę) mogę usiąść spokojnie i dać sobie spokój z poszukiwaniami ;-)


Najlepsza na świecie czekolada z pianką
Składniki (na 2 osoby):

Frakcja 1 - kakao
  • 1 1/4 szkl.  mleka sojowego (lub migdałowego)
  • + dodatkowo ok. 1/2 szklanki do ubicia (na piankę)
  • 3 łyżeczki niesłodzonego kakao
  • ew. 1/4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • łyżeczka posiekanych migdałów

Frakcja 2 - sos czekoladowy:
  • 1 szkl. wody
  • laska cynamonu (dla zapachu, można pominąć, lub zastąpić np. saszetką ulubionej pachnącej herbaty)
  • 50 g (pół tabliczki) gorzkiej czekolady (ja używam Krakowskiej Gorzkiej Wawelu) 

  • ew. cukier do smaku (ja nie dodawałam)


Przygotowanie:
  1. Zaczynamy od frakcji 1. W kubeczku lub miseczce dokładnie mieszamy kakao z 1/4 szkl. mleka, aż znikną grudki. 
  2. Pozostałe mleko grzejemy w rondelku, a gdy będzie już prawie się gotować, dodajemy mieszaninę z kakao. Mieszamy chwilkę, aż się połączy. Wyłączamy gaz pod rondelkiem.
  3. Przystępujemy do przygotowania frakcji 2. Potrzebujemy rondelka z gorącą wodą (1 szklanka). Są dwie możliwości: jeśli chcemy dodać herbatę dla zapachu, najpierw zagotowujemy wodę w czajniku, zalewamy w torebkę z herbatą (w rondelku), a kiedy herbata się zaparzy, stawiamy rondelek na gazie. W przypadku cynamonu, w rondelku podgrzewamy zimną wodę z laską cynamonu. Kiedy woda zacznie się gotować, a cynamon odda swoje dobroczynne treści, wyjmujemy korę z rondelka.
  4.  Kiedy woda - herbaciana lub cynamonowa - zagotuje się, wrzucamy do niej połamaną w kostkę czekoladę, mieszamy. Po chwili wszystko pięknie się połączy. 
  5. Teraz przychodzi czas na drugi rondelek, ten z mlecznym kakao. Przelewamy jego zawartość do czekoladowego sosu, znowu mieszamy. I gotowe - można rozlewać do kubeczków. 
  6. Można jeszcze ozdobić czekoladę kleksem mleka kokosowego albo pianką z ubitego mleka. Łatwiej ubija się mleko podgrzane niż zimne. Jeśli nie mamy specjalnego sprzętu do spieniania mleka, wystarczy mały, ale wyższy słoik, koniecznie dobrze zakręcony. Trzeba nim parę razy energicznie potrząsnąć, a powstanie lekka pianka. Wyjmujemy ją łyżeczką i układamy na wierzchu czekolady.

Smacznego!
Magda

czwartek, 28 listopada 2013

Świąteczne brownie

Za Wielką Kałużą wypada dziś Święto Dziękczynienia, w Panamie Święto Niepodległości, poza tym urodziny Karen Gillan (czyli Amy z serialu "Doctor Who") i zapewne wiele innych ciekawych wydarzeń (o dzięki ci, Wielka Wikipedio!). A z rocznic z naszego podwórka to wypadła dziś 

95. rocznica przyznania praw wyborczych kobietom. Całkiem fajna rocznica :)


Więc może wybierzmy sobie to święto, które nam się najbardziej podoba i uczcijmy je ciastem czekoladowym. No bo ciasto czekoladowe to dobry pomysł na wszystkie święta, prawda?


Przepis na to ciasto fascynował mnie dość długo, a to za sprawą jednego nietypowego składnika. Długo obmyślałam, jak dziwne wydaje mi się ciasto z CZYMŚ takim, ale w końcu ciekawość wzięła górę i musiałam wypróbować.


Śpieszę odraportować, że ciasto jest przepyszne: dobrze wilgotne, mocno czekoladowe i na dodatek dobrze się przechowuje (chociaż u nas za długo nie trzeba było go przechowywać :) ).




Brownie z... kalafiorem!
(tak tak, nie pomyliłam się :P)

Przepis pochodzi stąd.

Składniki:
  • 3/4 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej (no ostatecznie białej ;) )
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/4 szkl. kakao
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego (można pominąć, ciasto trochę mniej urośnie)
  • 1/3 szkl. cukru (+ ew. 1/4 szkl. cukru więcej, jeśli wolimy słodsze ciasta)
  • 100 g posiekanej gorzkiej czekolady
  • 1 łyżeczka olejku waniliowego
  • 1/2 szkl. mleka (jakie mamy pod ręką)
  • 3 łyżki oleju
  • i gwóźdź programu: 2 szkl. różyczek kalafiora, umytych i przelanych gorącą wodą (albo mrożonych - trzeba wcześniej rozmrozić) - 250g (że co?)
Przygotowanie:
  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 st. i wysmarowujemy olejem formę (ok. 20 x 20 cm).
  2. W misce mieszamy dokładnie wszystkie suche składniki.
  3. Mieszamy wszystkie mokre składniki i dokładnie miksujemy blenderem, żeby nie zostały ŻADNE grudki. Masa ma być idealnie gładka.
  4. Wlewamy mokre składniki do suchych i dokładnie mieszamy. Gotowe ciasto przekładamy do przygotowanej wcześniej formy. Pieczemy 30 min.
  5. Czekamy aż ciasto zupełnie wystygnie i podajemy. Wystudzone ciasto najlepiej przechowywać w lodówce.

Ciasto pięknie pachnie czekoladą, a nie swojską kapustką! Naprawdę:)

Smacznego!
Anka

piątek, 30 sierpnia 2013

Przypomniane ciasto czekoladowe z cukinią

Trwa sezon na cukinię, więc można z niej teraz robić dosłownie wszystko: sos do makaronu, zupę krem, kotleciki… Albo ciasto czekoladowe! Śliczne cukinie leżą teraz na każdym straganie, więc przypomniało mi się ciasto, które po raz ostatni robiłam dawno, dawno temu. Kiedy zabrałam się za tarkowanie cukinii, okazało się, że nie tylko ja pamiętam, jakie pyszne było ciasto czekoladowe z cukinią ;P



Czego to teraz do ciasta nie dodają, no już nikomu wierzyć nie można… No żeby dodać marchewki, to jeszcze, ale cukinia?
Kiedy pierwszy raz natknęłam się na przepis na ciasto z cukinią, takie zestawienie wydawało mi się dziwne. Jeszcze parę lat temu użyłabym cukinii tylko do sosu do makaronu, no może jeszcze do zupy. Jak się okazuje, moje uprzedzenia do cukinii jako składnika ciasta były niesłuszne. Cukinia ma tak delikatny smak i zapach, że naprawdę trudno ją zidentyfikować w upieczonym cieście. No a już w cieście o tak intensywnym, super czekoladowym smaku, cukinia znika zupełnie. Więc po co ją dodawać?



Cukinia sprawia, że ciasto jest bardzo wilgotne, ścisłe i nie wysycha. Z tradycyjnych przepisach tę rolę pełni tłuszcz, więc jeśli używa się cukinii, można znaczne ograniczyć ilość dodawanego tłuszczu, bez uszczerbku dla smaku i konsystencji.
 
Robiłam to ciasto już kilkakrotnie i nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła trochę kombinować. Pomysł i podstawowe proporcje składników pochodzą z tej strony, ale wersja, którą podaję poniżej to już moja autorska interpretacja. Nie przepadam za bardzo słodkimi ciastami, więc zmniejszyłam ilość cukru. Gdybym miała podawać to ciasto komuś, kto lubi mocno słodkie łakocie, pewnie dodałabym jeszcze trochę cukru (np. dodatkowo jeszcze ¼ szkl.).
  

Czekoladowe ciasto z cukinią 

 Składniki:

  • 2 szkl. pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 1/2 szkl. kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szkl. niesłodzonego musu jabłkowego
  • 1 łyżeczka olejku waniliowego
  • 1/2 szkl. cukru (+ ew. dodatkowo 1/4 szkl. jeśli chcemy, żeby było słodsze)
  • 4 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 12 łyżek wody (180 ml, ok. 3/4 szkl.)
  • 1/4 szkl. mleka (sojowego, migdałowego, jakie mamy pod ręką)
  • 2 szkl. startej cukinii
  • 1 szkl. posiekanej gorzkiej czekolady (ok. 150g)
  • + olej i mąka do wysmarowania formy
 
  • 1 szkl. mleczka kokosowego, zmieszanego ze stewią (do smaku) i kilkoma kroplami olejku waniliowego (oddzielnie, do podania)
  • jagody (oddzielnie, do podania)

Wykonanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 st. Tortownicę o średnicy 24 cm smarujemy olejem i wysypujemy mąką.
  2. W dużej misce mieszamy razem mąkę, kakao, sodę i proszek.
  3. W oddzielnym naczyniu dokładnie mieszamy siemię lniane i wodę tak, aby nie powstały grudy.
  4. W oddzielnej misce mieszamy mus jabłkowy, cukier i olejek waniliowy. Miksujemy blenderem lub mikserem 3-5 minut.
  5. Do mieszaniny musu jabłkowego, cukru i olejku dajemy siemię wymieszane z wodą. Dodajemy mleko i miksujemy, aż masa będzie równa.
  6. Odkładamy pół szklanki mieszaniny mąki, sody, proszku i kakao. Pozostałą część mieszaniny mąki, sody, proszku i kakao dodajemy do mokrych składników. Mieszamy na gładką masę. Dodajemy startą cukinię, mieszamy dokładnie. Potem dodajemy posiekaną czekoladę, a po chwili wsypujemy odłożone pół szklanki mieszaniny mąki, sody proszku i kakao. Dokładnie mieszamy. Ciasto będzie BARDZO gęste, ale właśnie takie ma być.
  7. Wykładamy do formy i wyrównujemy powierzchnię ciasta.
  8. Ciasto pieczemy przez 40- 50 minut.
  9. Przy podawaniu w oddzielnym naczynku podajemy mleko kokosowe ze stewią i olejkiem waniliowym. Dekorujemy owocami, np. jagodami.
 
  
Ciasto jest pyszne zarówno lekko ciepłe, chwilę po upieczeniu (roztopione kawałki czekolady!), jak i na zimno (mleczko kokosowe i owoce!). W lodówce spokojnie wytrzymuje kilka dobrych dni.

Miłego pieczenia!
Anka