Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 listopada 2016

Sól z papryczkami chili :)

Ostre papryczki chili nie dla wątłych wegan? Co też smarować taką ostrą solą, skoro nie mnięso? 


Ano, każdą pastę do chleba. Albo makaron aglio, olio e peperoncino, jeśli startujemy w konkursie na najszybszą kolację/obiad wszechczasów. Albo na przykład dodajemy trochę takiej mocnej soli do zupy, żeby zupkę wzmocnić i żeby była jeszcze bardziej rozgrzewająca.


Zachwycił mnie pomysł na sól z chili, ale myślałam, że na pewno coś się nie zmiksuje, z moich papryczek nic nie wyjdzie, itp., itd. Nic bardziej mylnego. Taką sól robi się GA-LO-PEM. A potem tyle radości!


Kupiłam swoje papryczki w Zieleniaku i tak pamiętam, że to chyba były czerwone jalapeno. Jeśli ktoś wie jakie papryczki najbardziej lubi, to już sam sobie wybierze taki typ, jaki mu się marzy. Sól miałam akurat różową himalajską, która leżała wciśnięta gdzieś na tyły szafki. Wygrzebałam paczkę soli z szafki, a papryczki chili umyłam i z grubsza oczyściłam,  a potem zmiksowałam i odstawiłam tak przygotowaną sól na kilka dni do lodówki.


Cudowna jest ta sól, ostra i skondensowana, więc trzeba jej ostrożnie używać. Ale jak się ją zrobi teraz, może być nieszablonowym prezentem od Mikołaja, albo i gwiazdkowym dla wszystkich fanów ostrych sosów, i przypraw.

Sól z papryczkami chili
podpatrzone stąd

Składniki:
  • ostre papryczki (ja brałam 1/3 szkl.)
  • sól (ja brałam 1/3 szkl., drobnoziarnistej różowej himalajskiej)

  • wyparzony słoik
  • blender
  • ew. rękawiczki jednorazowe

Przygotowanie:
** MOŻNA DO PRZYGOTOWANIA UŻYĆ RĘKAWICZEK, ŻEBY NIE BYŁO OPCJI PODRAŻNIENIA SKÓRY!**
  1. Papryczki myjemy, osuszamy, rozkrajamy i mniej więcej oczyszczamy z pestek. 
  2. Papryczki miksujemy z solą krótko w blenderze, aż powstanie czerwona sól, a drobinki papryczek będą prawie niewidoczne.
  3. Tak przygotowaną sól przekładamy do uprzednio wyparzonego słoika i odstawiamy na kilka dni (można do lodówki).
  4. Raz lub dwa razy dziennie mieszamy zawartość słoika, żeby powstała sól miała równomierną "moc". Ja odstawiłam tak przygotowaną sól na jakieś 4 dni.
  5. Gotowej soli używamy do ulepszenia past, makaronów tudzież zup. Lub nawet tofurniczka, o ile ktoś tak lubi ;) 

Smacznego!
Anka

wtorek, 24 marca 2015

Makaron dla spragnionych wiosny

Czy Wy też nie możecie doczekać się wiosennych warzyw, zielonych, świeżych i chrupiących? Niestety, chwilę jeszcze trzeba będzie na nie poczekać, a póki co możemy od czasu do czasu poratować się mrożonkami. 


Dzisiejszy przepis prawie w całości pochodzi ze strony Uczta Wegetariańska, z tym że oczywiście go zweganizowałam :) Przy okazji chciałam napisać parę słów o przepisach pani Kingi Błaszczyk-Wójcickiej, które pod tym tytułem były drukowane w Magazynie Gazety Wyborczej (dziś Duży Format), ładnych parę lat temu. To były jedne z pierwszych przepisów wegetariańskich, z jakimi się zetknęłam, a już na pewno pierwsze, które wyglądały pysznie i nie przypominały jedzenia "czegoś bez czegoś" :D Do tego część z nich to przepisy wegańskie, jak na przykład ciasto na muffiny czekoladowe, które piekłam przy różnych okazjach, w formie babeczek albo po prostu ciasta "w jednym kawałku".  Więc dużo Uczcie zawdzięczam, chociaż od jej lektury do mojego przejścia na weganizm upłynęło jeszcze sporo czasu.



Tak jak napisałam, przepis "pożyczam" prawie w całości, a różnica polega tylko na zamienieniu sosu na wegański. Ten sos odkryłam niedawno i od razu dodałam go do listy ulubionych przepisów: prawdę mówiąc, mogę go jeść nawet łyżką prosto z blendera :D Chodzi o amerykański klasyk, Mac'n'Cheese, którego wegańską wersję można znaleźć na większości roślinnych blogów zza Kałuży.
 

To typowy comfort food, czyli danie, które może nie należy do najzdrowszych i najlżejszych, ale za to świetnie poprawia nastrój :) Ja wybrałam wersję, która zawiera gotowane warzywa, więc odpada smażenie cebuli (juhu!), więc może nie jest jakoś super zdrowe, ale całkiem odżywcze.




Zielony makaron z wegańskim sosem serowym 

Makaron:

Składniki:
  • 1 szkl. mrożonego bobu
  • 1 szkl. mrożonego zielonego groszku
  • 1 brokuł
  • po szklance makaronu na osobę (ok. 70g) - np. penne albo fusilli
 Przygotowanie:
  1. Brokuł sparzamy i gotujemy 7-9 min.
  2. Groszek i bóg gotujemy 3-5 min we wrzącej osolonej wodzie.
  3. Makaron gotujemy al dente zgodnie z instrukcjami na opakowaniu.

Sos serowy:
  • 1 szkl. obranych i pokrojonych ziemniaków (ok. 2 średnie sztuki)
  • 1/4 szkl. marchewki, obranej i pokrojonej w kostkę
  • 1/3 szkl. cebuli, posiekanej
  • 3/4 szkl. wody z gotowania warzyw
  • 1/2 szkl. orzechów nerkowca, namoczonych w ciepłej wodzie na min. 1 h
  • 1/4 szkl. mleka kokosowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki płatków drożdżowych
  • sproszkowane chili i sól do smaku
 Przygotowanie:
  1. Warzywa gotujemy do miękkości w nieco większej ilości wody (resztę można wykorzystać np. do zupy). Lekko studzimy i odcedzamy, wodę zachowujemy. 
  2. Warzywa miksujemy z 3/4 szkl. wody z gotowania.
  3. Dodajemy namoczone i odcedzone nerkowce. Miksujemy.
  4. Dodajemy pozostałe składniki i miksujemy na gładki sos.
  5. Na koniec dodajemy odrobinę chili (według uznania) i ewentualnie sól, ale uwaga - płatki drożdżowe też są słone!
Smacznego!
Magda

środa, 26 listopada 2014

O dyni i makaronach ;)

Kuchnia włoska jest lubiana na całym świecie i Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jak to jednak bywa, dania "włoskie" w poszczególnych krajach zyskują taki właśnie cudzysłów, bo bardzo często są jedynie odległą wariacją na temat oryginału. I tak jak "Chicago style pizza" ma niewiele wspólnego z pizzą z Półwyspu Apenińskiego, tak często "typowe" włoskie dania w menu polskiej restauracji byłyby zaskoczeniem dla niejednego mieszkańca Włoch. 


Na szczęście mamy już chyba za sobą czasy, kiedy pizzą nazywano pulchny placuszek z dużą ilością keczupu, ale i tak spotkanie z domową włoską kuchnią może być zaskoczeniem, jeśli cucina italiana oznacza dla nas spaghetti bolognese (które nie istnieje, tak przy okazji), carbonara i pesto. Przezabawny artykuł na ten temat znajdziecie tutaj.

Pierwsze zaskoczenie - w kuchni włoskiej nie używa się wielu przypraw, a sos do makaronu ma często jeden - dwa składniki. I dość - chodzi o to, żeby poczuć ich smak, a nie zagłuszać je przyprawami. Takimi "dziwnymi" makaronami są na przykład pasta e lenticchie (z soczewicą) albo pasta con le patate (tak, z ziemniakami!).

Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy szukając pomysłów na słone dania z dynią, trafiłam na ten przepis: łączy w sobie wybór lekkich, prawie mdłych smaków (dynia), czegoś niby niepasującego do makaronu (ziemniak) i pozornie zwyczajnego warzywa, które zyskuje nowy wymiar (por).
Zachęcam do wypróbowania tego przepisu i przekonania się, jak pyszne może być połączenie takich delikatnych  składników.



Aha, i jeszcze zapomniałabym: gdyby miał to być prawdziwy post made in Italy, teraz nastąpiłby długi wywód  na temat tego, jaką markę i kształt makaronu należy wybrać, i jak bardzo różnią się one smakiem. Ja tylko napiszę - wybierzcie świderki, bo sos dobrze się do nich przyklei, mogą być pełnoziarniste, bo to zdrowiej, no i najważniejsze: nie rozgotujcie ich! :D




Fusilli w sosie dyniowo-ziemniaczanym z chiffonade z pora



Wegańska wersja tego przepisu


Składniki:


  • 350 g musu z pieczonej dyni (instrukcja, jak upiec dynię tutaj)
  • 1 por
  • oliwa z oliwek extra vergine (1/2 łyżki + ew. łyżka do polania na koniec)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • woda lub rosołek warzywny (na 1 szkl. wody - 1 łyżeczka suszonej włoszczyzny)
  • 1 ziemniak, obrany i pokrojony w kostkę
  • 2 szkl. makaronu świderki (fusilli)
  • olej kokosowy (1/2 łyżki + łyżka)
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
Przygotowanie: 

  1. Pora nacinamy lekko od nasady do dołu i zdejmujemy najbardziej zewnętrzny liść. Płuczemy, a następnie kroimy na jak najcieńsze paseczki. Na suchej patelni, na najniższej temperaturze, prażymy paseczki pora, aż będą złociste i chrupiące, przypominające wyglądem siano. Przekładamy na talerz i zostawiamy do ostygnięcia.
  2. Pozostałą część pora również dokładnie myjemy i kroimy w plasterki. Na patelni rozgrzewamy 1/2 łyżki oleju kokosowego i 1/2 łyżki oliwy. Smażymy pora na średnim ogniu, mieszając, aby się nie przypalił. Kiedy plasterki pora się zazłocą, dolewamy po trochu wodę (ok. 1/4 szkl. na raz) lub bulion i dusimy pod przykryciem, aż por zmięknie.
  3. Odstawiamy, studzimy, miksujemy. Solimy do smaku.
  4. Na oddzielnej patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oleju kokosowego i wrzucamy ząbki czosnku w całości. Smażymy do momentu, aż będą jasnobrązowe, wtedy wyławiamy łyżką i odkładamy na talerzyk. Na ten sam olej wrzucamy mus z dyni, zmniejszamy ogień, ew. dodajemy minimalną ilość wody, gdyby dynia zaczęła się przypalać. Doprawiamy solą (ostrożnie!) i gałką muszkatołową.
  5. Wstawiamy wodę na makaron.
  6. Jeśli to możliwe, podgrzewamy talerze w piekarniku.
  7. W oddzielnych rondelkach podgrzewamy na minimalnym ogniu dynię i mus z pora.
  8. Wrzucamy makaron do wrzącej, osolonej wody. Dodajemy łyżkę oleju (jakiegokolwiek), mieszamy. Wrzucamy pokrojonego w kostkę ziemniaka. Gotujemy zgodnie z czasem podanym na opakowaniu makaronu, a jeszcze lepiej - 2 minuty krócej.
  9. Odcedzamy makaron i ziemniaki.
  10. Na talerzach układamy kolejno: mus z dyni, na nim makaron z ziemniakami, potem łyżkę - dwie musu z pora, a po wierzchu posypujemy "siankiem".
  11. Można jeszcze polać całość strużką oliwy. 

Smacznego!
Magda



Smacznego!
Magda


wtorek, 4 listopada 2014

Bok choy z tofu w sosie z dodatkiem curry - wegański chiński makaron

Bok choy, czyli kapusta właściwa chińska, która według mnie smakuje jak kapusto-sałata z przebitkami szpinaku. Podaje się ją zwykle na ciepło, w zupie lub krótko przesmażoną. Ja zrobiłam z niej zieleninę, która towarzyszyła podsmażonym kostkom tofu i pysznemu sosowi z dodatkiem curry, który podpatrzyłam od Isy z Post Punk Kitchen. Pychaaa!


Ten makaron to obiad wymagający niedużego nakładu pracy, ale kilku garnków :) No i paru dziwnych składników, takich jak tofu i kapusta właściwa chińska (a tak swoją drogą, jakoś bardziej odpowiada mi jednak ta zangielszczona wersja chińskiego słowa, czyli bok choy), do tego jeszcze nasionek anyżu (może być gwiazdkowy, ale ja akurat nie miałam, więc wzięłam taki anyż z apteki), i resztki puszki mleka kokosowego.


Gotowe danie pachnie przepięknie curry, cynamonem i anyżem. Że po co dodawać składników przyprawy do piernika do obiadu? Ja uwielbiam zapach anyżu, więc kiedy tylko zobaczyłam, że Isa sugeruje dodatek nasion anyżu do tego sosu, nie trzeba było mnie już więcej przekonywać, że muszę wypróbować ten przepis. No a jeśli ktoś nie lubi anyżu, albo cynamonu (postaramy się to wybaczyć ;) ), może pominąć te korzenne dodatki i zrobić sos tylko z curry.


Można się tą potrawą ratować, kiedy mamy mało czasu, bo właściwie wszystko można przygotować z wyprzedzeniem, a przed podaniem obiadu czy kolacji trzeba jeszcze tylko ugotować makaron, no a całą resztę odgrzać.



Bok choy z tofu w sosie z dodatkiem curry

moja wersja tego przepisu


Składniki:
na 4 porcje

  • ok. 2 łyżek oliwy lub oleju do podsmażenia
  • 170- 200 g odsączonego, odciśniętego i pokrojonego w kostkę tofu (tu Magda opisała, jak odcisnąć tofu)
  • 200 g bok choya
  • 1 średniej wielkości czerwona cebula lub 2 szalotki, posiekane w drobną kostkę

Na sos:
  • 1 łyżka oliwy lub oleju do podsmażenia
  • 2 łyżeczki świeżego startego imbiru
  • 1 ząbek czosnku, rozdrobniony
  • 2-4 pokruszone papryczki chilli
  • 2 szkl. rosołku warzywnego (u mnie 2 łyżeczki suszonej włoszczyzny z + 2 szkl. wody)
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej, dokładnie wymieszane z 2 łyżkami zimnej wody
  • 2 łyżeczki curry
  • 1/4 łyżeczki nasion anyżu, rozdrobnionego w moździerzu
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1/2 szkl. mleka kokosowego
  • sól wg uznania

  •  300-400 g pełnoziarnistego makaronu pszennego lub gryczanego 

  • ew. podprażony sezam do posypania (ja zapomniałam, ale myślę, że idealnie by pasował)

Przygotowanie:

Dodatki:
  1. Odsączamy i odciskamy tofu, a następnie kroimy je w kostkę ok. 1 cm na 1 cm.
  2. Liście bok choya dokładnie oczyszczamy, osuszamy i kroimy.
  3. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy tofu na średnim ogniu. Żeby tofu się nie zaczęło kruszyć, nie mieszamy go co chwila łyżką, tylko czekamy aż zrumieni się z jednej strony, lub ruszamy patelnią, żeby nie przywarło.
  4. Kiedy uznamy, że tofu jest już gotowe, zdejmujemy je z ognia i odstawiamy.
  5. Na tej samej patelni krótko podsmażamy pokrojonego bok choya. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy.
  6. Na tej samej patelni podsmażamy cebulę przez ok 3- 5 min. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy.

Sos:
  1. Robimy "rosołek naprędce": w misce lub rondelku zalewamy gorącą wodą 2 łyżeczki suszonej włoszczyzny.
  2. W oddzielnym rondelku rozgrzewamy 1 łyżkę oleju. Dodajemy rozdrobniony czosnek i starty imbir, podsmażamy około 1 min.
  3. Do podsmażonego czosnku z imbirem dodajemy "rosołek", curry, pokruszone płatki chilli, cynamon, imbir i sos sojowy.
  4. W filiżance dokładnie mieszamy mąkę ziemniaczaną z zimną wodą.
  5. Do zagotowanego rosołku z czosnkiem i imbirem dodajemy mieszaninę mąki ziemniaczanej i zimnej wody. Bardzo dokładnie mieszamy, żeby nie powstały grudki. 
  6. Podgrzewamy ok. 3- 5 min, żeby sos troszkę zgęstniał.
  7. Na koniec do sosu dodajemy mleko kokosowe i doprawiamy solą do smaku.

Makaron:
  1. Kiedy i tofu, i bok choy, i sos są już gotowe, gotujemy makaron wg wskazówek na opakowaniu. 
  2. Ugotowany makaron podajemy z resztą składników (ewentualnie posypujemy podprażonym sezamem.
Smacznego!
Anka

poniedziałek, 26 maja 2014

Pesto z pistacji z cukinią

Pistacje to jedno z bogactw Sycylii. Kiedy pierwszy raz wybierałam się na wyspę, wiedziałam, że muszę przywieźć słoiczek crema di pistacchio - słodkiej mieszaniny miodu, mleka i zmielonych pistacji. Niestety, kupny krem nie jest wegański. Można za to z pistacji przygotować wiele innych potraw, nie tylko wegańskich, ale i o pięknym, żywozielonym kolorze. 


Na przykład - pesto, czyli sos powstały przez rozgniecenie (od pestare - deptać, ugniatać) wszystkich składników. Mogą to być suszone pomidory, brokuły, a w najbardziej znanej genueńskiej wersji - bazylia i orzeszki piniowe. Istnieje również sycylijskie pesto, z orzechów włoskich i pomidorów z dodatkiem ricotty. Natomiast pesto di pistacchi oznacza najczęściej gotowy produkt ze słoika, stanowiący doskonałą bazę do innych sosów, a złożony tylko z pistacji i oleju słonecznikowego (używa się go zamiast oliwy, bo ma delikatniejszy  zapach).

W naszym sosie podstawą będzie cukinia, co doda mu lekkości - jeśli chcemy, przy miksowaniu można w ogóle pominąć dodatek oliwy. Możliwe są rożne warianty - jeśli nie dodamy bazylii, wydobędziemy pełniej aromat orzechów. Jeśli zamiast pistacji użyjemy orzechów laskowych, smak sosu będzie łagodniejszy.


Na koniec, uwaga: do sosu nadadzą się również solone pistacje - gotowego sosu nie trzeba już wtedy solić.

Pistacjowe pesto
przepis pochodzi z tej strony

Składniki (dla 2 osób): 
  • 50 g pistacji (bez łupinek)
  • 30 g migdałów
  • 1 średnia cukinia
  • 1 łyżka oliwy lub oleju do smażenia
  • + oliwa extra vergine do podania
  • liście świeżej bazylii
  • sól i pieprz
  • do dekoracji: posiekane pistacje, porwane liście bazylii

  1. Cukinię obieramy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę lub olej, podsmażamy cukinię, mieszając. Uważamy, żeby nie przypalić cukinii. Po 2-3 minutach przykrywamy patelnie pokrywka i dusimy cukinię, aż zmięknie. Ewentualnie dolewamy 1/3 szklanki wody, gdyby cukinia zaczęła przywierać do dna. Zdejmujemy z patelni, odstawiamy na bok.
  2. Oddzielnie, w blenderze, miksujemy migdały i pistacje, aż będą drobno zmielone. Dodajemy po trochu ugotowaną cukinię, miksujemy.
  3. Następnie dodajemy garść świeżej bazylii (ok. 6 dużych liści). Gdyby masa nie chciała się zmiksować, dolewamy 1-2 łyżki wody. Można też dodać 1-2 łyżki oliwy (chociaż niekoniecznie).
  4. Doprawimy solą i pieprzem do smaku.
  5. Mieszamy sos z ugotowanym i odcedzonym makaronem (najwygodniej zrobić to w dużym garnku).
  6. Już na talerzu polewamy strużką oliwy, posypujemy porwaną bazylią i posiekanymi pistacjami.
 Smacznego!
 Magda

środa, 26 marca 2014

Makaron z brokułami i złocistymi migdałami, czyli obiad na leniwca

Z serii szybki obiad, czyli roślinożercy na tropach słońca (w końcu jakoś ten chlorofil trzeba syntetyzować ;). Zdarza się teraz czasem ładna pogoda, a kiedy trafi się słońce w weekend, to zupełnie nie chce nam się długo siedzieć w kuchni... 


I dlatego przypomniałyśmy sobie przepis na makaron, który przygotowałyśmy na jakimś wakacyjnym wyjeździe, gdy sklepy świeciły warzywnymi pustkami. Kiedy wreszcie cudem udało nam się upolować brokuły, wpadłam na pomysł, żeby ugotowane różyczki posypać prażonymi migdałami. Danie jest bardzo proste i superszybkie, bo jego przygotowanie trwa może 15 minut. A połączenie prażonych migdałów i brokułów jest zaskakująco smaczne: prażenie wydobywa z migdałów piękny aromat, który świetnie pasuje do ugotowanych brokułów (których pod żadnym pozorem nie można rozgotować na papkę!).



Makaron z brokułami i migdałami

Składniki (dla 2 osób):

  • 1 brokuł, podzielony na różyczki
  • 30 - 50 g migdałów w płatkach
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz
  • 2 szklanki suchego makaronu (np. kokardki)




Przygotowanie:
  1. Chcemy, żeby brokuły i makaron były gotowe w tym samym momencie, więc makaron trzeba wstawić odpowiednio wcześniej. Brokuły będą potrzebowały 6 minut od momentu wrzucenia do gorącej (osolonej!) wody. 
  2. W czasie, gdy makaron i brokuły się gotują, na suchej patelni prażymy płatki migdałowe, aż się zazłocą.
  3. Ugotowane brokuły odcedzamy i odstawiamy na bok. Ugotowany i odcedzony makaron wkładamy z powrotem do garnka i mieszamy z oliwą. Wykładamy na talerze - najpierw makaron, potem brokuły, a na wierzch uprażone płatki migdałowe. Można doprawić do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem, ale składniki tego prościutkiego dania są tak dobre, że bronią się same.
Smacznego!
Magda



niedziela, 16 lutego 2014

Ekspresowy makaron chiński z sosem z masła orzechowego

Kiedy w weekend trafi się ładna pogoda, aż szkoda siedzieć w domu i gotować... szczególnie, że w sobotę mało kto zrywa się bladym świtem, więc zanim skończy się śniadanie, robi się już południe. Co prawda, dni są coraz dłuższe, ale żeby złapać trochę słońca, z domu trzeba wyjść najpóźniej o trzeciej. Rozwiązaniem jest wtedy szybki obiad. 


Do dzisiejszego przepisu będą potrzebne marchewka, szczypiorek i makaron, a z rzeczy, które może nie zawsze są pod ręką - tofu, masło orzechowe i olej sezamowy.


Makaron chiński z sosem z masła orzechowego
(porcja dla 2 osób)
Moja wersja tego przepisu

Makaron:
dwie paczki makaronu błyskawicznego z zupek chińskich (można też taki makaron kupić oddzielnie)

Dodatki:
  • 180 g tofu (odciśniętego i pokrojonego w kostkę - jak odcisnąć tofu przeczytacie tutaj)
  • 2 marchewki, obrane i pokrojone w wąskie słupki
  • pęczek szczypiorku, posiekanego

Sos orzechowy:
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka soku z limonki (można zastąpić sokiem z cytryny)
  • 1 łyżeczka startego imbiru
  • 1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
  • 1/4 łyżeczki sproszkowanego chili
  • 2-3 łyżki ciepłej wody


  1. Przygotować sos: rozetrzeć masło orzechowe z olejem sezamowym, następnie dodać sos sojowy, dobrze rozetrzeć. Dodać pozostałe składniki (oprócz wody), wymieszać. Na koniec po trochu dolewać wodę, szybko mieszając, aż powstanie gładki sos. Ilość wody zależy od rodzaju masła, którego użyjemy - masła "crunchy" z kawałkami orzeszków potrzebne były 3 łyżki.
  2. Makaron przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zazwyczaj zalać wrzątkiem na 3 minuty, a potem odcedzić).
  3. Ułożyć na talerzach kolejno: makaron, marchewkę i tofu, polać sosem i posypać szczypiorkiem.
  4. Pałaszować!

Obiad w piętnaście minut i można biec na słońce :)
Magda