Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Po ostatnim eksperymencie z tofurnikiem na czekoladowym spodzie naszło mnie tym razem na mini tofurniczki z sosem karmelowym. Z sosem karmelowym problem był tylko jeden: zupełnie nie przemawiała do mnie wizja stania nad rondlem i mieszania karmelu do upojenia, tak żeby na pewno się nie przykleił. Najbardziej marzył mi się sos, do którego wystarczyłoby tylko zmiksować wszystkie składniki.


Przygotowanie sosu karmelowego z poniższego przepisu powinno zająć chwilę, jeśli zawczasu namoczymy daktyle. Nawet mocno wysuszone daktyle poddają się po całonocnym namoczeniu w wodzie i w efekcie nie trzeba się już potem męczyć z czasochłonnym miksowaniem.
 

Jeśli chodzi o masę, to jest dokładnie taka sama jak w tofurniku z czekoladowym spodem. Pomyślałam, że nic w niej nie będę zmieniać, bo skoro w tamtym tofurniku się sprawdziła, to i w tym będzie OK.



Spód zagniotłam ze zmiksowanych na mąkę płatków owsianych, bo nie pasował mi do takiego delikatnego tofurniczka zupełnie nijaki spód z białej mąki. Jeśli ktoś jednak woli zrobić taki typowy biały spód, można zrobić ciasto np. z tych proporcji.


W efekcie powstały rozpustne tofurniczki, które idealnie podkręca karmelowy sos. W sam raz na popołudniową kawusię, bo słodki tofurnik będzie idealnie pasował do filiżanki mocnego espresso. Choć do sojowego cappuccino w sumie też się jakoś dopasuje :)


Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Składniki (na 12 sztuk):

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody


Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sos:
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • 1 szkl. mleka kokosowego
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego

Wykonanie:

Sos:
  1. Daktyle zalewamy na noc zimną wodą (lub gorącą na ok. godzinę). Kiedy daktyle już zmiękną, odlewamy wodę. Daktyle dokładnie odsączamy. 
  2. Odsączone daktyle miksujemy przy pomocy blendera na gładką masę, dodając po trochu mleko kokosowe.
  3. Miksujemy daktyle z mlekiem kokosowym, aż powstanie jednolita masa (wszystko jest OK jeśli zostanie troszkę daktylowych "łupinek", czasem daktyle mają bardzo wysuszone skórki).
  4. Do masy można dodać pod koniec miksowania kilka kropli aromatu waniliowego. 
  5. Gotowy sos odstawiamy, najlepiej do lodówki.

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto dzielimy na 12 części. Każdą  częścią wylepiamy spód foremki do muffina (ja użyłam silikonowych, więc nie musiałam ich dodatkowo wysmarowywać olejem).

Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.

Jak to wszystko połączyć:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 st.
  2. Ciasto (tylko kruchy spód) podpiekamy przez 10 minut. Wyjmujemy z piekarnika.
  3. Na spody wylewamy zmiksowaną masę (po ok. 2/3 szkl. na formę).
  4. Tofurniczki wkładamy do piekarnika na 35-45 min. Po 35 min trzeba skontrolować sytuację - tofurniki nie powinny mieć płynnego środka, ale już to czy mają być zezłocone z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurniczki odstawiamy, aż zupełnie wystygną. Wystudzone tofurniczki wkładamy do lodówki - najlepsze są na drugi dzień po upieczeniu.
  6. Wystudzone tofurniczki podajemy polane szczodrą porcją sosu karmelowego.

Smacznego!
Anka

sobota, 9 kwietnia 2016

Micha musu z mango na śniadanie (wegańska!)

Muszę coś wyznać. Przez ostatni rok nie miałam blendera. Tak, mam na imię Anka, jestem weganką i przez ostatni rok nie miałam blendera. Jak to? Jak to przeżyłam? Przecież weganie żywią się jedynie zielonymi koktajlami na bazie jarmużu, prawda? ;)


Cała sprawa zaczęła się niepozornie. Przeprowadziłam się do Warszawy (z Krakowa, gdzie urzędowałyśmy z Magdą w jednym mieszkaniu, a przede wszystkim w jednej kuchni) i ciągle miałam z tyłu głowy, że przecież BLENDER, bo jak ja będę funkcjonować. Tylko że jakoś tak się złożyło, że nie zainteresowałam się tematem przez cały miniony rok i dopiero niedawno dostałam blender w prezencie od wielkanocnego Zajączka.


Najśmieszniejsze jest to, że o ile wcześniej, kiedy jeszcze miałam blender do dyspozycji na co dzień, używałam go w zasadzie bez przerwy. Owocowy koktajl na śniadanie, zupa krem zapakowana w słoik do pracy, pasta z soczewicy na kolację, no a w roli popołudniowej przegryzki baton musli, do którego blender zmiksował posłusznie i płatki owsiane, i daktyle. A teraz? Na razie mój piękny nowy blender leży głównie w szufladzie, bo ja odzwyczaiłam się go używać. Ironia losu :)


Żeby jakoś na nowo docenić zalety blendera i tego, co można z jego pomocą wyczarować, pomyślałam o misce pełnej owocowej dobroci, którą z chęcią zje się na wiosenne śniadanie. Zwłaszcza, że temperatury za oknem są naprawdę zachęcające, więc można nie mieć siły na michę ciepłej owsianki (chociaż z drugiej strony, taka owsianka hmmm... ;) ).


Zmiksowałam do tej michy mango, banana i mleko kokosowe, a żeby dopełnić tropikalnych klimatów, udekorowałam ją grubymi wiórkami kokosowymi. No i nasionami chia, żeby było bardziej krzepiąco. Pycha!

Micha musu z mango na śniadanie

Składniki:

  • mango (1/2 pokrojona na kawałki i odłożona do dekoracji)
  • 3/4 szkl. mleka kokosowego
  • 1 banan
  • 2 łyżki grubo krojonych płatków kokosowych
  • 1/2-1 łyżka nasion chia

Wykonanie:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy 1/2 mango z mlekiem kokosowym. Dodajemy pokrojonego w grube plastry banana.
  2. Mus przekładamy do miski, dekorujemy płatkami kokosowymi, pokrojonym mango i nasionami chia.
  3. Przed zjedzeniem najlepiej wymieszać wszystko łyżką, żeby nasiona chia choć trochę namokły. 
Smacznego!
Anka

sobota, 20 lutego 2016

Lody z masłem z orzechów włoskich (wegańskie!)

Lody w środku zimy? A czemu by nie? :) Amerykanie świętują Ice Cream For Breakfast Day/Dzień jedzenia lodów na śniadanie w pierwszą sobotę lutego, a my możemy sobie zrobić przyjemność w wybrany zimowy weekend.


Przepis na te lody podsunęła mi koleżanka, która zamroziła po prostu mleko kokosowe z dodatkami smakowymi (masłem orzechowym i ciasteczkami). Pomyślałam - jak to, nie trzeba gotować żadnego budyniu i w ogóle nic kombinować? A że lody były pyszne, zapamiętałam sobie przepis i zastanawiałam się, jak by tu go wykorzystać.


Ponieważ uwielbiam włoskie lody z orzechami (nie tylko włoskimi; swoją drogą, polska nazwa orzechów włoskich pochodzi podobno nie od Włoch, a od Wołoszczyzny, bo to właśni stamtąd te orzechy przybyły do Polski), które są aromatyczne i naprawdę mocno orzechowe, wymyśliłam lody włosko-orzechowe ;-) Zapach nadaje im masło z orzechów włoskich, a smak podkreślają kawałki posiekanych orzechów. Pycha!


Masło z orzechów włoskich, podobnie jak masło z migdałów czy słonecznika, można zrobić w domu, pod warunkiem, że macie młynek. Orzechy włoskie nie są bardzo twarde, więc pewnie można je zemleć w mocniejszym blenderze, ale ja sama tego nie próbowałam.

Do osłodzenia lodów używam stewii i tylko niewielkiej ilości cukru pudru, żeby oszukać kubki smakowe przyzwyczajone do słodyczy cukru. Zamiast cukru można też użyć ksylitolu.




Lody z orzechami włoskimi

Składniki:
  • 1 szkl. mleka kokosowego (tylko stała część)
  • 1/2 szkl. orzechów włoskich na masło = 1/4 szkl. masła
  • 1/4 - 1/3 posiekanych orzechów
  • cukier puder (albo ksylitol) i stewia do smaku


Przygotowanie:
  1. Orzechy na masło miksujemy w młynku, mieszając co jakiś czas za pomocą drewnianego patyczka.
  2. Mieszamy mleko kokosowe z masłem orzechowym. Dosładzamy - na tę porcję wystarczy ok. 1,5 łyżki cukru pudru, albo jeszcze mniej, jeśli dodamy stewi.
  3. Dodajemy posiekane orzechy.
  4. Masę wstawiamy do zamrażalnika i mieszamy co pół godziny, co najmniej 3 razy (czyli rezerwujemy sobie ok. 1,5 h na zamrażanie).

Smacznego!
Magda

wtorek, 2 lutego 2016

Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - wegański, bez dodatku cukru i tłuszczu!

Zasiałam ostatnio popłoch wśród kolegów z pracy, kiedy w ramach śniadania przyniosłam sobie słoik kremu z nasion chia. O ile mi się wydawało, że już absolutnie całe internety widziały deser z nasion chia, o tyle moim pracowym kolegom wydawał on się niezwykle egzotyczny.


Nie wdawałam się już więc w wyjaśnienia, że nie dość, że to deser z nasion chia, to jeszcze jest to moja wersja Poires Belle-Hélène! Być może wywołałabym już panikę na całym piętrze. Że co ja do pracy przynoszę? Co to za wymysły? ;)


W klasycznej wersji gruszek piękna Helena występują lody waniliowe, podgotowane w syropie gruszki i czekoladowe ganache, w towarzystwie całych migdałów lub kandyzowanych fiołków (!). Fiołków za oknem nie ma co szukać, bo jeszcze na nie za wcześnie, ale i resztę składników trochę odkurzyłam. Zamiast ganache zrobiłam krem z nasion chia, zamiast lodów waniliowych dodałam kremowe mleko kokosowe, a samych gruszek już nie podgotowywałam. Także ta wersja to zupełnie moja przeróbka takich tradycyjnych Poires Belle-Hélène.


Pyszny jest ten deser, a przy tym niezbyt ciężki, bo nie wymaga dodatku żadnego oleju czy innego rafinowanego cukru. Prawda, mleko kokosowe ma trochę tłuszczu, ale po pierwsze nie tak dużo (bo tylko 21 g tłuszczu na 100 g), a po drugie, to ten dobry tłuszcz (jak to kiedyś napisała Chocolate Covered Katie) ;) Więc nie ma co się denerwować i zaczynać w panice podliczać kalorii (kakao też ma trochę tłuszczu, ale ma też magnez, więc może nie ma się co licytować?). Dla osób panikujących napiszę tylko, że w jednej takie porcyjce jest ok. 18 g białka, czyli całkiem dużo jak na taki niepozorny śniadanio-deserek. Na przykład dla mnie to prawie połowa dziennego zapotrzebowania na białko. Dodatkowo, taka porcja zawiera 35 g tłuszczu, z czego 5 g kwasów tłuszczowych omega-3 (co stanowi jakieś 400% dziennego zapotrzebowania na nie, więc całkiem sporo). Zresztą, dzięki dodatkowi nasion chia, taka jeden słoiczek zapewnia też ok. 50% dziennego zapotrzebowania na żelazo i ok. 80% zapotrzebowania na magnez. Także całkiem spoko. :)



Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - z nasionami chia, bez dodatku cukru i tłuszczu!

podstawowy przepis na pudding z nasionami chia podpatrzony stąd thefullhelping.com

Składniki: 
na jedną porcję
  • 3 łyżki nasion chia
  • 1 łyżka kakao
  • 3/4 szkl. mleka sojowego (lub migdałowego, lub mieszanki kokosowego z migdałowym/sojowym)
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • stewia do smaku (lub 1-2 łyżki syropu klonowego)
  • 1/2 gruszki, pokrojona w 4 słupki
  • 4 łyżki mleka kokosowego
  • 1 łyżka blanszowanych migdałów pokrojonych na pół


Wykonanie:
  1. W słoiku mieszamy nasiona chia i kakao. 
  2. Do nasion chia i kakao dodajemy mleko sojowe, aromat waniliowy i dosładzamy do smaku stewią/syropem. Słoik dokładnie zakręcamy i porządnie nim potrząsamy, żeby nasiona chia się nie posklejały.
  3. Ponownie mieszamy zawartość słoika po ok. 5 min, potem znów za jakieś 30 min. Chodzi o to, żeby zapobiec posklejaniu się nasion. Zakręcony słoik odstawiamy na min. 2 h, choć najlepiej zostawić na noc.
  4. Kiedy nasiona chia już napęcznieją, ponownie mieszamy zawartość słoika. Następnie na czekoladowy krem wykładamy mleko kokosowe, wyrównujemy powierzchnię.
  5. Na warstwie mleka kokosowego układamy pokrojone słupki z gruszki. Ja ułożyłam je w taką jakby piramidę. 
  6. Na sam koniec dekorujemy całość połówkami migdałów.

Smacznego!
Anka

wtorek, 24 listopada 2015

Ekspresowa tarta z gruszkami i czekoladowym kremem (z wersją bezglutenową)

Gruszki po raz pierwszy, gruszki po raz drugi i... po raz trzeci też :) Gruszki wygrywają tej jesieni :)


Przepis poniżej podpatrzyłam na blogu Oh She Glows, ale zmieniłam w nim tyle rzeczy, że zaczął już żyć własnym życiem ;) Do sklejenia ciasta używam daktyli. W oryginalnym przepisie jest mąka z płatków owsianych - jeśli jej używam, to ciasta już nie podpiekam. Ostatnio jednak, od kiedy się dowiedziałam, że mąka owsiana nie jest całkowicie bezglutenowa, postanowiłam spróbować zamienić ją na jaglaną, tak żeby ciasto mogły zjeść też osoby z celiakią.

Czytałam, że kupna mąka jaglana jest gorzkawa, i że najlepiej samodzielnie wielokrotnie wypłukać kaszę jaglaną, a potem podsuszyć ją i zemleć. Ale jakoś mnie ta wizja nie zachwyciła. Miałam pod ręką płatki jaglane, więc je po prostu wrzuciłam do młynka i drobno zmieliłam. Nie wyczułam w cieście żadnej goryczki, więc chyba się udało :)



Jeśli chodzi o krem, to jest to cudo, a nie krem! Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, wymieszać ją z mlekiem kokosowym, ewentualnie dosłodzić, i gotowe :) Ja biorę całe mleko, tj. część stałą i płynną, i konsystencja wychodzi super. Używam mleka Kier albo mleka kokosowego z Lidla. Jeśli jednak trafi się Wam mleko bardzo rzadkie, to radzę jednak wstawić je na noc do lodówki (po otwarciu puszki przelewamy do słoika i czekamy, aż mleko zgęstnieje w chłodzie). 

No i jeszcze słowo o gruszkach. Z moim lenistwem, od chwili, kiedy kupię gruszki z myślą o zrobieniu ciasta do momentu, kiedy faktycznie się za to zabiorę, mija zwykle z tydzień. To akurat tyle czasu, ile twarde konferencje potrzebują, żeby dojrzeć :) Jeśli macie inny system robienia zakupów, to możecie - zależnie od potrzeb - kupić gruszki dojrzałe, ale niezbyt miękkie (nie mogą się rozpadać), albo twardsze gruszki, już obrane i przekrojone na pół, podgotować przez moment w syropie.

Połączenie gruszek z czekoladą jest luksusowe (wystarczy pomyśleć o deserze Belle Hélène), dlatego kiedy odkryłam ten przepis, pomyślałam, żeby wymienić oryginalne truskawki na gruszki. Efekt jest pyszny, a krem podbije podniebienia nie-roślinożerców - zapewniam, przetestowałam! ;)


Tarta z gruszkami i czekoladowym kremem


Składniki:

Na spód:
  • 1 szkl. migdałów
  • 1 szkl. płatków owsianych lub jaglanych
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • ew. 1-2 łyżki oleju kokosowego

Na krem:
  • 1 puszka mleka kokosowego (płynna i gęsta część)
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200 g)
  • stewia do smaku
  • 1 kg gruszek, obranych i pokrojonych w cząstki
  • ew. sok z cytryny (do skropienia gruszek)


Przygotowanie:

Spód 
  1. Migdały mielimy w młynku. Płatki owsiane mielimy w młynku lub blenderze, pozostawiając część płatków nie do końca zmielonych - tak, żeby w mące owsianej pozostały kawałki płatków. Jeśli używamy płatków jaglanych, mielimy je jak najdrobniej (na mąkę).
  2. Daktyle odsączamy i mielimy w blenderze. Jeśli blender nie chce ruszyć, dolewamy po trochu oleju kokosowego.
  3. W misce zagniatamy razem masę daktylową, zmielone migdały i mąkę z płatków owsianych.
  4. Formę na tartę (lub inną okrągłą) wykładamy papierem do pieczenia. Masę wykładamy do formy i ugniatamy, by uformować spód. 
  5. W wersji z płatkami owsianymi nie musimy już piec ciasta, chociaż można podpiec, jak kto lubi (ja wolę wersję surową). W wersji z płatkami jaglanymi - wstawiamy na 10-15 min do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Odstawiamy.
Gruszki

  1. Jeśli są bardzo twarde, można je (obrane i przekrojone na pół) podgotować 5 minut w osłodzonej wodzie z dodatkiem cynamonu. Jeśli nie - bierzemy po prostu surowe, dojrzałe, ale jeszcze nierozpadające się gruszki. Można je dodatkowo skropić sokiem z cytryny.

Krem
  1. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. W misce mieszamy mleko kokosowe i roztopioną czekoladę. Ewentualnie dosładzamy do smaku.

Spód + krem + gruszki
  1. Masę czekoladową wylewamy na spód. Na wierzchu układamy pokrojone, skropione sokiem z cytryny gruszki.
  2. Wstawiamy do lodówki na 1-2 godziny, by krem stężał.
Smacznego!
Magda

 





sobota, 22 sierpnia 2015

Lody pistacjowe (wegańskie i bez soi!)

Kochani i Kochane, stuknął nam kolejny roczek!
Tym bardziej jest nam miło, że ciągle Was przybywa, każda nowa osoba, która zagląda do Miejskich, bardzo nas cieszy. A czasami jeszcze zdarzy się, że takiemu wirtualnemu polubieniu towarzyszy komentarz „w realu”. 

 

 I tak na przykład ostatnio usłyszałam coś takiego: „Jak czytam waszego bloga, to normalnie mogę iść do Żabki i kupić tam wszystkie potrzebne składniki, nie muszę nic specjalnego szukać! I wszystko jest tak dokładnie opisane! Tak mi się wydaję, że jak zrobię wszystko według przepisu, to z dużym prawdopodobieństwem wyjdzie mi to samo, co wam. A do zdjęć jakiego używacie sprzętu, bo wyglądają bardzo profesjonalnie? :)”. Jak można nie spuchnąć z dumy na takie słowa? ;)

tak wyglądają Roślinożerne, gdy spuchną z dumy ;)


A nieco bardziej serio, bardzo nas to ucieszyło, bo w tych zdaniach zawiera się chyba wszystko, co sobie ambitnie zakładałyśmy, zaczynając pisać tego bloga dwa lata temu. Chciałyśmy, żeby było prosto i szybko, bez trudno dostępnych składników (co prawda, nie wiem, czy ostatnie posty o niesolonych pistacjach się tu kwalifikują... ;)). Bardzo nam zależało, żeby przepisy były dokładne i szczegółowe, tak żeby mógł z nich skorzystać każdy - nawet osoby, które na co dzień nie gotują, albo takie, które dopiero zaczynają swoją przygodę z (wegańską) kuchnią. Czasem ta chęć trzymania się detali nas gubiła, o czym możecie poczytać w poście sprzed roku. Przepisy miały być w miarę możliwości zdrowe - naprawdę bardzo się starałyśmy, żeby nie pisać tylko o ciastach - ale i wypasione też, jak choćby te ciasteczka lawendowe.

Dodatkowo, ten pozytywny komentarz przyszedł w czasie, kiedy był akurat bardzo potrzebny - miałyśmy dłuższą przerwę w blogowaniu i ciężko nam się było zebrać, żeby coś nowego opublikować. Taka rozmowa dodaje kopa, a przy okazji uczy, że nie warto pomysłom ukręcać łba już na starcie. Mi się na przykład wydawało, że po co dawać przepis na burgery, skoro były już chyba prawie wszędzie - a tu się dowiaduję, że komuś dalej się nie kleją kotlety z soczewicy, więc nasz przepis jak znalazł. Od razu pomyślałam, że warto dorzucić też genialne kotlety z ciecierzycy z glutenem, które mogą świetnie sprawdzić się w roli burgerów. I może nawet zrobię je w najbliższy weekend, więc jest szansa, że KIEDYŚ pojawią się na blogu.

Pisanie bloga uczy, że nie warto planować z dużym wyprzedzeniem, bo życie lubi płatać figle, a z drugiej strony – że warto jednak mieć jakieś pomysły w zanadrzu, żeby je wypróbować w czasach posuchy (czyli kiedy liczba nowych pomysłów wynosi zero, a nawet -5).
Dlatego dzisiaj nie będzie kotletów, a za to – przepis na lody. W sam raz na koniec lata ;)

Pisałam jakiś czas temu o tęsknocie za granitą w poście o crema di pistacchio i właśnie przy robieniu babeczek z tym kremem wymyśliłam pacaneum na mój pistacjowy smuteczek. Przygotowując babeczki, połączyłam budyń na mleku kokosowym z niewielką ilością kremu pistacjowego na wierzch (efekt możecie zobaczyć na tym zdjęciu ). Pomyślałam sobie wtedy, że gdyby wymieszać budyń z kremem i go zamrozić, wyszłyby pyszne lody pistacjowe. No i wreszcie niedawno ten pomysł wypróbowałam :)



Takie lody nie są zbyt pracochłonne, trzeba mieć jednak trochę czasu, żeby po wstawieniu masy do zamrażalnika przemieszać ją co pół godziny, zanim kompletnie zamarznie. Dlatego fajnie zacząć przygotowywać lody rano w sobotę lub niedzielę, tak żeby móc spokojnie czuwać przy lodówce.
Trzeba też trochę cierpliwości przy łuskaniu pistacji, chyba że akurat szczęśliwie macie paczkę pistacji łuskanych na stanie. Wtedy wszystko robi się naprawdę proste.


A kiedy już skończyłam robić lody, trafiłam - szukając oryginalnego przepisu na naleśniki do posta sprzed dwóch tygodni - na książkę "The Ultimate Ice Cream Book. Over 500 Ice Creams Sorbets Granitas Drinks And More". I teraz co, nie mam wyjścia, muszę zbadać temat granity :) Tymczasem - zapraszam na lody!

Lody pistacjowe (wegańskie i bez soi!)

Składniki:

Na krem pistacjowy:
  • 1 szkl. wyłuskanych pistacji = 120g (czyli ok. 230 g pistacji w łupinkach)
  • 6 łyżek mleka kokosowego
Na krem budyniowy:
  • 1/4 szkl. wody
  • 2 łyżki cukru
  • 1 puszka mleka kokosowego (płynna i stała część, dobrze wymieszane)
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego

Przygotowanie:

Krem pistacjowy

1. Pistacje mielimy w młynku, aż zacznie się wydzielać olej.
2. Wyjmujemy z młynka  i łyżką lub blenderem mieszamy zmielone pistacje z mlekiem kokosowym. Krem nie wymaga już dodatkowego dosładzania, bo budyń, który przygotujemy, będzie wystarczająco słodki.

Krem budyniowy

1. Mleko kokosowe mieszamy trzepaczką do połączenia części stałej i płynnej, następnie dodajemy mąkę kukurydzianą i też bardzo dokładnie mieszamy.
2. W rondelku podgrzewamy wodę i cukier, zagotowujemy.
3. Do wrzącej wody dolewamy masę z mlekiem kokosowym, cały czas mieszając.
4. Gotujemy, aż masa zgęstnieje (ok. 10 minut).
5. Na koniec dosmaczamy aromatem waniliowym. Studzimy.



Lody

1. Przestudzony budyń mieszamy z kremem pistacjowym. Ewentualnie dosładzamy do smaku, może być stewią.
2. Dzielimy na kilka porcji, pakujemy do pojemników do przechowywania (metalowych lub plastikowych).
3. Nastawiamy minutnik :) i mieszamy co pół godziny, dopóki lody nie zamarzną.
4. Rozmrażanie: 2-3 h w lodówce.

Smacznego!
Anka i Magda



czwartek, 6 sierpnia 2015

Najlepsze wegańskie naleśniki z owocami (naprawdę!)

Zdarza się Wam tak czasami, że tygodniami nic się nie dzieje, a jak już zacznie się dziać, to wszystko na raz? U mnie tak właśnie było ostatnio :) Jest sezon wakacyjny, wiadomo, upały, więc komu by się chciało gotować - wymówek jest mnóstwo! Z drugiej strony, po urlopie "w głuszy" wróciłam z głową pełną pomysłów, tylko nie wiedziałam, od czego zacząć. W rezultacie mam na tapecie kilka przepisów, ale do jednego nie mam zdjęć, do drugiego opracowanych najlepszych proporcji, trzeciego jeszcze nie zdążyłam wypróbować... 


W ten weekend trochę przyspieszyłam z gotowaniem i mam nadzieję, że na blogu wkrótce pojawią się tego efekty. Póki co, pomyślałam, że podzielę się z Wami naszym ulubionym przepisem na naleśniki, który już dość dawno zdetronizował u nas wszystkie inne i wisi przypięty na tablicy korkowej, żeby zawsze mieć go pod ręką.


Przepis pochodzi z książki "Vegan Brunch" Isy Chandry Moskowitz, która jest naszą absolutną mistrzynią, jeśli chodzi o wegańskie przepisy. Nie znamy żadnego (!) jej przepisu, który by nie wyszedł; możemy tylko podzielić je na BARDZO udane i po prostu udane.  "Veganomicon", którego jest z Terry Hope Romero współautorką, stanowi dla nas biblię kulinarną i leży na honorowym miejscu w kuchni/na dysku (*niepotrzebne skreślić). Jedyna zmiana, którą wprowadziłyśmy w poniższym przepisie, to brak dodatku syropu z agawy czy innych słodzików, dzięki czemu takie naleśniki można podać zarówno w wersji słodkiej, jak i słonej. Tym razem proponujemy wersję słodką, bo jest środek lata i owoców pod dostatkiem - wystarczy dodać wegańskiej bitej śmietany z mleka kokosowego, i gotowe!


Oprócz składników, które znajdą się w każdej kuchni (mąka pszenna i ziemniaczana, mleko) przepis zawiera też mąkę z ciecierzycy. Jeśli jeszcze się z nią nie znacie, zachęcamy, by jak najszybciej się z nią zaprzyjaźnić. Nie tylko jest idealnym zagęstnikiem (jak w tym kremie), składnikiem ekspresowej pizzy, ale również zamiennikiem jajek w przepisach na frittatę, hiszpańską tortillę czy po prostu omlet. Warto więc mieć torebkę takiej mąki w szafce :)



Naleśniki z owocami

Składniki
(na 10-12 naleśników)

Ciasto na naleśniki:
  • 1 1/2 szkl. mleka roślinnego (niesłodzonego)
  • 1/4 szkl. wody
  • 3/4 szkl. mąki pszennej
  • 1/4 szkl. mąki z ciecierzycy
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Do smażenia:
  • olej kokosowy lub rzepakowy
Do podania:
  • owoce sezonowe
  • schłodzone mleko kokosowe (minimum przez noc w lodówce)
  • cukier puder/stewia - do smaku 
Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki ciasta dokładnie mieszamy blenderem lub trzepaczką, tak aby nie było grudek.
  2. Wstawiamy na godzinę do lodówki. To ważne, nie pomijajcie tego etapu - w tym czasie ciasto zgęstnieje. Jak mówi Anka, let the gluten magic happen :D
  3. Po wyjęciu z lodówki mieszamy ciasto trzepaczką, i pamiętamy o tym, by przed wylaniem każdego kolejnego naleśnika też przemieszać masę.
  4. Na patelni mocno rozgrzewamy olej (około łyżki): na kuchni elektrycznej temperatura około 8-9/10, na gazowej - średnio-duży płomień. Chodzi o to, żeby naleśnik szybko się zrumienił na brzegach.
  5. Jeśli pierwszy naleśnik przyklei się do patelni, nie zrażamy się - czyścimy patelnię i smażymy następny.
  6. Do gotowych naleśników pakujemy ulubione owoce (jagody/borówki, maliny, truskawki, wiśnie...), dodajemy gęste mleko kokosowe dosłodzone cukrem pudrem/stewią, składamy w ulubiony kształt (trójkąty? rurki? koperty?) i pałaszujemy!

Smacznego :)
Magda

niedziela, 31 maja 2015

Wegański tofurnik z figami i karmelem

Całkiem niedawno odkryłam, że na naszym blogu nie ma ani jednego przepisu na tofurnik! Żeby jak najszybciej naprawić to niedopatrzenie, przedstawiam ten oto przepis na tofurnik z figami i karmelem :)

 


Robiłam jakiś czas temu taki bezsernik z ciasteczkami oreo, jednak wtedy masa zawierała kombinację tofu "twardszego" i kremowego (silken tofu). Ponieważ to drugie jest ciągle jeszcze dość drogie, wymyśliłam, że przerobię trochę oryginalny przepis. Tym razem użyłam tofu BIO Polsoi, które jest delikatniejsze od zwykłego tofu nie-bio, więc idealnie zastąpiło mieszankę tofu silken i zwykłego (które jest jednak trochę bardziej gąbczaste).


Myślę, że można by też użyć domowego tofu, jeśli akurat takie robicie.


Tak czy inaczej, tofurnik pozbawiłam dodatku oreo, za to dodałam karmel i figi. A tak! Bo zamarzyło mi się, żeby było tak słodko i nawet trochę przesadnie.

 
Przepis na karmel pochodzi z tego bloga, ja tylko nie dodawałam soli, który jest obowiązkowym składnikiem amerykańskich przepisów na tę ciągnącą się masę. Karmel wychodzi bezbłędny, a wystarczy tylko zmieszać wszystkie składniki i podgrzać je w rondelku. Według mnie, taki karmel jest nawet lepszy od swojego niewegańskiego prototypu. Zapewniam, że trudno jest odkleić się od rondelka, i to nie tylko za sprawą konsystencji tej pysznej masy ;)


A propos klejenia (się), kiedy skończyłam robić ten tofurnik, w mojej kuchni kleiło się chyba wszystko, a do mieszania masy użyłam dwóch trzech blenderowych pojemników i dwóch misek :D

 
Zresztą gotowanie w moim wydaniu zazwyczaj tak wygląda - kuchnia cała upaćkana, i góra naczyń do posprzątania. Bardzo się odnajduję na  tym zdjęciu autorki bloga Oh She Glows. A Wy? Jaki macie system? :)

Wegański tofurnik z figami i karmelem

Składniki:
(na tortownicę  20-22 cm)  

Spód:
( z Veganomiconu)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szkl. + 2 łyżki mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru
  • 1/4 szkl. oleju o neutralnym zapachu
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 4-6 łyżek zimnej wody

Masa z tofu:
(na podstawie proporcji z tego przepisu)
  • 2/3 szkl. nerkowców - namoczonych w gorącej wodzie na min. 1/2 godziny i odsączonych
  • 425 ml mleka kokosowego
  • 615 g dobrego tofu
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/4 szkl. oleju o neutralnym zapachu
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 3 łyżki  mąki ziemniaczanej
  • 1/4 szkl. mąki pszennej 

Karmel:
(przepis stąd)
  • 1/4 szkl. masła z migdałów
  • 1/4 szkl. syropu klonowego
  • 2 łyżki + 2 łyżeczki oleju kokosowego (40 ml, olej odmierzamy na zimno, czyli w wersji stałej)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego


Na wierzch:
  • ok. 10 suszonych fig, namoczonych i pokrojonych na 6-8 cząstek każda 
Wykonanie:

Spód:
  1. Zaczynamy od przygotowania ciasta: w misce mieszamy mąkę ziemniaczaną, mąkę pszenną, proszek do pieczenia i cukier. Dokładnie mieszamy.
  2. Do wymieszanych suchych składników dodajemy olej.
  3. Szybko zagniatamy ciasto, dodając tyle wody, żeby powstało równe, nierozsypujące się ciasto.
  4. Gotowe ciasto wkładamy do lodówki w szczelnym pudełku albo woreczku foliowym. Chłodzimy (min. 30 min, ale można zostawić i na noc, pamiętając, że po dłuższym chłodzeniu ciasto będzie bardzo twarde i będzie potrzebowało dużo czasu żeby "odtajać").
  5. Schłodzone ciasto wyciągamy z lodówki, czekamy aż da się je wałkować (czyli aż się trochę ociepli), wałkujemy i wykładamy do formy (okrągła o średnicy 20 cm, ewentualnie może być 22 cm, ale nie większa, bo tofurnik wyjdzie niski). Nie trzeba się przejmować, jeśli ciasto będzie się rozsypywać, po prostu wciskamy je palcami do formy.
  6. Wyłożone do formy ciasto dziurkujemy widelcem (żeby się nie porobiły ew. bąble powietrza) i pieczemy przez 15-20 min w piekarniku nagrzanym wcześniej do 180 st (ma się lekko zrumienić).
Masa:
  1. Odsączone orzechy nerkowca miksujemy w blenderze, dodając po trochu mleko kokosowe. Miksujemy kilka razy, aż nie będzie grudek (albo prawie :)).
  2. Teraz wygodnie będzie przełożyć masę do większej miski i dalej miksować już zewnętrzną końcówką blendera ("żyrafą"). Dodajemy po kawałku tofu, znowu dokładnie miksujemy.
  3. Dodajemy olej, cukier i aromat, blendujemy.
  4. Dodajemy oba rodzaje mąki i dokładnie miksujemy lub mieszamy.
  5. Gotową masę wylewamy na podpieczony spód.
  6. Nagrzewamy piekarnik do 175 - 180 stopni Celsjusza.
  7. Pieczemy sernik 60 minut, ale najlepiej po 40 minutach zajrzeć, i sprawdzić, czy się nie zrumienił za bardzo - wtedy trzeba wyjąć i przykryć z wierzchu folią aluminiową, i wstawić z powrotem do piekarnika.
  8. Sernik studzimy, a nawet chłodzimy przez noc w lodówce i na następny dzień przygotowujemy karmel.
Karmel:
  1. Wszystkie składniki na karmel umieszczamy w rondelku i podgrzewamy, mieszając, aż karmel zgęstnieje (ok. 3-5 minut); ewentualnie możemy zmiksować gorącą masę blenderem (ostrożnie!), żeby była jeszcze gładsza.
  2. Karmel wylewamy na wierzch tofurnika, układamy na nim kawałki fig. Zostawiamy do zastygnięcia.

Smacznego!
Magda

środa, 1 kwietnia 2015

Wegańska pastiera napoletana (także w wersji bezglutenowej!)

Pastiera jest typowym włoskim ciastem wielkanocnym, rodem z Neapolu, z którego zresztą pochodzi wiele innych słynnych słodyczy. Trochę przypomina sernik na kruchym spodzie, z nadzieniem złożonym z ricotty, pszenicy i czasem jeszcze budyniowego sosu, który skleja wszystko razem. Dodatek zboża symbolizuje obfitość i pomyślność.


W wersji bezglutenowej pszenicę zastępuje się białą kaszą gryczaną. Pomysł z kaszą mi się spodobał, bo uwielbiam gryczaną, a do tego kusiło mnie, żeby wypróbować spód bezglutenowy. Wykorzystałam ciasto, które Anka podała w przepisie na ciasteczka z figami. Przyznaję jednak, że wałkowanie mnie przerosło - kulę ciasta pocięłam na możliwe duże plastry, a potem ugniatałam i wałkowałam już w foremce (służy mi do tego marmurowy tłuczek od moździerza). Wycinanie kratki na wierzch to już była gorsza ekwilibrystka, ale jakoś się dało :) Może więc być wersja bezglutenowa.

pszenny spód
Za to jeśli nie zależy Wam na omijaniu glutenu, zachęcam do wypróbowania przepisu na kruche ciasto poniżej.  Odkryłam je niedawno i jestem nim zachwycona. Piecze się równiutko, nawet pod grubą warstwą masy, nie trzeba go wcześniej podpiekać. Nada się też na kruche babeczki, jeśli zostanie Wam nadmiar ciasta przy wałkowaniu. Oliwa w tym przepisie sprawdza się idealnie, jej zapach nie dominuje, a ciasto wychodzi gładkie i elastyczne.

pszenny spód
No a teraz do wege-ricotty... we włoskich przepisach wegańskich ricottę zastępuje się tofu. Zrobiłam taką wersję, ale mnie nie przekonała. Tofu jednak jest zbyt delikatne w zestawieniu z dosyć wyrazistą kaszą gryczaną (nawet w łagodniejszej, niepalonej wersji, wyczuwalny jest charakterystyczny smak). Zaczęłam się zastanawiać, co może najbardziej przypominać ricottę - niekwaśną, właściwie lekko słodką i rozpływającą się po podgrzaniu? Ano mleko kokosowe! Żeby jednak kokosowa ricotta nie rozpłynęła się tak zupełnie w pieczeniu, potrzebne było jeszcze coś o bardziej stałej konsystencji. Wtedy przypomniałam sobie o tofurniku, który robiłam jakiś czas temu (nie ma go na blogu), gdzie mleko kokosowe występowało w towarzystwie orzechów nerkowca, i niewielkiej ilości tofu. To było to! Namoczone, zmiksowane orzechy nerkowca w połączeniu z mlekiem kokosowym wyglądają prawie jak ricotta.

pszenny spód

Zastanawiał mnie też temat skórek kandyzowanych - czy powinno być ich dużo? W jedynej niewegańskiej pastierze, której miałam okazję spróbować już parę ładnych lat temu, ten dodatek nie wydał mi się jakoś dominujący. Zajrzałam na portal Giallo Zafferano, który traktuję jako swoistą wyrocznię w przepisach kuchni włoskiej (zdarzają się tam też przepisy wegańskie, ale ja podglądam przede wszystkim tradycyjne dania, żeby mieć punkt odniesienia, zanim zacznę je przerabiać "a la vegan"). Przepis mówił o 100 g kandyzowanych skórek różnych cytrusów na standardową porcję ciasta. Trochę dużo...

bezglutenowy spód

Z kolei na włoskich blogach spotkałam się często z przepisami, w których skórkę w cukrze w ogóle się pomija, bo ktoś za nią nie przepada. A w ogóle, to przepis na pastierę każdy ma swój własny, najlepiej tylko z niego korzystać, piekąc ciasto dla siebie i domowników :D Wtedy zrozumiałam chyba, dlaczego w kuchni włoskiej nie istnieje coś takiego jak Larousse Culinaire - encyklopedia smakoszy, niezawodna, gdy chcemy sprawdzić, jak NALEŻY zrobić taki czy inny klasyk kuchni francuskiej. Przesadzam? No, może trochę :) Przecież w Polsce też każdy ma swój własny, domowy przepis na piernik czy barszcz.

bezglutenowy spód

W sprawie skórek wybrałam w końcu wersję kompromisową: użyłam ich nieco mniej, czyli 70 g. Jeśli smażona skórka to nie to, co lubicie najbardziej, możecie jej nie dodawać, przepis na tym nie ucierpi. Zdecydowanie za to nie pomijajcie świeżej skórki cytrynowej, która nada piękny zapach i sprawi, że smak nadzienia będzie bardziej wyrazisty.

bezglutenowy spód
Przepis na ciasto pochodzi stąd, reszta to wynik moich prób i błędów na bazie proporcji z niewegańskiego przepisu na Giallo Zafferano.

Wegańska pastiera napoletana (także w wersji bezglutenowej!)

Składniki:

Na kruchy spód:
  • 300 g mąki pszennej
  • 100 g cukru
  • 120 ml mleka sojowego
  • 80 ml oliwy z oliwek
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
*w wersji bezglutenowej - ciasto z tego przepisu

Na nadzienie:
  • 250 g ugotowanej białej kaszy gryczanej (1 1/4 szklanki - mierzone po ugotowaniu)
  • 200 ml mleka sojowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 3/4 szkl. orzechów nerkowca (ok. 100 g), namoczonych w gorącej wodzie na min. godzinę
  • 150 g mleka kokosowego (ważymy stałą część, po odlaniu płynu)
  • 100 g tofu
  • 100 g cukru
  • 1 i 1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 70 g mieszanych cytrusowych skórek kandyzowanych (można pominąć)


Przygotowanie:

Ciasto:
  1. Mąkę mieszamy z proszkiem i cukrem.
  2. Dodajemy oliwę, mieszając widelcem lub łyżką, aż powstaną grudki.
  3. Po trochu dolewamy mleko i szybko zagniatamy, aż wszystkie składniki połączą się z zwartą kulę.
  4. Ciasto wkładamy do szczelnego pojemnika lub owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum godzinę. 

Nadzienie:
  1. Kaszę ważymy już po ugotowaniu. W przybliżeniu kasza po ugotowaniu waży 3 razy więcej. Ja robię tak: biorę 100 g kaszy  (1/2 szklanki suchej) i odejmuję nadmiar po ugotowaniu. 250 g ugotowanej kaszy to 1 1/4 szklanki.
  2. Odsączoną kaszę przekładamy z powrotem do rondelka i dodajemy mleko i aromat waniliowy. Zagotowujemy, a potem zmniejszamy temperaturę i gotujemy na małym ogniu, aż kasza wchłonie całe mleko. Odstawiamy i studzimy.
  3. Nerkowce odsączamy i przekładamy do blendera. Dodajemy mleko kokosowe i miksujemy na jak najgładszą masę. Dodajemy tofu i skórkę cytrynową, miksujemy.
  4. Dodajemy mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy lub blendujemy. Na koniec dodajemy kandyzowane skórki.
  5. Tak przygotowaną masę łączymy z ugotowaną na mleku kaszą.


Jak to wszystko połączyć:
  1. Schłodzone ciasto wyjmujemy na ok. 20 minut przed wałkowaniem, żeby doszło do temperatury pokojowej.
  2. Odkładamy 1/3 ciasta na kratkę na wierzch. 
  3. Pozostałe ciasto wałkujemy na grubość 0,5 centymetra, na wielkość formy (ja piekę w takiej o średnicy 24 cm, i zawsze mi zostaje jeszcze trochę ciasta, więc spokojnie może być większa forma). Zasadniczo powinna być tortownica, ale może być też foremka na tartę (ja tak robię, bo nie dorobiłyśmy się jeszcze dużej tortownicy). Formę najlepiej wyłożyć papierem do pieczenia.
  4. Gotowe nadzienie przekładamy do tortownicy/formy na tartę z wywałkowanym spodem.
  5. Wcześniej odłożoną 1/3 ciasta również rozwałkowujemy i wycinamy z niej pasy o szerokości ok. 2 cm. Układamy je na wierzchu ciasta na skos, nie prostopadle (tak jak widać na zdjęciu poniżej).
  6. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st. Celsjusza. 
  7. Ciasto wstawiamy na najniższą półkę i pieczemy 60 minut, ale dobrze jest zajrzeć tak po 45 minutach, bo piekarnik piekarnikowi nierówny.
  8. Ciasto jest gotowe, kiedy kratka na wierzchu się zazłoci, a masa się zestali (nie wypływa :)).
przed pieczenieeeem - krateczka :)


Wszystkiego wegańskiego:)
Anka & Magda

środa, 4 lutego 2015

Wegańska indyjska zupa z ciecierzycy z mlekiem kokosowym i zielonym groszkiem

Ta zupa jest cudowna. Cudowna. Kremowa, nieskomplikowana i pięknie pachnąca. Nic tylko namaczać ciecierzycę i obierać ziemniaki. Mniam!


Może ona i nie wygląda zbyt pięknie, może ma kilka dziwnych składników, ale jaka ona jest pyszna! PYSZNA! Rozgrzewająca, sycąca, pachnąca Dalekim Wschodem :)

Bazę zupy stanowią zmiksowane ziemniaki, które sprawiają, że jest ona naprawdę niezwykle kremowa. Z kolei mieszanka przypraw bardzo mi odpowiada, bo zawiera chili, nasiona selera (albo anyżu) i kolendrę, czyli same przepięknie pachnące składniki.

Autorka oryginalnego przepisu pisała, że zupa to jej wersja nadzienia do pierożków samosa, z tym że na takie leniwe dni, kiedy wizja smażenia pierożków jest odstraszająca. W życiu nie robiłam pierożków samosa (to jeszcze przede mną!), ale tę zupę zrobię pewnie jeszcze nie raz. It's definitely a buy :)


Wegańska indyjska zupa z ciecierzycy z mlekiem kokosowym i zielonym groszkiem

moja wersja tego przepisu

Składniki:
  • 1,25 kg ziemniaków
  • 1 łyżka oleju kokosowego (lub innego o neutralnym zapachu)
  • 6 ząbków czosnku, rozdrobnionych

  • 1 łyżeczka kuminu
  • 2 łyżeczki nasion kolendry
  • 1/2 łyżeczki nasion selera (lub anyżu)
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • sól do smaku
  • 1/2 łyżeczki chili
  • 1 łyżeczka suszonej trawy cytrynowej (można pominąć)

  • 6 szkl. wody
  • 2/3 szkl. mleka kokosowego
  • sok z jednej limonki
  • 1 szkl. mrożonego zielonego groszku
  • 1 szkl. suchej ciecierzycy, opłukanej, namoczonej i ugotowanej do miękkości

Przygotowanie:

  1. Ziemniaki obieramy i kroimy w ćwiartki. Gotujemy je do miękkości w gorącej osolonej wodzie i odcedzamy.
  2. W dużym garnku na oleju krótko podsmażamy ząbki czosnku (ok. 2-3 min). 
  3. Przyprawy rozcieramy w moździerzu i dodajemy do podsmażonego czosnku, chwilę trzymamy na małym ogniu (ok. 2 min).
  4. Kiedy przyprawy zaczną już pięknie pachnieć, garnek zdejmujemy z ognia i przy pomocy blendera miksujemy przyprawy na gładką masę, dodając po trochu ugotowane ziemniaki.
  5. Miksujemy przyprawy i ziemniaki, dolewając stopniowo wodę, tak żeby powstała kremowa zupa.
  6. Zupę zagotowujemy i dodajemy do niej ugotowaną ciecierzycę i zielony groszek.
  7. Zupę doprawiamy mlekiem kokosowym i limonką, trzymamy na małym ogniu ok. 15 min, żeby smaki się przegryzły.
  8. Solimy do smaku.

Smacznego!
Anka

wtorek, 27 stycznia 2015

Zasypane śniegiem wegańskie ciasto czekoladowe

Ciasto czekoladowe, kolejne. Po co? Ano, u mnie w pracy było niedawno kilka okazji, które skłaniają do przynoszenia czegoś słodkiego dla całego zespołu. To ciasto czekoladowe jest idealne, żeby poczęstować nim osoby, które boją się jakichś dziwnych wycudowanych wegańskich wypieków. Gwarantuję, że po kilku pierwszych kęsach zapytają ze zdziwieniem, że jak to, to nie jest z jajkiem/śmietanką/masłem? Przecież jest DOBRE!


Na ratunek przychodzi (jak to często bywa) Isa z theppk.com. Ciasto nie jest dietetyczne, ale za to nie wysycha, jest miękkie i dobrze się kroi. Jeśli chodzi o krem, to wykorzystałam po prostu gęstą część mleka kokosowego, z dodatkiem cukru pudru i aromatu waniliowego. No i jeszcze przełożyłam ciasto dżemem. Dysponowałam akurat dżemem z mango, więc taki też trafił do ciacha. Na wierzchu wylądowały wiórki, bo przed świętami oglądałam i oglądałam i oglądałam ten przepis od Marthy Stewart. Nie zmotywowałam się, żeby zrobić pojedyncze małe ciastka, ale w końcu zrobiłam mini torcik.
 

Ciasto, które w końcu zaniosłam do biura, nie prezentowało się aż tak porządnie. Nie zrobiłam mu zdjęć, ale niestety dość mocno się rozjeżdżało. Dlaczego? No więc:

  • dałam za mało agaru do dżemu (1 łyżeczka zamiast 2),
  • nie chciałam pożałować kremu na wierzch, więc użyłam całej puchy mleka kokosowego Kier, a to było jednak trochę za dużo,
  • ale przede wszystkim składałam te wszystkie elementy rano przed wyjściem do pracy, więc ciasto nie miało czasu się uleżeć i ładnie stężeć.


Żeby zaradzić rozjeżdżaniu się ciasta, w wersji, którą podaję poniżej, zwiększyłam ilość agaru, odjęłam płynną część z mleka kokosowego (bo tym razem użyłam tego z firmy TaoTao), no i jeszcze tym razem zostawiłam ciasto w lodówce na noc, żeby miało czas się ustać :)


Chociaż w sumie przyznam, że zaniesione do biura ciasto zniknęło w oszałamiającym tempie, mimo tego, że się nie trzymało i bardziej przypominało trifle. Czyli nawet jeśli ciacho nie będzie stało równiutko na baczność, uraczeni nim goście zapewne spałaszują je ze smakiem :)


Wegańskie ciasto czekoladowe z dżemem z mango, kremem z mleka kokosowego i wiórkami kokosowymi

Składniki:

Czekoladowe blaty:
moja wersja tego przepisu
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szkl. mąki pszennej białej
  • 1 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku
  • 2/3 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru (lub 1 szkl., będzie minimalnie bardziej słodkie)

  • 2 szkl. mleka (sojowego, migdałowego)
  • 1 łyżka octu jabłkowego (lub soku z cytryny)
  • 2/3 szkl. oleju
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego

Dżem do przełożenia:
  • 200-250 g dżemu z mango
  • 2 łyżeczki agaru
  • 2 łyżki zimnej wody

Krem na wierzch:
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2-4 łyżki cukru pudru (lub szczypta stewii), lub więcej - do smaku
  • kilka kropli aromatu waniliowego

Do dekoracji:
  • ok. 1/3 szkl. wiórków kokosowych


Wykonanie:

Czekoladowe blaty:
  1. W dużej misce mieszamy mleko i ocet, odstawiamy, żeby się ścięło.
  2. W tym czasie w oddzielnym naczyniu bardzo dokładnie mieszamy suche składniki.
  3. Nagrzewamy piekarnik do 175 st.
  4. Kiedy mleko już się zetnie, dodajemy do niego olej i aromat waniliowy, mieszamy dokładnie (trzepaczką lub mikserem).
  5. Do mieszaniny mokrych składników dodajemy mieszaninę suchych, szybko mieszamy (trzepaczką lub mikserem na małych obrotach), aż powstanie gładka masa.
  6. Powstałe ciasto dzielimy na 1 równe części (ja przelewam do dwóch misek identycznej wielkości).
  7. Ciasto przelewamy do foremek (jeśli mamy dwie takiej samej wielkości - u mnie o średnicy 22 cm), lub pieczemy na dwie tury - każdy blat po ok. 35 min, aż patyk wbity w środek ciasta będzie suchy.
  8. Upieczone blaty ciasta studzimy do góry nogami, najlepiej na kratce.
  9. Kiedy blaty są już zupełnie wystudzone, można je już przekładać dżemem z agarem.
  10. Uwaga! Jeśli blaty są bardzo nierówne (np. środek mocno wyrósł), to trzeba je wyrównać nożem! Tylko powoli i ostrożnie, żeby z od tego wyrównywania blaty nie zrobiły się jeszcze bardziej krzywe :) 


Dżem do przełożenia:

  1. W rondelku mieszamy 2 łyżeczki agaru z zimną wodą.
  2. Stopniowo dodajemy dżem.
  3. Taką mieszaninę podgrzewamy na niedużym ogniu, bardzo dokładnie mieszając.
  4. Kiedy dżem z agarem się zagotuje, trzymamy go na małym ogniu jeszcze ok. 3 min.
  5. Studzimy, a wystudzoną masą przekładamy blaty ciasta (ok. 1/3 masy).
  6. Resztą dżemu z agarem smarujemy boki i wierzch torciku. wyrównujemy powierzchnię, np. nożem do masła.
  7. Odstawiamy na kilka godzin do lodówki (a najlepiej na noc).


Krem na wierzch:
  1. Mleko kokosowe musi być dobrze schłodzone (najlepiej przez noc)!
  2. Ze schłodzonej puszki mleka kokosowego odlewamy płynną część. 
  3. Kremową część mleka przekładamy do miski (najlepiej wyższej niż ta na zdjęciach, bo ja trochę pochlapałam kuchnię!) i miksujemy chwilę, żeby powstał równy krem.
  4. Do mleka kokosowego dodajemy mąkę ziemniaczaną i miksujemy.
  5. Następnie dodajemy cukier puder lub stewię do smaku, miksujemy.
  6. Na koniec dodajemy aromat waniliowy i znowu miksujemy.
  7. Jeśli nie używamy kremu od razu, trzeba go włożyć do lodówki!


Dekoracja:
  1. Dekorujemy ciasto kremem: ok. 1/3 kremu zużywamy na wierzch ciasta, resztę na boki.
  2. Następnie posypujemy ciasto wiórkami kokosowymi (ja wklepywałam je w krem rękoma, ale jak ktoś nie chce tak łapami, to można próbować łyżką).
  3. Jeśli coś jest trochę krzywo, to patrzymy na ten obrazek z tekstem Julii Child i nic się nie przejmujemy :)


Smacznego!
Anka