Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lipca 2014

Prawie kolumbijska zupa z czerwonej fasoli, papryki i ziemniaków

Zupa prawie kolumbijska, bo zamieniłam kilka składników na takie, które są łatwiej dostępne w Polsce. Zupa jest sycąca, ma aromatyczną mieszankę przypraw, a co najlepsze, podaje się ją z pieczonymi ziemniakami. Brzmi interesująco? :)


Ostatnio mam mniej wolnych chwil, żeby uważnie śledzić wszystkie przepisy, które aktualnie podbijają całą blogosferę. Teraz sytuacja wygląda tak, że jeśli znajdę jakiś przepis, który mi się podoba, od razu myślę kiedy by go wykorzystać. Sprawdzam, czy mam pod ręką potrzebne składniki i zabieram się za przygotowywanie dania zanim zapomnę, że w ogóle chciałam je wypróbować.


Przestałam gromadzić zakładki z przepisami "na później", bo przekonałam się już, że takie odkładanie na nie wiadomo kiedy jest bezsensowne. Dlatego właśnie przepis z tej strony przeszedł taką metamorfozę: gotowałam fasolę jednak oddzielnie (bo kiedy trafiłam na ten przepis miałam już gar ugotowanej czerwonej fasoli), zamieniłam plantany warzywne na ziemniaki pieczone w piekarniku, bo podobno plantany są mączyste i smakują podobnie do naszych kartofelków. Nie wiem, wierzę na słowo, sama nie miałam okazji spróbować takich zielonych, warzywnych bananów-plantanów.


Poza tym, zamiast świeżej kolendry użyłam polskiej pietruszki, bo gdzie bym tak w momencik wynalazła przyprawę, o której pisali w oryginalnym przepisie? W ten sposób powstała moja przeróbka tej kolumbijskiej potrawy, czyli właśnie zupa prawie kolumbijska. Idealna na zimniejsze dni, dobrze sprawdzi się w roli większej zupy na obiad czy bardziej krzepiącej kolacji po długim dniu. Pycha! 



Prawie kolumbijska zupa z czerwonej fasoli, papryki i ziemniaków

Składniki:
  • 1 szkl. suchej czerwonej fasoli
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • 3 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 1/2 czerwonej papryki, pokrojonej w drobną kostkę
  • 1 zielona papryka, pokrojona w drobną kostkę
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 1 liść laurowy
  • 2 łyżki suszonej włoszczyzny
  • 1 łyżka oleju
  • 6 szkl. gorącej wody
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • sól i pieprz do smaku
  • posiekana świeża pietruszka do podania


  • 2-3 średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w ósemki
  • 1 łyżka oleju
  • sól

  1. Fasolę namaczamy i odstawiamy na noc LUB zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na godzinę. Po namoczeniu jedną lub drugą metodą, odsączamy fasolę, dokładnie płuczemy i zalewamy świeżą wodą. Zagotowujemy i trzymamy na małym ogniu aż fasola zmięknie (ok. 1-1,5 h).
  2. Kiedy fasola jest już miękka (może się nawet zacząć trochę rozklejać), zdejmujemy ją z ognia i odcedzamy.
  3. W dużym garnku rozgrzewamy 1 łyżkę oleju, podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę (ok. 3-5 min).
  4. Do garnka dodajemy pokrojone drobno papryki i wyciśnięte ząbki czosnku. Trzymamy na średnim ogniu i mieszamy co jakiś czas, żeby nie zaczęły przywierać (ok. 5 min).
  5. Dodajemy przyprawy (kumin, oregano, suszoną włoszczyznę i liść laurowy). Dodajemy ugotowaną i odsączoną fasolę. Dokładnie mieszamy.
  6. Do garnka wlewamy 6 szklanek wody, zagotowujemy. Następnie zmniejszamy ogień i gotujemy zupę na niewielkim ogniu przez 1 godzinę.
  7. Po tym czasie dodajemy koncentrat, sól i pieprz.
  8. Zupę podajemy z pieczonymi ziemniakami i świeżą pietruszką.
     
Żeby przygotować ziemniaki:
  1. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza (ja ustawiam na grzanie tylko z góry i piekę na najwyższej półce w piekarniku).
  2. Pokrojone ziemniaki obtaczamy w 1 łyżce oleju i posypujemy solą. Układamy na wyłożonej folią lub papierem blasze i wkładamy do uprzednio nagrzanego piekarnika.
  3. Pieczemy ziemniaki w piekarniku aż się zezłocą (ok.15-20 min).
Smacznego!
Anka

sobota, 5 kwietnia 2014

Śniadanie z tofu w roli głównej

Jakie lubicie śniadania? Na słono, na słodko? A może wypijacie tylko szybką kawę albo herbatę i wybiegacie z domu? Dla nas śniadanie to zazwyczaj okazja, żeby z zjeść coś słodkiego - no bo w końcu śniadanie to ważny posiłek, który ma dostarczyć energii na cały dzień, więc sensowniej zjeść jakiegoś łakocia właśnie rano, a nie np. po obiedzie albo pod wieczór. Każda wymówka dobra ;) Na śniadaniach u Roślinożerców najczęściej królują więc muffiny, owsianki, placki albo po prostu ciasta. Czasem jednak przychodzi nam ochota na coś innego, najlepiej z udziałem warzywek. Można wtedy zrobić jedną z past do chleba albo... smażone tofu z dodatkami. 


Potrawa, którą chcemy dziś zaproponować, bywa często nazywana tofurnicą, bo ma przypominać smakiem jajecznicę. Konsystencja jest podobna, kolor też (dzięki dodatkowi kurkumy), jednak dla fanów niewegańskiego jedzenia będzie to coś zupełnie innego. Dlatego zachęcamy, by dać szansę wyjątkowemu smakowi tofu, wzbogacając go dodatkami według własnej fantazji.

Zestaw obowiązkowy to kurkuma, cebula i czosnek, oprócz tego świetnie sprawdzają się pieczarki. Możecie nawet użyć mieszanki warzyw z mrożonki (lub nie). Powstanie ciepłe, pożywne i bogate w składniki odżywcze śniadanie. Idealne na dobry początek weekendu. Można je podać w towarzystwie drobno posiekanego szczypiorku i innych świeżych warzyw. Mniam!



Tofurnica

Składniki:
  • 1 kostka tofu (180 -200 g), drobno pokrojonego
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżka kuminu
  • kilka łyżek wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól, pieprz

Z pieczarkami:
  • 5-6 średnich pieczarek, obranych, pokrojonych w plasterki i podsmażoych

Z mieszanką warzywną:
  • 200 g mieszanki warzyw, np. papryki, brokuła, marchewki i ziemniaków
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich



Przygotowanie:

  1. Tofu rozdrabniamy widelecem.
  2. Rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, aż zmięknie.
  3. Dodajemy rozdrobniony czosnek, krótko smażymy.
  4. Na tym etapie dodajemy pieczarki (smażymy, aż zbrązowieją) albo mieszankę warzywną (mieszamy, aż warzywa zmiękną). 
  5. Dodajemy rozdrobnione tofu, solimy, wsypujemy kurkumę, dokładnie mieszamy. Dodajemy pieprz i ewentualnie inne przyprawy, jeśli lubimy (może to być np. łyżeczka curry).  
  6. Jeśli tofurnica zacznie się przyklejać, dodajemy kilka łyżek wody.
  7. Kiedy wszystko ładnie się połączy, nasze danie jest już gotowe. Można serwować domownikom i zajadać.
Smacznego!
Magda & Anka





niedziela, 30 marca 2014

Kolorowa sałatka na przednówek

Wiosna już niby przyszła, ale na prawdziwe wiosenne warzywa trzeba będzie jeszcze poczekać. Można już co prawda kupić "nowalijki", ale takie przedwczesne rzodkiewki i ogórki nie wyglądają zbyt zachęcająco, no i smaku mają niewiele. Co nie znaczy, że nie ma się ochoty na surówki i sałatki, w których będą smacznie chrupać różne warzywka, których teraz jak na lekarstwo. 


Okazuje się, że używając łatwo dostępnych składników można wyczarować sałatkę, która jest prawdziwą feerią kolorów. Bazę stanowi pozornie mało atrakcyjna, często niedoceniana kasza jęczmienna, którą przeważnie traktujemy tylko jako dodatek do sosów i innych gorących dań. Tymczasem, zamiast spychać kaszę jęczmienną w kąt talerza, warto dać jej pole do popisu i uczynić ją główną bohaterką potrawy. Kasza jednak, mimo swoich odżywczych walorów (dużo błonnika! witaminy z grupy B! węglowodany złożone!), nie oszałamia kolorem, skąd więc wezmą się barwy w naszej sałatce? 


Czerwona fasola, pomarańczowa marchewka i dużo zieleniny - i już! Do sosu nie potrzeba wiele składników, bo właściwie to bardziej oliwa i przyprawy, dlatego warto zainwestować w dobrą oliwę extra virgin. Limonkę można zastąpić cytryną, albo pomieszać delikatny sok z limonki z cytrynowym. Co do fasoli, najlepiej ją samemu namoczyć i ugotować, bo tak przygotowana fasola jest delikatniejsza i nie zawiera tyle soli, ile taka z puszki. No ale gdy czasu brak, ostatecznie można się poratować puszką gotowej fasoli ;) W końcu nie ma co czekać, żeby zjeść taką pyszną sałatkę!

Kolorowa sałatka z kaszy jęczmiennej z czerwoną fasolą
Moja wersja tego przepisu


Składniki:
  • 1/2 szkl. suchej kaszy jęczmiennej (drobnej)
  • 1 szkl. suchej czerwonej fasoli (albo ok. 3 1/2 szkl ugotowanej)
  • 3-4 średnie marchewki
  • 1 pęczek szczypiorku
  • 1 pęczek pietruszki
Sos:
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 łyżki soku z limonki (albo 2 łyżki soku z cytryny i 1 łyżka soku z limonki)
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 rozgnieciony ząbek czosnku
  • sól i pieprz do smaku 
Do podania
  • liście szpinaku (lub sałaty)

Przygotowanie:
  1. Fasolę namaczamy poprzedniego dnia, a następnie gotujemy z liściem laurowym do miękkości.
  2. Gotujemy kaszę: w rondelku zagotowujemy szklankę wody, a gdy zawrze, solimy i wrzucamy kaszę. Mieszamy i gotujemy pod przykryciem na bardzo małym ogniu, aż kasza wchłonie całą wodę. Studzimy.
  3. Drobno siekamy pietruszkę i szczypiorek.
  4. Marchewkę kroimy bardzo drobno w zapałkę, albo wycinamy wstążki za pomocą obieraczki do warzyw (albo ścieramy na tarce, jeśli brakuje nam zapału ;) ).
  5. Kaszę mieszamy ze składnikami sosu, starając się jak najdokładniej rozmieszać kumin. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku - soli potrzeba dość sporo, ale najlepiej dodawać ją po trochu.
  6. Do kaszy dodajemy zieleninę, dokładnie mieszamy.
  7. Dodajemy fasolę i marchewkę, mieszamy.
  8. Dobrze jest sałatkę schłodzić w lodówce, np. przez noc, żeby smaki się przegryzły.
  9. Podajemy na liściach szpinaku lub sałaty.



Smacznego!
Magda

poniedziałek, 10 marca 2014

Soczewicowe pie na PI DAY

Komu się udało i trafił na którymś etapie edukacji na rozgarniętego nauczyciela/nauczycielkę matematyki, który potrafił zainteresować i wytłumaczyć, zamiast skutecznie zniechęcać? Ja miałam farta w podstawówce i gimnazjum, i wtedy zajęcia z matematyki były jednymi z moich ulubionych lekcji (no bo najciekawszy był angielski, to chyba oczywiste ;) ). Teraz moje umiejętności z zakresu algebry i arytmetyki są mniejsze, niż kiedy byłam w gimnazjum, ale jak tylko odkryłam, że istnieje Dzień Liczby Pi, stwierdziłam, że co jak co, ale takie święto to ważne święto i koniecznie trzeba je uczcić!


I łącząc moje dwa ulubione przedmioty, czyli angielski i matematykę, Pi Day postanowiłam uczcić piekąc tradycyjne staropolskie PIE, czyli okrągły placek, na przykładzie którego można zainteresowanym zobrazować jakie zastosowanie ma magiczna liczba 3,14.

I tak, 14 marca (w amerykańskim systemie zapisywania dat 3/14), czyli w PI DAY, pie pokrzepi nas chrupiącym kruchym ciastem i sycącym soczewicowo-warzywnym nadzieniem, a rozważania nad liczbą i dostarczą pożywki naszemu intelektowi! Same plusy!


Soczewicowe pie na Pi Day

Składniki:

Spód:
  • 3 szkl. mąki
  • 1/2 szkl. tłuszczu, np.:
    • 3 łyżki oleju kokosowego
    • 2 łyżki oliwy
    • 3 i 1/3 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 łyżeczki octu jabłkowego, zmieszane z 1/2 szkl. zimnej wody (+ dodatkowo ok. 4 łyżek zimnej wody, jeśli ciasto nie chce się zagnieść)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
Nadzienie:
  • 1 szkl. suchej zielonej soczewicy, namoczonej i ugotowanej
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 1 drobno posiekana marchewka
  • 1 drobno posiekana łodyga selera naciowego
  • 3 rozdrobnione ząbki czosnku
  • 1 upieczona, obrana ze skórki i drobno pokrojona czerwona papryka 
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/2 - 1 łyżeczka chilli
  • świeżo zmielony pieprz do smaku
  • 1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki
  • 400 g pomidorów puszki
  • ok. 3 łyżek koncentratu pomidorowego (80 g)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej zmieszane z 4 łyżkami zimnej wody 
 
  • 1 łyżeczka mąki pszennej

Przygotowanie:

Spód:
  1. W misce mieszamy suche składniki.
  2. Do wymieszanych suchych składników dodajemy stopniowo olej, po 2-3 łyżki na jeden raz. Za każdym razem dokładnie mieszamy widelcem, aż powstaną grudki.
  3. Następnie po trochu dolewamy wodę, nadal mieszając ciasto widelcem.  Jeśli ciasto nie chce się zamienić w zwartą kulę, dodajemy dodatkowe 4 łyżki wody. Nie ugniatamy ciasta na siłę, bo będzie bardzo twarde!
  4. Zagniecione ciasto zawijamy w folię lub zamykamy w szczelnym pojemniku i chłodzimy przez min. 30 min w lodówce)
  5. Kiedy ciasto się schłodzi, wyciągamy je i czekamy ok. 15 min aż dojdzie do temperatury pokojowej.
  6. 2/3 porcji ciasta rozwałkowujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykładamy do formy na tartę/tortownicy o średnicy ok. 24 cm. Pozostałą 1/3 schłodzonego ciasta odkładamy.
  7. Nagrzewamy piekarnik do 220 st.
  8. Do nagrzanego piekarnika wkładamy formę z wywałkowanym spodem z ciasta i pieczemy 10-15 min. Wyciągamy z piekarnika.

Nadzienie:
  1. Podsmażamy cebulę i marchewkę ok. 10 min, aż zmiękną.
  2. Dodajemy czosnek i krótko podsmażamy (ok. 1 min).
  3. Dodajemy pieczoną paprykę, pokrojoną w drobną kostkę.
  4. Dodajemy ugotowaną soczewicę. Dokładnie mieszamy.
  5. Wsypujemy przyprawy
  6. Do nadzienia dodajemy pomidory w puszce i koncentrat, mieszamy.
  7. W oddzielnym naczyniu (np. filiżanka) bardzo dokładnie mieszamy 2 łyżki mąki ziemniaczanej z 4 łyżkami ZIMNEJ wody. 
  8. Mieszaninę mąki ziemniaczanej i wody wlewamy do nadzienia, mieszamy
PIE:
  1. Upieczony spód prószymy z wierzchu ok. 1 łyżeczką mąki pszennej.
  2. Gotowe nadzienie wykładamy na podpieczony spód.
  3. Odłożoną wcześniej 1/3 spodu wałkujemy, aż powstanie wystarczająco duże koło, żeby przykryć cały placek.
  4. Kiedy mamy już wywałkowaną taką "przykrywkę", wycinamy w niej symbol liczby pi (krok szczególnie ważny dla wszystkich fanów matematyki i PI DAY!) i ew. skrapiamy z wierzchu odrobiną oleju/oliwy.
  5. Przykryty pokrywką z ciasta placek pieczemy 25-35 min w piekarniku nagrzanym wcześniej do ok 220 st. Jeśli placek zrumieni się mocno z wierzchu, można go w trakcie pieczenia owinąć folią aluminiową, żeby nie zaczął się przypalać.

Takie pie wręcz prosi się o towarzystwo czerwonego wina, którym można wznieść toast za Archimedesa, który jako pierwszy oszacował wartość liczby pi jako 3,14 (o Wielka Wikipedio!) ;)


Smacznego!
Anka

niedziela, 9 lutego 2014

Chrupiące tofu w pikantnej panierce

Z tofu trzeba się zaprzyjaźnić, bo przy pierwszym spotkaniu raczej nie zachwyca. Tofu niewiele ma swojego smaku, jest raczej neutralne, czytaj - nudne. Ale to właśnie ten delikatny smak tofu jest jego największą zaletą. 


Tofu bowiem idealnie nadaje się do kulinarnych eksperymentów, bo przyjmie właściwie każdy smak, jaki mu zadamy. Bardzo ładnie napisała o tym Agnieszka Kręglicka, dodając - co istotne - że nie warto tofu traktować jako zamiennika mięsa. Tofu niczego nie musi udawać, bo jest fajne samo w sobie. Trzeba tylko dobrać mu odpowiednie towarzystwo :)


Przy zakupie tofu warto zwrócić uwagę na jego strukturę i wygląd - nie dajcie się zwieść szarawej mazi, sprzedawanej w takich samych pudełeczkach jak pasztet sojowy. Tofu można też oczywiście zrobić w domu, wymaga to jednak poświęcenia czasu, a serek, który powstanie, najczęściej ma raczej sypką konsystencję (przynajmniej takie są nasze doświadczenia). Do przepisu poniżej jest nam natomiast potrzebne tofu zwarte i sprężyste. Nie będziemy polecać żadnej konkretnej marki, ale zachęcamy do poszukiwań na własną rękę - tofu można już dostać nie tylko w sklepach z żywnością ekologiczną, ale i w sieciowych supermarketach.

Chrupiące tofu w pikantnej panierce
(porcja dla 2 osób)

przepis to moja wersja tego przepisu

Składniki:
  • 200 g tofu
Panierka:
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego
  • 6 łyżek wody
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/2 łyżeczki cynamonu 
  • 1 łyżeczka soli
  • ok. 1/2 szkl. bułki tartej
Tofu odsączyć z zalewy, owinąć czystą ścierką i obciążyć (np. grubym słownikiem).


Zostawić na co najmniej pół godziny, a najlepiej na dłużej. Chodzi o to, żeby odcisnąć cały płyn i uzyskać elastyczną, gąbczastą teksturę.
W miseczce rozmieszać siemię lniane z wodą. Po chwili mieszanina zgęstnieje, tworząc żelowatą zawiesinę.
Tofu pokroić na paluszki szerokości ok. 1,5-2 cm i długości 4-5 cm. Oczywiście, nie o to chodzi, żeby biegać z linijką :). Ważne, żeby paluszki wygodnie było obtaczać w panierce, a potem pałaszować.


W głębokim talerzu zmieszać wszystkie składniki panierki. Może być potrzebne nieco mniej lub więcej bułki tartej, zależy od liczby paluszków. Jeśli trochę bułki zostanie, nic straconego: spokojnie możecie ją zapakować do pudełka i schować w lodówce, do wykorzystania kolejnym razem.


Każdy paluszek zanurzyć najpierw w miseczce z siemieniem,


a potem w bułce tartej z przyprawami. Obtoczyć tak, żeby jak najwięcej panierki przyczepiło się do tofu.


Tak przygotowane paluszki ułożyć na blasze wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 st. Celsjusza, aż paluszki się zrumienią (ok. 20 minut).
Paluszki smakują pysznie z keczupem, w towarzystwie podpieczonych ziemniaków czy pieczonego kalafiora. Oczywiście, możecie podać paluszki z czym Wam kulinarna dusza dyktuje :)


Można też paluszki usmażyć na rozgrzanym oleju, jest wtedy trochę więcej zabawy z obracaniem paluszków i pilnowaniem, żeby panierka przy tym nie odpadła.

Smacznego!
Magda

niedziela, 1 grudnia 2013

Curry na dłuuugi tydzień

Bardzo lubię gotować, jak nie muszę, a nie lubię gotować, jak muszę. Są takie dni, jak na przykład niedziela wieczorem, kiedy na myśl o przygotowaniu obiadu na następny dzień, żaden dobry pomysł nie przychodzi do głowy. Chciałoby się, żeby w jakiś tajemniczy sposób obiad zrobił się sam ;-) Takich zaklęć nie znam, ale za to mogę podać sprawdzony patent na obiad: curry!


Piszę „patent”, bo curry to przepis-baza, można je robić chyba ze wszystkiego: brukselki, cieciorki, kalafiora, grochu, gotowej mieszanki warzywnej a nawet i z samych ziemniaków!  Nie ma jednego "właściwego" przepisu na curry, jego wersje różnią się w zależności od kraju, regionu, a pewnie nawet od domu. "Curry" znaczy po prostu sos, a w kuchniach krajów południowej Azji warianty sosów z mieszanką przypraw, którą na Zachodzie bezceremonialnie podpisuje się "curry", są po prostu niezliczone. Więc i my możemy tworzyć własne wersje, bo curry to nie suflet, nie zawiedzie nas i pokazowo nie siądzie po wyjściu z piekarnika :P


Zasada jest zawsze ta sama: na oleju (rzepakowym, ryżowym albo kokosowym – raczej nie na oliwie lub oleju słonecznikowym, bo tłuszcz musi się nadawać do dłuższego smażenia) podsmażamy przyprawy; zestaw może się różnić, podstawa to kumin, kurkuma, gotowa mieszanka curry, imbir (najlepiej świeży), może też być kolendra, gorczyca (najlepiej czarna). Wszystkie te dziwne przyprawy powinny być dostępne w lepiej zaopatrzonych sklepach ekologicznych albo w sklepach typu "kuchnie świata". Do curry świetnie pasują wszystkie ostre papryki, ale je dodajemy na samym końcu, inaczej zgorzknieją.


Następnie wrzucamy warzywa (np. brukselkę, ugotowaną cieciorkę itd.), mieszamy, aż oblepi je tłuszcz z przyprawami, a po chwili dolewamy trochę wody i przykrywamy garnek. Kiedy wszystko już się razem poddusi, dolewamy po trochu wody, w zależności od tego, jak gęsty sos chcemy uzyskać. Trzymamy na małym ogniu, mieszając od czasu, bo curry lubi się przyklejać.
Gotujemy, aż warzywa zmiękną: zależnie od rodzaju warzyw i wielkości kawałków, trwa to od 10 do 20 minut. W wypadku wcześniej ugotowanej ciecierzycy, ten etap odpada – wystarczy pogotować chwilę, aby smaki się przeniknęły.

Jeśli chcemy wzbogacić konsystencję sosu, możemy na koniec dodać ok. 1/2 szklanki czerwonej soczewicy (porcja na curry z 2 szkl. warzyw), i dolać jeszcze wody (1,5 - 2 razy objętość soczewicy).
W wersji luksusowej można dodać jeszcze mleka kokosowego, a powstanie kremowy sos.
Curry podajemy z ryżem basmati albo zwykłym, kaszą jęczmienną lub nawet jaglaną (nieortodoksyjnie :) ). A bardziej klasycznie to z placuszkami pita, ewentualnie z chlebem, a wersji fusion nawet z grillowanymi tortillami.


Curry aż kusi, by poeksperymentować z przeróżnymi warzywami (albo ich kombinacjami), robi się szybko, dobrze się podgrzewa, wspaniale rozgrzewa i dodaje energii, bo ma dużo ostrych przypraw. A do tego, można do niego użyć nawet gotowej mieszanki warzyw i efekt też będzie wcale niezły. Nasz wariant z klasycznym curry ma być może tyle wspólnego co ryba po grecku (o której nikt w Grecji nie słyszał :) ), ale jest naprawdę dobrym pomysłem na szybki i pełnowartościowy posiłek.

 

Curry warzywne

4 duże porcje

Składniki:

  • 1-2 łyżki oleju
  • 2 łyżeczki czarnej gorczycy
  • 4 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 3 łyżeczki curry
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka rozgniecionych nasionek kolendry
  • 1 szkl. czerwonej soczewicy (przepłukanej wodą i odcedzonej)
  • 2 szkl. gorącej wody
  • 5 szkl. mieszanki warzywnej
  • sól
  • +/- 1/2 szkl. wody

Wykonanie:

  1. Rozgrzewamy olej i prażymy na nim gorczycę.
  2. Do uprażonej gorczycy dodajemy czosnek, curry, kumin, kurkumę i kolendrę. Krótko podsmażamy.
  3. Dodajemy warzywa i podsmażamy, aż będą miękkie.
  4. Dodajemy czerwoną soczewicę i wodę. Mieszamy
  5. Podgrzewamy na niedużym ogniu ok. 15 min, mieszając od czasu do czasu. 
  6. Jeśli soczewica nie zmiękła, a curry zaczyna mocno przywierać do dna, dodajemy po trochu wody.
  7. Podajemy z ryżem basmati, ryżem brązowym albo białym.
Można spakować do pudełek i zabierać do pracy. Curry dobrze się podgrzewa, rozgrzewa i dodaje energii, bo ma dużo ostrych przypraw.

Smacznego!
Magda

niedziela, 17 listopada 2013

Pachnący ryż basmati z soczewicą i skarmelizowaną cebulą

Ekspresowe danie na obiad, które świetnie się przechowuje i odgrzewa, nawet w mikrofali. Brzmi interesująco? ;)


Mogłabym jeść taką mamałygę właściwie codziennie. Dlaczego mamałygę? Otóż potrawa niestety do najbardziej fotogenicznych nie należy, ale jak się jej spróbuje... Kiedy robiłam ją pierwszy raz, pod koniec przygotowywania zajrzałam do garnka i zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy wszystko zrobiłam poprawnie, bo danie wyglądało dość dziwnie. Bura breja. Kto by to by chciał coś takiego jeść?

Okazuje się jednak, że w przypadku tej konkretnej potrawy pozory naprawdę mylą, bo mieszanka przypraw, soczewica i pieczone krążki cebuli tworzą cudowne, pachnące i sycące danie. Kombinacja smaków przywodzi na myśl Indie, więc można sobie wyobrażać, że za oknem wcale nie szary polski listopad, tylko 30 stopni i ostre słońce.

Przeważnie serwuję to danie na świeżych liściach szpinaku, czasem z pomidorami. W miejsce czerwonej soczewicy, którą podaję w przepisie, można też użyć soczewicy zielonej, a zamiast białego ryżu basmati, wziąć tyle samo brązowego (pamiętając przy tym, że ryż brązowy będzie się gotował znacznie dłużej, więc pewnie trzeba będzie w trakcie gotowania dodać trochę wody).

Przepis pochodzi z mojej ukochanej książki kucharskiej, w której przemyślnie nie zamieszczono zdjęcia tego dania. No cóż, ja zaryzykuję :P


Pachnący ryż basmati z soczewicą i skarmelizowaną cebulą

około 6-8 porcji obiadowych

Składniki:

  • 1 kg cebuli (ok. 3 duże cebule)
  • 4 łyżki oliwy
  • 1 szklanka ryżu basmati, dokładnie przepłukanego wodą i odcedzonego
  • 1 szklanka czerwonej soczewicy, dokładnie przepłukanej wodą i odcedzonej
  • 1 laska cynamonu lub ok. 2 łyżeczek mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki roztłuczonego w moździerzu ziela angielskiego
  • 1½ łyżeczki mielonego kuminu
  • sól do smaku

Przygotowanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do 220 st. Cebulę kroimy w cienkie krążki. Blaszkę do pieczenia wykładamy folią aluminiową, układamy na niej krążki cebuli, które polewamy oliwą (można też cebulę wcześniej "wytaplać" w oliwie w oddzielnym naczyniu). Pieczemy cebulę, aż zrobi się złoto-brązowa, a w niektórych miejscach nawet przypalona. Kiedy uznamy, że jest gotowa, wyciągamy z piekarnika i odstawiamy.
  2. W garnku zagotowujemy 4 szklanki wody. Dodajemy przyprawy (poza solą), a potem ryż i soczewicę.
  3. Gotujemy aż soczewica i ryż zmiękną (ok. 15 min), mieszając ostrożnie od czasu do czasu.
  4. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy. Wyciągamy laskę cynamonu. 
  5. Podajemy ze szpinakiem, układając na nim najpierw ryż z soczewicą, a na wierzchu skarmelizowaną cebulę.

Smacznego!
Anka