Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piekarnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piekarnik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 kwietnia 2017

Wegański mazurek z kremem cytrynowym

Co ma wspólnego weganizm z foodsharingiem?

Pozornie niewiele. A jednak jakoś tak to działa, że im bardziej zaczynamy przyglądać się temu, co jemy i jak jemy, tym bardziej poszerza się nasz sposób widzenia. 


Każdy, kto zaczyna przygodę z weganizmem, nagle uważniej czyta etykiety, by wśród długiej litanii składników wyłapać "serwatkę w proszku", "białka jaja" i tym podobne. Z czasem nasze oko wychwytuje składniki takie jak "olej palmowy" lub niesprecyzowane "oleje roślinne". Przeglądając wegańsko-wegetariańskie fora i grupy, nie sposób nie zauważyć informacji o tym, jak rzeczony olej jest pozyskiwany, jaki ma to wpływ na środowisko i życie mieszkańców. Potem gdzieś zaczynają się przewijać wiadomości o produkcji orzechów nerkowca, a może też bananów, i już nie ma odwrotu, bo tych informacji nie da się zapomnieć. 



Czy da się kupować i konsumować zupełnie "etycznie"? Pewnie nie, bo nie zawsze mamy dostęp do kompletu informacji, a czasem może okazać się, że choć sam produkt jest w 100% roślinny, to warunki pracy przy jego wytwarzaniu trudno nazwać zrównoważonymi. Czy to znaczy, że mamy na wszystko machnąć ręką, bo zawsze przyczyniamy się trochę do niesprawiedliwości na świecie? Ja jakoś tak nie sądzę i wydaje mi się, że jeśli mogę coś minimalnie zmienić na lepsze, to warto, nawet jeśli mam świadomość, że na wiele innych rzeczy nie mam wpływu. 
I właśnie takie myślenie zaprowadziło mnie w grudniu zeszłego roku do Ambasady Krakowian na spotkanie pod hasłem "For the Love of Food", poświęcone jedzeniu, a konkretniej temu, jakie są ekologiczne i społeczne skutki wyborów, których dokonujemy przy kupowaniu żywności.


W trakcie tego wieczoru dowiedziałam się o inicjatywie Foodsharing Kraków, której celem jest przeciwdziałanie marnowaniu jedzenia. Na zadane w trakcie prezentacji pytanie "Czy ktoś z was wyrzucił kiedyś jedzenie" niestety musiałam odpowiedzieć twierdząco. Zawsze było mi bardzo głupio, kiedy zrobiłam zakupy na wyrost, albo przetrzymałam warzywa w lodówce tak długo, że nie dało się z nimi już nic zrobić. Staram się robić przemyślane zakupy, ale czasami mam problem z tym, żeby samej wszystko przetworzyć. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że jest w Krakowie miejsce, gdzie mogę przynieść nadmiar jedzenia (na przykład: selera naciowego, z którego ja zużyję tylko dwie-trzy łodygi, pół główki kapusty, połowę cytryn "bio" sprzedawanych w paczkach po pół kilo, i tak dalej), bardzo się ucieszyłam, bo było to idealne rozwiązanie w mojej sytuacji. Pomyślałam też, że jeśli jest jakaś idea, pod którą mogłabym się bez wahania podpisać obiema rękami (i nogami też ;)), to jest to właśnie dzielenie się jedzeniem, aby nic się nie zmarnowało. 


W styczniu pojawiło się na fb ogłoszenie, że Foodsharing Kraków poszukuje wolontariuszy. Zastanawiałam się tylko chwilę, zanim się zgłosiłam. Do lodówki na Długiej 9 czasami coś zanoszę, a czasem coś z niej zabieram.

A już we wtorek i środę po Świętach zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji, którą Foodsharing Kraków współorganizuje z Zupa na Plantach, ŻyWa Pracownia, Sant'Egidio Kraków, Fundacja Po Pierwsze Człowiek, Wytwórnia i All In Card. Będziemy zbierać jedzenie, które pozostanie Wam na świątecznych stołach. My przekażemy je potrzebującym. Więcej o akcji możecie poczytać tutaj: https://www.facebook.com/events/1338558416193737/.
Jadłodzielnia, czyli punkt foodsharing w Krakowie znajduje się przy ulicy Długiej 9 (korzystamy z gościnności Jordan Caffe).

Z okazji Świąt i na co dzień życzę sobie i Wam świadomych zakupów, a także dzielenia się jedzeniem :) A w ramach świątecznego akcentu zapraszam na mazurek cytrynowy, który rok temu przygotowywałyśmy na wielkanocnych warsztatach gotowania.


 Wegański mazurek z kremem cytrynowym (lemon curd)

Składniki:

Na spód:

  • 150 g mąki
  • 60 g oleju kokosowego
  • 1/4 - 1/3 szkl. zimnej wody
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (można pominąć)
  • szczypta soli


Na krem:

  • 1 1/4 szkl. soku z cytryny (zależnie od soczystości cytryn, potrzeba ich około 1 kg)
  • 1 szkl. cukru (można zastąpić ksylitolem)
  • 2 łyżki skórki otartej z cytryny
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżki mleka kokosowego
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki mąki z ciecierzycy


Przygotowanie:

Spód:
  1. Mąkę mieszamy z solą i proszkiem do pieczenia.
  2. Mieszaninę mąki, soli i proszku rozcieramy z olejem kokosowym, aż powstaną "grudki" ciasta. Stopniowo dodajemy wodę, szybko zagniatamy spód.
  3. Zagnieciony spód zawijamy w folię lub wkładamy do szczelnego pojemnika i chłodzimy przez ok. 30 min - 1 h.
  4. Po tym czasie spód rozwałkowujemy na ok 4 mm grubości i wykładamy do formy o średnicy 22 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Rozwałkowany spód nakłuwamy widelcem.
  5. Piekarnik nagrzewamy do 200 st.
  6. Pieczemy spód w nagrzanym piekarniku przez 20 min.  Ma się upiec, ale nie musi się zbytnio zarumieniać.


Krem:
  1. Wybierając cytryny, warto zainwestować w te z upraw "bio", szczególnie, że będziemy wykorzystywać też skórkę.
  2. Cytryny myjemy i parzymy gorącą wodą. Na tarce ścieramy skórkę (nie potrzebujemy skórki z całego kilograma cytryn, ale nadmiar można zamrozić na inne okazje; a oskrobane cytryny łatwiej wyciskać, bo są bardziej miękkie).
  3. Sok wyciskamy do miseczki, cedzimy przez sitko, aby pozbyć się pestek.
  4. Podgrzewamy w rondelku sok i skórkę z cytryny razem z solą i cukrem, aż cukier zupełnie się rozpuści. 
  5. W oddzielnym rondelku rozgrzewamy olej kokosowy. Do rozgrzanego oleju kokosowego dodajemy mąkę z ciecierzycy, dokładnie mieszamy.
  6. Do mieszaniny oleju kokosowego i mąki z ciecierzycy dodajemy masę cytrynową. Przy pomocy trzepaczki bardzo dokładnie mieszamy, żeby nie powstały grudki.
  7. Dodajemy mleko kokosowe i gotujemy, aż masa zgęstnieje i zacznie "bąblować".
  8. Na upieczony i ostudzony spód wykładamy krem. Dekorujemy według uznania (na zdjęciu: plastry mandarynki).

Smacznego!
Magda i Anka

niedziela, 12 lutego 2017

Pyszna wegańska szarlotka

Dłuższy czas już nie pisałyśmy na blogu, a mi chodziły po głowie różne wyszukane przepisy, które "kiedyś" wypróbuję. Aż pewnego dnia zakupiłam kilogram jabłek, które nie były ani zbyt słodkie, ani soczyste, i musiałam wymyślić, co z nimi zrobić. Może przemycić je w cieście?


Przypomniało mi się, że swego czasu bardzo lubiłam piec krucho-drożdżową szarlotkę z przepisu, który Małgorzata Musierowicz podaje w "Całuskach pani Darling". Pomyślałam, że czemu by go tak nie zweganizować? Nie miałam pod ręką książki, ale z pomocą przyszły gugle: przepis znalazłam tutaj.



Na liście składników były masło i jajko. Masło zamieniłam na olej kokosowy, mnożąc jego wagę przez 0,8 (masło zawiera co najwyżej 80% tłuszczu, a olej kokosowy - 100%). Jajko postanowiłam zastąpić wodą z odrobiną oleju, bo w wypadku ciasta drożdżowego nie bardzo pasowało mi dodawanie siemienia lnianego, banana czy innych zamienników jajka. No i jeszcze nie miałam w domu drożdży świeżych, więc użyłam suszonych. 



Ciasto wyszło super, idealnie już za pierwszym razem, dlatego pomyślałam, że warto je puścić w świat :) Wyjątkowy smak nadaje mu oblanie jabłek maślaną masą karmelową. Masło zastąpiłam tutaj olejem kokosowym tłoczonym na zimno, ze względu na piękny zapach, jednak olej rafinowany też się nada. Do samego ciasta dodajemy tylko łyżeczkę cukru dla drożdży, a cała słodycz jest w nadzieniu. Proporcje są na dość małą tortownicę - 18 cm - dlatego jeśli używacie większej blaszki, zwiększcie ilość składników.



Pyszna szarlotka do leniwej weekendowej herbatki i nieśpiesznych pogawędek, nada się idealnie na czas, gdy zima zniechęca do wyjścia z domu i skłania do zwolnienia rytmu życia :)


Krucho-drożdżowa wegańska szarlotka
(na podstawie przepisu na Szarlotkę Bzowej Babuleńki)

Składniki (na tortownicę 18 cm):

Na ciasto: 

  • 150 g mąki pszennej
  • 7 g suszonych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 80 g oleju kokosowego (3/8 szklanki)
  • 2 łyżki wody + łyżeczka oleju kokosowego
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (12 g)

Na nadzienie:

  • 2 duże lub 3 średnie jabłka, obrane i pokrojone w kostkę
  • 100 g rodzynek
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki cukru brązowego (można dać mniej, bo rodzynki są już dosyć słodkie)


Przygotowanie:

Ciasto

  1. Do miski wsypujemy wszystkie suche składniki, dodajemy olej i wodę. Zagniatamy gładkie ciasto i odstawiamy.
  2. Nastawiamy piekarnik na temperaturę 180 stopni Celsjusza.

Nadzienie

  1. W rondelku rozgrzewamy olej kokosowy, dodajemy cukier i mieszamy, aż się rozpuści. Jeśli nawet cukier trochę się skawali, nie szkodzi - i tak roztopi się w pieczeniu.
  2. Dodajemy rodzynki, mieszamy. 
  3. Zdejmujemy rondelek z ognia, dodajemy jabłka i dokładnie mieszamy je z masą.


Ciasto + nadzienie

  1. Tortownicę o średnicy 18 cm wykładamy papierem do pieczenia.
  2. 2/3 ciasta cienko wałkujemy, a następnie wyklejamy nim spód i boki formy.
  3. Na ciasto wykładamy nadzienie.
  4. Pozostałą 1/3 ciasta wałkujemy i przykrywamy nim jabłka, zlepiając na brzegach pokrywkę z ciasta i boki.
  5. Tortownicę wstawiamy do nagrzanego piekarnika (180 stopni), pieczemy 35 min.
  6. Ciasto powinno być lekko zrumienione.
  7. Podajemy po ostudzeniu.


Smacznego!
Magda

czwartek, 22 grudnia 2016

10 przepisów, które zrobiłabym w te święta, gdybym miała czas :)

Bardzo lubię Gwiazdkę, więc zawsze się cieszę na adwent, światełka choinkowe i ogólnie na to, że pośrodku zimnicy i ciemnicy jest takie fajne święto. Każdy ma swoje ulubione bożonarodzeniowe tradycje, a u nas w domu zawsze najważniejszymi elementami przygotowań do Gwiazdki były różne ozdóbki/stroiki itp. oraz ŁAKOCIE.


W tym roku dalej się cieszę na święta, ale jakoś tak się poskładało, że nie mam tyle czasu i spokoju ducha na to, żeby porywać się na 12 potraw. Z drugiej strony, nigdy się na 12 potraw nie porywałam. 12 różnych rodzajów ciasteczek, to inna rozmowa ;) Najbliższe dni pokażą, co i ile uda się przygotować, ale na razie przejrzałam nasze przepisy pod kątem tego, co by się ładnie prezentowało na świątecznym stole.


Tak wybrałam 10 przepisów, które spełniają moje wigilijne i świąteczne wymogi. No więc:


Niezbyt czasochłonne ciasto, o ile nie liczyć namaczania maku. Zawsze można z robienia makowca zrobić rodzinną aktywność, że jedno zrobi jeden element, a drugie - drugi. W każdym razie powstaje ciasto z efektem wow :) 


Wypasiony, nieoszukany i nieopatrzony tofurniczek. Polewa do niego jest przepyszna, także powinien ująć nawet co bardziej niechętnych wegańskim wypiekom mięsożerców. Trzeba nagromadzić trochę składników, ale warto.


Niektórzy mówią, że muszą być uszka, ale ja znam kilka osób, które uszka uszkami, ale z braku czasu kleiły standardowo większe pierogi. Nie będziemy wytykać palcami ;) My robiłyśmy nasze pierogi z jarmużem, ale można i z bardziej tradycyjnym nadzieniem z grzybów, a co.


Dobry patent na niewielki upominek, który przynosi się idąc "w gości". Jeśli wpędza Cię w panikę wizja tłumaczenia wszystkim krewnym i znajomym Królika, co jesz, a czego nie, przygotuj porcję (albo i dwie) takich trufli, a zamkniesz usta wszystkim marudom :)


Nie chcesz się opychać tofu? Proszę bardzo, bezsernik z migdałów. Pyszny, wilgotny, dobrze się przechowuje. Trzeba się trochę naobskubywać namoczonych migdałów, ale poza tym robi się go dość szybko. A efekt wygląda kusząco, prawda?


Chcesz przygotować coś, co nie będzie udawało ryby/dzika? Może placek z nadzieniem warzywnym? Albo jeszcze lepiej: placki? Tak, żeby gości uraczyć mini pajami, a do tego michą dowolnej sałaty? Że nietradycyjnie? Może i tak, ale jak pysznie!


Niedawne odkrycie, więc może trochę monotematycznie, ale co tam. Ciasto jest pyszne i mega chałwowe. Trudno mi sobie wyobrazić coś bardziej rozpustnego, niż taki pachnący chałwą tofurnik. Mniam!


Ta sałatka ma takie kolory, że sama z siebie wygląda właściwie jak udekorowana choinka. Zielenina, rubinowe kulki granatu i złociste orzechy włoskie. Pyszna i wykwintna sałatka, którą fajnie jest podać do głównego dania (np. do małych pajów z czerwoną soczewicą ;) )


W wałkowaniu i wycinaniu ciastek jest coś świątecznego. Nie wiem, może to tylko moje wspomnienia z dzieciństwa tak wyglądają, ale wizja popołudnia wypełnionego wałkowaniem, wycinaniem i pieczeniem to dla mnie kwintesencja przedświątecznej krzątaniny. Ciekawe czy uda mi się tak powałkować w tym roku ;)


No cóż, może nie klasyczny element polskich świąt, ale właściwie, dlaczego by go takim niezbędnym elementem nie zrobić? Pachnące pięknie cytrusami i przyprawami korzennymi grzane wino to fajny dorosły element świąt. Nawet jeśli nie wystarczy zapału na makowce, tofurniki i inne placki, grzane wino może da się ogarnąć, bo pracy przy nim niewiele, a przyjemność duża :)

Miłych przygotowań świątecznych! Oby nie osiągnąć stanu, w którym marzy się o tym, żeby ten świąteczny bieg przez płotki się skończył ;)
Anka

środa, 14 grudnia 2016

Luksusowy tofurnik chałwowy (wegański!)

Czy lubicie przed Gwiazdka guglować przepisy i wymyślać świąteczne menu? Jeśli szukacie bez-sernika, którym sprawi, że Wasi goście pozostaną bez słów (i to dosłownie, bo z kolejnym kawałkiem ciasta w ustach), ten przepis na tofurnik nadaje się jak znalazł!



Całkiem niedawno Anka opublikowała przepis na tofurnik dyniowy, który upiekła z okazji moich urodzin. Tak się składa, że urodziny mamy w podobnym terminie, więc zaraz zaczęłam kombinować, jaki to tofurnik upiec jej w prezencie. Anka uwielbia chałwę i nigdy nie może uwierzyć, kiedy mówię jej, że mam jeszcze ledwie zaczęte pudełko chałwy w lodowce. Jak to? Nie zjadłaś? No a ja, chociaż naprawdę jestem slodyczowym łasuchem, chałwy zjem najwyżej kawałeczek do mocnej kawy, od czasu do czasu. Miałam więc zapas pistacjowej chałwy i tak wpadłam na pomysł, że chałwowy tofurnik to będzie właśnie to, co tygrysy polubią najbardziej.


Zaczęłam od szukania przepisu z dodatkiem tahini, która stanowi podstawę chałwy (oczywiście oprócz cukru). Żaden przepis mnie jednak nie przekonywał - tahini było za mało, i efekt wydawał mi się nie dość chałwowy. W końcu znalazłam fajny przepis na tofurnik z masłem orzechowym i pomyślałam, że masło mogę zastąpić tahini, które w sumie jest czymś w rodzaju masła z ziaren sezamu. Nie zauważyłam jednak jednego szczegółu: to był tofurnik na zimno, i nie miał żadnego składnika, który pozwoliłby masie ściąć się w piekarniku. W ostatniej chwili wpadłam więc na pomysł, że dodam mąki z ciecierzycy, która świetnie sprawdziła się w ankowym przepisie na tofurnik. Jako że była to, delikatnie mówiąc, dość spontaniczna decyzja (by nie rzec - rozwiązanie ostatniej szansy), tym bardziej się zdziwiłam, kiedy wyciągnęłam upieczony tofurnik, całkiem trzymający fason. A kiedy go spróbowałam - Anka świadkiem - zaskoczona powtarzałam: "On jest dobry, o rany, on jest naprawdę dobry!".


Bo jest DOBRY :) A do tego zdrowy, bo dzięki tahini i tofu zawiera solidną dawkę żelaza: jeden kawałek dostarcza 31% średniego dziennego zapotrzebowania na ten minerał. Oprócz tego tofurnik to słuszna porcja wapnia (40%  jw.), magnezu (39%) i cynku (39%). To co, zabieracie się już do pieczenia? ;)


Tofurnik chałwowy

Składniki (na 8 porcji)

Spód:
  • 3/4 szkl. mąki owsianej
  • 1,5 łyżki oleju kokosowego (odmierzonego na zimno)
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 2 łyżki zimnej wody

Masa:
  • 350 g tofu
  • 1 puszka mleka kokosowego (tylko stała część, po schłodzeniu)
  • 1/2 szkl. tahini
  • 1/4 szkl. syropu klonowego
  • 2 łyżki cukru
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 5 łyżek mąki z ciecierzycy
  • 100 g chałwy pokrojonej w kostkę

Polewa
  • 4-5 łyżek pokruszonej chałwy
  • 1 łyżka mleka roślinnego (np. sojowego)

Przygotowanie:

Ciasto
  1. Zaczynamy od przygotowania kruchego spodu. Widelcem lub palcami mieszamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba. 
  2. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  3. Tortownicę o średnicy 21-22 cm wykładamy papierem do pieczenia. Spód tortownicy wyklejamy ciastem, formujemy niewysoki rant.
  4. Ciasto podpiekamy przez 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni Celsjusza.
  5. Studzimy.
Masa
  1. Wszystkie składniki oprócz chałwy miksujemy w blenderze.
  2. Kiedy masa jest już gładka, dodajemy kawałki chałwy pokrojonej w kostkę i delikatnie mieszamy.
  3. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  4. Masę wylewamy na podpieczony spód.
  5. Pieczemy 35-45. Po 35 min sprawdzamy, czy masa jest nadal płynna, ewentualnie pieczemy jeszcze 10 minut. Gdyby wierzch tofurnika bardzo się spiekał, można go przykryć folią aluminiową.
  6. Upieczony tofurnik zostawiamy do wystudzenia.

Polewa
  1. Pokruszoną chałwę i mleko umieszczamy w rondelku. Podgrzewamy na niewielkim ogniu, mieszając, aż chałwa się rozpuści.
  2. Tak przygotowaną polewę wylewamy na ostudzony tofurnik. 
Smacznego!
Magda

środa, 23 listopada 2016

Muffiny dyniowe z polewą czekoladową (wegańskie!)

U nas dziś muffiny z dynią, ostatnim rzutem na taśmę, bo na chwilę przed rozpoczęciem adwentu i świątecznego szaleństwa. Właściwie to taki wypiek na okres przejściowy, bo zawiera i dynię (jesień), i przyprawę do piernika (święta). Więc jeśli chce się stopniowo, bez szoku nastroić do adwentu i Bożego Narodzenia, to takie dyniowe muffiny są idealne.


Inna sprawa, że jak się dołoży do jakiegokolwiek wypieku polewę z czekolady, to od razu zyskuje on i na urodzie, i na smaku. Nieważne czy wypiek jesienny, czy bożonarodzeniowy.


Także jak przekładacie jakąś zachomikowaną dynię z kąta w kąt, to właśnie przepis dla Was. Upieczcie dynię, tak jak Magda opisywała tutaj, a potem zmiksujcie ją na mus i zróbcie muffiny ;) 


Robiłam te muffiny już klika razy, podpierając się przepisem Isy z theppk.com. W międzyczasie nazwa isowej strony zmieniła się z theppk.com na isachandra.com, a przepis na dyniowe muffiny zaginał w internetowych odmętach przy przenosinach. Na szczęście po jakimś tygodniu się odnalazł, więc mogę podać link do przepisu, na którym się wzorowałam.


Ulepszyłam isowy przepis o tyle, że zmniejszyłam ilość cukru (znacznie) i oleju (trochę). Mimo to, muffiny są mięciutkie i spokojnie wytrzymują kilka dni, zanim zaczną podsychać i tracić walory. Pycha!

Muffiny dyniowe z polewą czekoladową

podpatrzone z isachandra.com

Składniki (na 12 muffinów):

Na muffiny:
  • 1 3/4 szkl. mąki
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 op. cukru waniliowego (16 g)
  • 1 łyżka proszku do pieczenia (tak, ŁYŻKA, taka duża jak do zupy)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 1/4 szkl. musu z dyni
  • 1/2 szkl. mleka + 2 łyżki
  • 1/4 szkl. oleju

Na polewę:

  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • kilka kropli aromatu waniliowego


Przygotowanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200C. 
  2. Dokładnie mieszamy suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon i przyprawę do piernika. 
  3. W oddzielnej misce mieszamy mus z dyni, mleko i olej (ja miksuję to wszystko blenderem, żeby powstała gładka masa).
  4. Mokre składniki dodajemy do suchych i szybko mieszamy.
  5. Gotowe ciasto przekładamy do foremek na muffiny (powinno wyjść 12 muffinów).
  6. Pieczemy w nagrzanym uprzednio piekarniku przez 20-30 min. Po 20 min sprawdzamy patyczkiem, czy muffiny są już suche w środku i ew. wstawiamy je jeszcze do piekarnika, kontrolując co jakiś czas sytuację, żeby muffiny za mocno się nie spiekły.
  7. Po upieczeniu muffiny wyciągamy z foremek i zupełnie studzimy. 
  8. W tym czasie przygotowujemy polewę czekoladową, czyli mieszamy 2 łyżki kakao, 2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego!), 2 łyżki syropu klonowego i kilka kropli aromatu waniliowego.
  9. Wystudzone muffiny dekorujemy polewą czekoladową i odstawiamy na ok. 1 h, żeby polewa zastygła.


Smacznego!
Anka

czwartek, 10 listopada 2016

Bułeczki drożdżowe z marcepanem i płatkami migdałowymi (wegańskie!)

W sklepach zaczęły się już pojawiać produkty okołobożonarodzeniowe. Widziałam już wywieszone łańcuchy świąteczne i opakowania czekoladek ze Świętym Mikołajem, ale najbardziej zainteresowały mnie MAR-CE-PA-NY!


Chociaż nie przepadam za supersłodkimi łakociami, wyjątek stanowią marcepan i chałwa. Jak widzę marcepan w sklepie, to od razu włączam kombinowanie jakby sobie uzasadnić, że właśnie bardzo mi ten marcepan potrzebny. I tak właśnie wymyśliłam, że marcepan plus ciasto drożdżowe to już będzie właściwie ersatz rogala świętomarcińskiego. Ersatz, bo jak mi każdy purysta wytknie w pierwszych słowach swego listu, rogal świętomarciński powinien zawiarać masę z białego maku i szczodrej porcji owoców kandyzowanych. 


Nie podejmuję się robienia rogali świętomarcińskich, bo pamiętam z okresu studiów w Poznaniu jakie bogate są takie prawdziwe rogale. Samo gromadzenie składników to byłoby niezłe przedsięwzięcie. A tak, zrobiłam skrótową wersję - zwijane bułeczki z marcepanem :)


Trzeba zaplanować trochę czasu na wyrastanie ciasta, ale poza tym te buleczki wymagają naprawdę małego nakładu pracy. Więc polecam je każdemu, kogo w Święto Niepodległości dopadnie tęsknota za poznańskim rogalem świętomracińskim. Także make rogal not war, a w tym wypadku właściwie make bułeczka not war :) 


Bułeczki drożdżowe z marcepanem i płatkami migdałowymi

Składniki:
Na ciasto:
  • 12 g drożdży (1/8 kostki 100 g)
  • 1/4 szkl. cukru + 1 łyżeczka
  • 1/2 szkl. letniej wody
  • 3/4 szkl. letniego mleka
  • 1/3 szkl. oleju (ja brałam słonecznikowy)
  • 3 1/2 do 4 szkl. mąki (w tym 1 łyżkę do zaczynu)
Do przełożenia:
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka cukru
  • 100 g marcepanu, pokrojonego w drobną kostkę
  • 2 łyżki płatków migdałowych
Przygotowanie:

  1. Robimy zaczyn, czyli w wysokiej misce mieszamy drożdże z letnim mlekiem, łyżeczką cukru i ok. 1 łyżką mąki. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy zaczyn w ciepłe miejsce na 15-20 min.
  2. Kiedy zaczyn już się podniesie, dodajemy do niego mąkę (3 i 1/2 szkl.), cukier, ciepłą wodę i olej.
  3. Zagniatamy zwarte ciasto. Wyrabiamy min. 5 min i jeśli ciasto nadal mocno się klei, dodajemy jeszcze ok. 1/2 - 1 szkl. mąki, ale po kawałku, uważając, zeby ciasto nie zrobiło się za bardzo zbite. Kiedy ciasto jest już równe i nie klei się do ścianek miski, zostawiamy je do wyrośnięcia.
  4. Miskę, w której będzie wyrastało ciasto, wysmarowujemy olejem. Przekładamy do niej ciasto, przykrywamy miskę ścierką i odkładamy na 1 h, lub aż ciasto podwoi swoją objętość.
  5. Kiedy ciasto już wyrośnie, krótko je wyrabiamy i odkładamy na 10 min.
  6. W tym czasie kroimy marcepan w drobną kostkę.
  7. Po 10 min ciasto rozwałkowujemy na prostokąt ok. 30 x 40 cm. Prostokąt z ciasta smarujemy 1 łyżką oleju kokosowego i posypujemy 1 łyżką cukru. Wykładamy na to pokrojony w kostkę marcepan i płatki migdałowe,
  8. Prostokąt zwijamy dłuższym bokiem. Powstały walec kromiy na 4 cześci, a każdą ćwiartkę na 3 plastry (powinno powstać 12 bułeczek).
  9. Bułeczki układamy na wyłożonej papierem formie, zostawiając pomiędzy nimi po 4-5 cm odstępu. Przykrywamy formę ścierką i odkładamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 40- 50 min.
  10. Kiedy bułeczki już podrosną, nagrzewamy piekarnik do 190 st. Kiedy piekarnik już się zupełnie nagrzeje, wkładamy do niego bułeczki.
  11. Kontrolujemy sutuację po ok. 20 min i ewentualnie zostawiamy bułki w piekarniku jeszcze na parę minut, uważając, żeby się za mocno nie spiekły.
  12. Upieczone bułki wyciągamy z piekarnika i studzimy przed jedzeniem.
Smacznego!
Anka

czwartek, 11 sierpnia 2016

Ciasto-owsianka z kiwi (wegańska!)

Ostatnich parę dni leżałam pod kocem, bo w największy upał przeziębiłam sobie zatoki. Dlatego w weekend opracowywałam kolejne dania, które udało się improwizować ze znalezionych w lodówce resztek.


W ten sposób natrafiłam na kilka BARDZO kwaśnych kiwi, które nie pasowały mi jakoś do zwykłej śniadaniowej owsianki, której raczej nie słodzę. A potem przypomniał mi się placek owsiankowy, który mignął jakiś czas temu w internecie, wiec zdecydowałam, że kwaśne kiwi złagodnieją pod warstwą owsiankowej kruszonki.


I tak, zamiast różowej ciasto-owsianki z malinami, wyprodukowałam blaszkę zielonej ciasto-owsianki z kiwi.


Jeśli nie uważacie słodkich śniadań (bo ja upiekłam tę ciasto-owsiankę właśnie z myślą o długich weekendowych śniadaniach), polecam takiego łakocia do popołudniowej herbatki.


Albo do zapakowania do pudełka w roli słodkiej przegryzki w pracy. Pycha!

Śniadaniowa ciasto-owsianka z kiwi i nasionami chia
podpatrzone z  A Dash of Compassion
Składniki:
Na nadzienie z kiwi:

  • 2 szkl. pokrojonych w kostkę kiwi (3-4 sztuki kiwi)
  • 1 łyżka nasion chia
  • 1 łyżka cukru (ja brałam brązowy)


Na owsiankowy spód i kruszonkę:

  • 1 szkl. płatków owsianych
  • 1 szkl. mąki owsianej
  • 1/3 szkl. cukru (ja brałam brązowy)
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 6 łyżek oleju (ja brałam słonecznikowy)
  • 2-4 łyżki wody


Wykonanie:

Spód i kruszonka:

  1. W misce dokładnie mieszamy płatki owsiane, mąkę owsianą, cukier i sodę. 
  2. Do suchych składników dodajemy olej, a potem po trochu wodę (najpierw 2 łyżki, a jeśli ciasto nie chce się skleić - dodajemy więcej wody, ale nie jednym chlustem).
  3. Pół szklanki ciasta odkładamy na kruszonkę na wierzchu, resztą wyklejamy spód blachy (u mnie tortownica o średnicy 20 cm). 


Nadzienie z kiwi:

  1. Kiwi obieramy ze skórek, kroimy w kostkę i krótko miksujemy blenderem (mają zostać takie nierówne kawałki kiwi, nie chcemy mieć jednolitego musu).
  2. Do lekko zmiksowanego kiwi dodajemy nasiona chia i cukier, dokładnie mieszamy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Nadzienie wykładamy na ciasto w tortownicy i posypujemy kruszonką, czyli odłożoną wcześniej 1/2 szkl. ciasta.
  2. Pieczemy ok. 20-25 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st. Po upieczeniu najlepiej poczekać, aż ciasto wystygnie, bo inaczej nadzienie z kiwi będzie zbyt płynne, żeby można było ukroić nierozsypujące się kawałki.


Smacznego!
Anka

wtorek, 17 maja 2016

Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Po ostatnim eksperymencie z tofurnikiem na czekoladowym spodzie naszło mnie tym razem na mini tofurniczki z sosem karmelowym. Z sosem karmelowym problem był tylko jeden: zupełnie nie przemawiała do mnie wizja stania nad rondlem i mieszania karmelu do upojenia, tak żeby na pewno się nie przykleił. Najbardziej marzył mi się sos, do którego wystarczyłoby tylko zmiksować wszystkie składniki.


Przygotowanie sosu karmelowego z poniższego przepisu powinno zająć chwilę, jeśli zawczasu namoczymy daktyle. Nawet mocno wysuszone daktyle poddają się po całonocnym namoczeniu w wodzie i w efekcie nie trzeba się już potem męczyć z czasochłonnym miksowaniem.
 

Jeśli chodzi o masę, to jest dokładnie taka sama jak w tofurniku z czekoladowym spodem. Pomyślałam, że nic w niej nie będę zmieniać, bo skoro w tamtym tofurniku się sprawdziła, to i w tym będzie OK.



Spód zagniotłam ze zmiksowanych na mąkę płatków owsianych, bo nie pasował mi do takiego delikatnego tofurniczka zupełnie nijaki spód z białej mąki. Jeśli ktoś jednak woli zrobić taki typowy biały spód, można zrobić ciasto np. z tych proporcji.


W efekcie powstały rozpustne tofurniczki, które idealnie podkręca karmelowy sos. W sam raz na popołudniową kawusię, bo słodki tofurnik będzie idealnie pasował do filiżanki mocnego espresso. Choć do sojowego cappuccino w sumie też się jakoś dopasuje :)


Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Składniki (na 12 sztuk):

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody


Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sos:
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • 1 szkl. mleka kokosowego
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego

Wykonanie:

Sos:
  1. Daktyle zalewamy na noc zimną wodą (lub gorącą na ok. godzinę). Kiedy daktyle już zmiękną, odlewamy wodę. Daktyle dokładnie odsączamy. 
  2. Odsączone daktyle miksujemy przy pomocy blendera na gładką masę, dodając po trochu mleko kokosowe.
  3. Miksujemy daktyle z mlekiem kokosowym, aż powstanie jednolita masa (wszystko jest OK jeśli zostanie troszkę daktylowych "łupinek", czasem daktyle mają bardzo wysuszone skórki).
  4. Do masy można dodać pod koniec miksowania kilka kropli aromatu waniliowego. 
  5. Gotowy sos odstawiamy, najlepiej do lodówki.

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto dzielimy na 12 części. Każdą  częścią wylepiamy spód foremki do muffina (ja użyłam silikonowych, więc nie musiałam ich dodatkowo wysmarowywać olejem).

Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.

Jak to wszystko połączyć:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 st.
  2. Ciasto (tylko kruchy spód) podpiekamy przez 10 minut. Wyjmujemy z piekarnika.
  3. Na spody wylewamy zmiksowaną masę (po ok. 2/3 szkl. na formę).
  4. Tofurniczki wkładamy do piekarnika na 35-45 min. Po 35 min trzeba skontrolować sytuację - tofurniki nie powinny mieć płynnego środka, ale już to czy mają być zezłocone z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurniczki odstawiamy, aż zupełnie wystygną. Wystudzone tofurniczki wkładamy do lodówki - najlepsze są na drugi dzień po upieczeniu.
  6. Wystudzone tofurniczki podajemy polane szczodrą porcją sosu karmelowego.

Smacznego!
Anka

środa, 20 kwietnia 2016

Łatwy tofurnik na czekoladowym spodzie (tylko 10 składników)!

Mignął mi ostatnio w internetach przepis na tofurnik pieczony w prostokątnej, "chlebowej" foremce. Ja jakoś automatycznie pakowałabym tofurnik do tortownicy, a przecież ciasto upieczone właśnie w takiej prostokątnej foremce można łatwo pokroić na równe trójkąty, więc efekt w zasadzie taki sam :) 


Ten tofurnik powstał trochę przypadkowo: robiłam już kiedyś czekoladowe kruche ciasto z tych proporcji, piekłam też już taką tofurnikową masę, ale żeby połączyć jedno z drugim to była decyzja podjęta pod wpływem chwili.


Można znaleźć mnóstwo przepisów na tofurniki z ciasteczkami oreo, a ten tofurniczek ma podobny wygląd i smak, a nie zawiera żadnych utwardzanych olei, no i ma znacznie mniej cukru. Także taki tofurniczek z ciasteczkami oreo, bez ciasteczek oreo. Ha, zagwozdka natury filozoficznej.


Najlepsze jest to, że do upieczenia tego tofurnika nie trzeba szukać żadnych wyszukanych składników: większość z nich jest na stanie w każdej przeciętnie zaopatrzonej kuchni.
 

Dodatkowo postanowiłam, że użyję minimalnej ilości składników, żeby jak najbardziej uprościć przepis. Stąd pomysł z limitem 10 składników (chyba, że będziemy trochę oszukiwać i zamiast wody do tofu dodamy mleka - wtedy będzie 11 składników).


Z tego przepisu wychodzi wilgotny tofruniczek, który w zamkniętym szczelnie pojemniku można spokojnie przechowywać w lodówce jakieś 3-4 dni. Choć pewnie tyle nie wystoi, bo ktoś się nim zaopiekuje ;)

Tofurnik na czekoladowym spodzie

Składniki:
Ciasto:

  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki soku z cytryny


Masa:

  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

  • ew. cukier puder do posypania przed podaniem


Wykonanie:
Ciasto:

  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki, kakao i cukru waniliowego.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy sok z cytryny z lodowatą wodą. Wodę z sokiem z cytryny wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na pół: jedną część wykładamy na spód formy, drugą odkładamy na kruszonkę. Ja wywałkowałam spód do formy jak na chlebek o wymiarach dna 22 x 10 . Wywałkowany spód dziurkujemy widelcem
  5. Ciasto pieczemy 15 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.


Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę.
  3. Odłożoną wcześniej część ciasta kroimy nożem na "kruszonkę", którą następnie posypujemy wierzch tofurnika (niektóre kawałki zapadną się głębiej w masę, ale to nic).
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na 45-60 min. Po 45 min trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik odstawiamy, aż zupełnie wystygnie. Wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.

Smacznego!
Anka