Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 kwietnia 2017

Wegański mazurek z kremem cytrynowym

Co ma wspólnego weganizm z foodsharingiem?

Pozornie niewiele. A jednak jakoś tak to działa, że im bardziej zaczynamy przyglądać się temu, co jemy i jak jemy, tym bardziej poszerza się nasz sposób widzenia. 


Każdy, kto zaczyna przygodę z weganizmem, nagle uważniej czyta etykiety, by wśród długiej litanii składników wyłapać "serwatkę w proszku", "białka jaja" i tym podobne. Z czasem nasze oko wychwytuje składniki takie jak "olej palmowy" lub niesprecyzowane "oleje roślinne". Przeglądając wegańsko-wegetariańskie fora i grupy, nie sposób nie zauważyć informacji o tym, jak rzeczony olej jest pozyskiwany, jaki ma to wpływ na środowisko i życie mieszkańców. Potem gdzieś zaczynają się przewijać wiadomości o produkcji orzechów nerkowca, a może też bananów, i już nie ma odwrotu, bo tych informacji nie da się zapomnieć. 



Czy da się kupować i konsumować zupełnie "etycznie"? Pewnie nie, bo nie zawsze mamy dostęp do kompletu informacji, a czasem może okazać się, że choć sam produkt jest w 100% roślinny, to warunki pracy przy jego wytwarzaniu trudno nazwać zrównoważonymi. Czy to znaczy, że mamy na wszystko machnąć ręką, bo zawsze przyczyniamy się trochę do niesprawiedliwości na świecie? Ja jakoś tak nie sądzę i wydaje mi się, że jeśli mogę coś minimalnie zmienić na lepsze, to warto, nawet jeśli mam świadomość, że na wiele innych rzeczy nie mam wpływu. 
I właśnie takie myślenie zaprowadziło mnie w grudniu zeszłego roku do Ambasady Krakowian na spotkanie pod hasłem "For the Love of Food", poświęcone jedzeniu, a konkretniej temu, jakie są ekologiczne i społeczne skutki wyborów, których dokonujemy przy kupowaniu żywności.


W trakcie tego wieczoru dowiedziałam się o inicjatywie Foodsharing Kraków, której celem jest przeciwdziałanie marnowaniu jedzenia. Na zadane w trakcie prezentacji pytanie "Czy ktoś z was wyrzucił kiedyś jedzenie" niestety musiałam odpowiedzieć twierdząco. Zawsze było mi bardzo głupio, kiedy zrobiłam zakupy na wyrost, albo przetrzymałam warzywa w lodówce tak długo, że nie dało się z nimi już nic zrobić. Staram się robić przemyślane zakupy, ale czasami mam problem z tym, żeby samej wszystko przetworzyć. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że jest w Krakowie miejsce, gdzie mogę przynieść nadmiar jedzenia (na przykład: selera naciowego, z którego ja zużyję tylko dwie-trzy łodygi, pół główki kapusty, połowę cytryn "bio" sprzedawanych w paczkach po pół kilo, i tak dalej), bardzo się ucieszyłam, bo było to idealne rozwiązanie w mojej sytuacji. Pomyślałam też, że jeśli jest jakaś idea, pod którą mogłabym się bez wahania podpisać obiema rękami (i nogami też ;)), to jest to właśnie dzielenie się jedzeniem, aby nic się nie zmarnowało. 


W styczniu pojawiło się na fb ogłoszenie, że Foodsharing Kraków poszukuje wolontariuszy. Zastanawiałam się tylko chwilę, zanim się zgłosiłam. Do lodówki na Długiej 9 czasami coś zanoszę, a czasem coś z niej zabieram.

A już we wtorek i środę po Świętach zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji, którą Foodsharing Kraków współorganizuje z Zupa na Plantach, ŻyWa Pracownia, Sant'Egidio Kraków, Fundacja Po Pierwsze Człowiek, Wytwórnia i All In Card. Będziemy zbierać jedzenie, które pozostanie Wam na świątecznych stołach. My przekażemy je potrzebującym. Więcej o akcji możecie poczytać tutaj: https://www.facebook.com/events/1338558416193737/.
Jadłodzielnia, czyli punkt foodsharing w Krakowie znajduje się przy ulicy Długiej 9 (korzystamy z gościnności Jordan Caffe).

Z okazji Świąt i na co dzień życzę sobie i Wam świadomych zakupów, a także dzielenia się jedzeniem :) A w ramach świątecznego akcentu zapraszam na mazurek cytrynowy, który rok temu przygotowywałyśmy na wielkanocnych warsztatach gotowania.


 Wegański mazurek z kremem cytrynowym (lemon curd)

Składniki:

Na spód:

  • 150 g mąki
  • 60 g oleju kokosowego
  • 1/4 - 1/3 szkl. zimnej wody
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (można pominąć)
  • szczypta soli


Na krem:

  • 1 1/4 szkl. soku z cytryny (zależnie od soczystości cytryn, potrzeba ich około 1 kg)
  • 1 szkl. cukru (można zastąpić ksylitolem)
  • 2 łyżki skórki otartej z cytryny
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżki mleka kokosowego
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki mąki z ciecierzycy


Przygotowanie:

Spód:
  1. Mąkę mieszamy z solą i proszkiem do pieczenia.
  2. Mieszaninę mąki, soli i proszku rozcieramy z olejem kokosowym, aż powstaną "grudki" ciasta. Stopniowo dodajemy wodę, szybko zagniatamy spód.
  3. Zagnieciony spód zawijamy w folię lub wkładamy do szczelnego pojemnika i chłodzimy przez ok. 30 min - 1 h.
  4. Po tym czasie spód rozwałkowujemy na ok 4 mm grubości i wykładamy do formy o średnicy 22 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Rozwałkowany spód nakłuwamy widelcem.
  5. Piekarnik nagrzewamy do 200 st.
  6. Pieczemy spód w nagrzanym piekarniku przez 20 min.  Ma się upiec, ale nie musi się zbytnio zarumieniać.


Krem:
  1. Wybierając cytryny, warto zainwestować w te z upraw "bio", szczególnie, że będziemy wykorzystywać też skórkę.
  2. Cytryny myjemy i parzymy gorącą wodą. Na tarce ścieramy skórkę (nie potrzebujemy skórki z całego kilograma cytryn, ale nadmiar można zamrozić na inne okazje; a oskrobane cytryny łatwiej wyciskać, bo są bardziej miękkie).
  3. Sok wyciskamy do miseczki, cedzimy przez sitko, aby pozbyć się pestek.
  4. Podgrzewamy w rondelku sok i skórkę z cytryny razem z solą i cukrem, aż cukier zupełnie się rozpuści. 
  5. W oddzielnym rondelku rozgrzewamy olej kokosowy. Do rozgrzanego oleju kokosowego dodajemy mąkę z ciecierzycy, dokładnie mieszamy.
  6. Do mieszaniny oleju kokosowego i mąki z ciecierzycy dodajemy masę cytrynową. Przy pomocy trzepaczki bardzo dokładnie mieszamy, żeby nie powstały grudki.
  7. Dodajemy mleko kokosowe i gotujemy, aż masa zgęstnieje i zacznie "bąblować".
  8. Na upieczony i ostudzony spód wykładamy krem. Dekorujemy według uznania (na zdjęciu: plastry mandarynki).

Smacznego!
Magda i Anka

środa, 23 marca 2016

Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami (wegański!)

W ostatni weekend sześć uczestniczek zorganizowanych przez Magdę wielkanocnych warsztatów przygotowało furę pysznego jedzenia, w sam raz na późne wielkanocne śniadanie, zahaczające nawet o brunch. Dziewczyny zrobiły trzy różne mazurki: kajmakowy, z kiwi i crème pâtissière i z lemon curd. Wszystkie trzy wyszły śliczne, ale mi zaczął chodzić po głowie zwykły mazurek czekoladowy.



Mniej więcej taki mazurek czekoladowy kojarzy mi się z wielkanocnymi wypiekami, które pamiętam z dzieciństwa. Żadnych dodatków w stylu skórka pomarańczy czy jakieś inne świeże owoce. Czekolada, kruche ciasto i bakaliowe dekoracje, bez żadnych dodatkowych fanaberii ;)


Udekorowałam swój mazurek jajkami z marcepanu, bo marzył mi się mazurek przypominający to brownie.


Z tym, że zamiast wybierać się na poszukiwanie czekoladowych jajek, które byłyby wegańskie, kupiłam po prostu kostkę marcepanu, wyciągnęłam z szuflady kurkumę i gorzką czekoladę i sama ukulgałam jajka do dekoracji :)


Pyszny jest ten mazurek, mocno czekoladowy i kruchutki. Na dodatek, robi się go bardzo szybko (trzeba tylko zaplanować trochę czasu na chłodzenie oliwy), masa ma tylko dwa niezbędne składniki (!), a jeśli pominie się kulganie marcepanowych jajek, dekoracja zajmie naprawdę 1-2 minuty (np. jakby posypać mazurek płatkami migdałowymi). Także można taki mazurek machnąć nawet jak czasu na wielkanocne przygotowania jest naprawdę niedużo. Mniam!


Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami

Składniki:

Spód:
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny


Masa:
  • 200 g czekolady gorzkiej lub deserowej
  • 3/4 szkl. mleka kokosowego, najlepiej tylko tej "gęstej" części
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego
  • ew. stewia do smaku


Do dekoracji:

Wykonanie:

Spód:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto wałkujemy na grubość ok. 5-7 mm i formujemy z niego kształt jajka (niekoniecznie, może być  też np. prostokąt). Zakładamy krawędzie ciasta do środka tak, żeby powstał niewysoki rant. Nakłuwamy ciasto widelcem.
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.

Masa:
  1. Czekoladę łamiemy na kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. Kiedy czekolada jest już roztopiona, dodajemy po ok. 2 łyżki mleko kokosowe. Bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Kiedy czekolada połączy się już z mlekiem, dodajemy aromat waniliowy i stewię (opcjonalnie). Odstawiamy.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Na upieczony i wystudzony spód wykładamy masę. Wyrównujemy powierzchnię i dekorujemy mazurek.

Smacznego!
Anka

środa, 1 kwietnia 2015

Wegańska pastiera napoletana (także w wersji bezglutenowej!)

Pastiera jest typowym włoskim ciastem wielkanocnym, rodem z Neapolu, z którego zresztą pochodzi wiele innych słynnych słodyczy. Trochę przypomina sernik na kruchym spodzie, z nadzieniem złożonym z ricotty, pszenicy i czasem jeszcze budyniowego sosu, który skleja wszystko razem. Dodatek zboża symbolizuje obfitość i pomyślność.


W wersji bezglutenowej pszenicę zastępuje się białą kaszą gryczaną. Pomysł z kaszą mi się spodobał, bo uwielbiam gryczaną, a do tego kusiło mnie, żeby wypróbować spód bezglutenowy. Wykorzystałam ciasto, które Anka podała w przepisie na ciasteczka z figami. Przyznaję jednak, że wałkowanie mnie przerosło - kulę ciasta pocięłam na możliwe duże plastry, a potem ugniatałam i wałkowałam już w foremce (służy mi do tego marmurowy tłuczek od moździerza). Wycinanie kratki na wierzch to już była gorsza ekwilibrystka, ale jakoś się dało :) Może więc być wersja bezglutenowa.

pszenny spód
Za to jeśli nie zależy Wam na omijaniu glutenu, zachęcam do wypróbowania przepisu na kruche ciasto poniżej.  Odkryłam je niedawno i jestem nim zachwycona. Piecze się równiutko, nawet pod grubą warstwą masy, nie trzeba go wcześniej podpiekać. Nada się też na kruche babeczki, jeśli zostanie Wam nadmiar ciasta przy wałkowaniu. Oliwa w tym przepisie sprawdza się idealnie, jej zapach nie dominuje, a ciasto wychodzi gładkie i elastyczne.

pszenny spód
No a teraz do wege-ricotty... we włoskich przepisach wegańskich ricottę zastępuje się tofu. Zrobiłam taką wersję, ale mnie nie przekonała. Tofu jednak jest zbyt delikatne w zestawieniu z dosyć wyrazistą kaszą gryczaną (nawet w łagodniejszej, niepalonej wersji, wyczuwalny jest charakterystyczny smak). Zaczęłam się zastanawiać, co może najbardziej przypominać ricottę - niekwaśną, właściwie lekko słodką i rozpływającą się po podgrzaniu? Ano mleko kokosowe! Żeby jednak kokosowa ricotta nie rozpłynęła się tak zupełnie w pieczeniu, potrzebne było jeszcze coś o bardziej stałej konsystencji. Wtedy przypomniałam sobie o tofurniku, który robiłam jakiś czas temu (nie ma go na blogu), gdzie mleko kokosowe występowało w towarzystwie orzechów nerkowca, i niewielkiej ilości tofu. To było to! Namoczone, zmiksowane orzechy nerkowca w połączeniu z mlekiem kokosowym wyglądają prawie jak ricotta.

pszenny spód

Zastanawiał mnie też temat skórek kandyzowanych - czy powinno być ich dużo? W jedynej niewegańskiej pastierze, której miałam okazję spróbować już parę ładnych lat temu, ten dodatek nie wydał mi się jakoś dominujący. Zajrzałam na portal Giallo Zafferano, który traktuję jako swoistą wyrocznię w przepisach kuchni włoskiej (zdarzają się tam też przepisy wegańskie, ale ja podglądam przede wszystkim tradycyjne dania, żeby mieć punkt odniesienia, zanim zacznę je przerabiać "a la vegan"). Przepis mówił o 100 g kandyzowanych skórek różnych cytrusów na standardową porcję ciasta. Trochę dużo...

bezglutenowy spód

Z kolei na włoskich blogach spotkałam się często z przepisami, w których skórkę w cukrze w ogóle się pomija, bo ktoś za nią nie przepada. A w ogóle, to przepis na pastierę każdy ma swój własny, najlepiej tylko z niego korzystać, piekąc ciasto dla siebie i domowników :D Wtedy zrozumiałam chyba, dlaczego w kuchni włoskiej nie istnieje coś takiego jak Larousse Culinaire - encyklopedia smakoszy, niezawodna, gdy chcemy sprawdzić, jak NALEŻY zrobić taki czy inny klasyk kuchni francuskiej. Przesadzam? No, może trochę :) Przecież w Polsce też każdy ma swój własny, domowy przepis na piernik czy barszcz.

bezglutenowy spód

W sprawie skórek wybrałam w końcu wersję kompromisową: użyłam ich nieco mniej, czyli 70 g. Jeśli smażona skórka to nie to, co lubicie najbardziej, możecie jej nie dodawać, przepis na tym nie ucierpi. Zdecydowanie za to nie pomijajcie świeżej skórki cytrynowej, która nada piękny zapach i sprawi, że smak nadzienia będzie bardziej wyrazisty.

bezglutenowy spód
Przepis na ciasto pochodzi stąd, reszta to wynik moich prób i błędów na bazie proporcji z niewegańskiego przepisu na Giallo Zafferano.

Wegańska pastiera napoletana (także w wersji bezglutenowej!)

Składniki:

Na kruchy spód:
  • 300 g mąki pszennej
  • 100 g cukru
  • 120 ml mleka sojowego
  • 80 ml oliwy z oliwek
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
*w wersji bezglutenowej - ciasto z tego przepisu

Na nadzienie:
  • 250 g ugotowanej białej kaszy gryczanej (1 1/4 szklanki - mierzone po ugotowaniu)
  • 200 ml mleka sojowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 3/4 szkl. orzechów nerkowca (ok. 100 g), namoczonych w gorącej wodzie na min. godzinę
  • 150 g mleka kokosowego (ważymy stałą część, po odlaniu płynu)
  • 100 g tofu
  • 100 g cukru
  • 1 i 1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 70 g mieszanych cytrusowych skórek kandyzowanych (można pominąć)


Przygotowanie:

Ciasto:
  1. Mąkę mieszamy z proszkiem i cukrem.
  2. Dodajemy oliwę, mieszając widelcem lub łyżką, aż powstaną grudki.
  3. Po trochu dolewamy mleko i szybko zagniatamy, aż wszystkie składniki połączą się z zwartą kulę.
  4. Ciasto wkładamy do szczelnego pojemnika lub owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum godzinę. 

Nadzienie:
  1. Kaszę ważymy już po ugotowaniu. W przybliżeniu kasza po ugotowaniu waży 3 razy więcej. Ja robię tak: biorę 100 g kaszy  (1/2 szklanki suchej) i odejmuję nadmiar po ugotowaniu. 250 g ugotowanej kaszy to 1 1/4 szklanki.
  2. Odsączoną kaszę przekładamy z powrotem do rondelka i dodajemy mleko i aromat waniliowy. Zagotowujemy, a potem zmniejszamy temperaturę i gotujemy na małym ogniu, aż kasza wchłonie całe mleko. Odstawiamy i studzimy.
  3. Nerkowce odsączamy i przekładamy do blendera. Dodajemy mleko kokosowe i miksujemy na jak najgładszą masę. Dodajemy tofu i skórkę cytrynową, miksujemy.
  4. Dodajemy mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy lub blendujemy. Na koniec dodajemy kandyzowane skórki.
  5. Tak przygotowaną masę łączymy z ugotowaną na mleku kaszą.


Jak to wszystko połączyć:
  1. Schłodzone ciasto wyjmujemy na ok. 20 minut przed wałkowaniem, żeby doszło do temperatury pokojowej.
  2. Odkładamy 1/3 ciasta na kratkę na wierzch. 
  3. Pozostałe ciasto wałkujemy na grubość 0,5 centymetra, na wielkość formy (ja piekę w takiej o średnicy 24 cm, i zawsze mi zostaje jeszcze trochę ciasta, więc spokojnie może być większa forma). Zasadniczo powinna być tortownica, ale może być też foremka na tartę (ja tak robię, bo nie dorobiłyśmy się jeszcze dużej tortownicy). Formę najlepiej wyłożyć papierem do pieczenia.
  4. Gotowe nadzienie przekładamy do tortownicy/formy na tartę z wywałkowanym spodem.
  5. Wcześniej odłożoną 1/3 ciasta również rozwałkowujemy i wycinamy z niej pasy o szerokości ok. 2 cm. Układamy je na wierzchu ciasta na skos, nie prostopadle (tak jak widać na zdjęciu poniżej).
  6. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st. Celsjusza. 
  7. Ciasto wstawiamy na najniższą półkę i pieczemy 60 minut, ale dobrze jest zajrzeć tak po 45 minutach, bo piekarnik piekarnikowi nierówny.
  8. Ciasto jest gotowe, kiedy kratka na wierzchu się zazłoci, a masa się zestali (nie wypływa :)).
przed pieczenieeeem - krateczka :)


Wszystkiego wegańskiego:)
Anka & Magda

niedziela, 29 marca 2015

Wegański kajmakowy mazurek - bez pieczenia, bez glutenu, bez rafinowanego cukru!

Już za chwilę Wielkanoc, czyli m. in. okazja do przygotowywania mazurków. Na przykład takich jak ten na zdjęciu poniżej, z rozpływającym się w ustach kajmakowym nadzieniem. Co najlepsze, można takie ciacho wykonać bez włączania piekarnika!



Nie mam nic przeciwko mazurkom z pieczonym spodem, wręcz przeciwnie. Po prostu chciałam się przekonać, czy można zrobić surowy mazurek. Okazuje się, że można, i jest on po prostu PYSZNY!


Pomyślałam o nadzieniu kajmakowym, bo właśnie kajmak to dla mnie najbardziej typowe nadzienie do mazurka (no dobra, jeszcze czekolada!).


Z namoczonych i odsączonych daktyli powstaje cudowny, kremowy karmel, który zamienia się w kajmak dzięki dodatkowi zmiksowanych na gładki krem nerkowców. Bardzo dawno temu jadłam ostatni raz tradycyjny kajmak, ale masa daktylowo-nerkowcowa moim zdaniem idealnie imituje oryginalne nadzienie (naładowane nieprawdopodobną ilością cukru i śmietanki!).


Kiedy szukałam pomysłu, jak zrobić masę kajmakową, trafiłam na kilka amerykańskich blogów, które opisywały jak zrobić pudding lub sos butterscotch. Żeby uzyskać gęstszy krem, pominęłam dodatek mleka migdałowego i zwiększyłam ilość nerkowców w stosunku do daktyli. Przyznam, że myślałam, że trzeba będzie taką masę jeszcze czymś zagęścić, ale wyszła po prostu idealnie kajmakowa :)


Z kolei spód to moja przeróbka tego spodu z Oh She Glows. Jest elastyczny, dobrze się trzyma, a przy tym jest bezglutenowy i nie trzeba go piec. Czy można chcieć czegoś więcej? ;)


Wprawdzie mazurki kojarzą mi się bardzo z precyzyjnymi, kolorowymi dekoracjami, ale nie miałam jakoś nastroju na układnie kwiatków czy innych baranków, więc ostatecznie posypałam swój mazurek z wierzchu płatkami migdałowymi. Zresztą, znikał w takim tempie, że misterne dekoracje można by było podziwiać przez jakieś pół godzinki, kiedy mazurek grzecznie siedział w lodówce. Ha!


Kajmakowy mazurek - bez pieczenia, bez glutenu, bez rafinowanego cukru

Masa:
  • 1 szkl. daktyli, zostawiona przez noc do namoczenia z 1/2 szkl. wody
  • 1 szkl. nerkowców
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • ew. kilka kropli ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)
Spód:
  • 1 szkl. migdałów
  • 1 szkl. mąki owsianej lub zmiksowanych na mąkę płatków owsianych (100 g)
  • 1 szkl.daktyli, namoczonych w wodzie i porządnie odsączonych

Do dekoracji:
  • ok. 2 łyżek płatków migdałowych

Wykonanie:

Masa:

  1. Nerkowce miksujemy na gładką masę. Idealnie byłoby, żeby powstało nerkowcowe masło, ale jeśli będzie trochę grudek, też nic się nie stanie.
  2. Oddzielnie miksujemy daktyle z wodą, w której się moczyły przez noc. Powinien powstać gładki karmel. Czasem skórki daktyli są trochę twarde i nie chcą się rozdrobnić, no ale to trudno.
  3. Kiedy mamy już zmiksowane nerkowce i daktyle, łączymy je i dodajemy łyżkę oleju kokosowego. Dokładnie mieszamy.
  4. Można jeszcze dodać kilka kropli aromatu waniliowego, ale nie jest to konieczne.


Spód:

  1. Jeśli używamy płatków owsianych, trzeba je na samym początku zmiksować na mąkę.
  2. Następnie bierzemy daktyle na spód, odsączamy z wody i miksujemy.
  3. Oddzielnie miksujemy migdały, aż będą przypominać mąkę.
  4. Do zmiksowanych migdałów dodajemy mąkę owsianą, miksujemy.
  5. Do migdałów i mąki owsianej dodajemy zmiksowane daktyle. Chwilę miksujemy i zagniatamy ciasto w kulę.
  6. Gotowy spód wykładamy do formy (u nas 21 cm x 26 cm) i wyklejamy spód (można sobie też pomagać jakimś małym wałkiem, podsypując trochę mąki owsianej). 
  7. Kiedy ciasto jest już wyrównane, wykładamy na nie masę i równomiernie rozprowadzamy na spodzie.
  8. Teraz jest moment na dekorowanie, jeśli tak nam dusza dyktuje :) Można też pójść na łatwiznę i tak jak ja po prostu posypać z wierzchu mazurek płatkami migdałowymi.




Smacznego!

Anka

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wielkanocne jajka marcepanowe

Kto świętuje, ten świętuje, ale szałowi kurczaczków, kolorowych pisanek i czekoladowych jajeczek NIKT nie jest w stanie się oprzeć. No chyba, że w okresie przedświątecznym w ogóle ale to w ogóle nie wchodzi do sklepów. W co ciężko mi uwierzyć :)

 


Jak nie oszaleć? Co wręczyć jako upominek od zajączka ZAMIAST wyrobu czekoladopodobnego, jeśli wybieramy się z wizytą na świąteczne śniadanie lub obiad? Można zabrać migdałowy serniczek, żeby przekonać nieprzekonanych, że wegańskie ciasta mogą być pyszne. Można zrobić zweganizowaną wersję swojego ulubionego mazurka, wykorzystując to kruche ciasto jako spód. Jeśli mamy mniej czasu na świąteczne przygotowania, można też... wykonać marcepanowe jajka w czekoladzie!


Przyznam, że poszłam  na łatwiznę i kupiłam gotowy marcepan (szacun dla wszystkich, którzy będą go robić sami!). Wybierając marcepan w sklepie, trzeba zwrócić uwagę na jego skład. Wprawdzie w teorii powinien on zawierać tylko migdały i cukier, jednak sklepowe marcepany zawierają czasem różne inne dodatki, nie wszystkie roślinne.


Kiedy już zdobędziemy blok marcepanu (a nie jest to wcale takie łatwe!), musimy jeszcze zorganizować kurkumę, no i ulubioną czekoladę jako polewę. Przydadzą się też wykałaczki, może nam być potrzebny pergamin/papier do pieczenia lub folia aluminiowa.


Ja zrobiłam jajeczka w rozmiarze mini i chociaż można by wprawdzie robić większe, kto by wtedy pokonał taką porcję marcepanu na raz? ; ) Za to jedno czy dwa nieduże marcepanowe jajka nie powinny nas zakleić, a dodatkowo takie malutkie wyglądają super elegancko. Zapakowane, z wstążeczką czy też innym bilecikiem-pisanką będą wyglądać jak najbardziej wyszukane czekoladki z czekoladziarni :) A można je zrobić we własnej kuchni, naprawdę niewielkim nakładem pracy.


Nie podaję dokładnych proporcji, bo wszystko zależy od tego, jak duże jajka chcemy zrobić. Na 30 sztuk jajeczek takiej wielkości, jak na zdjęciach zużyłam ok, 30 g gorzkiej czekolady jako polewy i 1/3 250-gramowego bloku białego marcepanu.

Wielkanocne jajka marcepanowe w czekoladzie

Składniki:
  • marcepan
  • kurkuma
  • czekolada

  • wykałaczki
  • kawałek papieru do pieczenia

Wykonanie:
  1. Najpierw robimy żółty marcepan, z którego ukulgamy żółtka: do niewielkiej ilości marcepanu (proponuję zacząć od 1-2 łyżeczek masy) stopniowo dodajemy kurkumę - najpierw dodajemy 1 szczyptę, wgniatamy. Jeśli marcepan jest za jasny, dodajemy jeszcze kurkumy. Kiedy jesteśmy już zadowoleni z koloru, z żółtej masy formujemy kulki, które będą żółtkami w gotowych jajeczkach.
  2. BARDZO DOKŁADNIE myjemy ręce, żeby żółta kurkuma nie zafarbowała nam reszty marcepanu, czyli "białek".
  3. Kulki żółtek owijamy paskami niebarwionego marcepanu. Delikatnie formujemy w kształt jajek. Ukulgane jajka odkładamy na pergamin.
  4. Roztapiamy czekoladę na polewę, np. wkładając miseczkę z czekoladą do większej miski z gorącą wodą (ostrożnie! woda nie może się dostać do czekolady!).
  5. Kiedy czekolada już jest roztopiona, zmieniamy wodę, żeby czekolada nie zaczęła tracić temperatury i zastygać.
  6. Uformowane marcepanowe jajeczka wbijamy na wykałaczki. Ostrożnie zanurzamy w czekoladzie, uważając, żeby jajeczka nie spadły z wykałaczek (bo one bardzo lubią).
  7. Oblane czekoladą jajeczka wbijamy w miseczkę wypełnioną ryżem lub w jakąś inną stabilną podstawkę.
  8. Czekamy aż czekolada całkowicie zastygnie i wkładamy jajeczka do lodówki (układając je na pergaminie lub wciąż wbite na wykałaczkach, jeśli mamy wystarczająco dużo miejsca).
  9. Gotowe jajeczka pakujemy na prezenty lub po przekrojeniu na połówki używamy jako dekoracji np. na mazurkach czy innych świątecznych wypiekach.

Smacznego jajka! ;)
Anka & Magda