Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pistacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pistacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Lody pistacjowe (wegańskie i bez soi!)

Kochani i Kochane, stuknął nam kolejny roczek!
Tym bardziej jest nam miło, że ciągle Was przybywa, każda nowa osoba, która zagląda do Miejskich, bardzo nas cieszy. A czasami jeszcze zdarzy się, że takiemu wirtualnemu polubieniu towarzyszy komentarz „w realu”. 

 

 I tak na przykład ostatnio usłyszałam coś takiego: „Jak czytam waszego bloga, to normalnie mogę iść do Żabki i kupić tam wszystkie potrzebne składniki, nie muszę nic specjalnego szukać! I wszystko jest tak dokładnie opisane! Tak mi się wydaję, że jak zrobię wszystko według przepisu, to z dużym prawdopodobieństwem wyjdzie mi to samo, co wam. A do zdjęć jakiego używacie sprzętu, bo wyglądają bardzo profesjonalnie? :)”. Jak można nie spuchnąć z dumy na takie słowa? ;)

tak wyglądają Roślinożerne, gdy spuchną z dumy ;)


A nieco bardziej serio, bardzo nas to ucieszyło, bo w tych zdaniach zawiera się chyba wszystko, co sobie ambitnie zakładałyśmy, zaczynając pisać tego bloga dwa lata temu. Chciałyśmy, żeby było prosto i szybko, bez trudno dostępnych składników (co prawda, nie wiem, czy ostatnie posty o niesolonych pistacjach się tu kwalifikują... ;)). Bardzo nam zależało, żeby przepisy były dokładne i szczegółowe, tak żeby mógł z nich skorzystać każdy - nawet osoby, które na co dzień nie gotują, albo takie, które dopiero zaczynają swoją przygodę z (wegańską) kuchnią. Czasem ta chęć trzymania się detali nas gubiła, o czym możecie poczytać w poście sprzed roku. Przepisy miały być w miarę możliwości zdrowe - naprawdę bardzo się starałyśmy, żeby nie pisać tylko o ciastach - ale i wypasione też, jak choćby te ciasteczka lawendowe.

Dodatkowo, ten pozytywny komentarz przyszedł w czasie, kiedy był akurat bardzo potrzebny - miałyśmy dłuższą przerwę w blogowaniu i ciężko nam się było zebrać, żeby coś nowego opublikować. Taka rozmowa dodaje kopa, a przy okazji uczy, że nie warto pomysłom ukręcać łba już na starcie. Mi się na przykład wydawało, że po co dawać przepis na burgery, skoro były już chyba prawie wszędzie - a tu się dowiaduję, że komuś dalej się nie kleją kotlety z soczewicy, więc nasz przepis jak znalazł. Od razu pomyślałam, że warto dorzucić też genialne kotlety z ciecierzycy z glutenem, które mogą świetnie sprawdzić się w roli burgerów. I może nawet zrobię je w najbliższy weekend, więc jest szansa, że KIEDYŚ pojawią się na blogu.

Pisanie bloga uczy, że nie warto planować z dużym wyprzedzeniem, bo życie lubi płatać figle, a z drugiej strony – że warto jednak mieć jakieś pomysły w zanadrzu, żeby je wypróbować w czasach posuchy (czyli kiedy liczba nowych pomysłów wynosi zero, a nawet -5).
Dlatego dzisiaj nie będzie kotletów, a za to – przepis na lody. W sam raz na koniec lata ;)

Pisałam jakiś czas temu o tęsknocie za granitą w poście o crema di pistacchio i właśnie przy robieniu babeczek z tym kremem wymyśliłam pacaneum na mój pistacjowy smuteczek. Przygotowując babeczki, połączyłam budyń na mleku kokosowym z niewielką ilością kremu pistacjowego na wierzch (efekt możecie zobaczyć na tym zdjęciu ). Pomyślałam sobie wtedy, że gdyby wymieszać budyń z kremem i go zamrozić, wyszłyby pyszne lody pistacjowe. No i wreszcie niedawno ten pomysł wypróbowałam :)



Takie lody nie są zbyt pracochłonne, trzeba mieć jednak trochę czasu, żeby po wstawieniu masy do zamrażalnika przemieszać ją co pół godziny, zanim kompletnie zamarznie. Dlatego fajnie zacząć przygotowywać lody rano w sobotę lub niedzielę, tak żeby móc spokojnie czuwać przy lodówce.
Trzeba też trochę cierpliwości przy łuskaniu pistacji, chyba że akurat szczęśliwie macie paczkę pistacji łuskanych na stanie. Wtedy wszystko robi się naprawdę proste.


A kiedy już skończyłam robić lody, trafiłam - szukając oryginalnego przepisu na naleśniki do posta sprzed dwóch tygodni - na książkę "The Ultimate Ice Cream Book. Over 500 Ice Creams Sorbets Granitas Drinks And More". I teraz co, nie mam wyjścia, muszę zbadać temat granity :) Tymczasem - zapraszam na lody!

Lody pistacjowe (wegańskie i bez soi!)

Składniki:

Na krem pistacjowy:
  • 1 szkl. wyłuskanych pistacji = 120g (czyli ok. 230 g pistacji w łupinkach)
  • 6 łyżek mleka kokosowego
Na krem budyniowy:
  • 1/4 szkl. wody
  • 2 łyżki cukru
  • 1 puszka mleka kokosowego (płynna i stała część, dobrze wymieszane)
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego

Przygotowanie:

Krem pistacjowy

1. Pistacje mielimy w młynku, aż zacznie się wydzielać olej.
2. Wyjmujemy z młynka  i łyżką lub blenderem mieszamy zmielone pistacje z mlekiem kokosowym. Krem nie wymaga już dodatkowego dosładzania, bo budyń, który przygotujemy, będzie wystarczająco słodki.

Krem budyniowy

1. Mleko kokosowe mieszamy trzepaczką do połączenia części stałej i płynnej, następnie dodajemy mąkę kukurydzianą i też bardzo dokładnie mieszamy.
2. W rondelku podgrzewamy wodę i cukier, zagotowujemy.
3. Do wrzącej wody dolewamy masę z mlekiem kokosowym, cały czas mieszając.
4. Gotujemy, aż masa zgęstnieje (ok. 10 minut).
5. Na koniec dosmaczamy aromatem waniliowym. Studzimy.



Lody

1. Przestudzony budyń mieszamy z kremem pistacjowym. Ewentualnie dosładzamy do smaku, może być stewią.
2. Dzielimy na kilka porcji, pakujemy do pojemników do przechowywania (metalowych lub plastikowych).
3. Nastawiamy minutnik :) i mieszamy co pół godziny, dopóki lody nie zamarzną.
4. Rozmrażanie: 2-3 h w lodówce.

Smacznego!
Anka i Magda



sobota, 4 lipca 2015

Crema di pistacchio

Nie wiem, czy to dlatego, że zaczęły się wakacje i sezon urlopowy, czy dlatego, że w tym roku nie udało mi się wygospodarować czasu na wyjazd do Włoch, czy wreszcie dlatego, że w upalne dni marzy mi się granita siciliana... no dość, że ostatnio tylko pistacje mi w głowie. 


Granita, czyli rodzaj półpłynnych, ale jednocześnie dosyć gęstych sorbeto-lodów, jest moim zdaniem absolutnie najlepsza w wersji pistacjowej. I niestety absolutnie nieosiągalna w Krakowie.

Może dlatego, że pistacje należą do towarów luksusowych, a już kupienie w Polsce pistacji niesolonych graniczy z cudem. Mi udało się znaleźć niesolone pistacje tylko w Warszawie - w sklepach ze specjałami arabskimi i na stoisku z bakaliami na wagę w Blue City. Póki co, korzystam jeszcze z przywiezionych z Francji paczek pistacji prażonych i NIEsolonych, które można kupić w tamtejszym Lidlu. Są to pistacje marki Alesto, której inne produkty są też dostępne w polskim Lidlu - za wyjątkiem pistacji niesolonych.


A wracając do granity: wykonanie jej w domu, bez specjalnej maszyny do lodów, nie da niestety pożądanych efektów. No, ale dość już narzekania :) Skoro nie mogę zrobić granity, ani polecieć na Sycylię, przygotuję inny pistacjowy przysmak - crema di pistacchio (krem pistacjowy). To cudo można zakupić w słoiczkach na wyspie albo w dobrze zaopatrzonych sycylijskich cukierniach "na kontynencie". Niestety, w sprzedaży są najczęściej kremy zawierające miód i mleko w proszku. W moim przepisie będzie mleko kokosowe, a zamiast miodu - po prostu cukier; można też wypróbować inne "dosładzacze". A do czego takim krem? Do wszystkiego: na słodką kanapkę, do naleśników, albo... jako nadzienie do babeczek, jak te na zdjęciu :)


Polujecie już na pistacje bez soli?
A może napiszemy do Lidla, parafrazując Gałczyńskiego: "my chcemy, żeby natychmiast były PISTACJE, NIESOLONE"? Jak myślicie? :)

Wegański krem pistacjowy
pomysł zaczerpnięty stąd

Składniki:
  • 60 g pistacji wyłuskanych (pół szklanki)
  • 3 łyżki mleka kokosowego (płynnego)
  • 3 łyżki cukru pudru (30 g), lub mniej

Przygotowanie:

  1. W młynku do mielenia orzechów rozdrabniamy pistacje, aż powstanie pistacjowy proszek. Najlepiej miksować po trochu, dając młynkowi "odpocząć", żeby się zbytnio nie zagrzał. Miksujemy, aż z pistacji zrobi się masło pistacjowe, dzięki olejowi, który zacznie się wydzielać z orzechów.
  2. Masło pistacjowe przekładamy do blendera, dodajemy mleko kokosowe i - po trochu - cukier puder. Oryginalny krem jest BARDZO słodki, dlatego dodałam trzy łyżki, ale radzę dosypywać go po trochu i próbować, czy już wystarczy słodyczy (przy okazji, dobry pretekst do oblizywania łyżeczki:))
Smacznego!
Magda

środa, 17 czerwca 2015

Kruche ciastka z pistacjami i truskawkami (wegańskie!)

Naszło mnie ostatnio na oglądanie "Plotkary". Wiem wiem, głupi serial, z bohaterami o wymyślonych problemach, z którymi przeciętna osoba nie jest w stanie się identyfikować. Zgoda, ale jak przyjemnie się patrzy na te wszystkie ładne ciuchy! W "Plotkarze" poza ładnymi, przemyślanymi zestawami ubrań jest jeszcze jeden lejtmotyw - mania jednej z głównych bohaterek na wszystko co francuskie, poukładane i ŁADNE.


I właśnie takie są te ciastka: francuskie, równiutkie i bardzo ozdobne. Podejrzewam, że mogłyby się pojawić na brunchu lub herbatce u Blair, chociaż w jej wydaniu byłyby jeszcze pewnie posypane złotym pyłem albo nie wiem czym tam innym, no ale my sobie to już darowałyśmy :) 


W każdym razie, ciastka wyglądają zjawiskowo, są nieskomplikowane i wytrzymają dzielnie nawet kilka godzin, zanim zaczną tracić fason.


Trzeba tylko zdobyć ładne, niezbyt wyrośnięte truskawki, no i pistacje. Chociaż w przypadku pistacjowych niedoborów można w ich miejsce użyć migdałów. Ciastka nie będą ozdobione zielonymi drobinkami, ale nadal będą pyszne. Mniam!

Pomyślałam, żeby takimi ciastkami uczcić sezon truskawkowy, bo mignął mi gdzieś ten filmik. Stwierdziłam, że biorąc pod uwagę znikomy nakład pracy, gotowe ciastka wyglądają naprawdę efektownie. Wykorzystałam przepis na kruche ciastka z pistacjami z Veganomiconu, ale posiekane orzechy wgniotłam po prostu w ciasto, zamiast posypywać nimi uformowane już ciastka. Pominęłam też dodatek kardamonu i wody różanej, bo miało być francusko, a nie bliskowschodnio :)


Kruche ciastka z pistacjami i truskawkami (wegańskie!)

Składniki:
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/2 szkl. oleju
  • 4 łyżki zimnej wody
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/4 szkl. mąki ziemniaczanej
  • 1 3/4 szkl. mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szkl. grubo posiekanych pistacji

  • 1 słoik dżemu truskawkowego (180 g; ja miałam kupny) - nie zużyłam całego
  • ok. 1/2 kg truskawek, umytych, pozbawionych szypułek i zupełnie osuszonych

Przygotowanie:
  1. W misce mieszamy mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia.
  2. W oddzielnej misce mieszamy cukier, olej, sok z cytryny i aromat waniliowy.
  3. Dodajemy mokre składniki do suchych. Jeśli trzeba, dodajemy zimną wodę i szybko zagniatamy gładkie ciasto.
  4. Do gotowego ciasta wgniatamy posiekane orzechy.
  5. Ciasto można zawinąć w folię lub zamknąć w szczelnym pojemniku i schłodzić (przez ok. 30 min), ale nie jest to konieczne.
  6. Ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm i przy pomocy szklanki lub kieliszka (ok. 7 cm średnicy) wycinamy ciastka.
  7. Wycięte ciastka pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury180 st. przez ok. 13-15 min (ciastka mają się upiec, ale nie zrumienić!).
  8. Gotowe ciastka zostawiamy, aż zupełnie wystygną.
  9. Kiedy ciastka są już wystudzone, w rondelku podgrzewamy dżem, aż stanie się płynny.
  10. Nakładamy po ok. 1 łyżce płynnego dżemu na ciastko. Zanim dżem wystygnie, układamy na ciastkach truskawki. Kiedy dżem zastygnie, truskawki będą się pięknie trzymały :) 
Smacznego!
Anka

wtorek, 26 maja 2015

Spaghetti z dzikimi szparagami

Na stoisku z warzywami na ostatniej Veganmani moją uwagę przykuły dziwne, zielone wiechcie, ni to koper, ni to... no właśnie, co? Okazało się, że to dzikie szparagi.  Zachwalali mi je włoscy znajomi, dlatego ucieszyłam się, że można takie szparagi znaleźć też w Polsce.

 

Co prawda, mili Państwo z JEdynie wytłumaczyli od razu, że to właściwie nie szparagi, tylko młode pędy chmielu, ale nie zrażając się tym, nabyłam pęk kudłatej zieleniny, nie wiedząc jeszcze do końca, co z nim zrobię.
Dopiero po powrocie do domu przyszedł czas na guglowanie i sprawdzanie informacji. Okazało się, że to, co po włosku nazywa się dzikimi szparagami (asparagi selvatici) to  roślina z rodziny liliowatych: Asparagus acutifolius. Natomiast pędy chmielu też są znane, ale pod wdzięczną nazwą luppolo selvatico (Humulus lupulus), i też używane w kuchni. No ale to jednak nie to samo :)

Dalej myślałam o kuchni włoskiej, więc oczywiście przyszedł mi do głowy makaron :) Do szparagów pasowały mi pistacje, ze względu na kolor, ale jak akurat nie pałętają się po Waszej kuchni, śmiało zastępujcie je innymi ulubionymi orzechami (podejrzewam, że migdały mogą się fajnie sprawdzić). Dla wyostrzenia smaku dodałam skórkę cytrynową i płatki drożdżowe. Jeśli nie przepadacie za tymi ostatnimi, dodajcie zamiast nich nieco soli.

A jeśli akurat nie macie w pobliżu magicznego stoiska z dziwnymi roślinami, to może wypróbujecie ten przepis po prostu z zielonymi szparagami? :)


Spaghetti z dzikimi szparagami i pistacjami

Składniki (na 1 osobę):
  • 100 g suchego spaghetti
  • 1 łyżeczka startej skórki z cytryny
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego
  • 2 łyżeczki oliwy
  • 1 łyżka posiekanych pistacji
  • ew. 2 łyżeczki płatków drożdżowych
  • garść młodych pędów chmielu (dzikich szparagów)

Przygotowanie:
  1.  Odcinamy tylko górną część szparagów, tę z "haczykami" - łodygi nie będą nam potrzebne.
  2. Olej kokosowy rozgrzewamy na patelni, dorzucamy skórkę cytrynową i chwilę smażymy. Odstawiamy.
  3. Nastawiamy wodę na makaron, a w oddzielnym garnku - na szparagi.
  4. Makaron gotujemy w osolonej wodzie zgodnie z instrukcjami na opakowaniu.
  5. Szparagi wrzucamy na 3 minuty do wrzącej wody, następnie odsączamy na durszlaku i przelewamy zimną wodą.
  6. Na talerzu układamy: makaron, szparagi, posiekane pistacje. Polewamy po wierzchu oliwą,  dosmaczamy płatkami drożdżowymi, albo - jeśli ten smak Wam nie odpowiada - solą.


Smacznego!
Magda

wtorek, 16 września 2014

Wegańskie brownie z... czerwoną soczewicą i pistacjami!

Ostatnie dwa tygodnie, poza zwykłymi codziennymi obowiązkami, piekłam brownie. Dlaczego żadna z tych prób tu wcześniej nie trafiła? No cóż, chciałam uzyskać brownie z chrupiącym, błyszczącym, "glazurowanym" wierzchem, a przy tym z wilgotnym, jakby zakalcowatym środkiem. Bo takie było brownie moich marzeń.



Teraz po 5 (!) próbach mogę podać proporcje na takie właśnie, chrupiąco-kleiste brownie. Jako podstawa do eksperymentów posłużył mi przepis Nigelli, który można znależć np. tu. I o ile moje brownie nie jest aż tak tłuste (ze 3 razy mniej tłuszczu niż u Nigelli!) i ma więcej błonnika (soczewica!), to na pewno nie jest jakieś zdrowotne ;P Przy takiej ilości cukru ciężko, żeby ciasto było super ekstra fit mix i inne takie. Ale to właśnie dzięki tak dużej zawartości cukru na wierzchu brownie powstaje chrupiąca "glazura". Także coś za coś.


Najdziwniejszy składnik w tym brownie: czerwona soczewica. Że po co soczewica w brownie? Ano głównie po to, żeby jednak przemycić coś zdrowego w takim mocno ciężkim cieście. Pewnie ten czy ów zacznie w tym momencie kręcić nosem, że kto to widział pakować soczewicę do ciasta. Już prędzej do zupy. Albo kotletów. I w ogóle. To prawda, że soczewica sprawdzi się we wszystkich wyżej wymienionych daniach, ale dobrze radzi sobie i w tym brownie: właściwie nie ma swojego smaku i idealnie przyjmuje smak czekolady. A dodatkowo soczewica sprawia, że brownie nie robi się gumowate, tylko trochę cięższe i bardziej "zbite".


Co do pistacji, to idealnie komponują się one z mocno czekoladowym ciastem i przyjemnie chrupią. Chociaż przyznam, że liczyłam na to, że będą się bardziej rzucać w oczy. No cóż. Ale zapewniam, że smakują pycha!


Brownie z czerwoną soczewicą i pistacjami

Składniki:
  • 1/2 szkl. czerwonej soczewicy, dokładnie opłukanej i odsączonej
  • 1 szkl. gorącej wody
  • 200 g czekolady (min. 60 % kakao), połamanej na kawałki
  • 200 g cukru (ok. 3/4 szkl.)
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka aromatu śmietankowego
  • 3/4 szkl. mąki
  • 1/4 łyżeczki sody

  • + ew. 1/2 szkl. grubo posiekanych pistacji (lub innych orzechów, np. włoskich czy migdałów)

Przygotowanie:
  1. W gorącej wodzie gotujemy opłukaną czerwoną soczewicę.
  2. Kiedy soczewica jest już miękka, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę. Mieszamy i odstawiamy na ok. 5 min, żeby czekolada się roztopiła.
  3. Kiedy czekolada się już roztopi, miksujemy blenderem soczewicę i czekoladę, aż powstanie gładka masa, bez grudek.
  4. Do masy soczewicowo-czekoladowej dodajemy cukier, olej, aromaty i bardzo dokładnie mieszamy.
  5. W oddzielnym naczyniu mieszamy mąkę z sodą.
  6. Dodajemy mieszaninę mąki i sody do reszty składników. Dokładnie mieszamy.
  7. Na koniec dodajemy posiekane orzechy.
  8. Gotowe ciasto wykładamy do wyłożonej papierem formy (u nas 21 cm x 26 cm) i pieczemy 25 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st.
  9. Upieczone brownie odstawiamy i czekamy, aż zupełnie wystygnie.
 

Smacznego!
Anka

poniedziałek, 26 maja 2014

Pesto z pistacji z cukinią

Pistacje to jedno z bogactw Sycylii. Kiedy pierwszy raz wybierałam się na wyspę, wiedziałam, że muszę przywieźć słoiczek crema di pistacchio - słodkiej mieszaniny miodu, mleka i zmielonych pistacji. Niestety, kupny krem nie jest wegański. Można za to z pistacji przygotować wiele innych potraw, nie tylko wegańskich, ale i o pięknym, żywozielonym kolorze. 


Na przykład - pesto, czyli sos powstały przez rozgniecenie (od pestare - deptać, ugniatać) wszystkich składników. Mogą to być suszone pomidory, brokuły, a w najbardziej znanej genueńskiej wersji - bazylia i orzeszki piniowe. Istnieje również sycylijskie pesto, z orzechów włoskich i pomidorów z dodatkiem ricotty. Natomiast pesto di pistacchi oznacza najczęściej gotowy produkt ze słoika, stanowiący doskonałą bazę do innych sosów, a złożony tylko z pistacji i oleju słonecznikowego (używa się go zamiast oliwy, bo ma delikatniejszy  zapach).

W naszym sosie podstawą będzie cukinia, co doda mu lekkości - jeśli chcemy, przy miksowaniu można w ogóle pominąć dodatek oliwy. Możliwe są rożne warianty - jeśli nie dodamy bazylii, wydobędziemy pełniej aromat orzechów. Jeśli zamiast pistacji użyjemy orzechów laskowych, smak sosu będzie łagodniejszy.


Na koniec, uwaga: do sosu nadadzą się również solone pistacje - gotowego sosu nie trzeba już wtedy solić.

Pistacjowe pesto
przepis pochodzi z tej strony

Składniki (dla 2 osób): 
  • 50 g pistacji (bez łupinek)
  • 30 g migdałów
  • 1 średnia cukinia
  • 1 łyżka oliwy lub oleju do smażenia
  • + oliwa extra vergine do podania
  • liście świeżej bazylii
  • sól i pieprz
  • do dekoracji: posiekane pistacje, porwane liście bazylii

  1. Cukinię obieramy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę lub olej, podsmażamy cukinię, mieszając. Uważamy, żeby nie przypalić cukinii. Po 2-3 minutach przykrywamy patelnie pokrywka i dusimy cukinię, aż zmięknie. Ewentualnie dolewamy 1/3 szklanki wody, gdyby cukinia zaczęła przywierać do dna. Zdejmujemy z patelni, odstawiamy na bok.
  2. Oddzielnie, w blenderze, miksujemy migdały i pistacje, aż będą drobno zmielone. Dodajemy po trochu ugotowaną cukinię, miksujemy.
  3. Następnie dodajemy garść świeżej bazylii (ok. 6 dużych liści). Gdyby masa nie chciała się zmiksować, dolewamy 1-2 łyżki wody. Można też dodać 1-2 łyżki oliwy (chociaż niekoniecznie).
  4. Doprawimy solą i pieprzem do smaku.
  5. Mieszamy sos z ugotowanym i odcedzonym makaronem (najwygodniej zrobić to w dużym garnku).
  6. Już na talerzu polewamy strużką oliwy, posypujemy porwaną bazylią i posiekanymi pistacjami.
 Smacznego!
 Magda

sobota, 12 kwietnia 2014

Śniadanie jak z Orient Expressu: chałwowa owsianka z pistacjami!

Coś tam już chyba wspominałam, że moim zdaniem owsianka to śniadanie idealne, bo szybkie, nieskomplikowane i sycące. A co najlepsze, do owsianki można wrzucić właściwie wszystko co się akurat ma w kuchni, bo przecież pasują do niej nawet słone dodatki (chociaż rzadziej się takie pomysły widzi). Owsianka ci wszystko wybaczy, chciałoby się powiedzieć ;)

 
Przy tym niektóre wcielenia owsianki to śniadaniowe rarytasiki. Na przykład taki zestaw jak na tych zdjęciach:

Czyż nie wygląda luksusowo? Chałwa na śniadanie!

Niektórzy uwielbiają chałwę, inni twierdzą, że jest zbyt słodka. Ja sama uwielbiam sezamowość i kremowość chałwy, ale przyznaję, że ilość cukru w tradycyjnej chałwie trochę mi przeszkadza. Dlatego bardzo mi odpowiada, że nasza chałwowa owsianka powstaje dzięki dodatkowi sezamowej pasty tahini, a nie sklepowej chałwy, dzięki czemu naszą owsiankę można dosłodzić wg uznania cukrem, stewią czy innymi cukrami brązowymi.

Posiekane pistacje dodałyśmy jako posypkę i "chrupacz" do chałwowej owsianki, która inaczej byłaby wprawdzie cudownie kremowa, ale zupełnie gładka. 

Chałwowa owsianka z pistacjami kojarzy mi się z puszkami libańskiej chałwy, którą małe Roślinożerne dostawały czasem w prezencie od podróżującej po świecie rodziny. Dlatego miałam niezłą minę, kiedy wróciłam z łowów w sklepie typu "produkty z całego świata" i odkryłam, że słoik tahini, który przytachałam, pochodzi z... Libanu! To mnie naprowadziło na chałwową owsiankę wzbogaconą o posiekane pistacje. Chociaż byłaby pewnie równie pyszna z posiekanymi migdałami albo orzechami włoskimi. Mniam!

Chałwowa owsianka z pistacjami

(porcja dla jednej głodnej osoby)

Składniki:

  •  ½ szkl. płatków owsianych, górskich
  • 1 ½ szkl. wody

  • 2 łyżki tahini
  • kilka kropli aromatu waniliowego
  • kilka kropli aromatu śmietankowego
  • stewia lub cukier do smaku
  • 1 łyżka posiekanych niesolonych pistacji

opcjonalnie:

  • 2-4 łyżki mleka sojowego/migdałowego/kokosowego (będzie jeszcze bardziej kremowa)

 

Wykonanie:

WIECZOREM:
  1. W rondelku gotujemy wodę lub odmierzamy zagotowaną z czajnika, dodajemy płatki owsiane.
  2. Zagotowujemy na średnim ogniu, uważając, aby nie wykipiała (bo owsianka jakoś tak bardzo lubi). Następnie gotujemy ok. 5 min na małym ogniu. 
  3. Płatki nie wchłoną całej wody, dopiero w ciągu nocy napęcznieją. Zdejmujemy z gazu, odstawiamy.
RANO:
  1. Podgrzewamy owsiankę na małym ogniu, mieszając uważnie (można dodać 3-4 łyżki mleka, chociaż nie jest to konieczne). Jeśli dodajemy aromat lub stewię, najlepiej zrobić to teraz, bo dużo łatwiej rozmiesza się je w rondelku niż później w misce.
  2. Dodajemy tahini, dokładnie mieszamy.
  3. Owsiankę przekładamy do miski.
  4. Posypujemy posiekanymi pistacjami.
Smacznego!
Anna