Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off topic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off topic. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2016

Wiedeń po wegańsku :)

Korzystając z tanich biletów, postanowiłyśmy zaryzykować i obskoczyć w 24 h wycieczkę do Wiednia i z powrotem. W końcu, jak się mieszka tyle lat w Krakowie, to aż głupio nie wybrać się do austriackiej stolicy, prawda? ;)


Nasz wypad był intensywny, i w związku z tym udało nam się odwiedzić tylko dwa wege-miejsca, ale za to oba nadzwyczaj godne polecenia. Zapobiegawczo zrobiłyśmy listę kilku miejscówek, ale życie i topografia Wiednia zweryfikowały nasze niezbyt szczegółowe plany.


Po śniadaniu i kawie (no dobra, przyznamy się - w Starbucksie), kilku godzinach łażenia i podziwiania secesyjnych budynków, których w Wiedniu mnóstwo, przyszła pora na późne drugie śniadanie. Zgodnie z zasadą, że zawsze jest pora na zjedzenie lodów, poszłyśmy na pierwszy rzut do lodziarni Veganista. Udałyśmy się tam niedługo po otwarciu lokalu, to znaczy po godzinie 11. Czekał na nas całkiem pokaźny wybór cudownych smaków. Ja wzięłam orzechy pekan z syropem klonowym i jagody z lawendą, a Anka - orzechy laskowe i krówkowe lody o wdzięcznej nazwie Fudge Off. Oba smaki orzechowe okazały się po prostu boskie i mogę śmiało powiedzieć, że dorównywały najlepszym lodom we Włoszech. Mnie zachwyciło połączenie lawendy z jagodami, bo lody miały śliczny kolor, a przy tym wyraźny aromat prawdziwej lawendy, fajnie przełamany owocami. Z kolei lody krówkowe pięknie pachniały karmelem, a nie były przy tym zaklejasto słodkie. Do tego ujęła nas przemiła obsługa, cierpliwie wszystko wyjaśniająca po angielsku (nasz niemiecki kończy się na hallo i entschuldigung). Tego dnia było bardzo gorąco, więc tym bardziej się ucieszyłyśmy, że przy lokalu jest mały ogródek, w którym można usiąść i w spokoju pałaszować lody. Żeby trafić do Veganisty musiałyśmy na chwilę skręcić z najbardziej utartego turystycznego szlaku, ale naprawdę było warto, bo lody prze-pysz-ne!


Po szwendaniu się wiedeńskimi ulicami w poszukiwaniu najpierw Belwederu, a potem jakiegoś parku, nagle napadł nas nie mały głodek, ale porządny głód. Dobrze się złożyło, że na obiad trafiłyśmy do Harvest - sympatycznego bistro, w 100% wegańskiego, w którym w weekendy można zjeść brunch za 15 euro. Brunch może nie brzmi zbyt obficie, ale nie dajcie się zwieść: w Harvest brunch polega na tym, że nakładamy na talerze do woli! Można było wybierać między daniami obiadowymi, śniadaniowymi granolami, a nawet deserami. Tylko za napoje płaci się oddzielnie.


Niespodziewanie wyjątkową atrakcją były da nas precelki, trochę podobne do krakowskich obwarzanków. Precelki z Harvest są trochę bardziej pulchne i mięciutkie niż ich krakowskie odpowiedniki, a można je było zjeść posmarowane sowicie wegańskim masłem. Cudo!


W Harvest wybór dań jest duży, na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie. Oprócz dań obiadowych i śniadaniowych, mają tam dodatkowo wegańskie ciasta i tiramisu, chociaż nam nie wystarczyło już miejsca, żeby ich spróbować, a wyglądały nader zachęcająco. Tutaj także ogromny plus za miłą, uśmiechniętą obsługę. Z chęcią wybrałybyśmy się do Harvest po raz kolejny.



Nasza wycieczka była krótka, ale pozostał apetyt na więcej. Wiedeń zachwycił nas nie tylko zabytkami, na które wpada się tam co krok, ale i pysznymi wegańskimi produktami, które były dostępne nawet w niedużych supermarketach. Wybór wegańskich serów żółtych, jogurtów i czekolad mlecznych będzie nam się śnił po nocach jeszcze przez jakiś czas. Kto wie, może nam się uda i jeszcze trafimy nad piękny modry Dunaj? :)

Magda

niedziela, 5 czerwca 2016

Wegański Rzym - cz. 2

Jakiś czas temu pisałam, jak w Rzymie żywić się wegańsko w niekoniecznie wegańskich miejscach. Dziś dalsza część wycieczki po Rzymie: tym razem odwiedzimy więcej miejsc typowo wegańskich.


1. Ops! Cucina mediterranea, Via Bergamo, 56

Miejsce w 100% wegańskie (choć w opisie mają, że kuchnia wegetariańska).
Fajne połączenie samoobsługowego baru z elegancką restauracją. Działa to tak: obsługa wyznacza nam wolny stolik, którego numerek trzeba sobie zapamiętać. Potem możemy sobie sami nałożyć na talerz dowolną ilość dań ciepłych i zimnych. Przy kasie talerz jest ważony i płacimy, ile nam natykało ;) Natomiast wszelkie napoje, desery będą przyniesione do stolika, dlatego właśnie dobrze jest podać jego numer. Jedzenie jest fantastyczne, połączenia smaków wyjątkowe, a dania pięknie wyglądają. Pierwsze wrażenie po wejściu do Ops! to niezliczone bogactwo smaków i kolorów, różnorodność serwowanych dań: od wegańskich wersji tradycyjnych włoskich potraw - lasagna, gnocchi z pesto, sycylijskie arancini (smażone w głebokim tłuszczu kotleciki z ryżu), przez wegańskie klasyki - hummus w różnych wersjach, tofu i seitan, wegański majonez (pyszny! a ja za majonezem nie przepadam :D), po autorskie dania - plasterki delikatnej gotowanej marchewki z makiem czy sałatka z czarnego ryżu, truskawek i zielonego groszku, ze szczypiorkiem.

Gdyby to jeszcze nie wystarczyło na zachętę, dodam, że w Ops! mają też piękne ciasta i desery (próbowałam tiramisu i kremu waniliowego), duży wybór herbat w dzbankach (a to nie takie częste we Włoszech ;)), soki wyciskane o oryginalnych smakach.

Ops! to dla mnie ideał myślenia o wegańskiej kuchni, w której wykorzystanie roślinnych składników daje nowe i zaskakujące kompozycje, w przeciwieństwie do zastępowania czegośtam- czymśtam :P

Warto zarezerwować stolik (telefonicznie; obsługa mówi po angielsku), bo wieczorem, szczególnie w weekend, może tam być ciężko o wolne miejsce. Za obficie wyładowany talerz zapłacimy ok. 15 euro.



Nasze talerze w Ops! były baardzo pojemne.



2. Spacca Pane, via Dommenico Morichini 38 (blisko metra Bologna)

Bardzo miła, bezpretensjonalna kanapkarnia. Menu jest wszystkożerne, ale są w tym dwie opcje wegańskie - tofu i seitan. Pozostałe składniki kanapki wybieramy sami z tego, co jest dostępne w pojemnikach za ladą - różne sałaty, świeże krojone warzywa, pieczone bakłażany i papryka, duszona czerwona cebula, pieczarki, a do tego sosy (długa lista, na pewno jest harissa i barbecue).  Można z tego skomponować naprawdę bogatą kanapkę, a porcje tofu i seitanu są naprawdę słuszne - taką kanapkę zje jedna BARDZO głodna osoba, albo dwie nieco mniej wygłodniałe. Do tego kanapka kosztuje 5 euro. Czego chcieć więcej? ;-)



3. Favole di Pane, via Catania 91 (metro: Bologna).

Piekarnia, w której można zjeść chyba najlepsze wegańskie rogaliki (cornetti), jakich zdarzyło mi się próbować. Robią je na oleju, a nie na maśle. O cornetti vegani możecie pytać w większości cukierni/piekarni - nawet, jeśli na pozór są ogólnorozwojowe, często już mają w ofercie rogaliki bez masła. Zdecydowanie jednak polecam te przy via Catania 91 - nie są takie puste i lekkie, ciasto ma fajną strukturę i ehh... zjadłoby się teraz takiego rogalika, po powrocie do Polski ;-)
Serwują też kawy na mleku sojowym i pyszny sok z pomarańczy.


Takie śniadanie w Favole di Pane:




Kiedy Anka odwiedziła mnie w Rzymie, przez dwa dni stosowałyśmy dietę, której założenie było proste: lody na śniadanie, obiad i kolację!



Udałyśmy się na tradycyjną pielgrzymkę do GROMu, gdzie zjadłyśmy obie po granicie migdałowej, ale oprócz tego odkryłyśmy jeszcze dwa inne fantastyczne miejsca. Pierwsze to Gracchi, na które trafiłyśmy na via di Ripetta, tuż przy Piazza del Popolo. Lodziarnia nie jest wegańska, za to artigianale, no i ... co tu dużo mówić, znają się na swoim rzemiośle! Wybrałyśmy z Anką takie same smaki: kokos, poziomka i jabłko z cynamonem.
Kokos! Ach, co to był za kokos! Lody smakowały jak starty miąższ kokosa, zmiksowany i zamrożony. Poziomka też była pyszna, a to smak we Włoszech trudny do znalezienia. Wreszcie jabłko z cynamonem: niech Was nie zmyli nazwa, lody nie miały nic wspólnego ze smętnym dziecinnym deserkiem. Jabłko zostało podkręcone rodzynkami, a słodycz przełamana orzeszkami pinii. Cudo, nie lody.
*Gracchi to mała sieć, oprócz via di Ripetta 261 znajdziecie ją też na viale Regina Margherita 212 i via dei Gracchi 272.


Drugie nasze odkrycie to Tropical Ice, lodziarnia zlokalizowana nieco na uboczu, przy via Nomentana - w pół drogi między Piazzale di Porta Pia a parkiem Villa Torlonia. Warto dla niej zboczyć z turystycznego szlaku, bo oferuje duży wybór smaków wegańskich - próbowałyśmy pistacji, migdałów i orzechów laskowych. Wszystkie były boskie. Nie mamy zdjęć, bo zanim pomyślałyśmy, żeby takowe zrobić, lody już zdążyły zniknąć :) Na pamiątkę został nam tylko rachunek, za to ładny.



5. Rifugio Romano, via Volturno 29 (niedaleko dworca Termini)

Co do Rifugio mam mieszane uczucia. Była to pierwsza wegańska miejscówka, na którą trafiłam, i byłam szczęśliwa, że znalazłam takie miejsce niedaleko dworca Termini, który potrafi umęczyć najodporniejszą osobę. Na pewno plusem jest miła, rodzinna obsługa (większość rodziny to weganie), dobra lokalizacja i dwa menu - dla wegan i dla "wszystkich", czyli można tam spokojnie zabrać niewegańskich znajomych. Miejsce jest przyjemne i przytulne, chociaż nieduże. Ceny umiarkowane, ale nie najniższe - dania główne wahają się od 8 do 15 euro, jeśli jednak dołożymy dodatki (np. ziemniaki) i coś do picia, wyjdzie nam 20-25 euro. Jadłam tam fajne klopsiki z soczewicy w sosie pomidorowym, dobrze przyprawione i sycące, i średni makaron all'amatriciana z seitanem zamiast tradycyjnego boczku, na pewno świeżo przygotowany, za to jakiś mdły w smaku. Nigdy nie próbowałam tam pizzy, a te na sąsiednich stolikach wyglądały zachęcająco. Mocną stroną Rifugio są desery - jadłam tam tylko pastierę - i muszę powiedzieć, że chętnie nauczyłabym się taką piec - ale i inne desery prezentowały się pysznie. Zdjęcia znajdziecie, klikając w nazwy potraw - nie mam swoich, więc podlinkowuję te ze strony fb Rifugio.

W Rzymie jest jeszcze mnóstwo wegańskich miejsc, których nie udało mi się odwiedzić tym razem, co bardzo cieszy - w końcu Włochy to kraj, który jak mało który przyciąga gości swoją sztuką kulinarną; tym lepiej, że teraz i weganie mogą w Rzymie urządzić sobie ucztę :)

niedziela, 22 maja 2016

Pacz to, czyli 10 rzeczy do przejrzenia w wolną niedzielę

Trochę o jedzeniu, trochę o czytaniu, trochę o dbaniu o siebie. Artykuły, które polecamy na leniwe niedzielne popołudnie (oczywiście po niedzielnym wystawieniu się na słońce, bo pogoda piękna ;) ).




1. You May Soon Be Able to Scan a Piece of Fruit to Check Its Nutritional Value
z www.smithsonianmag.com
Urządzenie, które skanuje jedzenie i podaje jego wartość energetyczną i zawartość składników odżywczych. Brzmi trochę za bardzo jak gadżet z "Autostopem przez galaktykę"? A to już rzeczywistość ;) 

2. Top 12 toxic fruits and vegetables for 2016
z treehugger.com
Zestawienie popularnych składników, które najbardziej akumulują zanieczyszczenia. Taką listę fajnie sobie umieścić w portfelu i wyciągać ją przy okazji robienia zakupów, żeby te 12 produktów akurat naprawdę kupować bio eco pro elo (chociaż truskawki, na samej górze tej listy to hm, trzeba chyba mieć z własnej grządki, bo jak inaczej?).

3. 11 great posters from when we used to care about wasting food
z treehugger.com
Nie znoszę marnować jedzenia, więc takie plakaty z miejsca mnie urzekły :)

z smithsonianmag.com
Artykuł o książce kucharskiej z przepisami emigrantów, którzy trafili do Stanów Zjednoczonych przez Ellis Island. Jak się tak zastanowić, to przecież każda grupa emigrantów przywoziła ze sobą potrawy ze swoich stron, więc na tej nowej ziemi tworzyły się nie tylko nowe społeczności, ale i mieszanki tradycji kulinarnych. Ktoś miał fajny pomysł na książkę.

z theguardian.com
Kto czytał "Pokój z widokiem"? Przyznam się, że ja nie, ale zestaw bezy + mrożona kawa mogłyby mnie zachęcić. To co, eksperymentujemy z wodą z puchy ciecierzycy? :) 

thekitchn.com
Chodzi za Tobą chlebek bananowy, ale nie masz mocno dojrzałych/przejrzałych bananów? Nic to! Wpakuj je do piekarnika! Po 30-40 min banany będą się już idealnie nadawać na chlebek bananowy. Nie powiem, przydatna wiedza.

z washingtonpost.com
Autorka postanowiła przez rok nie kupować i nie jeść przetworzonego jedzenia. O ile mielenie pszenicy na mąkę może się wydawać przesadą, o tyle sama zasada kupowania produktów, które zostały wyhodowane w okolicy, w której się mieszka, wydaje mi się bardzo słuszna. Zresztą, jak się nad tym zastanowić, to nasze babcie tak właśnie kupowały i gotowały, prawda? A nam chipsy i ciasteczka oreo poprzewracały w głowach, niestety.

z mindbodygreen.com
Każdemu się zdarzy nie ogarnąć obiadu lub popołudniowej przegryzki, ale jeśli to standard, że nie dbasz o to co i kiedy jesz, to może fajnie przestawić się na inne myślenie? Tak, żeby traktować siebie jak osobę, na której Ci zależy? No bo czy ukochanej osobie nie ogarnie się obiadu czy śniadania? Ogarnie się, prawda? A czy nie powinno się też dbać o siebie dokładnie na tej samej zasadzie? :)

z npr.org
Monsanto to synonim zła. Nieważne, czy nie podobają Cię uprawy GMO, czy uważasz, że do większości upraw sypie się za dużo pestycydów. A czy gdyby ktoś wykupił Monsanto i nagle siejąca grozę nazwa by zniknęła? Czy z takim samym zapałem będziemy patrzeć na ręce firmie, która wykupi Monsanto?

z bbc.com
Okazuje się, że żona Dickensa opublikowała książkę kucharską, która dodatkowo zawierała sugerowane gotowe menu. Z chęcią bym do tej książki zajrzała i zobaczyła, jakie to też porady proponowała Catherine Dickens. Cooking with the Stars w dziewiętnastym wieku! :) 

Miłej niedzeli!
Anka

czwartek, 28 kwietnia 2016

When in Rome... Wegański Rzym

Mieszkałam w Rzymie przez dziewięć miesięcy, na ostatnim roku drugich studiów, czyli italianistyki. Nie byłam wtedy jeszcze weganką, więc teraz, przy okazji powrotu, z ciekawością odkrywam, co roślinożercy mogą zjeść w stolicy Włoch.


Mój rzymski rok (dawno dawno temu, czyli na przełomie 2010 i 2001) to były wakacje od pracy w korporacji, w której zaczęłam pracować po skończeniu pierwszych studiów, na tak egzotycznym kierunku jak stosunki międzynarodowe. W Rzymie miałam czas na czytanie w parku, siedzenie w bibliotece i szwendanie się po mieście. Nauczyłam się też WOLNIEJ jeść :) 
Teraz jest trochę inaczej, wyjazd jest bardziej pracowy i czasu wolnego mniej, ale zawsze znajdzie się chwila, żeby przetestować jakąś nową knajpkę albo lodziarnię.
Poniżej opisuję kilka miejsc, na które trafiłam do tej pory, wybór jest trochę przypadkowy. Wielu znanych wege-restauracji jeszcze nie odwiedziłam, ale może przed końcem wyjazdu jeszcze coś mi się uda wypróbować ;-)

1. LODY
Co ciekawe, większość lodziarni oferuje jakiś smak, który nie zawiera mleka. Obsługa jest wyczulona na informacje ważne dla alergików, więc zazwyczaj wie, które lody nie zawierają laktozy. Często lody owocowe są przygotowywane bez mleka. Zawsze warto zapytać, czy mają jakieś smaki bezmleczne, nawet jeśli gelateria nie ma szyldu vegana. Tak na przykład z zaskoczeniem odkryłam, że w lodziarni na via Catania 61 wszystkie lody owocowe przygotowuje się bez mleka. Oprócz tego, codziennie mają 2 smaki opisane jako wegańskie - zależnie od dnia, może to być kokos, orzechy laskowe, ciemna czekolada, kawa. Orzechy laskowe są przepyszne, kawa też bardzo udana - mówię to, chociaż za kawowymi słodyczami zazwyczaj nie przepadam. Czarna czekolada jest bardzo skondensowana, więc jeśli ktoś nie lubi zbyt intensywnych smaków, to odradzam.


Oddzielna historia to granita. Nie jest łatwo trafić na dobrą, ale jak już się uda taką znaleźć, no to... granita to jest dla mnie absolutne cudo! Granitę przygotowuje się na bazie owoców albo kawy, albo orzechów. W wypadku granit na bazie orzechów (pistacji, migdałów) warto dopytać, czy dodają mleko - często niestety tak. Na via Catania też. Robią za to absolutnie genialną granitę truskawkową. Smakuje po prostu jak zmiksowane truskawki, zmrożone i lekko osłodzone. Rewelacja! Średnia granita kosztuje 3 euro, średni kubeczek lodów (3 smaki) - 2,5 euro.


Granitę i lody owocowe (również takie na patyku) można zjeść też w GROMie. GROM co prawda rodem jest z Turynu, więc nie jest to typowo rzymska marka (spotkać ją można też w Paryżu, a z dalszych krajów - np. w Nowym Jorku, Osace czy Dubaju). Ja jednak GROM bardzo lubię (Anka zresztą też ;-)) i zawsze, kiedy mam okazję, jem u nich granitę migdałową (jest bez dodatku mleka). Na stronie GROMu można znaleźć informacje dla alergików - jest bardzo przydatna tabelka :)

2. PIZZA
Tu też warto pytać. Są smaki które klasycznie przygotowuje się bez sera - choćby pizza z ziemniakami, którą uwielbiam. Jedynymi przyprawami są tu sól i rozmaryn, ale i tak efekt jest pyszny. Ciekawe opcje oferuje sieciówka Alice Pizza - oprócz pizzy z ziemniakami, można tam też kupić taką z bakłażanami (bez sera) oraz pizzę ze świeżym pomidorami i oliwkami.  Zaletą Alice jest to, że pizze są przygotowane na bieżąco, świeże, i można sobie wybrać kawałek dowolnej wielkości (byle krojony w pionie - poziomo nie kroją; pizza jest prostokątna), a pizza jest ważona i według wagi się płaci - ok 2-3 euro, zależy, jak bardzo jesteśmy wygłodniali ;-) Wadą - może to, że nie żałują w Alice oliwy, więc jeśli liczycie na coś lżejszego, to raczej nie tam :)


3. WEGAŃSKIE CIASTA I CIASTKA

Tu jeszcze za dużo nie udało mi się wypróbować, jednak kierując się listą lokali serwujących wegańskie słodkości trafiłam do ELABAR na Zatrzybrzu (viale Trastevere 48/50). Mam mieszane uczucia. Co prawda serwują wegańskie ciasto półfrancuskie (rogaliki, ślimaczki z rodzynkami, ciastko z jabłkami) i pączki z dziurką (ciambelle), wcale niezłe, jednak obsługa baru nie jest szczególnie vegan-friendly. Na pytanie, które ciasta są wegańskie, usłyszałam, że te bez kremu (budyniowego), no bo krem NIE JEST wegański. Następnie, gdy już wybrałam sobie ciastka, wysłuchałam długiej tyrady o tym, jak to kiedyś margaryna była dla ubogich, a teraz wszyscy chcą nią zastępować masło. Potem jeszcze pani dorzuciła sarkastycznie "I co, może jeszcze będziemy jeździć rowerami" (przy okazji - Rzym to jedno z nielicznych wielkich miast, które nie ma działającego serwisu bike-sharing), tak że miałam ochotę jak najszybciej stamtąd uciec. Pączek był dobry, ciastko półfrancuskie  - przyzwoite, ale trochę już przyschnięte, no ale byłam tam po południu. Do rozważenia.


4. LOKALE NIEWEGAŃSKIE, W KTÓRYCH DA SIĘ WEGAŃSKO ZJEŚĆ

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli tylko wyjaśnić, jakich produktów chcemy uniknąć, w większości lokali przygotują nam wybrane danie ze składników, jakie mają w kuchni. Pytałam często i w małych barach, gdzie przynoszono mi sałatę pełną pyszności (karczochy! oliwki! suszone pomidory!) i w eleganckich restauracjach, gdzie obsługa była poinformowana, który makaron zawiera jajka, i bez trudu zamieniała na inny. Zdarzyło mi się wreszcie, że specjalnie dla mnie przygotowano pasta con ceci (coś między zupą a makaronem z sosem z cieciorki) na bulionie z warzyw, choć w karcie był bulion mięsny. Większość dań przygotowuje się na bieżąco, więc jest duża możliwość negocjacji. Często w karcie znajdziecie verdure grigliate - bakłażan, cukinia i czasem papryka, zgrillowane z dodatkiem oliwy. W połączeniu z zieloną sałatą może to być całkiem fajny posiłek.
Z miejsc, które serwują dania zarówno wege, jak i nie wege, blisko zabytkowego centrum, mogę polecić Barnum Cafe (niedaleko Piazza Navona). Pyszne capuccino na mleku sojowym, duży wybór koktajli owocowych, wegańskie ciastko. Dobre wifi i miła obsługa :)


To na razie tyle, jeśli uda mi się coś jeszcze kulinarnie pozwiedzać, to tutaj doniosę ;-)

Magda

niedziela, 10 kwietnia 2016

Pacz to, czyli 10 rzeczy do przejrzenia w wolną niedzielę

Dawno nie wrzucałyśmy żadnych artykułów do poczytania. No, więc dziś nadrabiamy! :)




z bbc.com 
Co roku mnóstwo warzyw idzie na zmarnowanie, bo nie spełniają one standardów warzywnej urody. O ile można się zastanawiać na zasadnością konkursów piękności dla ludzi, o tyle normy wyglądu dla warzyw to już naprawdę czysta PA-RA-NO-JA.

z thefinancialdiet.com 
Zawsze warto popatrzeć, co ktoś poleca jako receptę na ułatwienie sobie życia. Ostrzegam, że artykuł zawiera taką informację na temat ciasteczek oreo, że jak następnym razem traficie na nie na sklepowej półce, to z pięć razy będziecie się zastanawiać czy je kupować, czy może jednak nie.

z vogue.co.uk
Co zamienić na co, żeby było trochę zdrowiej. Że frytki można zrobić z innych warzyw niż ziemniaki wiadomo nie od dziś, ale już napar z cytryny, imbiru, kurkumy i chili to nie aż taki banał, prawda? ;)

4. 6 Tips for Losing Weight on a Vegan Diet
z vegnews.com
Niby nic odkrywczego, ale można zajrzeć tak dla przypomnienia. Ja po przeczytaniu tego artykułu po raz kolejny musiałam sobie dodać jarmuż/szpinak do listy zakupów. Zbyt często o nich zapominam, niestety, także wg. mnie takie wskazówki nawet mają sens. Od czasu do czasu w każdym razie ;)

5. Turn Your Water Into A Tonic With These 5 Simple Recipes
z mindbodygreen.com 
Miejmy nadzieję, że jednak przyjdzie wiosna, a potem lato, czyli rozpocznie się sezon na chłodne napoje. Tu podają kilka nietypowych zestawień (np. kumin, mięta i plastry ogórka), które przydadzą się, jeśli znudzi nam się sama woda. 

6. Iconic American Landscape Photos, Recreated with Junk Food
z newyorker.com 
Bardzo ładne kompozycje udające prawdziwe krajobrazy, wykonane w całości ze śmieciowego jedzenia. W sumie puenta taka, że na śmieciowe jedzenie lepiej patrzeć niż je jeść ;)

7. Get More Out of Your Immersion Blender with These 5 Tips
z thekitchn.com 
Takie tam porady jak używać blendera żyrafy, żeby dłużej służył. Do zapamiętania na co dzień. Zawiera też praktyczną informację, że przy pomocy blendera można rozdrobnić najbardziej zapamiętałe grudki w sosie (czyli mama Bridget zamiast mówić "mieszaj ten sos, Una, to nie będzie grudek!" mogła powiedzieć "weź ten sos blenderem zmiksuj, Una!" ;) ).

8. Want to eat well? Forget about willpower
z ideas.ted.com 
Podobno w ciągu dnia podejmujemy średnio ok. 200 decyzji dotyczących jedzenia. Aua. Troszkę szok, prawda? W artykule sugerują, że silna wola to nie jest najskuteczniejsza droga do utrzymania zdrowej diety. A więc co? Okazuje się, że na jedzeniowe decyzje bardzo duży wpływ ma nasze otoczenie (np. oświetlenie, układ i dostępność produktów w kuchni). Do przemyślenia.

9. Your Quinoa Habit Really Did Help Peru's Poor. But There's Trouble Ahead
z npr.org 
Artykuł o tym, jak moda na komosę ryżową wpłynęła na rolników w Peru, gdzie się ją tradycyjnie uprawia. Mignęły Wam gdzieś informacje o tym, że od kiedy cały świat zaczął gotować komosę, nagle stała się ona zbyt droga dla Peruwiańczyków? Przywołane badania pokazują, że sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, i że większe zagrożenie dla peruwiańskich upraw komosy stanowią nowe uprawy w Stanach, Kanadzie i Chinach. Czyli jak zwykle wychodzi na to, że każdy kij ma dwa końce.

z dailymail.co.uk
Czytam sobie książkę "Audrey w domu", napisaną przez syna Audrey Hepburn. W odróżnieniu od innych biografii poświęconych Audrey, ta zawiera też przepisy na dania, które Audrey sama lubiła jeść i przygotowywać. Miło się to czyta, choć większość przepisów zawiera albo mięso, albo nabiał. No i teraz mam zagwozdkę jak zweganizować najukochańsze ciasto czekoladowe Audrey hmmm...

Miłej niedzieli!
Anka

niedziela, 28 lutego 2016

Pacz to, czyli 10 rzeczy do przejrzenia w wolną niedzielę

Dziesięć artykułów, które zainteresowały nas ostatnich dniach (w wolnych chwilach, kiedy nie oglądałyśmy "Dickensian" ;) ).




z theparisreview.org
Okazuje się, że książki kucharskie z przepisami mniejszych lub większych gwiazd to wcale nie jest wymysł ostatnich kilku lat. Jeśli ktoś się kiedyś zastanawiał, jaki przepis poleciłaby Zelda Fitzgerald, to odpowiedź można znaleźć w tym artykule.

foodtolove.com.au
Jak przyspieszyć czas i sprawić, żeby owoce szybciej dojrzewały? Trzymać te niedojrzałe razem z bananami! Ha! Wiedziałam, że banany to samo dobro :)

z bbcgoodfood.com
Pysznie wyglądająca lazania, która od kilku dni śni mi się po nocach. Może ją po prostu w końcu zrobię? :)

z theguardian.com
Recenzja książki pt. "First Bite", z której można się dowiedzieć, że smaków można się nauczyć. Niby żadne wielkie odkrycie, ale dobrze czasem sobie o tym przypomnieć, zwłaszcza jak się człowiek nasłucha np. że "buraki są ohydne" albo że "kasza gryczana zabija". Nie zabija. I mówię to ja, parę lat temu pierwsza do wygłaszania takich herezji na temat kaszy gryczanej. Teraz uwielbiam gryczaną :)

z npr.org
Przepisy podpatrzone od mieszkanek slumsów, które stanowiły tło dla filmu "Slumdog Millionaire". Ciekawy pomysł, podejrzewam że dużą część dałoby się pewnie całkiem szybko zweganizować :)

z newyorker.com
Trochę etymologii, a trochę gotowania, czyli to, co lubię najbardziej. Przewrotne pytanie: czy wyprostowane croissanty będą smakowały inaczej niż te wygięte w kształt rogalika? Zagwozdka.

z bbc.com
Podobno jeśli je się jedzenie z miski, to nasz mózg odbiera je jako smaczniejsze. Czy to tłumaczy jakoś moją fiksację na punkcie zup? :)

z mindbodygreen.com
Gotować w niedzielę i mieć gotowe obiady na tydzień? Marzenia? Niekoniecznie! Krótki artykuł, z którego wynika, że wystarczy trochę planowania i już, obiady ogarnięte ;)

z harpersbazaar.com
Wywiad z projektantką kostiumów m. in. do filmu "Carol". Jak skopiować styl Cate Blanchett z tego filmu? Można tu znaleźć kilka wskazówek.

z vogue.co.uk
Targowisko próżności już dziś w nocy, ale można sobie zawsze przepatrzeć oskarowe suknie z poprzednich lat. Ciuchy w sam raz do roboty, jak nic. Albo na zakupy do osiedlowego sklepu ;)  Ale na część tych kiecek chociaż miło się patrzy.

Miłej niedzieli!
Anka

niedziela, 21 lutego 2016

Pacz to, czyli 10 rzeczy do przejrzenia w wolną niedzielę

Ten blog powstał w czasach, gdy dzieliłyśmy kuchnię, ale od jakiegoś czasu mieszkamy w różnych miastach. Niewiele to jednak zmieniło, bo nadal rozmawiamy ze sobą często, a to na fejsbuczkach, a to na innych dżimejlach i wymieniamy się linkami do artykułów, które ostatnio przeczytałyśmy. Poniższe artykuły zostały nam w głowie w tym tygodniu.



z BBC
Ekspresy nespresso to małe fabryczki niefajnych odpadków aluminiowych. Ja najczęściej parzę kawę w kawiarce albo kupuję ją na mieście. Przyznam, że podchodziłam z lekkim fochem do tych metalowych kapsułek, a teraz już wiem dlaczego. W artykule podpowiadają, że Vergnano wymyśliło kapsułki biodegradowalne. Zawsze lubiłam ich kawę, a teraz lubię ich jeszcze bardziej :-) Trzymam tylko kciuki za to, by inne duże firmy wzięły z nich przykład.

z vogue.co.uk
Artykuł dla wszystkich, którzy kiedyś przeprowadzali się choć na chwilę do "obcego kraju" i poszukiwali ulubionego jedzenia, ale też innych elementów codziennego życia, które wydawały im się oczywiste: dobrej księgarni/kawiarni z wi-fi/szkoły jogi (niepotrzebne skreślić). Autorka - Amerykanka z Kalifornii - opisuje swoje wrażenia z przeprowadzki do Londynu 15 lat temu, a także zmiany, które w tym czasie zaszły w Wielkiej Brytanii w dziedzinie tzw. lajfstajlu. Ja w 2000 roku byłam w piątej klasie i nie rozważałam ani tego, gdzie zdobyć wodę kokosową, ani gdzie pójść na jogę (hahahaa, ubawiłam się na samą myśl). Fajnie sobie tak popatrzeć wstecz i zastanowić się, ile się w tym czasie pozmieniało na plus. Do mini refleksji.

z wysokieobcasy.pl
Świetna inicjatywa, szkoda tylko, że większość ciuchów jest wykonana z tkanin zawierających wełnę albo jedwab. Może jednak da się coś tam wygrzebać? W każdym razie bardzo podoba mi się podejście kolektywu Transparent Shopping do sprzedaży i wyceniania ubrań. To prawda, że nie szanujemy ubrań i kupujemy jak szaleni. A te ciuchy się potem rozsypują, i znowu od początku.

z mindbodygreen.com
Kilka zasad, którymi fajnie się kierować w życiu. Najbardziej podoba mi się zasada nr 6: elastyczność nie oznacza, że poświęcasz swoje potrzeby na rzecz innych. A potem nr 7: jeśli bardzo boisz się coś zrobić, bo uważasz, że zupełnie się w tym nie sprawdzisz - ZRÓB TO! To co, zapisujemy się na zajęcia z łyżwiarstwa figurowego? ;) Niby nic odkrywczego, ale ciekawe obserwacje.

z nytimes.com
Piękny artykuł na temat tego, dlaczego m. in. nasze przeciętne porcje zrobiły się nagle tak ogromne, (poza tym, że dlatego, że jedzenie ogólnie jest tańsze niż było). To też trochę wina... talerzy, których średnice rosną wraz z obwodem naszych talii. Idziemy grzebać na strychu, żeby wynaleźć stare "małe" talerze obiadowe?

z newyorker.com
To tak jakby się ktoś zastanawiał, jak wyglądają śmieci, jak się je zgniata przed ponownym użyciem surowca, z którego są wykonane. Kto by pomyślał, że można z nich złożyć takie ładne kompozycje? :)

z thefinancialdiet.com
Może u nas nie ma za bardzo tradycji wychodzenia na miasto na brunch, ale nie widzę żadnych przeszkód, żeby nie zacząć tradycji zapraszania do siebie na taki niedzielny śniadanioobiad. Trzeba tylko obmyślić menu, i już.

z mojewypieki.com
I co, nic się nie zmienia? Zmienia się! Przepis na wegańską Pavlovą na jednym z najbardziej znanych ciastowych polskich blogów? Nowe idzie, panie, noweeeee!

z  apartmenttherapy.com
A może by tak własnoręcznie wykonaną grę memory ze zdjęciami... jedzenia! Aaa, rozmarzyłam się. Można też tak zaangażować jakieś dzieciory, żeby zapewnić im chwilę weekendowych "zajęć cichych" ;)

z beautylish.com
Kompletny off-topic, ale mocno ubawiły mnie relacje z podróży komunikacją miejską z makijażem wykonanym niebieską czy czarną pomadką. Ja nigdy nie eksperymentowałam z takimi kolorami, może warto by zrobić taki test socjologiczny? Może zawsze ustępowano by mi miejsca w przepełnionych autobusach przyśpieszonych? ;)


Miłej niedzieli!
Anka