Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka z ciecierzycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka z ciecierzycy. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2016

Luksusowy tofurnik chałwowy (wegański!)

Czy lubicie przed Gwiazdka guglować przepisy i wymyślać świąteczne menu? Jeśli szukacie bez-sernika, którym sprawi, że Wasi goście pozostaną bez słów (i to dosłownie, bo z kolejnym kawałkiem ciasta w ustach), ten przepis na tofurnik nadaje się jak znalazł!



Całkiem niedawno Anka opublikowała przepis na tofurnik dyniowy, który upiekła z okazji moich urodzin. Tak się składa, że urodziny mamy w podobnym terminie, więc zaraz zaczęłam kombinować, jaki to tofurnik upiec jej w prezencie. Anka uwielbia chałwę i nigdy nie może uwierzyć, kiedy mówię jej, że mam jeszcze ledwie zaczęte pudełko chałwy w lodowce. Jak to? Nie zjadłaś? No a ja, chociaż naprawdę jestem slodyczowym łasuchem, chałwy zjem najwyżej kawałeczek do mocnej kawy, od czasu do czasu. Miałam więc zapas pistacjowej chałwy i tak wpadłam na pomysł, że chałwowy tofurnik to będzie właśnie to, co tygrysy polubią najbardziej.


Zaczęłam od szukania przepisu z dodatkiem tahini, która stanowi podstawę chałwy (oczywiście oprócz cukru). Żaden przepis mnie jednak nie przekonywał - tahini było za mało, i efekt wydawał mi się nie dość chałwowy. W końcu znalazłam fajny przepis na tofurnik z masłem orzechowym i pomyślałam, że masło mogę zastąpić tahini, które w sumie jest czymś w rodzaju masła z ziaren sezamu. Nie zauważyłam jednak jednego szczegółu: to był tofurnik na zimno, i nie miał żadnego składnika, który pozwoliłby masie ściąć się w piekarniku. W ostatniej chwili wpadłam więc na pomysł, że dodam mąki z ciecierzycy, która świetnie sprawdziła się w ankowym przepisie na tofurnik. Jako że była to, delikatnie mówiąc, dość spontaniczna decyzja (by nie rzec - rozwiązanie ostatniej szansy), tym bardziej się zdziwiłam, kiedy wyciągnęłam upieczony tofurnik, całkiem trzymający fason. A kiedy go spróbowałam - Anka świadkiem - zaskoczona powtarzałam: "On jest dobry, o rany, on jest naprawdę dobry!".


Bo jest DOBRY :) A do tego zdrowy, bo dzięki tahini i tofu zawiera solidną dawkę żelaza: jeden kawałek dostarcza 31% średniego dziennego zapotrzebowania na ten minerał. Oprócz tego tofurnik to słuszna porcja wapnia (40%  jw.), magnezu (39%) i cynku (39%). To co, zabieracie się już do pieczenia? ;)


Tofurnik chałwowy

Składniki (na 8 porcji)

Spód:
  • 3/4 szkl. mąki owsianej
  • 1,5 łyżki oleju kokosowego (odmierzonego na zimno)
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 2 łyżki zimnej wody

Masa:
  • 350 g tofu
  • 1 puszka mleka kokosowego (tylko stała część, po schłodzeniu)
  • 1/2 szkl. tahini
  • 1/4 szkl. syropu klonowego
  • 2 łyżki cukru
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 5 łyżek mąki z ciecierzycy
  • 100 g chałwy pokrojonej w kostkę

Polewa
  • 4-5 łyżek pokruszonej chałwy
  • 1 łyżka mleka roślinnego (np. sojowego)

Przygotowanie:

Ciasto
  1. Zaczynamy od przygotowania kruchego spodu. Widelcem lub palcami mieszamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba. 
  2. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  3. Tortownicę o średnicy 21-22 cm wykładamy papierem do pieczenia. Spód tortownicy wyklejamy ciastem, formujemy niewysoki rant.
  4. Ciasto podpiekamy przez 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni Celsjusza.
  5. Studzimy.
Masa
  1. Wszystkie składniki oprócz chałwy miksujemy w blenderze.
  2. Kiedy masa jest już gładka, dodajemy kawałki chałwy pokrojonej w kostkę i delikatnie mieszamy.
  3. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  4. Masę wylewamy na podpieczony spód.
  5. Pieczemy 35-45. Po 35 min sprawdzamy, czy masa jest nadal płynna, ewentualnie pieczemy jeszcze 10 minut. Gdyby wierzch tofurnika bardzo się spiekał, można go przykryć folią aluminiową.
  6. Upieczony tofurnik zostawiamy do wystudzenia.

Polewa
  1. Pokruszoną chałwę i mleko umieszczamy w rondelku. Podgrzewamy na niewielkim ogniu, mieszając, aż chałwa się rozpuści.
  2. Tak przygotowaną polewę wylewamy na ostudzony tofurnik. 
Smacznego!
Magda

wtorek, 18 października 2016

Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego (wegański!)

Idea tofurnika przez dłuższy czas napawała mnie strachem. Troszkę już te swoją fobię oswoiłam, bo był tu już przepis na tofurnik z czekoladową kruszonką i na mini tofurniczki z karmelowym sosem. Tym razem zrobiłam tofurnik z myślą o Magdzie, która uwielbia dynię. Myślałam, że to będzie taki dyniowy eksperyment, nie coś, co będę chciała powtarzać. A tu zaskoczenie, tofurnik wyszedł przepyszny. W ciągu tygodnia upiekłam go dwa razy!


Proporcje na masę tofurnikową są prawie takie same jak w poprzednich tofurunikach, z tą różnicą, że zamiast mąki ziemniaczanej dodałam mąki z ciecierzycy. Dzięki temu tofurniczek ma trochę więcej białka (więc na pytanie "skąd bierzesz białko?" będzie można z dumą odpowiedzieć, że "z tofu i z mąki z ciecierzycy!"), a dodatkowo dobrze trzyma kształt i nie wysycha.


Jeśli chodzi o mus z dyni, to Magda, jako główna fanka dyni, opisała w tym poście jak taką kupioną dynię upiec, żeby było OK. Ja wpakowałam dynię do piekarnika, zjadłam kolację, zagniotłam spód i zmiksowałam składniki na masę serową, a dynia się wtedy właśnie upiekła do miękkości. Więc zmniejszyłam temperaturę w piekarniku do 160 st., zmiksowałam potrzebną do tofurnika szklankę musu z dyni i dodałam do niej jeszcze trochę mąki z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. I tofurnik już był właściwie gotowy, żeby wjechać do piekarnika.


Co do przyprawy do piernika. Ja wiem, że pumpkin spice i przyprawa do piernika to nie to samo. Ale, tego, w tym tofruniku i przyprawa do piernika zdaje egzamin. Pewnie można by się zabrać za mieszanie własnej przyprawy do piernika, ale akurat nie miałam weny.


Upieczony tofurnik najlepiej zostawić do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Dzięki temu nie powinien popękać w wyniku szoku termicznego po wyjęciu z piekarnika "na gorąco". A nawet jak popęka, to co? I tak będzie pychaaaa :)


Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego

Składniki:

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody
Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 4 łyżki mąki z ciecierzycy
Mas dyniowa:
  • 1 szkl.musu z dyni
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika


Wykonanie:

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto wykładamy do tortownicy i rozwałkowujemy (tylko na dnie tortownicy, bez boków!).
Masa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę z ciecierzycy. Dokładnie miksujemy.

Masa dyniowa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy dynię, aż powstanie gładki mus.
  2. Dodajemy mąkę z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę z tofu.
  3. Wykładamy masę z dyni na masę z tofu. Mieszamy widelcem lub patyczkiem, aż powstaną świrle.
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na min, 60-75 min. Po 60 in trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik zostawiamy do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku, zostawiając uchylone drzwiczki. Zupełnie wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.
Smacznego!
Anka

czwartek, 6 sierpnia 2015

Najlepsze wegańskie naleśniki z owocami (naprawdę!)

Zdarza się Wam tak czasami, że tygodniami nic się nie dzieje, a jak już zacznie się dziać, to wszystko na raz? U mnie tak właśnie było ostatnio :) Jest sezon wakacyjny, wiadomo, upały, więc komu by się chciało gotować - wymówek jest mnóstwo! Z drugiej strony, po urlopie "w głuszy" wróciłam z głową pełną pomysłów, tylko nie wiedziałam, od czego zacząć. W rezultacie mam na tapecie kilka przepisów, ale do jednego nie mam zdjęć, do drugiego opracowanych najlepszych proporcji, trzeciego jeszcze nie zdążyłam wypróbować... 


W ten weekend trochę przyspieszyłam z gotowaniem i mam nadzieję, że na blogu wkrótce pojawią się tego efekty. Póki co, pomyślałam, że podzielę się z Wami naszym ulubionym przepisem na naleśniki, który już dość dawno zdetronizował u nas wszystkie inne i wisi przypięty na tablicy korkowej, żeby zawsze mieć go pod ręką.


Przepis pochodzi z książki "Vegan Brunch" Isy Chandry Moskowitz, która jest naszą absolutną mistrzynią, jeśli chodzi o wegańskie przepisy. Nie znamy żadnego (!) jej przepisu, który by nie wyszedł; możemy tylko podzielić je na BARDZO udane i po prostu udane.  "Veganomicon", którego jest z Terry Hope Romero współautorką, stanowi dla nas biblię kulinarną i leży na honorowym miejscu w kuchni/na dysku (*niepotrzebne skreślić). Jedyna zmiana, którą wprowadziłyśmy w poniższym przepisie, to brak dodatku syropu z agawy czy innych słodzików, dzięki czemu takie naleśniki można podać zarówno w wersji słodkiej, jak i słonej. Tym razem proponujemy wersję słodką, bo jest środek lata i owoców pod dostatkiem - wystarczy dodać wegańskiej bitej śmietany z mleka kokosowego, i gotowe!


Oprócz składników, które znajdą się w każdej kuchni (mąka pszenna i ziemniaczana, mleko) przepis zawiera też mąkę z ciecierzycy. Jeśli jeszcze się z nią nie znacie, zachęcamy, by jak najszybciej się z nią zaprzyjaźnić. Nie tylko jest idealnym zagęstnikiem (jak w tym kremie), składnikiem ekspresowej pizzy, ale również zamiennikiem jajek w przepisach na frittatę, hiszpańską tortillę czy po prostu omlet. Warto więc mieć torebkę takiej mąki w szafce :)



Naleśniki z owocami

Składniki
(na 10-12 naleśników)

Ciasto na naleśniki:
  • 1 1/2 szkl. mleka roślinnego (niesłodzonego)
  • 1/4 szkl. wody
  • 3/4 szkl. mąki pszennej
  • 1/4 szkl. mąki z ciecierzycy
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Do smażenia:
  • olej kokosowy lub rzepakowy
Do podania:
  • owoce sezonowe
  • schłodzone mleko kokosowe (minimum przez noc w lodówce)
  • cukier puder/stewia - do smaku 
Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki ciasta dokładnie mieszamy blenderem lub trzepaczką, tak aby nie było grudek.
  2. Wstawiamy na godzinę do lodówki. To ważne, nie pomijajcie tego etapu - w tym czasie ciasto zgęstnieje. Jak mówi Anka, let the gluten magic happen :D
  3. Po wyjęciu z lodówki mieszamy ciasto trzepaczką, i pamiętamy o tym, by przed wylaniem każdego kolejnego naleśnika też przemieszać masę.
  4. Na patelni mocno rozgrzewamy olej (około łyżki): na kuchni elektrycznej temperatura około 8-9/10, na gazowej - średnio-duży płomień. Chodzi o to, żeby naleśnik szybko się zrumienił na brzegach.
  5. Jeśli pierwszy naleśnik przyklei się do patelni, nie zrażamy się - czyścimy patelnię i smażymy następny.
  6. Do gotowych naleśników pakujemy ulubione owoce (jagody/borówki, maliny, truskawki, wiśnie...), dodajemy gęste mleko kokosowe dosłodzone cukrem pudrem/stewią, składamy w ulubiony kształt (trójkąty? rurki? koperty?) i pałaszujemy!

Smacznego :)
Magda

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wegańska zielona tarta z kiwi i crème pâtissière na Dzień Ziemi

Czasem mnie najdzie na takie ciasto, co to by wyglądało jak z cukierni. Lubię muffiny, chlebki i inne ciasta w stylu wsyp, zamieszaj, upiecz, ale czasem mam ochotę na coś, co będzie trochę bardziej wyszukane i ozdobne.



Jak byłam mała, zawsze niesamowite wrażenie robiły na mnie zdjęcia tart: wyglądały tak równiutko, owoce ułożone na wierzchu były zawsze idealnie rozłożone na kremowej masie. Szał! Jeśli owoce były jeszcze z wierzchu posmarowane glazurą, dla mnie było to już gotowe dzieło sztuki.





Zarówno Magda, jak i ja, zaczęłyśmy eksperymentować z wypiekami dość wcześnie (jakoś w podstawówce), i szybko się przekonałyśmy, że nawet nie mając wiele doświadczenia, można wykonać wcale urodziwe tarty. Może nie tak idealne, jak te na zdjęciach w gazetach, ale prezentujące się całkiem całkiem. Spod naszych rąk wyszła dość pokaźna ilość kruchych, słodkich tart, przygotowywanych zwykle z pâte brisée, którego nieodłącznym składnikiem wydawało mi się wtedy masło. Przyznam, że od kiedy przestałam używać masła, idealne ciasto na tartę było moim marzeniem. Ale jak bez masła? Jak żyć? 



Okazuje się, że olej kokosowy sprawdza się bardzo dobrze w roli masła. Pewnie dla wielu osób to żaden szok, ale ja się bardzo pozytywnie zaskoczyłam. Nie trzeba go nawet mieszać z innym rodzajem oleju czy jakimiś innymi magicznymi składnikami. Trzeba tylko zmniejszyć jego ilość (bo w maśle, nawet takim gatunkowo najlepszym, jest ok. 80% tłuszczu - pozostałe 20% to woda i inne resztki, które pozostają po odsączeniu serwatki). I właśnie dlatego zamiast brać dokładnie tyle samo oleju kokosowego co masła, zmniejszam proporcje do 80% oryginalnej wagi masła z pierwotnego przepisu.





Może się jeszcze trochę wytłumaczę z tego pâte brisée i crème pâtissière. Skąd to nagromadzenie francuskich zwrotów? Czyżby Roślinożercy nagle zamienili się we Frankofonów? Niekoniecznie :) No ale nie da się ukryć, że kruche francuskie tarty to jest jednak pewien klasyk. Dodatkowo, tak się akurat składa, że pâte brisée to wdzięczne ciasto do weganizowania, bo klasyczny przepis nie zawiera żółtek/jajek/śmietany, które są częstym składnikiem polskich kruchych ciast. Więc tylko zamieniamy masło na olej kokosowy i gotowe. Od razu jeszcze wyjaśnię ten opcjonalny dodatek proszku do pieczenia: dodałam go, bo chciałam, żeby ciasto było trochę bardziej pulchne i miękkie, ale klasyczne wersje pâte brisée nie zawierają żadnego spulchniacza, więc jeśli chcemy zrobić wszystko przepisowo, można pominąć proszek.



Wegańska przeróbka crème pâtissière wyszła, o dziwo, bardzo smaczna. Krem posłodziłam stewią i dodałam słodzony cukrem dżem, żeby oszukać trochę kubki smakowe, nieprzyzwyczajone do stewiowej słodyczy. Można by też oczywiście dosłodzić krem cukrem do smaku, ale ja chciałam się przekonać, czy można maksymalnie ograniczyć ilość białego cukru i uzyskać smaczny krem. Okazało się, że można, a rodzina nawet się nie zorientowała, że podałam im deser posłodzony w znacznej części stewią. HA!

Gotowa tarta, udekorowana plastrami kiwi, wygląda trochę jak szklana zielona kula, co się nam z kolei skojarzyło z grafikami, plakatami i innymi ulotkami, które pojawiają się zawsze przy okazji Dnia Ziemi. Dlatego stwierdziłyśmy, że kontynuując naszą tradycję świętowania czego popadnie
Dzień Ziemi uczcimy właśnie taką zieloną tartą :)

Wegańska zielona tarta z kiwi i crème pâtissière na Dzień Ziemi

podpatrzone stąd


Składniki:

Na spód:
  • 150 g mąki
  • 60 g oleju kokosowego
  • 1/4 - 1/3 szkl. zimnej wody
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (można pominąć)
  • szczypta soli

Na krem:
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 3/4 szkl. mleka sojowego (lub migdałowego)
  • stewia do smaku
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżka dżemu pomarańczowego (lub brzoskwiniowego czy morelowego)


  • 5-6 średniej wielkości kiwi, obranych ze skórki i pokrojonych w cienkie plastry

Przygotowanie:

Spód:
  1. Mąkę mieszamy z solą i proszkiem do pieczenia.
  2. Mieszaninę mąki, soli i proszku rozcieramy z olejem kokosowym, aż powstaną "grudki" ciasta. Stopniowo dodajemy wodę, szybko zagniatamy spód.
  3. Zagnieciony spód zawijamy w folię lub wkładamy do szczelnego pojemnika i chłodzimy przez ok. 30 min - 1 h.
  4. Po tym czasie spód rozwałkowujemy na ok 4 mm grubości i wykładamy do formy o średnicy 22 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Rozwałkowany spód nakłuwamy widelcem.
  5. Piekarnik nagrzewamy do 200 st.
  6. Pieczemy spód w nagrzanym piekarniku przez 20 min.  Ma się upiec, ale nie musi się zbytnio zarumieniać.

Krem:
  1. W rondelku podgrzewamy mleko, aż będzie letnie.
  2. W oddzielnym rondelku rozgrzewamy olej kokosowy.
  3. Do rozgrzanego oleju kokosowego dodajemy mąkę z ciecierzycy, dokładnie mieszamy.
  4. Do mieszaniny oleju kokosowego i mąki z ciecierzycy dodajemy mleko. Przy pomocy trzepaczki bardzo dokładnie mieszamy, żeby nie powstały grudki.
  5. Trzymamy krem na małym ogniu, aż zacznie gęstnieć. Dokładnie mieszamy, zdejmujemy z ognia.
  6. Do kremu dodajemy aromat waniliowy i dosładzamy stewią do smaku.
  7. Odstawiamy, żeby krem przestygł.
  8. Do przestygniętego kremu dodajemy dżem, dokładnie mieszamy.
    UWAGA! Jeśli na którymkolwiek etapie przygotowania zrobią nam się w kremie grudki, po prostu rozbijamy je przy pomocy blendera.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Na upieczony i zupełnie wystudzony spód wykładamy krem. 
  2. Na kremie układamy pokrojone w plastry kiwi (np. zakładając każdy kolejny plaster za poprzedni).
  3. Tartę przechowujemy w lodówce (u nas wytrzymała 3 dni, kiwi nie zaczęły ani brązowieć ani się rozklejać).

Smacznego!
Anka

piątek, 22 listopada 2013

Słoik słońca

Czemu słoik słońca? Taki miał być początkowo tytuł naszego bloga, ale po konsultacjach ze znajomymi uznałyśmy, że za bardzo kojarzy się z przepisami na przetwory, a przecież nie o to nam chodziło. Jednak pomysł ze słoikiem, w którym można by zamknąć słońce na jesień i zimę, podobnie jak przechowuje się dżemy, pozostał. A w takie szare listopadowe dni wraca do nas jeszcze częściej.


Kiedy słońca brak, widoków na wakacje w ciepłych krajach też, proponujemy dodać trochę kolorów ze słonecznej gamy do przygotowywanych dań. Piękną żółtą barwę daje kukurydza (w postaci ziarenek albo kaszki), z dyni możemy uzyskać różne odcienie pomarańczu, a papryka, której jesienią jest obfitość, oprócz tych dwu kolorów, występuje też w wersji czerwonej, która skutecznie ożywi każdy zestaw składników.

Propozycja I - zapiekanka z kaszy kukurydzianej z papryką 

przepis z Veganomiconu


Składniki:
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 4 szkl. kukurydzy (z puszki)
  • 1 czerwona papryka, drobno pokrojona
  • 1 szkl. mleka kokosowego (lub 1/2 szkl. mleka i 1/2 szkl. wody - mleko dodaje kremowości, ale tutaj spokojnie wystarczy pół szklanki, szczególnie, jeśli mleko jest gęste)
  • 1/4 szkl. mąki kukurydzianej
  • 1/2 szkl. kaszy kukurydzianej
  • 1 cebula, drobno pokrojona
  • natka pietruszki - drobno pokrojona
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka sproszkowanego chili

Przygotowanie:
  1. Podsmażamy cebulę i paprykę na oleju, aż cebula będzie miękka. W międzyczasie, mieszamy mleko kokosowe z mąką kukurydzianą, aż się dobrze połączą. Cebulę i paprykę zdejmujemy z patelni, lekko studzimy. Przekładamy do blendera i miksujemy razem z 2 szklankami kukurydzy. Tak powstałe purée przekładamy do większego naczynia, wlewamy wcześniej rozmieszane mleko z mąką, dokładnie mieszamy, a następnie dodajemy resztę składników: pozostałe 2. szkl. kukurydzy, kaszę kukurydzianą i przyprawy. W oryginale były świeże jalapeños, ale zapewniam, że suszone chili też dodaje słusznej mocy.
  2. Piekarnik nagrzewamy do 180 st. Naczynie żaroodporne smarujemy olejem, a następnie wylewamy do niego gotową masę. Wkładamy do piekarnika na  40-50 minut. Zapiekanka ma być zrumieniona z wierzchu, a wewnątrz miękka, ale nie płynna. Po wyjęciu z piekarnika dobrze jest zostawić ją na 10 minut, żeby ostygła, a dopiero potem kroić.
  3. Podajemy z misą zielonej, chrupiącej sałaty.


Propozycja II - placuszki z kaszy jaglanej z zielonym groszkiem i szpinakiem

wariacja na temat tego przepisu


Składniki:
  • 1 szkl. kaszy jaglanej 
  • szczypta szafranu lub kurkumy
  • łyżka oliwy + olej do smażenia placków
  • 1 cebula, drobno pokrojona
  • 3 rozgniecione ząbki czosnku
  • 1 szkl. mrożonego groszku
  • 1/2 szkl. mąki z ciecierzycy(można zamienić na kukurydzianą/ ziemniaczaną)
  • 2 łyżki siemienia lnianego + 4 łyżki wody
  • 1-2 łyżeczki słodkiej papryki 
  • sól i pieprz do smaku

oprócz tego:
  • 100 g szpinaku "baby", umytego i osuszonego
  • łyżka oliwy
  • 1-2 posiekane ząbki czosnku
  • sól i pieprz

Przygotowanie:
  1. Wyjmujemy groszek z zamrażalnika. Zdąży odmarznać, podczas gdy będziemy przygotowywać pozostałe składniki, a nie musi być całkowicie rozmrożony.
  2. Gotujemy kaszę w dwóch szklankach wody lub bulionu warzywnego, który uzyskujemy poprzez zalanie wodą suszonej włoszczyzny. Zostawiamy do wystudzenia.
  3. W tym czasie, mieszamy siemię lniane z 4 łyżkami wody - powstanie galeretowata masa.
  4. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy najpierw cebulę, a gdy ona się zrumieni - czosnek. Można przykryć pokrywką, żeby cebula się poddusiła. Kiedy cebula zmięknie, zdejmujemy patelnię z ognia, cebulę możemy przełożyć na talerz, żeby szybciej wystygła.
  5. Ugotowaną kaszę łączymy z cebulą i groszkiem, dodajemy przyprawy (w tym kurkumę/ szafran), potem mieszaninę z siemieniem lnianym, a na końcu - po trochu - mąkę z ciecierzycy. Być może będzie trzeba jej trochę mniej lub więcej niż pół szklanki. Chodzi o to, żeby masa dała się zagnieść, ale nie była zbyt sucha. Z masy formujemy nieduże kulki, spłaszczamy. Kotleciki układamy np. na dużym talerzu, odstawiamy na chwilkę.
  6. Teraz czas na przygotowanie szpinaku: rozgrzewamy oliwę, wrzucamy pokrojony czosnek, a po chwili liście szpinaku. Smażymy chwilkę, aż listki zmienią kolor. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem.
  7. Zdejmujemy szpinak z patelni i, o ile udała się nam trudna sztuka nie-ubrudzenia patelni, możemy rozgrzać olej do smażenia placuszków. Na początek proponuję 2 łyżki - żeby kotleciki się nie przykleiły, ale też nie opiły zbyt dużo tłuszczu. Na rozgrzany olej kładziemy placuszki, smażymy z obu stron po 5-7 min (aż się zrumienią). Podajemy ze szpinakiem.

 

Propozycja III - dyniowo-kokosowe kostki

Pomysł pochodzi stąd, ale przepis jest nieco zmieniony.



Składniki:

Spód
  • 1 i 1/2 szkl. płatków owsianych
  • 100 g rodzynek
  • 1/4 szkl. orzechów włoskich
  • 1/4 szkl. wody

Warstwa kokosowa:
  • 1/2 - 3/4 szkl. mleka kokosowego
  • 1/2 szkl. wiórków kokosowych
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • stewia w proszku  - do smaku

Warstwa dyniowa:
  • 2/3 szkl. musu z dyni
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1/4 szkl. syropu klonowego/ syropu z agawy (albo stewia w proszku do smaku)
  • 1/4 szkl. płatków owsianych

Przygotowanie:

  1. Zaczynamy od zmielenia płatków owsianych w blenderze; taka owsiana mąka będzie nam potrzebna i do spodu, i do warstwy dyniowej, więc najlepiej od razu zmiksować 1 i 3/4 szklanki płatków.
  2. Przygotowujemy spód: rodzynki miksujemy z wodą - najlepiej dodawać ją po trochu. Ma powstać klajstrowata masa, którą zagniatamy ze zmiksowanymi płatkami, orzechami i stewią. Gdyby nie chciało się zagnieść, dodajemy jeszcze trochę wody, albo odrobinę tłuszczu kokosowego (nie więcej niż łyżkę). Gotowe ciasto rozwałkowujemy na kwadrat o boku 20 cm.
  3. Układamy na blaszce lub tacy (nie jest potrzebne bardzo wysokie naczynie). Wkładamy do zamrażalnika.
  4. W tym czasie przygotowujemy kremy: dyniowy i kokosowy. Mleko kokosowe (przy otwieraniu puszki trzeba uważać, żeby odlać rzadki płyn, nie przyda się nam) rozcieramy ze stewią i wiórkami kokosowymi. W drugim naczyniu mieszamy 1/4 szkl. wcześniej zmielonych płatków owsianych oraz pozostałe składniki masy dyniowej.
  5. Wyjmujemy ciasto z zamrażalnika. Na spodzie rozsmarowujemy masę kokosową, a na niej - dyniową. Całość wkładamy zamrażalnika na 30-40 min. Ciasto ma być zwarte, ale nie zamrożone.
  6. Wyjmujemy ciasto z zamrażalnika, próbujemy, czy aby dobre, a potem przechowujemy w lodówce (wytrzymuje 3-4 dni - zależy, ile osób podejmie się "ratowania" ciasta :) ).

Smacznego!

Magda