Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka pszenna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka pszenna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2016

Bliny! Z roślinnym kawiorem i migdałową śmietaną (wegańskie!)

Takie bliny chodziły za mną już ze dwa lata. Tak, DWA lata. A to nie miałam akurat w lodówce roślinnego kawioru, a to ogólnie brakowało zapału. Parę razy poległam też na szukaniu przepisu, którym można by się podeprzeć przy smażeniu, aż w końcu wpadłam na ten post.


Chociaż połączenie drożdży i proszku do pieczenia może się wydawać dziwne, to idealnie sprawdza się w tych blinach. Pachną pięknie drożdżami i mąką gryczaną, a dodatek proszku sprawia, że bliny są naprawdę pu-szy-ste i super delikatne.


Podałam je z kleksem śmietany zmiksowanej z migdałów i z roślinnym kawiorem z Ikei. No, właściwie można by takie bliny podać z kieliszkiem czegoś mocniejszego, ale że porcje widoczną na zdjęciach smażyłam w porze pośniadaniowej, nie za bardzo wypadało podawać je z czymś wysokoprocentowym.


Właściwie to te bliny broniły się same, bez żadnego wyskokowego wsparcia :)


Bliny z kawiorem
przepis na bliny podpatrzony stąd


Składniki:

Bliny:
  • 100 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki pszennej
  • 200 ml mleka sojowego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki drożdży instant
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka łyżek oleju do smażenia

Śmietana:
  • 1 szkl. płatków migdałowych
  • 1/3-1/2 szkl. wody
  • 1 łyżka oliwy
  • 1-2 łyżko soku z cytryny (lub więcej, do smaku)

  • kilka łyżek kawioru roślinnego (nasz jest z Ikei)

Przygotowanie:

Bliny:
  1. W misce łączymy suche składniki i dokładnie mieszamy.
  2. Do suchych składników dodajemy mleko i oliwę, Mieszamy krótko, aż powstanie gładkie ciasto.
  3. Gotowe ciasto przykrywamy i odstawiamy na 30 min we względnie nieprzeciągowym miejscu.
  4. Po 30 min rozgrzewamy olej na patelni (ok. 1 łyżki na jedną turę smażenia). 
  5. Na gorącym oleju smażymy bliny ok 3-5 min z obu stron. Ja brałam ok. 2 łyżek gotowego ciasta na jednego blina, choć pewnie można by je smażyć jeszcze mniejsze. 

Śmietana:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy płatki migdałowe, wodę, oliwę i sok z cytryny na gładką masę. Najlepiej robić blenderowi dużo przerw, żeby nie wyzionął ducha.
  2. Kiedy uzyskamy już gładką śmietanową masę, układamy z niej kleksy na usmażonych blinach, a na samym wierzchu dodajemy trochę roślinnego kawioru.

Smacznego!
Anka

środa, 23 marca 2016

Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami (wegański!)

W ostatni weekend sześć uczestniczek zorganizowanych przez Magdę wielkanocnych warsztatów przygotowało furę pysznego jedzenia, w sam raz na późne wielkanocne śniadanie, zahaczające nawet o brunch. Dziewczyny zrobiły trzy różne mazurki: kajmakowy, z kiwi i crème pâtissière i z lemon curd. Wszystkie trzy wyszły śliczne, ale mi zaczął chodzić po głowie zwykły mazurek czekoladowy.



Mniej więcej taki mazurek czekoladowy kojarzy mi się z wielkanocnymi wypiekami, które pamiętam z dzieciństwa. Żadnych dodatków w stylu skórka pomarańczy czy jakieś inne świeże owoce. Czekolada, kruche ciasto i bakaliowe dekoracje, bez żadnych dodatkowych fanaberii ;)


Udekorowałam swój mazurek jajkami z marcepanu, bo marzył mi się mazurek przypominający to brownie.


Z tym, że zamiast wybierać się na poszukiwanie czekoladowych jajek, które byłyby wegańskie, kupiłam po prostu kostkę marcepanu, wyciągnęłam z szuflady kurkumę i gorzką czekoladę i sama ukulgałam jajka do dekoracji :)


Pyszny jest ten mazurek, mocno czekoladowy i kruchutki. Na dodatek, robi się go bardzo szybko (trzeba tylko zaplanować trochę czasu na chłodzenie oliwy), masa ma tylko dwa niezbędne składniki (!), a jeśli pominie się kulganie marcepanowych jajek, dekoracja zajmie naprawdę 1-2 minuty (np. jakby posypać mazurek płatkami migdałowymi). Także można taki mazurek machnąć nawet jak czasu na wielkanocne przygotowania jest naprawdę niedużo. Mniam!


Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami

Składniki:

Spód:
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny


Masa:
  • 200 g czekolady gorzkiej lub deserowej
  • 3/4 szkl. mleka kokosowego, najlepiej tylko tej "gęstej" części
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego
  • ew. stewia do smaku


Do dekoracji:

Wykonanie:

Spód:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto wałkujemy na grubość ok. 5-7 mm i formujemy z niego kształt jajka (niekoniecznie, może być  też np. prostokąt). Zakładamy krawędzie ciasta do środka tak, żeby powstał niewysoki rant. Nakłuwamy ciasto widelcem.
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.

Masa:
  1. Czekoladę łamiemy na kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. Kiedy czekolada jest już roztopiona, dodajemy po ok. 2 łyżki mleko kokosowe. Bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Kiedy czekolada połączy się już z mlekiem, dodajemy aromat waniliowy i stewię (opcjonalnie). Odstawiamy.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Na upieczony i wystudzony spód wykładamy masę. Wyrównujemy powierzchnię i dekorujemy mazurek.

Smacznego!
Anka

czwartek, 17 marca 2016

Zielone muffiny z kiwi (wegańskie, z mąką pełnoziarnistą)

No więc tak: poszłam do sklepu, a tam jakoś żadne owoce nie wyglądały zbyt zachęcająco. Wyszłam z kilkoma sztukami kiwi (mam na punkcie tych owoców fioła, potrafię ich zjeść nieprawdopodobnie dużo).  Niestety, w sklepie opanował mnie szał kupowania i nie przyuważyłam, że kiwi były ekhm niezbyt dojrzałe. A właściwie to przypominały bardziej kamienie.


Niezrażona przeciwnościami losu, postanowiłam sprawdzić, co by tu też można zrobić z takich nie do końca udanych kiwi. Padło na muffiny, które znalazłam na Australian Women's Weekly.


Dodatkową zaletą tej muffinowej decyzji był fakt, że te ciastka, tak jak większość muffinów, robi się galopem. W sumie więcej czasu zajęło mi wyszukiwanie przepisu, który przypadłby mi do gustu, niż potem samo przygotowanie muffinów. Trzask prask i gotowe muffiny wyjeżdżają z piekarnika!  


Fajne w tych muffinach jest też to, że piecze się je z mieszanki białej i pełnoziarnistej mąki pszennej, więc nie wychodzą ani takie zupełnie watowate białe ciastka, ani z kolei ciężkie, niemal chlebowe bułki. Ogólnie na dobre wychodzi muffinom taka mieszanka obu mąk


Upieczone kiwi zachowują swój kwaskowaty smak, więc gotowe muffiny nie są nadmiernie słodkie. Dobrze nadają się na śniadanie albo do zapakowania na drugie śniadanie. W sam raz na dzień św. Patryka, kiedy wszyscy nagle szaleją na punkcie zielonych dodatków, zielonego jedzenia i zieleni w ogóle. No, a tym samym kontynuujemy naszą tradycję świętowania czego popadnie ;)



Zielone muffiny z kiwi, z mąką pełnoziarnistą
Składniki:
  • 5 szt. kiwi
  • 1 szkl. mąki białej pszennej
  • 3/4 szkl. mąki pełnoziarnistej pszennej
  • 1/4 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 szkl. mleka (np. sojowego albo migdałowego) + 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzewamy do 180 st.
  2. 2 kiwi kroimy na plasterki (każde na sześć plasterków - do ułożenia na wierzchu muffinów). Pozostałe 3 kiwi siekamy w kostkę i odkładamy.
  3. W misce dokładnie mieszamy suche składniki: obie mąki, proszek i sodę do pieczenia.
  4. W oddzielnym naczyniu mieszamy mleko i sok z cytryny. Odstawiamy na chwilę, żeby mleko się ścięło.
  5. Następnie do mieszaniny mleka i soku z cytryny dodajemy olej, cukier i aromat waniliowy. Dokładnie mieszamy.
  6. Do mieszaniny suchych składników wlewamy mokre składniki. Szybko mieszamy.
  7. Na koniec do ciasta dodajemy posiekane w kostkę kawałki kiwi.
  8. Wymieszane ciasto rozkładamy do 12 foremek na muffiny (jeśli używamy metalowych foremek trzeba je najpierw wysmarować dokładnie olejem). Na wierzchu każdego muffina układamy plaster kiwi.
  9. Pieczemy przez 20-25 min (gotowe muffiny mają się bez problemu odklejać od foremek).
Smacznego!
Anka

piątek, 11 lipca 2014

Mocno orzechowe, czekoladowe i posypane orzeszkami ziemnymi. Kapkejki!

Mocno orzechowe, czekoladowe i posypane orzeszkami ziemnymi. Batoniki? Cukierki? Nie! Babeczki z furą kremu, czyli kapkejki!


Od Wielkanocy mam do dyspozycji super szprycę do dekorowania kremem (dzięki, Zajączku!). Tylko że jakoś nie miałam pomysłu, co by też dekorować. Aż w końcu pomyślałam o łakociu, który opiera się głównie na tym, że ma mnóstwo dekoracyjnego kremu - kapkejk! Jest środek lata, więc wypadałoby zrobić jakieś babeczki z owocami, ale z drugiej strony... na czekoladę jest przecież zawsze dobra pora, prawda?


Połączenie orzechów ziemnych i czekolady jest genialne: uwielbiam kostki czekolady posmarowane hojnie masłem orzechowym z wierzchu i zdarza mi się pochłonąć całkiem dużo takich "michałków naprędce" (no copyright infringement intended ;) ). A taka babeczka-michałek? Pomyślałam, że muszę coś takiego opracować.


Po przejrzeniu kilku przepisów na ciasto z dodatkiem masła orzechowego/zmielonych prażonych niesolonych orzeszków i wykonaniu jednej partii niezbyt orzechowych babeczek, muszę powiedzieć z przekonaniem, że trzeba dodać DUŻO orzeszków ziemnych do ciasta. Jeśli doda się ich mało, ciasto nie będzie miało charakterystycznego orzechowego smaku (sprawdziłam empirycznie :D).


Jeśli chodzi o krem, to sama wpadłam na to, żeby użyć mąki ryżowej. Kupiona w przypływie ciekawości paczka mąki ryżowej stała na półce i patrzyła z wyrzutem, że nikt jej nie używa. Ugotowałam więc z niej "budyń" (który się idealnie rozmieszał, zero grudek!). Do takiej zupełnie bezsmakowej ryżowej bazy dodałam roztopioną czekoladę. Dużo. Nie dodawałam już kakao, bo gwoździem programu miały być orzeszki. Powstał dosyć lekki krem, który dobrze się trzyma, nie rozpływa się ani nie traci kształtu (nawet zostawione na blacie na noc dwa zapomniane kapkejki nie straciły formy!).

Kapkejki są, jak większość amerykańskich osiągnięć kulinarnych, nieskomplikowane w przygotowaniu. Nie będę jednak naginać rzeczywistości i przyznam, że bez szprycy babeczki nie będą się prezentować tak samo. Kapkejki to ciacha, które mają nie tylko dobrze smakować, ale też i ładnie wyglądać. Dlatego ja posypałam je jeszcze z wierzchu brązowym cukrem. Szaleństwo!

Kapkejki z orzeszkami ziemnymi i kremem czekoladowym

Składniki:

Na kapkejki:
  • 3/4 szkl. prażonych i niesolonych orzeszków ziemnych (lub 110 g masła orzechowego)
  • 1 szkl. wody/mleka (ja nie miałam akurat mleka)
  • 1 szkl. mąki pszennej (białej)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/4 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • olej do wysmarowania i mąka do wysypania foremek do muffinów/babeczek

Na krem czekoladowy:
  • 1/2 szkl. mąki ryżowej
  • 1/2 szkl. zimnej wody
  • 1 szkl. gorącej wody (lub mleka)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 100 g czekolady, połamanej na kawałki (min 60% kakao - ja brałam taką 70% kakao)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • cukier puder/stewia do smaku

Do dekoracji:
  • 1/4 szkl. prażonych i niesolonych orzeszków ziemnych
  • cukier brązowy

Przygotowanie:

Kapkejki:
  1. Piekarnik nagrzewamy do 180 st.
  2. W blenderze miksujemy orzechy. Kiedy powstanie "masło", czyli nie będzie już grudek, stopniowo dodajemy wodę. Miksujemy.
  3. Do zmiksowanych orzechów i wody dodajemy cukier i aromat waniliowy. Ponownie miksujemy.
  4. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, proszek i sodę.
  5. Do mokrych składników dodajemy suche i SZYBKO mieszamy.
  6. Jeśli mamy metalowe foremki do muffinów/babeczek, smarujemy je olejem i wysypujemy mąką.
  7. Ciasto rozdzielamy na 12 foremek do muffinów/babeczek.
  8. Babeczki pieczemy 20-25 min - patyczek wbity w środek babeczki powinien być suchy.

Krem czekoladowy:
  1. Gorzką czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. W rondlu dokładnie mieszamy mąkę ryżową z zimną wodą.
  3. Stopniowo wlewamy gorącą wodę, BARDZO dokładnie mieszając, aby nie powstały grudki.
  4. Trzymamy na średnim ogniu i mieszamy, żeby "budyń" nie zaczął się przyklejać. 
  5. Po ok. 5-7 min budyń powinien zgęstnieć. Zdejmujemy go z ognia i dodajemy łyżkę oleju kokosowego i aromat waniliowy. Mieszamy.
  6. Do budyniu wlewamy roztopioną czekoladę i dokładnie mieszamy.
  7. Do kremu dodajemy cukier puder/stewię wg uznania.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Zarówno babeczki, jak i krem muszą być ZUPEŁNIE wystudzone. 
  2. Krem przekładamy do szprycy, dekorujemy babeczki. 
  3. Kapkejki posypujemy z wierzchu orzeszkami ziemnymi i ew. cukrem brązowym.

Smacznego!
Anka

niedziela, 15 czerwca 2014

Chleb z siemieniem lnianym (na zakwasie!)


Na naszym blogu zazwyczaj goszczą przepisy łatwe w przygotowaniu i niezbyt czasochłonne. Tym razem proponujemy chleb na samodzielnie przygotowanym zakwasie. Nam też na początku wydawało się to abstrakcją, ale okazało się, że upieczenie chleba wcale nie jest aż tak skomplikowane.


Własnoręcznie przygotowany chleb wymaga, i owszem, czasu, ale wcale nie aż tak dużo pracy. Chleba prawie nie trzeba wyrabiać, wystarczy dobrze pomieszać, poczekać aż wyrośnie, a potem złożyć... i znowu poczekać. 


Właśnie, poczekać - najczęściej nie mamy czasu na czekanie, ciągle się nam spieszy i na wszystko brakuje - no tak, czasu. Jeśli wydaje się Wam, że sobota to za mało (albo szkoda Wam sterczeć przy piekarniku), proponuję wykorzystać któryś z przedłużonych weekendów. Zapewniam, że przygoda z pieczeniem się Wam spodoba. A zapach piekarni w domu jest po prostu nie do przecenienia!


Jeszcze parę słów na temat zakwasu: warto zaplanować sobie jego przygotowanie w tygodniu poprzedzającym pieczenie. Zrobienie zakwasu zajmuje 4 dni. Po tym czasie możecie go schować do lodówki i wyjąć dopiero w przeddzień pieczenia (patrz - przepis poniżej). Ja skorzystałam z instrukcji na stronie Moje Wypieki, którą Wam również polecam. W zasadzie cała robota przy przygotowaniu zakwasu sprowadza do się zamieszania mąki z wodą dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Dziecinnie proste, prawda? No i nawet jak pracowicie pracujemy przez cały dzień, to przecież rano i wieczorem jesteśmy w domu :)

Najważniejsze przy przygotowaniu zakwasu jest dopilnowanie, żeby nie dostały się do niego jakieś niepożądane bakterie: dobrze jest wypiec słoik, a łyżkę, której używamy do mieszania zakwasu, za każdym razem przelać gorącą wodą. A więc - nie może się nie udać! Zapraszam do naszej piekarni :)


Chleb z siemieniem lnianym
(przepis podaję za tym blogiem)

Zakwas

opis przygotowania znajdziecie tu

Do odświeżenia zakwasu:
  • 80 g mąki luksusowej (1/2 szklanki)
  • 1/2 szklanki letniej wody

Składniki na chleb (bochenek ok. 900 g )
  • 200 g zakwasu (ważymy już po odświeżeniu)
  • 175 g mąki pszennej pełnoziarnistej (1 1/3 szklanki)
  • 200 g mąki pszennej luksusowej (1 1/4 szklanki)
  • 5 g cukru (łyżeczka)
  • 6 g soli (łyżeczka)
  • 230 g ciepłej, nie gorącej wody - do ciasta (szklanka) 

  • 70 g ciepłej wody - do namoczenia siemienia lnianego
  • 100 g siemienia lnianego (niemielonego!)
 
  • + ok. 1 szkl. mąki pszennej luksusowej do podsypywania

W PRZEDDZIEŃ (np. po południu)

Wyjmujemy zakwas z lodówki. Zostawiamy na 3 godziny, żeby osiągnął temperaturę pokojową. Po tym czasie "odświeżamy" go, dodając pół szklanki mąki i pół szklanki przegotowanej LETNIEJ wody. Dokładnie mieszamy, przykrywamy i ustawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów. Zostawiamy na co najmniej 3 godziny, a nic się nie stanie, jeśli postoi sobie przez noc.

W DNIU WYRABIANIA

1. Siemię lniane zalewamy gorącą wodą (70 g) i odstawiamy do namoczenia.
2.Odmierzamy 200 g odświeżonego już zakwasu. W naszym wypadku jest to ok. 230 ml (czyli niepełna szklanka), ale wszystko zależy od gęstości zakwasu. 

200 g zakwasu, czyli niepełna szklanka
Dodajemy cukier, wodę i oba rodzaje mąki. Wyrabiamy, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Ostawiamy na pół godziny.
3. Po tym czasie dodajemy do ciasta siemię lniane i sól, ponownie wyrabiamy (krótko).
Powstanie dość luźne ciasto. Przykrywamy i odstawiamy co najmniej na 3 godziny w ciepłe miejsce (może to być piekarnik ustawiony na najniższą możliwą temperaturę, tylko minimalnie wyższą niż pokojowa). Jeśli będzie za zimno, ciasto nie wyrośnie lub wyrośnie niewiele.
4. Kiedy ciasto podrośnie, przychodzi czas na składanie. Najpierw mocno naciskamy ciasto, żeby wyszło z niego powietrze. Następnie krótko je przerabiamy i wałkujemy (lub rozciągamy palcami) na kształt odpowiadający z grubsza prostokątowi. 
Możliwe, że na tym etapie trzeba będzie podsypać dodatkową mąkę, żeby ciasto się nie kleiło (do 1 szklanki). Nie trzeba się aż tak bardzo przejmować dokładnymi proporcjami. Ważne, żeby ciasto dało się zagnieść, czyli nie może lepić się do rąk i blatu. Ilość mąki może się zmieniać – nawet waga szklanki mąki (250 ml) może różnić się w zależności od wilgotności powietrza, więc jeśli nie macie kuchennej wagi, nie martwcie się. Chleb wyjdzie i tak. :)
Gotowy prostokąt z ciasta składamy na trzy. Czynność powtarzamy. 


5. Układamy ciasto na ściereczce OBFICIE posypanej mąka. Ciasto nie wchłonie mąki, a jeśli posypiemy jej ledwie-ledwie, nie da się potem odkleić od ścierki. Zostawiamy na co najmniej 3 godziny do ponownego wyrośnięcia (też spokojnie można zostawić na całą noc). Jeśli wstawiamy ciasto do piekarnika (ustawionego na najniższą możliwą temperaturę, tylko minimalnie wyższą niż pokojowa), warto chlebek włożyć dodatkowo do jakiegoś naczynia, inaczej będzie się chciał rozlać po całej blaszce.
6. Po 3 h (lub następnego dnia rano) odkrywamy ciasto; jeśli wyrastało w piekarniku, oczywiście je z niego wyciągamy.
7. Naczynie do pieczenia: może to być ceramiczna forma do zapiekania, albo naczynie żaroodporne, wstawiamy do piekarnika (PUSTE) i nagrzewamy piekarnik do temperatury 230°C. Dzięki temu, że włożymy ciasto do gorącego już naczynia, chleb nie przyklei się do foremki, a upieczony bez problemów z niej wyskoczy :)
8. Nagrzaną formę wyjmujemy z piekarnika i przekładamy do niej ciasto. Uważamy na łapki!
9. Pieczemy 30 minut. Chleb powinien podrosnąć, zrumienić się i łatwo wyjść z formy. Jeśli nie chce odkleić się od dna, znaczy to, że trzeba go jeszcze podpiec. Więcej czasu potrzeba, jeśli pieczemy dwa bochenki na raz (podwójna porcja ciasta) - 45 minut. A warto upiec od razu dwa chleby, bo jeden zniknie w ekspresowym tempie!

Smacznego!
Magda

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lekki piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Ciasto z truskawkami to ostateczny znak, że lato już blisko. Świeżutkie, pachnące, soczyste truskawki kojarzą mi się z siedzeniem nad notatkami i powtarzaniem materiału do testów, egzaminów... i innych takich tam. W tym roku żaden egzamin, test czy sprawdzian mnie nie czeka. To pierwszy taki czerwiec od bardzo, bardzo dawna.


To naprawdę dziwne uczucie, kiedy w tramwajach widzę studentów panikujących, powtarzających na ostatnią chwilę lub wręcz przeciwnie - tych, którzy przyjęli postawę stoicką i dali sobie spokój z nauką jeszcze zanim egzaminy się zaczęły. Tak sobie myślę, że ja wprawdzie nie muszę już powtarzać materiałów do testów, zaliczeń, egzaminów, ale nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby usiąść z miską truskawek i cieszyć się, że lato się jednak namyśliło, i przyszło.


Poza tym, skoro nie mam już egzaminów, czyli nie muszę robić prania ręcznego, porządkować notatek ani myć okien tylko dlatego, że nie chce mi się już dalej uczyć, mogę poświęcić trochę czasu,żeby zrobić ciasto z truskawkami. I to nie byle jakiś podstawowy biszkopcik, ale piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami!


Tak, piętrowy! Niedawno, po latach pieczenia płaskich ciast, które można było ewentualnie przekroić na dwa, no ostatecznie trzy blaty, odkryłam, że jeśli upiecze się torcik w formie o małej średnicy, warstw może być WIĘCEJ. Tak, torciki mogą wyglądać jak te pozornie małe, ale wysokie ciasta z cukierni. I nie trzeba wcale robić porcji dla pułku, żeby wyszło nam wysokie ciasto. Potrzebujemy tylko małej foremki, za którą w naszym przypadku robi miska-pojemnik na żywność ze stali nierdzewnej, wyłożona dodatkowo folią aluminiową (średnica 18 cm).


Czekoladowe ciasto, które pokroiłam na 4 blaty (!) to przerobione ciasto z tego przepisu. Przerobione, bo użyłam musu z ugotowanych marchewek (nie miałam akurat buraka w lodówce). Pyszne, elastyczne, a przy tym puszyste czekoladowe ciasto. Do tego masa z mleka kokosowego marki Kier (kryptoreklama, ale z tego mleka naprawdę zawsze wychodzi idealny krem, czego nie można powiedzieć o innych markach mleka kokosowego). My zaopatrujemy się w to mleko w jednych jedynych wygrzebanych mini delikatesach, bo nie znalazłyśmy go w żadnym sieciowym sklepie. A szkoda. Dzięki kremowemu mleku kokosowemu powstaje lekki, delikatny i niezalepiający torcik, w sam raz na letnie podwieczorki. Mniam!

Piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Składniki:
ciasto czekoladowe to moja wersja tego ciasta
  • 4 średniej wielkości marchewki, obrane, pokrojone w cienkie krążki, ugotowane do miękkości i zmiksowane na gładko = 1,5 szkl. musu marchewkowego
  • 1/2 szkl. wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/2 szkl. zwykłej pszennej mąki
  • 1/2 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • ew. ok. 1/2 rozgniecionego banana (patrz krok 1)
  • ok. 1 łyżeczka oleju do wysmarowania formy

  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • stewia lub cukier puder do smaku
  • 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego

  • 1 - 1,5 szkl. truskawek + ew. kilka truskawek do dekoracji
  • kilka listków melisy do dekoracji

Przygotowanie:
  1. Robimy mus marchewkowy (gotujemy obrane i pokrojone marchewki, miksujemy je na gładką masę blenderem). Do musu dodajemy wodę i znów miksujemy. Mają powstać 2 szkl. masy - jeśli jest jej mniej, można dodać trochę rozgniecionego widelcem banana i uzupełnić różnicę.
  2. Do marchewkowego musu z wodą dodajemy 1 łyżeczkę aromatu waniliowego i ocet.
  3. W oddzielnej misce DOKŁADNIE mieszamy mąkę pełnoziarnistą, zwykłą, kakao, cukier, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, sodę i sól.
  4. Do masy marchewkowej dodajemy po trochu mieszankę suchych składników. Mieszamy dokładnie, ale w miarę szybko. Powstanie gęste ciasto.
  5. Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej folią i wysmarowanej olejem formy o średnicy 18 cm i wyrównujemy powierzchnię. 
  6. Pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 160 st. przez około 35- 45 minut. Patyczkiem sprawdzamy czy ciasto jest suche - jeśli tak, wyciągamy je z piekarnika i studzimy odwrócone "do góry nogami" (czyli kładziemy ciasto na jego wyrośniętej górnej części).
  7. Kiedy ciasto ZUPEŁNIE wystygnie, skrajamy górną warstwę, jeśli się "wypuczyła" - przyda nam się do posypania torciku po wierzchu okruchami ciasta.
  8. Wyrównane ciasto kroimy na cztery warstwy. Ostrożnie -jeśli nie mamy wprawy, lepiej pokroić ciasto na mniej blatów, bo poszarpane warstwy nie będą się dobrze trzymać!
  9. W misce mieszamy mleko kokosowe, 1 łyżkę mąki ziemniaczanej, 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego i 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego. Dodajemy stewię lub cukier wg uznania. Dokładnie mieszamy. Jeśli nie użyjemy kremu od razu, wkładamy go do lodówki i wyciągamy dopiero, kiedy będziemy go już potrzebować.
  10. Truskawki kroimy na niewielkie kawałki - jedną truskawkę na 6-8 kawałków. 
  11. Wracamy do przekładania ciasta: blat z najniżej warstwy zostawiamy na górne reprezentacyjne piętro. Wybieramy inny blat i układamy na nim 1/4 przygotowanego wcześniej kremu. Na kremie układamy 1/3 pokrojonych truskawek. Przykrywamy kolejnym blatem, czynność powtarzamy 2 razy.
  12. Kiedy została nam ostatnia część (1/4) kremu i ułożyliśmy ostatni, najrówniejszy blat ciasta, wykładamy na nim ten pozostały krem i dekorujemy go okruchami skrojonego wcześniej ciasta. Układamy truskawki i ew. liście melisy.
  13. Ciasto trzymamy w lodówce i wyciągamy dopiero na chwilę przed podaniem.
Smacznego!
Anka

niedziela, 2 marca 2014

Pieczone pączki na Mardi Gras

Może od czwartku zdążyliście już przetrawić wszystkie zjedzone pączki, a może wcale ich nie jedliście? Nic straconego, przez nami jeszcze Ostatki, czyli Mardi Gras albo Pancake Tuesday. Jeśli nie lubicie smażyć, nie szkodzi, możecie wypróbować pączki pieczone.



Pomysł jest zaczerpnięty z bloga "Moje Wypieki", ale w naszej wersji nie ma jajek. Zmniejszyłyśmy też liczbę cukru: zamiast obtaczać w nim pączki, tylko je oprószyłyśmy cienką warstwą pudru. Wybrałyśmy też inny kształt - zwykłe kule zamiast pączków z dziurką.


Pączki robiłyśmy dwa razy: za drugim razem przeprowadziłyśmy eksperyment i upiekłyśmy pączki z nadzieniem - zlepiając po dwa krążki ciasta, z niewielką ilością dżemu w środku. Przepis jest przedni, pączki ślicznie wyrastają i się rumienią. Brak etapu z garnkiem oleju naprawdę w niczym nie przeszkadza, bo upieczone pączki maczamy w niewielkiej ilości rozpuszczonego tłuszczu.
 

Podane poniżej proporcje to połowa porcji z oryginalnego przepisu. Taką ilość ciasta wygodnie się wyrabia i wałkuje. Ciasta wystarczy na 16 pączków bez nadzienia lub 10 pączków "podwójnych" (sklejanych z dwóch części). Nasze pączki nie były ogromne - do wycinania używałyśmy kieliszka o średnicy 6,5 cm.

Pieczone pączki
(nasza wersja tego przepisu)

Ciasto:
  • 1 szkl. mleka
  • 8 g świeżych drożdży (1/12 kostki 100 g)
  • 1/3 szkl. cukru
  • 2,5 szkl. mąki luksusowej
  • 2 łyżki oleju

Polewa
  • 2-3 łyżki tłuszczu (rozpuszczonego oleju kokosowego lub oleju o neutralnym zapachu)
  • ok. 4 łyżek cukru pudru i 1 łyżeczka cynamonu do posypania 

Do nadziewania:
  • dżem, dość gęsty (sklepowy typu "galaretka")
Przygotowanie:
  1. W większej misce mieszamy mąkę i cukier. 
  2. Podgrzewamy w rondelku 1/3 szkl. mleka - uwaga, mleko ma być lekko ciepłe, ale nie gorące! W oddzielnym naczyniu, nieco mniejszym (ale pamiętajcie, że zaczyn urośnie), rozcieramy drożdże z mlekiem i pół szklanki mieszaniny mąki i cukru. Przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce; może być przy kaloryferze, ale nie NA kaloryferze.
  3. Kiedy zaczyn podrośnie, czyli masa w misce wyraźnie się podniesie - potrzeba na to co najmniej pół godziny - przekładamy go do większej miski z przygotowaną wcześniej mieszaniną mąki i cukru. W oddzielnym naczyniu przygotowujemy sobie 2/3 szkl. letniego mleka. W misce mieszamy zaczyn z mąką i cukrem, dolewając po trochu mleko. Ciasto da się zagnieść w zwartą kulę, ale przed dolaniem mleka jest dość suche - nie trzeba się tym przejmować :) Wyrabiamy ciasto przez kilka minut, na koniec dodając olej. 
  4. Kulę w misce przykrywamy ściereczką i ponownie ustawiamy w ciepłym, niezbyt przewiewnym miejscu. Zostawiamy ciasto na 1,5-2 h do wyrośnięcia. Po tym czasie powinno zwiększyć swoją objętość.
  5. Teraz trzeba ciasto rozwałkować. Jeśli chcemy zrobić po prostu kule bez nadzienia, wałkujemy ciasto na grubość 13 mm, a następnie wycinamy kółka. Jeśli przygotowujemy pączki z nadzieniem, grubość musi być mniejsza - 7-8 mm. Teraz wycinamy krążki o średnicy 6,5  cm. Każdy krążek smarujemy po brzegach wodą, następnie na jednym placuszku układamy niewielką ilość dżemu (maks. 1 łyżeczka) i przykrywamy drugim. Krążki delikatnie sklejamy, ale nie przyklepujemy ich na siłę! 
  6. Gotowe pączki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy ściereczką i zostawiamy jeszcze raz do wyrośnięcia w cieple - może być w lekko nagrzanym piekarniku (50 st. Celsjusza). Po 45 min wyjmujemy je z piekarnika (jeśli akurat tam wyrastały), ustawiamy temperaturę na 180 stopni. Kiedy piekarnik już się nagrzeje, wstawiamy do niego blachę z pączkami i pieczemy 8 do 10 minut. Najlepiej sprawdzić już po 8 min, pączki mogą być już gotowe - czyli rumiane i suche w środku.
  7. Zostawiamy na chwilę do przestudzenia, a w tym czasie przygotowujemy tłuszcz (użyłyśmy 2-3 łyżek oleju kokosowego, podgrzanego, aż się rozpuści) i cukier puder z cynamonem (w głębszym talerzu mieszamy parę łyżek cukru i ok. łyżeczki cynamonu). 
  8. Każdy pączek maczamy w tłuszczu, z obu stron, a następnie odkładamy na talerz i  przez sitko posypujemy cynamonowym cukrem pudrem.
Nasze pączki nie wytrwały dłużej niż 3 dni, ale sprawowały się przez ten czas świetnie. Polecamy!


Smacznego :)

Magda