Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lutego 2017

Pyszna wegańska szarlotka

Dłuższy czas już nie pisałyśmy na blogu, a mi chodziły po głowie różne wyszukane przepisy, które "kiedyś" wypróbuję. Aż pewnego dnia zakupiłam kilogram jabłek, które nie były ani zbyt słodkie, ani soczyste, i musiałam wymyślić, co z nimi zrobić. Może przemycić je w cieście?


Przypomniało mi się, że swego czasu bardzo lubiłam piec krucho-drożdżową szarlotkę z przepisu, który Małgorzata Musierowicz podaje w "Całuskach pani Darling". Pomyślałam, że czemu by go tak nie zweganizować? Nie miałam pod ręką książki, ale z pomocą przyszły gugle: przepis znalazłam tutaj.



Na liście składników były masło i jajko. Masło zamieniłam na olej kokosowy, mnożąc jego wagę przez 0,8 (masło zawiera co najwyżej 80% tłuszczu, a olej kokosowy - 100%). Jajko postanowiłam zastąpić wodą z odrobiną oleju, bo w wypadku ciasta drożdżowego nie bardzo pasowało mi dodawanie siemienia lnianego, banana czy innych zamienników jajka. No i jeszcze nie miałam w domu drożdży świeżych, więc użyłam suszonych. 



Ciasto wyszło super, idealnie już za pierwszym razem, dlatego pomyślałam, że warto je puścić w świat :) Wyjątkowy smak nadaje mu oblanie jabłek maślaną masą karmelową. Masło zastąpiłam tutaj olejem kokosowym tłoczonym na zimno, ze względu na piękny zapach, jednak olej rafinowany też się nada. Do samego ciasta dodajemy tylko łyżeczkę cukru dla drożdży, a cała słodycz jest w nadzieniu. Proporcje są na dość małą tortownicę - 18 cm - dlatego jeśli używacie większej blaszki, zwiększcie ilość składników.



Pyszna szarlotka do leniwej weekendowej herbatki i nieśpiesznych pogawędek, nada się idealnie na czas, gdy zima zniechęca do wyjścia z domu i skłania do zwolnienia rytmu życia :)


Krucho-drożdżowa wegańska szarlotka
(na podstawie przepisu na Szarlotkę Bzowej Babuleńki)

Składniki (na tortownicę 18 cm):

Na ciasto: 

  • 150 g mąki pszennej
  • 7 g suszonych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 80 g oleju kokosowego (3/8 szklanki)
  • 2 łyżki wody + łyżeczka oleju kokosowego
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (12 g)

Na nadzienie:

  • 2 duże lub 3 średnie jabłka, obrane i pokrojone w kostkę
  • 100 g rodzynek
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki cukru brązowego (można dać mniej, bo rodzynki są już dosyć słodkie)


Przygotowanie:

Ciasto

  1. Do miski wsypujemy wszystkie suche składniki, dodajemy olej i wodę. Zagniatamy gładkie ciasto i odstawiamy.
  2. Nastawiamy piekarnik na temperaturę 180 stopni Celsjusza.

Nadzienie

  1. W rondelku rozgrzewamy olej kokosowy, dodajemy cukier i mieszamy, aż się rozpuści. Jeśli nawet cukier trochę się skawali, nie szkodzi - i tak roztopi się w pieczeniu.
  2. Dodajemy rodzynki, mieszamy. 
  3. Zdejmujemy rondelek z ognia, dodajemy jabłka i dokładnie mieszamy je z masą.


Ciasto + nadzienie

  1. Tortownicę o średnicy 18 cm wykładamy papierem do pieczenia.
  2. 2/3 ciasta cienko wałkujemy, a następnie wyklejamy nim spód i boki formy.
  3. Na ciasto wykładamy nadzienie.
  4. Pozostałą 1/3 ciasta wałkujemy i przykrywamy nim jabłka, zlepiając na brzegach pokrywkę z ciasta i boki.
  5. Tortownicę wstawiamy do nagrzanego piekarnika (180 stopni), pieczemy 35 min.
  6. Ciasto powinno być lekko zrumienione.
  7. Podajemy po ostudzeniu.


Smacznego!
Magda

czwartek, 10 listopada 2016

Bułeczki drożdżowe z marcepanem i płatkami migdałowymi (wegańskie!)

W sklepach zaczęły się już pojawiać produkty okołobożonarodzeniowe. Widziałam już wywieszone łańcuchy świąteczne i opakowania czekoladek ze Świętym Mikołajem, ale najbardziej zainteresowały mnie MAR-CE-PA-NY!


Chociaż nie przepadam za supersłodkimi łakociami, wyjątek stanowią marcepan i chałwa. Jak widzę marcepan w sklepie, to od razu włączam kombinowanie jakby sobie uzasadnić, że właśnie bardzo mi ten marcepan potrzebny. I tak właśnie wymyśliłam, że marcepan plus ciasto drożdżowe to już będzie właściwie ersatz rogala świętomarcińskiego. Ersatz, bo jak mi każdy purysta wytknie w pierwszych słowach swego listu, rogal świętomarciński powinien zawiarać masę z białego maku i szczodrej porcji owoców kandyzowanych. 


Nie podejmuję się robienia rogali świętomarcińskich, bo pamiętam z okresu studiów w Poznaniu jakie bogate są takie prawdziwe rogale. Samo gromadzenie składników to byłoby niezłe przedsięwzięcie. A tak, zrobiłam skrótową wersję - zwijane bułeczki z marcepanem :)


Trzeba zaplanować trochę czasu na wyrastanie ciasta, ale poza tym te buleczki wymagają naprawdę małego nakładu pracy. Więc polecam je każdemu, kogo w Święto Niepodległości dopadnie tęsknota za poznańskim rogalem świętomracińskim. Także make rogal not war, a w tym wypadku właściwie make bułeczka not war :) 


Bułeczki drożdżowe z marcepanem i płatkami migdałowymi

Składniki:
Na ciasto:
  • 12 g drożdży (1/8 kostki 100 g)
  • 1/4 szkl. cukru + 1 łyżeczka
  • 1/2 szkl. letniej wody
  • 3/4 szkl. letniego mleka
  • 1/3 szkl. oleju (ja brałam słonecznikowy)
  • 3 1/2 do 4 szkl. mąki (w tym 1 łyżkę do zaczynu)
Do przełożenia:
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka cukru
  • 100 g marcepanu, pokrojonego w drobną kostkę
  • 2 łyżki płatków migdałowych
Przygotowanie:

  1. Robimy zaczyn, czyli w wysokiej misce mieszamy drożdże z letnim mlekiem, łyżeczką cukru i ok. 1 łyżką mąki. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy zaczyn w ciepłe miejsce na 15-20 min.
  2. Kiedy zaczyn już się podniesie, dodajemy do niego mąkę (3 i 1/2 szkl.), cukier, ciepłą wodę i olej.
  3. Zagniatamy zwarte ciasto. Wyrabiamy min. 5 min i jeśli ciasto nadal mocno się klei, dodajemy jeszcze ok. 1/2 - 1 szkl. mąki, ale po kawałku, uważając, zeby ciasto nie zrobiło się za bardzo zbite. Kiedy ciasto jest już równe i nie klei się do ścianek miski, zostawiamy je do wyrośnięcia.
  4. Miskę, w której będzie wyrastało ciasto, wysmarowujemy olejem. Przekładamy do niej ciasto, przykrywamy miskę ścierką i odkładamy na 1 h, lub aż ciasto podwoi swoją objętość.
  5. Kiedy ciasto już wyrośnie, krótko je wyrabiamy i odkładamy na 10 min.
  6. W tym czasie kroimy marcepan w drobną kostkę.
  7. Po 10 min ciasto rozwałkowujemy na prostokąt ok. 30 x 40 cm. Prostokąt z ciasta smarujemy 1 łyżką oleju kokosowego i posypujemy 1 łyżką cukru. Wykładamy na to pokrojony w kostkę marcepan i płatki migdałowe,
  8. Prostokąt zwijamy dłuższym bokiem. Powstały walec kromiy na 4 cześci, a każdą ćwiartkę na 3 plastry (powinno powstać 12 bułeczek).
  9. Bułeczki układamy na wyłożonej papierem formie, zostawiając pomiędzy nimi po 4-5 cm odstępu. Przykrywamy formę ścierką i odkładamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 40- 50 min.
  10. Kiedy bułeczki już podrosną, nagrzewamy piekarnik do 190 st. Kiedy piekarnik już się zupełnie nagrzeje, wkładamy do niego bułeczki.
  11. Kontrolujemy sutuację po ok. 20 min i ewentualnie zostawiamy bułki w piekarniku jeszcze na parę minut, uważając, żeby się za mocno nie spiekły.
  12. Upieczone bułki wyciągamy z piekarnika i studzimy przed jedzeniem.
Smacznego!
Anka

czwartek, 21 lipca 2016

Bliny! Z roślinnym kawiorem i migdałową śmietaną (wegańskie!)

Takie bliny chodziły za mną już ze dwa lata. Tak, DWA lata. A to nie miałam akurat w lodówce roślinnego kawioru, a to ogólnie brakowało zapału. Parę razy poległam też na szukaniu przepisu, którym można by się podeprzeć przy smażeniu, aż w końcu wpadłam na ten post.


Chociaż połączenie drożdży i proszku do pieczenia może się wydawać dziwne, to idealnie sprawdza się w tych blinach. Pachną pięknie drożdżami i mąką gryczaną, a dodatek proszku sprawia, że bliny są naprawdę pu-szy-ste i super delikatne.


Podałam je z kleksem śmietany zmiksowanej z migdałów i z roślinnym kawiorem z Ikei. No, właściwie można by takie bliny podać z kieliszkiem czegoś mocniejszego, ale że porcje widoczną na zdjęciach smażyłam w porze pośniadaniowej, nie za bardzo wypadało podawać je z czymś wysokoprocentowym.


Właściwie to te bliny broniły się same, bez żadnego wyskokowego wsparcia :)


Bliny z kawiorem
przepis na bliny podpatrzony stąd


Składniki:

Bliny:
  • 100 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki pszennej
  • 200 ml mleka sojowego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki drożdży instant
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka łyżek oleju do smażenia

Śmietana:
  • 1 szkl. płatków migdałowych
  • 1/3-1/2 szkl. wody
  • 1 łyżka oliwy
  • 1-2 łyżko soku z cytryny (lub więcej, do smaku)

  • kilka łyżek kawioru roślinnego (nasz jest z Ikei)

Przygotowanie:

Bliny:
  1. W misce łączymy suche składniki i dokładnie mieszamy.
  2. Do suchych składników dodajemy mleko i oliwę, Mieszamy krótko, aż powstanie gładkie ciasto.
  3. Gotowe ciasto przykrywamy i odstawiamy na 30 min we względnie nieprzeciągowym miejscu.
  4. Po 30 min rozgrzewamy olej na patelni (ok. 1 łyżki na jedną turę smażenia). 
  5. Na gorącym oleju smażymy bliny ok 3-5 min z obu stron. Ja brałam ok. 2 łyżek gotowego ciasta na jednego blina, choć pewnie można by je smażyć jeszcze mniejsze. 

Śmietana:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy płatki migdałowe, wodę, oliwę i sok z cytryny na gładką masę. Najlepiej robić blenderowi dużo przerw, żeby nie wyzionął ducha.
  2. Kiedy uzyskamy już gładką śmietanową masę, układamy z niej kleksy na usmażonych blinach, a na samym wierzchu dodajemy trochę roślinnego kawioru.

Smacznego!
Anka

czwartek, 24 września 2015

Pizza z sercem (karczocha)!

Pizza na zdjęciach jest faktycznie z sercami karczochów, ale może być z czymkolwiek, na co macie ochotę. Ciasto jest przyjazne i łatwe do zrobienia, dlatego to jest też pizza z sercem (niekoniecznie karczocha ;-)


Jakiś czas temu uparłam się, że nauczę się robić pizzę i focaccię na cieście chlebowym. Ale, chociaż chleby wychodziły mi piękne, z pizzą jakoś się nie udawało. Zostawiałam ją do wyrastania w zimnie, jak radzą włoskie blogi - nie wyrastała w ogóle, albo ciasto się rozlewało, bo było za rzadkie. A jeśli już udało mi się je doturlać do piekarnika, wychodził wypiek cienki i twardy jak sucharek. No i trochę się zniechęciłam do pizzy w ogóle, i zarzuciłam takie pieczenie na jakiś czas.


Aż wreszcie ostatnio kupiłam na promocji puszkę karczochów w zalewie, z braku karczochów świeżych (czy Wam udaje się je gdzieś znaleźć?). Oczywiście, przekonałam się, że smak nie ten sam, no i zostałam z puszką karczochów do ożenienia w jakiejś potrawie.

Pomyślałam wtedy o prostej pizzy z jednym składnikiem, bez sosu pomidorowego i bez sera. To jest taka pizza domowa, nie cieniutka z pieca chlebowego, tylko właśnie grubsza, bardziej miękka; istnieje i taka odmiana, "pizza alta", czyli dosłownie wysoka.

Ponieważ karczochy to nie jest najbardziej powszechny i dostępny składnik, to można zrobić pizze z jakimś innym jednym składnikiem :) Może pizza z bakłażanem? Albo z samymi plastrami pomidorów?


Prosta pizza (z karczochami)

Składniki:

Ciasto
  • 1 szkl. ciepłej wody (nie gorącej!)
  • 1 paczka suszonych drożdży (7 g)
  • 1 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 2 szkl. białej mąki pszennej
  • 1/2 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • oliwa z oliwek extra vergine 

Na wierzch:
  • Serca karczochów (z zalewy)
  • Rukola - do posypania na wierzchu

Przygotowanie:
  1. Drożdże mieszamy z wodą, aż się rozpuszczą.
  2. Dodajemy cukier, sól i po trochu - mąkę. Mieszamy łyżką, a potem, jak już dodamy całą mąkę, ręką, bo łyżką może być trochę ciężko. Ciasta nie trzeba specjalnie wyrabiać, wystarczy, że składniki się dobrze połączą.
  3. Bierzemy nową miskę i wysmarowujemy ją oliwą - powinna wystarczyć 1 łyżka. Wkładamy tam kulę ciasta, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w spokojne miejsce bez przeciągów na godzinę.
  4. Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski, przez chwilę zagniatamy, a potem rozwałkowujemy - z tej porcji na placek o średnicy około 30 cm.
  5. Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni.
  6. Na pizzy układamy plastry karczochów (każdy można przeciąć na 2-3 części). Za pomocą pędzelka smarujemy pizzę oliwą po wierzchu.
  7. Wstawiamy do piekarnika na około 15 minut, ale trzeba pilnować, żeby pizza się nie spaliła :)
  8. Upieczoną pizzę posypujemy po wierzchu rukolą.
Smacznego!
Magda

wtorek, 28 kwietnia 2015

Wegańskie krucho-drożdżowe paszteciki z kaszą gryczaną i tofu

Pieczone pierogi z kaszą gryczaną i białym "serem" chodziły już za mną dawno. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam gryczaną. Po drugie - bo to popisowe danie naszej babci. No i nazywa się ono właśnie pierogi pieczone (nie paszteciki!).


Babcine pierogi to jednak solidne ciasto drożdżowe, które wymaga wyrastania, wyrabiania, no i ogólnie - trochę więcej czasu. Anka zrobiła takie raz z ciastem z naszego ulubionego Veganomiconu - i wyszły pyszne. Był środek zimy i pierogi idealnie się nadały jako dodatek do czerwonego barszczu. Ale teraz, gdy jest coraz cieplej (na szczęście!), i ma się ochotę gdzieś wybyć na zieloną  trawkę, sterczenie przez kilka godzin w rozgrzanej kuchni jakoś nie wydaje się kuszące. Dlatego przerobiłam oryginalne pierogi na szybsze i prostsze paszteciki.

 

Jako podstawa posłużył mi przepis na ciasto krucho-drożdżowe z Kuchni polskiej. Przepis był jednak na słodko, więc wyrzuciłam cukier; jajka i śmietanę zastąpiłam mlekiem z odrobiną cytrynowego soku, a w roli masła wystąpił nieodzowny olej kokosowy (według przelicznika *80%, o którym pisała Anka).


Ciasto jest bardzo wdzięczne, naprawdę super łatwe i rach-ciach się zagniata. Najwięcej czasu schodzi na wałkowaniu i wycinaniu, ale to może dlatego, że ja za wałkowaniem za bardzo nie przepadam. Próbowałam różnych sposobów i ostatecznie najbardziej przypadł mi do gustu taki: odrywam małą kulkę ciasta, wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczam ją, nadając jej w miarę kwadratowy kształt, a potem rozwałkowuję cieniej za pomocą tłuczka od moździerza. Na koniec mierzę linijką prostokąt 10 x 11 cm i odcinam nadmiar, a skrawki z powrotem wgniatam w kulę ciasta.


Oczywiście, niekoniecznie trzeba biegać z linijką :D ja takie lekkie skrzywienie mam od zawsze, bo ciężko mi ocenić, czy coś mierzy 5, czy 8 cm. Za to Ankę żartobliwie nazywamy Minutnikiem, bo zazwyczaj bardzo trafnie ocenia na oko wagę, objętość czy czas ("właśnie minęły dwie minuty, herbata ci się już zaparzyła!", wtedy patrzy człowiek na  minutnik a tam 2 min 5 s).


Taki pierożek-pasztecik idealnie się nada na piknik, majówkę, albo na przekąskę do pracy.... właściwie zawsze jest dobry moment, żeby zjeść jeden mały pasztecik :)

Wegańskie krucho-drożdżowe paszteciki z kaszą gryczaną i tofu

Składniki:

Ciasto
  • 500 g mąki pszennej (białej)
  • szczypta soli
  • 130 g oleju kokosowego
  • 50 g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2/3 szkl. letniego mleka + 1-2 łyżki do zagniatania
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • + mleko do sklejania ciasta
  • + dwie łyżki oleju kokosowego (roztopionego) lub 2-4 łyżki mleka do posmarowania bułeczek
  
Farsz
  • 2/3 suchej kaszy gryczanej palonej (ugotować w 1 1/3 szkl. osolonej gorącej wody)
  • 200 g tofu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 średnie cebule (ok. 200 g cebuli)
  • 2 łyżki oleju do smażenia cebuli

Przygotowanie:

Farsz:
  1. Cebulę podsmażamy na rozgrzanym oleju - jak się zacznie szklić, zmniejszamy temperaturę i przykrywamy pokrywką. Można tez pod koniec dodać parę łyżek wody, gdyby cebula zaczęła się przyklejać - ma być miękka, nie chrupiąca!
  2. Kaszę gotujemy i studzimy (zawsze 2 x tyle objętości wody co kaszy, i gryczaną trzeba wrzucić do naprawdę WRZĄCEJ wody. Jak tylko kasza z wodą się zagotują, zmieszamy temperaturę i gotujemy na minimalnym ogniu/ gazie/ prądzie :D).
  3. Tofu rozgniatamy widelcem. Przestudzoną kaszę i cebulę mieszamy z tofu. Doprawiamy sokiem z cytryny, dodajemy sól i pieprz do smaku.

Ciasto:
  1. W kubeczku lub miseczce rozcieramy drożdże z cukrem.
  2. Do oddzielnego dużego naczynia wsypujemy mąkę, solimy. Dodajemy olej kokosowy, mieszamy widelcem, aż powstaną grudki.
  3. Do mąki dodajemy roztarte drożdże. Dolewamy mleko wymieszane z sokiem z cytryny, zagniatamy. Jeśli ciasto nie chce się zagnieść, dodajemy jeszcze 1-2 łyżki mleka.
  4. Ciasta nie trzeba wyrabiać ani zostawiać do wyrastania. Wystarczy zagnieść tak, żeby powstała zwarta kula.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Ciasto rozwałkujemy cienko, tak na ok. 3 mm. Będziemy je składać, więc w sumie grubość gotowego pierożka będzie większa. Wycinamy kwadraty, lub ewentualnie prostokąty (u mnie 10 x 11 cm -> szczegóły - patrz tekst wyżej). Mogą być trochę większe lub trochę mniejsze - zależy, jak duże pierożki chcemy otrzymać. 
  2. Na środku każdego kwadratu układamy łyżeczkę - półtora farszu. Podnosimy jeden z rogów kwadratu, smarujemy odrobiną mleka (wystarczy zmoczyć palce mlekiem) i sklejamy z przeciwległym rogiem. Następnie analogicznie łączymy dwa pozostałe rogi (zawsze najtrudniej dopchnąć ten ostatni, ale nie zrażajcie się :) Pierożki nie muszą być idealnie równe).
  3. Gotowe paszteciki smarujemy po wierzchu mlekiem lub olejem, żeby się ładnie zrumieniły.
  4. Piekarnik nagrzewamy do 180 - 190 stopni Celsjusza. Pieczemy paszteciki ok. 30 min - aż się zrumienią. Ciasto jest cienkie, więc nie powinno być problemu z upieczeniem, ale zawsze warto wyjąć jeden pasztecik testowy i wypróbować, czy aby na pewno się upiekł ;)

Smacznego!
Magda

niedziela, 2 marca 2014

Pieczone pączki na Mardi Gras

Może od czwartku zdążyliście już przetrawić wszystkie zjedzone pączki, a może wcale ich nie jedliście? Nic straconego, przez nami jeszcze Ostatki, czyli Mardi Gras albo Pancake Tuesday. Jeśli nie lubicie smażyć, nie szkodzi, możecie wypróbować pączki pieczone.



Pomysł jest zaczerpnięty z bloga "Moje Wypieki", ale w naszej wersji nie ma jajek. Zmniejszyłyśmy też liczbę cukru: zamiast obtaczać w nim pączki, tylko je oprószyłyśmy cienką warstwą pudru. Wybrałyśmy też inny kształt - zwykłe kule zamiast pączków z dziurką.


Pączki robiłyśmy dwa razy: za drugim razem przeprowadziłyśmy eksperyment i upiekłyśmy pączki z nadzieniem - zlepiając po dwa krążki ciasta, z niewielką ilością dżemu w środku. Przepis jest przedni, pączki ślicznie wyrastają i się rumienią. Brak etapu z garnkiem oleju naprawdę w niczym nie przeszkadza, bo upieczone pączki maczamy w niewielkiej ilości rozpuszczonego tłuszczu.
 

Podane poniżej proporcje to połowa porcji z oryginalnego przepisu. Taką ilość ciasta wygodnie się wyrabia i wałkuje. Ciasta wystarczy na 16 pączków bez nadzienia lub 10 pączków "podwójnych" (sklejanych z dwóch części). Nasze pączki nie były ogromne - do wycinania używałyśmy kieliszka o średnicy 6,5 cm.

Pieczone pączki
(nasza wersja tego przepisu)

Ciasto:
  • 1 szkl. mleka
  • 8 g świeżych drożdży (1/12 kostki 100 g)
  • 1/3 szkl. cukru
  • 2,5 szkl. mąki luksusowej
  • 2 łyżki oleju

Polewa
  • 2-3 łyżki tłuszczu (rozpuszczonego oleju kokosowego lub oleju o neutralnym zapachu)
  • ok. 4 łyżek cukru pudru i 1 łyżeczka cynamonu do posypania 

Do nadziewania:
  • dżem, dość gęsty (sklepowy typu "galaretka")
Przygotowanie:
  1. W większej misce mieszamy mąkę i cukier. 
  2. Podgrzewamy w rondelku 1/3 szkl. mleka - uwaga, mleko ma być lekko ciepłe, ale nie gorące! W oddzielnym naczyniu, nieco mniejszym (ale pamiętajcie, że zaczyn urośnie), rozcieramy drożdże z mlekiem i pół szklanki mieszaniny mąki i cukru. Przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce; może być przy kaloryferze, ale nie NA kaloryferze.
  3. Kiedy zaczyn podrośnie, czyli masa w misce wyraźnie się podniesie - potrzeba na to co najmniej pół godziny - przekładamy go do większej miski z przygotowaną wcześniej mieszaniną mąki i cukru. W oddzielnym naczyniu przygotowujemy sobie 2/3 szkl. letniego mleka. W misce mieszamy zaczyn z mąką i cukrem, dolewając po trochu mleko. Ciasto da się zagnieść w zwartą kulę, ale przed dolaniem mleka jest dość suche - nie trzeba się tym przejmować :) Wyrabiamy ciasto przez kilka minut, na koniec dodając olej. 
  4. Kulę w misce przykrywamy ściereczką i ponownie ustawiamy w ciepłym, niezbyt przewiewnym miejscu. Zostawiamy ciasto na 1,5-2 h do wyrośnięcia. Po tym czasie powinno zwiększyć swoją objętość.
  5. Teraz trzeba ciasto rozwałkować. Jeśli chcemy zrobić po prostu kule bez nadzienia, wałkujemy ciasto na grubość 13 mm, a następnie wycinamy kółka. Jeśli przygotowujemy pączki z nadzieniem, grubość musi być mniejsza - 7-8 mm. Teraz wycinamy krążki o średnicy 6,5  cm. Każdy krążek smarujemy po brzegach wodą, następnie na jednym placuszku układamy niewielką ilość dżemu (maks. 1 łyżeczka) i przykrywamy drugim. Krążki delikatnie sklejamy, ale nie przyklepujemy ich na siłę! 
  6. Gotowe pączki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy ściereczką i zostawiamy jeszcze raz do wyrośnięcia w cieple - może być w lekko nagrzanym piekarniku (50 st. Celsjusza). Po 45 min wyjmujemy je z piekarnika (jeśli akurat tam wyrastały), ustawiamy temperaturę na 180 stopni. Kiedy piekarnik już się nagrzeje, wstawiamy do niego blachę z pączkami i pieczemy 8 do 10 minut. Najlepiej sprawdzić już po 8 min, pączki mogą być już gotowe - czyli rumiane i suche w środku.
  7. Zostawiamy na chwilę do przestudzenia, a w tym czasie przygotowujemy tłuszcz (użyłyśmy 2-3 łyżek oleju kokosowego, podgrzanego, aż się rozpuści) i cukier puder z cynamonem (w głębszym talerzu mieszamy parę łyżek cukru i ok. łyżeczki cynamonu). 
  8. Każdy pączek maczamy w tłuszczu, z obu stron, a następnie odkładamy na talerz i  przez sitko posypujemy cynamonowym cukrem pudrem.
Nasze pączki nie wytrwały dłużej niż 3 dni, ale sprawowały się przez ten czas świetnie. Polecamy!


Smacznego :)

Magda