Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2016

Luksusowy tofurnik chałwowy (wegański!)

Czy lubicie przed Gwiazdka guglować przepisy i wymyślać świąteczne menu? Jeśli szukacie bez-sernika, którym sprawi, że Wasi goście pozostaną bez słów (i to dosłownie, bo z kolejnym kawałkiem ciasta w ustach), ten przepis na tofurnik nadaje się jak znalazł!



Całkiem niedawno Anka opublikowała przepis na tofurnik dyniowy, który upiekła z okazji moich urodzin. Tak się składa, że urodziny mamy w podobnym terminie, więc zaraz zaczęłam kombinować, jaki to tofurnik upiec jej w prezencie. Anka uwielbia chałwę i nigdy nie może uwierzyć, kiedy mówię jej, że mam jeszcze ledwie zaczęte pudełko chałwy w lodowce. Jak to? Nie zjadłaś? No a ja, chociaż naprawdę jestem slodyczowym łasuchem, chałwy zjem najwyżej kawałeczek do mocnej kawy, od czasu do czasu. Miałam więc zapas pistacjowej chałwy i tak wpadłam na pomysł, że chałwowy tofurnik to będzie właśnie to, co tygrysy polubią najbardziej.


Zaczęłam od szukania przepisu z dodatkiem tahini, która stanowi podstawę chałwy (oczywiście oprócz cukru). Żaden przepis mnie jednak nie przekonywał - tahini było za mało, i efekt wydawał mi się nie dość chałwowy. W końcu znalazłam fajny przepis na tofurnik z masłem orzechowym i pomyślałam, że masło mogę zastąpić tahini, które w sumie jest czymś w rodzaju masła z ziaren sezamu. Nie zauważyłam jednak jednego szczegółu: to był tofurnik na zimno, i nie miał żadnego składnika, który pozwoliłby masie ściąć się w piekarniku. W ostatniej chwili wpadłam więc na pomysł, że dodam mąki z ciecierzycy, która świetnie sprawdziła się w ankowym przepisie na tofurnik. Jako że była to, delikatnie mówiąc, dość spontaniczna decyzja (by nie rzec - rozwiązanie ostatniej szansy), tym bardziej się zdziwiłam, kiedy wyciągnęłam upieczony tofurnik, całkiem trzymający fason. A kiedy go spróbowałam - Anka świadkiem - zaskoczona powtarzałam: "On jest dobry, o rany, on jest naprawdę dobry!".


Bo jest DOBRY :) A do tego zdrowy, bo dzięki tahini i tofu zawiera solidną dawkę żelaza: jeden kawałek dostarcza 31% średniego dziennego zapotrzebowania na ten minerał. Oprócz tego tofurnik to słuszna porcja wapnia (40%  jw.), magnezu (39%) i cynku (39%). To co, zabieracie się już do pieczenia? ;)


Tofurnik chałwowy

Składniki (na 8 porcji)

Spód:
  • 3/4 szkl. mąki owsianej
  • 1,5 łyżki oleju kokosowego (odmierzonego na zimno)
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 2 łyżki zimnej wody

Masa:
  • 350 g tofu
  • 1 puszka mleka kokosowego (tylko stała część, po schłodzeniu)
  • 1/2 szkl. tahini
  • 1/4 szkl. syropu klonowego
  • 2 łyżki cukru
  • 1 paczka cukru waniliowego (16g) 
  • 5 łyżek mąki z ciecierzycy
  • 100 g chałwy pokrojonej w kostkę

Polewa
  • 4-5 łyżek pokruszonej chałwy
  • 1 łyżka mleka roślinnego (np. sojowego)

Przygotowanie:

Ciasto
  1. Zaczynamy od przygotowania kruchego spodu. Widelcem lub palcami mieszamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba. 
  2. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  3. Tortownicę o średnicy 21-22 cm wykładamy papierem do pieczenia. Spód tortownicy wyklejamy ciastem, formujemy niewysoki rant.
  4. Ciasto podpiekamy przez 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni Celsjusza.
  5. Studzimy.
Masa
  1. Wszystkie składniki oprócz chałwy miksujemy w blenderze.
  2. Kiedy masa jest już gładka, dodajemy kawałki chałwy pokrojonej w kostkę i delikatnie mieszamy.
  3. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  4. Masę wylewamy na podpieczony spód.
  5. Pieczemy 35-45. Po 35 min sprawdzamy, czy masa jest nadal płynna, ewentualnie pieczemy jeszcze 10 minut. Gdyby wierzch tofurnika bardzo się spiekał, można go przykryć folią aluminiową.
  6. Upieczony tofurnik zostawiamy do wystudzenia.

Polewa
  1. Pokruszoną chałwę i mleko umieszczamy w rondelku. Podgrzewamy na niewielkim ogniu, mieszając, aż chałwa się rozpuści.
  2. Tak przygotowaną polewę wylewamy na ostudzony tofurnik. 
Smacznego!
Magda

wtorek, 18 października 2016

Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego (wegański!)

Idea tofurnika przez dłuższy czas napawała mnie strachem. Troszkę już te swoją fobię oswoiłam, bo był tu już przepis na tofurnik z czekoladową kruszonką i na mini tofurniczki z karmelowym sosem. Tym razem zrobiłam tofurnik z myślą o Magdzie, która uwielbia dynię. Myślałam, że to będzie taki dyniowy eksperyment, nie coś, co będę chciała powtarzać. A tu zaskoczenie, tofurnik wyszedł przepyszny. W ciągu tygodnia upiekłam go dwa razy!


Proporcje na masę tofurnikową są prawie takie same jak w poprzednich tofurunikach, z tą różnicą, że zamiast mąki ziemniaczanej dodałam mąki z ciecierzycy. Dzięki temu tofurniczek ma trochę więcej białka (więc na pytanie "skąd bierzesz białko?" będzie można z dumą odpowiedzieć, że "z tofu i z mąki z ciecierzycy!"), a dodatkowo dobrze trzyma kształt i nie wysycha.


Jeśli chodzi o mus z dyni, to Magda, jako główna fanka dyni, opisała w tym poście jak taką kupioną dynię upiec, żeby było OK. Ja wpakowałam dynię do piekarnika, zjadłam kolację, zagniotłam spód i zmiksowałam składniki na masę serową, a dynia się wtedy właśnie upiekła do miękkości. Więc zmniejszyłam temperaturę w piekarniku do 160 st., zmiksowałam potrzebną do tofurnika szklankę musu z dyni i dodałam do niej jeszcze trochę mąki z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. I tofurnik już był właściwie gotowy, żeby wjechać do piekarnika.


Co do przyprawy do piernika. Ja wiem, że pumpkin spice i przyprawa do piernika to nie to samo. Ale, tego, w tym tofruniku i przyprawa do piernika zdaje egzamin. Pewnie można by się zabrać za mieszanie własnej przyprawy do piernika, ale akurat nie miałam weny.


Upieczony tofurnik najlepiej zostawić do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Dzięki temu nie powinien popękać w wyniku szoku termicznego po wyjęciu z piekarnika "na gorąco". A nawet jak popęka, to co? I tak będzie pychaaaa :)


Tofurnik ze świrlami z musu dyniowego

Składniki:

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody
Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 4 łyżki mąki z ciecierzycy
Mas dyniowa:
  • 1 szkl.musu z dyni
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika


Wykonanie:

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto wykładamy do tortownicy i rozwałkowujemy (tylko na dnie tortownicy, bez boków!).
Masa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę z ciecierzycy. Dokładnie miksujemy.

Masa dyniowa:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy dynię, aż powstanie gładki mus.
  2. Dodajemy mąkę z ciecierzycy, cukier i przyprawę do piernika. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę z tofu.
  3. Wykładamy masę z dyni na masę z tofu. Mieszamy widelcem lub patyczkiem, aż powstaną świrle.
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na min, 60-75 min. Po 60 in trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik zostawiamy do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku, zostawiając uchylone drzwiczki. Zupełnie wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.
Smacznego!
Anka

wtorek, 17 maja 2016

Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Po ostatnim eksperymencie z tofurnikiem na czekoladowym spodzie naszło mnie tym razem na mini tofurniczki z sosem karmelowym. Z sosem karmelowym problem był tylko jeden: zupełnie nie przemawiała do mnie wizja stania nad rondlem i mieszania karmelu do upojenia, tak żeby na pewno się nie przykleił. Najbardziej marzył mi się sos, do którego wystarczyłoby tylko zmiksować wszystkie składniki.


Przygotowanie sosu karmelowego z poniższego przepisu powinno zająć chwilę, jeśli zawczasu namoczymy daktyle. Nawet mocno wysuszone daktyle poddają się po całonocnym namoczeniu w wodzie i w efekcie nie trzeba się już potem męczyć z czasochłonnym miksowaniem.
 

Jeśli chodzi o masę, to jest dokładnie taka sama jak w tofurniku z czekoladowym spodem. Pomyślałam, że nic w niej nie będę zmieniać, bo skoro w tamtym tofurniku się sprawdziła, to i w tym będzie OK.



Spód zagniotłam ze zmiksowanych na mąkę płatków owsianych, bo nie pasował mi do takiego delikatnego tofurniczka zupełnie nijaki spód z białej mąki. Jeśli ktoś jednak woli zrobić taki typowy biały spód, można zrobić ciasto np. z tych proporcji.


W efekcie powstały rozpustne tofurniczki, które idealnie podkręca karmelowy sos. W sam raz na popołudniową kawusię, bo słodki tofurnik będzie idealnie pasował do filiżanki mocnego espresso. Choć do sojowego cappuccino w sumie też się jakoś dopasuje :)


Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Składniki (na 12 sztuk):

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody


Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sos:
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • 1 szkl. mleka kokosowego
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego

Wykonanie:

Sos:
  1. Daktyle zalewamy na noc zimną wodą (lub gorącą na ok. godzinę). Kiedy daktyle już zmiękną, odlewamy wodę. Daktyle dokładnie odsączamy. 
  2. Odsączone daktyle miksujemy przy pomocy blendera na gładką masę, dodając po trochu mleko kokosowe.
  3. Miksujemy daktyle z mlekiem kokosowym, aż powstanie jednolita masa (wszystko jest OK jeśli zostanie troszkę daktylowych "łupinek", czasem daktyle mają bardzo wysuszone skórki).
  4. Do masy można dodać pod koniec miksowania kilka kropli aromatu waniliowego. 
  5. Gotowy sos odstawiamy, najlepiej do lodówki.

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto dzielimy na 12 części. Każdą  częścią wylepiamy spód foremki do muffina (ja użyłam silikonowych, więc nie musiałam ich dodatkowo wysmarowywać olejem).

Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.

Jak to wszystko połączyć:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 st.
  2. Ciasto (tylko kruchy spód) podpiekamy przez 10 minut. Wyjmujemy z piekarnika.
  3. Na spody wylewamy zmiksowaną masę (po ok. 2/3 szkl. na formę).
  4. Tofurniczki wkładamy do piekarnika na 35-45 min. Po 35 min trzeba skontrolować sytuację - tofurniki nie powinny mieć płynnego środka, ale już to czy mają być zezłocone z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurniczki odstawiamy, aż zupełnie wystygną. Wystudzone tofurniczki wkładamy do lodówki - najlepsze są na drugi dzień po upieczeniu.
  6. Wystudzone tofurniczki podajemy polane szczodrą porcją sosu karmelowego.

Smacznego!
Anka

środa, 20 kwietnia 2016

Łatwy tofurnik na czekoladowym spodzie (tylko 10 składników)!

Mignął mi ostatnio w internetach przepis na tofurnik pieczony w prostokątnej, "chlebowej" foremce. Ja jakoś automatycznie pakowałabym tofurnik do tortownicy, a przecież ciasto upieczone właśnie w takiej prostokątnej foremce można łatwo pokroić na równe trójkąty, więc efekt w zasadzie taki sam :) 


Ten tofurnik powstał trochę przypadkowo: robiłam już kiedyś czekoladowe kruche ciasto z tych proporcji, piekłam też już taką tofurnikową masę, ale żeby połączyć jedno z drugim to była decyzja podjęta pod wpływem chwili.


Można znaleźć mnóstwo przepisów na tofurniki z ciasteczkami oreo, a ten tofurniczek ma podobny wygląd i smak, a nie zawiera żadnych utwardzanych olei, no i ma znacznie mniej cukru. Także taki tofurniczek z ciasteczkami oreo, bez ciasteczek oreo. Ha, zagwozdka natury filozoficznej.


Najlepsze jest to, że do upieczenia tego tofurnika nie trzeba szukać żadnych wyszukanych składników: większość z nich jest na stanie w każdej przeciętnie zaopatrzonej kuchni.
 

Dodatkowo postanowiłam, że użyję minimalnej ilości składników, żeby jak najbardziej uprościć przepis. Stąd pomysł z limitem 10 składników (chyba, że będziemy trochę oszukiwać i zamiast wody do tofu dodamy mleka - wtedy będzie 11 składników).


Z tego przepisu wychodzi wilgotny tofruniczek, który w zamkniętym szczelnie pojemniku można spokojnie przechowywać w lodówce jakieś 3-4 dni. Choć pewnie tyle nie wystoi, bo ktoś się nim zaopiekuje ;)

Tofurnik na czekoladowym spodzie

Składniki:
Ciasto:

  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/4 szkl. kakao
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki soku z cytryny


Masa:

  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

  • ew. cukier puder do posypania przed podaniem


Wykonanie:
Ciasto:

  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki, kakao i cukru waniliowego.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy sok z cytryny z lodowatą wodą. Wodę z sokiem z cytryny wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na pół: jedną część wykładamy na spód formy, drugą odkładamy na kruszonkę. Ja wywałkowałam spód do formy jak na chlebek o wymiarach dna 22 x 10 . Wywałkowany spód dziurkujemy widelcem
  5. Ciasto pieczemy 15 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.


Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160 st.
  2. Na upieczony spód wylewamy zmiksowaną masę.
  3. Odłożoną wcześniej część ciasta kroimy nożem na "kruszonkę", którą następnie posypujemy wierzch tofurnika (niektóre kawałki zapadną się głębiej w masę, ale to nic).
  4. Tofurnik wkładamy do piekarnika na 45-60 min. Po 45 min trzeba skontrolować sytuację - tofurnik nie powinien mieć płynnego środka, ale już to czy ma być zezłocony z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurnik odstawiamy, aż zupełnie wystygnie. Wystudzony tofurnik wkładamy do lodówki - najlepszy jest na drugi dzień po upieczeniu.

Smacznego!
Anka

wtorek, 5 kwietnia 2016

Sushi z makaronem soba (wegańskie!)

Każdy, kto skończył filologię przyzna, że spędzenie pięciu lat na ślęczeniu nad podręcznikami do gramatyki czy powtarzaniu słów, fraz i całych tekstów na zajęcia z fonetyki zmienia człowieka. Wprawdzie ja skończyłam anglistykę już ekhm kilka lat temu, ale nie straciłam wyrobionego w trakcie studiów nawyku do ciągłego słuchania i czytania tego, co sama powiedziałam czy napisałam. 


Założenie jest takie, że nieustanne kontrolowanie co i jak się mówi czy pisze, pomaga w uczeniu się języka obcego. Do pewnego stopnia to prawda, ale nadmierne zwracanie uwagi na szczegóły może też prowadzić do sytuacji, w której zamiast po prostu coś powiedzieć, jedyne, na czym możesz się skupić, to błędy, które po drodze popełniasz. Dlatego zawsze się cieszę, kiedy widzę, że ktoś po prostu używa języka obcego do komunikacji, nie przejmując się tym, ile przy tym popełni błędów gramatycznych, składniowych i frazeologicznych. 


Popełnianie błędów przy przygotowywaniu potraw to oddzielny temat. Solidną ilość godzin spędziłam na sprawdzaniu, czy do takiego ciasta można dodać tego, a czy do tamtej zupy można dodać tamto. Nauczyłam się już, że czasem właśnie złamanie zasad daje lepsze efekty niż kurczowe trzymanie się tradycyjnych receptur.


I tak siedziałam sobie w Wielką Sobotę, rozważając czy chce mi się rolować sushi czy nie (miałam już ugotowany gar ryżu i przygotowane dodatki, więc teoretycznie nie było za dużo do roboty), kiedy olśniło mnie, że przecież uwielbiam makaron soba i czy jakby go zawinąć z kolorowymi dodatkami w algi, to czy nie byłby to pyszny obiad.


Najpierw sama się zgasiłam, bo przecie to takie niezgodne z tradycyjnymi rolkami! Ale potem poszłam i zapytałam internety, czy wiedzą coś na ten temat. Okazało się, że internety wiedzą i w ten sposób trafiłam na blog food-in-japan.com, który napisany jest właśnie niedoskonałym angielskim, który i tak można bez problemu zrozumieć. Czyli wniosek taki, że jak się chce przekazać jakiś komunikat, to zawsze się da. Albo jeśli chce się przekazać przepis na talerz pysznych rolek - to też można :)

Sushi z makaronem soba
na 2 porcje

Składniki:

  • 100-150 g makaronu soba
  • ok. 1/2 upieczonego lub ugotowanego słodkiego ziemniaka
  • ok. 100 g tofu, pokrojonego w kostkę i podsmażonego na 1-2 łyżkach oleju
  • ok. 1/2 ogórka, umytego i pokrojonego w słupki
  • 4 arkusze nori



  • mata do zwijania (ja użyłam takiej silikonowej, do wałkowania, bo nie mam takiej do zwijania sushi)
  • sos sojowy, wasabi, imbir marynowany, podprażony sezam do podania


Wykonanie:

  1. Gotujemy makaron soba wg instrukcji na opakowaniu. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą.
  2. Gotujemy lub pieczemy słodkiego ziemniaka (do miękkości). Gotowego ziemniaka przelewamy zimną wodą i kroimy w słupki.
  3. Tofu kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni na 1-2 łyżkach oleju. Smażymy tofu przez ok. 5-7 min z obu stron.
  4. Ogórka myjemy i kroimy w słupki.
  5. Na arkuszu nori układamy makaron soba. Na makaronie układamy w paskach resztę składników i zwijamy w miarę ciasne rolki. Z podanych proporcji wyszły mi 4 rolki, czyli 2 porcje sushi (24 kawałki sushi - każdą rolkę pokroiłam na 6).
  6. Podajemy z sosem sojowym i innymi dodatkami wg uznania :)
  7. Smacznego!

Anka

środa, 13 stycznia 2016

Noworoczne postanowienia w pudełku, czyli 7 sałatek do zabrania do pracy/szkoły/na przyprawę do bieguna

Jak tam postanowienia noworoczne? Już wzięły w łeb czy jeszcze dzielnie się ich trzymacie? Ja jestem z postanowieniami noworocznymi trochę na bakier, bo nigdy nie czuję, że rok się kończy właśnie 31 grudnia. Zawsze mi się wydaje, że rok kończy się w okolicy Bożego Narodzenia, a ten dodatkowy tydzień to tak trochę ni przypiął ni przyłatał.


Doceniam jednak masowo opanowujące populację dążenie do samodoskonalenia. Będę chodzić na fitness 8 razy w tygodniu! Nie będę jeść słodyczy, już nigdy przenigdy! Nie będę już wydawać tyle pieniędzy na kosmetyki! I tak dalej :)

Nie lubię postanowień noworocznych, bo moja skłonność do perfekcjonizmu nie może znieść faktu, że niestety moje postanowienia najprawdopodobniej nie przetrwałyby nawet miesiąca. Więc po co w ogóle próbować? Niezbyt to mądra logika, ale mniej więcej taki ciąg myślowy przebiega w mojej głowie kiedy słyszę hasło "postanowienia noworoczne".

Głęboko wierzę jednak w planowanie. Ale takie krótkoterminowe, nie że w ciągu roku wejdę na Mount Everest (bez specjalnego trenowania wcześniej), pojadę do Japonii zobaczyć makaki, a tak w czasie wolnym nauczę się chińskiego, sama, a co. Moje planowanie nie wybiega zwykle dalej niż tydzień do przodu. I co można tak zaplanować z tygodniowym wyprzedzeniem? Ano na przykład obiady na cały tydzień. Że brzmi przerażająco? Że po co planować obiady, przecież JAKOŚ się to ogarnie w tygodniu, z dnia na dzień, prawda? 

Moje doświadczenie z ogarnianiem obiadów na bieżąco w tygodniu zwykle oznacza, że będę w danym tygodniu jadła kupny hummus ze zdybanymi w osiedlowym mini sklepie warzywami (poniedziałek - wtorek), potem złapię jakąś gotową zupę i zjem ją na kolejne dwa obiady (tu mamy środę i czwartek), po czym w piątek skapituluję i wyciągnę jakiś makaron, który wystąpi w roli pasta all' aglio e olio lub też olio e pepperoncino. Potem w sobotę z radością odkryję na nowo, że domowy obiad to jednak pycha i to mnie zmotywuje do tego, żeby przysiąść, zrobić listę zakupów z konkretnymi daniami na konkretny dzień, obkupić się w te sprawunki, a kawałek niedzieli (większy lub mniejszy) spędzić na gotowaniu. 


A może by tak zrobić sałatki na cały tydzień? Takie sycące sałatki, nie że szpinak, pomidor i już. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam sałatki w słoikach, pomyślałam, że ładnie toto wygląda, ale że tak przygotowane sałatki nie przetrzymają kilku dni w lodówce. Mocno się zdziwiłam, kiedy się okazało, że 4-5 dni zapakowane sałatki wytrzymują bez problemu. Nie można tylko dodawać żadnych ciężkawych sosów, świeżej cebuli czy czosnku. No i ja jeszcze dodaję listki sałaty/szpinaku/jarmużu już na talerzu, nie pakuję zieleniny na wierzch pudła. Więc na przykład w poniedziałek razem z pudełkiem z sałatką niosę do pracowej lodówki paczkę zieleniny, którą potem sukcesywnie chrupię w kolejne dni tygodnia.

To jak, sałatki do pudełek? :)

Przepisy na te 7 sałatek  powstały pewnego popołudnia, które spędziłam na oglądaniu przepisów na sałatki na giallozafferano.it i makemoreofsalad.com, ale zweganizowałam je już sama :)

Poniedziałek


Dla fanów awokado i czarnych oliwek

  • kostki tofu (ok. 100 g)
  • ugotowany makaron razowy (ok. 3/4 szkl. suchego makaronu)
  • awokado (1/2 awokado, posiekanego w drobną kosteczkę)
  • pomidor (1/2 dużego, posiekana w kostkę i pozbawiona pesteczek ze środka)
  • czarne oliwki (ok. 2-4 łyżek pokrojonych w ćwiartki oliwek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Wtorek


 Z gruszkowym wsparciem

  • soczewica (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej soczewicy)
  • kasza jęczmienna/jaglana (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • gruszka (1/2 gruszki, obranej ze skórki i posiekanej w kostkę)
  • orzechy laskowe/włoskie (ok. 2-4 łyżek posiekanych i podprażonych na patelni orzechów)
  • sok z cytryny (1 łyżka) lub ocet balsamiczny (ok. 1 łyżeczki)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Środa


Z pomarańczami w nowym wydaniu

  • ciecierzyca  (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • makaron pełnoziarnisty (ok. 3/4 szkl. suchego makaronu)
  • awokado (1/2 awokado posiekana w drobną kosteczkę)
  • pomarańcza (1/2 wyfiletowanej pomarańczy)
  • sok z cytryny lub pomarańczy (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • pieprz czarny do smaku
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Czwartek


Z pachnącymi ziołami

  • ciecierzyca (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • kasza jaglana/kuskus (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • pomidor (1/2 dużego, posiekana w kostkę i pozbawiona pesteczek ze środka)
  • podsmażone plasterki cukinii (ok. 1/2 cukinii posiekanej w plasterki i podsmażonej krótko na patelni)
  • pietruszka świeża (1 łyżka posiekanej)
  • opcjonalnie: mięta świeża (1 łyżka posiekanej)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Piątek


Z czerwonymi diamencikami

  • soczewica (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej soczewicy)
  • kasza jęczmienna/jaglana (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • żurawina suszona (ok. 2 łyżek)
  • nasiona grantu (ok. 4 łyżek)
  • tymianek (1/4 łyżeczki)
  • rozmaryn (1/4 łyżeczki)
  • pestki dyni lub orzechy włoskie (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania


Sobota


Z marchewkowymi wstążeczkami i orzeszkami ziemnymi, żeby jakoś przetrzymać pracującą sobotę

  • ciecierzyca (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • ryż basmati (1/4 szkl. suchego, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanego ryżu)
  • świeża marchewka (1/2 marchewki, pokrojona na "wstążeczki" przy pomocy obieraczki do warzyw)
  • pomarańcza (1/2 wyfiletowanej pomarańczy)
  • orzeszki ziemne do posypania  (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny/limonki (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Niedziela


 Na wypasie dla tych, którzy w niedzielę zamiast "nie dziełać", muszą iść do pracy

  • kostki tempehu marynowanego/wędzonego lub wędzonego tofu (ok. 100 g)
  • ryż basmati (1/4 szkl. suchego, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanego ryżu)
  • patyk selera (1 posiekany w plasterki)
  • suszone morele (ok. 2 łyżek posiekanych w kosteczkę moreli - ok. 6 sztuk moreli)
  • pestki dyni lub orzechy włoskie (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania
Wszystkie sałatki układamy w pudełkach od najbardziej "wytrzymałych" składników (kasza, soczewica, ciecierzyca), do najbardziej  delikatnych (awokado, pomarańcza, pomidor). Sałatki ułożone w pudełkach/słoikach warstwami pakujemy do lodówki i cieszymy się cały tydzień, że udało nam się tak sprytnie rozwiązać problem obiadów :)

Smacznego!
Anka

czwartek, 10 grudnia 2015

BIO tofu Polsoi - podsumowanie

Nadchodzi koniec roku, czas robienia różnych podsumowań i zestawień, albo... nadrabiania zaległości! Nieuchronne zbliżanie się konkretnej daty często mobilizuje, żeby wreszcie zamknąć z dawna odkładane sprawy.


A więc zanim skończy się 2015, chcemy podsumować krótko nasze przygody z BIOtofu Polsoi, które dostałyśmy do testowania  w maju tego roku :) Testowanie poszło nam sprawnie i żadna kosteczka tofu się nie zmarnowała, jednak zebranie wrażeń w jednym poście trochę nam się przedłużyło.



No więc, do rzeczy! Zdecydowanie zostałyśmy fankami tofu naturalnego, które w wersji BIO jest bardzo delikatne i idealnie nadaje się do różnych ciast oraz kremów. Możecie je wykorzystać w naszym przepisie na tofurnik z figami i karmelem, który robi furorę wśród wszystkich "testerów", bardziej i mniej wege, co nas niezmiernie cieszy :)

Naszym drugim hitem (czy może być drugi hit? może!) zostało tofu w sosie tamari, czyli miła odmiana dla tofu w sosie sojowym. Bardzo smaczne samo w sobie, może być użyte w potrawach bez gotowania, na przykład w tych pysznych, a do tego superszybkich sajgonkach z mango i zielonym groszkiem.

Trzecie w kolejce jest BIO tofu wędzone, czyli kolega znanego już "zwykłego" tofu wędzonego Polsoi. Fajne tam, gdzie trzeba użyć wegańskich zamienników boczku, a więc w sałatce z bobem i suszonymi pomidorami, albo w naszej babce ziemniaczanej, na którą akurat zaczyna się sezon, bo potrzeba do niej "zimowych" kartofli (z młodych nie będzie się dobrze kleić).

Wreszcie czas na dwa rodzaje tofu "smakowego": w ziołach i w pomidorach. Przyznaję, że zwykle jestem nieufna wobec takich wynalazków - uważam, że najlepiej, gdy dodatki są świeże, więc raczej kombinowałabym, jak sobie dosmaczyć tofu naturalne z użyciem np. bazylii czy pomidorów. Jednak jak testować, to testować, no i tu ... miłe zaskoczenie. Kompozycje smakowe w obu przypadkach są wyważone, z lekkim wskazaniem na korzyść tofu w pomidorach. Fajnie sprawdzą się w daniach przygotowanych na szybko - tofurnicy przygotowanej bez smażenia cebuli i czosnku albo w sałatce ze szpinaku z truskawkami i prażonymi migdałami.

PS. Sałatka z bobu jest tylko na zdjęciu, nie ma w niej żadnego specjalnego sosu, wystarczy dobra oliwa. Tofurnica w tej wersji też nie ma osobnego wpisu, ale tu znajdziecie przepis podstawowy.

wtorek, 3 listopada 2015

Sajgonki z mango, tofu i zielonym groszkiem

Dzisiaj przepis, którego wykonanie wymaga może 15 minut pracy, o ile ma się potrzebne składniki na stanie. Spring rolls na jesień, czyli co, autumn rolls? ;)


Jakiś czas temu Magda pisała o tym, jak zwijać takie rolki, więc wszystkie wskazówki można znaleźć tu. Ja się tylko rozpiszę na temat tego, jak pyszna jest kombinacja smaków w tych rolkach, bo naprawdę jest po prostu PRZECUDOWNA.


O ile tofu i zielony groszek jak najbardziej kojarzą mi się ze spring rolls, o tyle mango to już dziwniejszy wybór. Ale nie ma się co obawiać, bo mango idealnie się tu sprawdza - jest soczyste i pięknie pachnie, więc nadaje specyficzny smak gotowym rolkom. Wystarczy kilka plastrów mango, żeby z całkiem spoko okej dobrych rolek zrobić super mega odświeżające i nietypowe danie.

Co jeszcze zapakowałyśmy do naszych rolek? Ano, ugotowany makaron soba, pokrojony na mniejsze kawałki, które łatwiej upakować do zwijanych rolek. Takie połączenie bardzo mi odpowiada, bo nie tylko jest szybkie (makaron soba jest przecież gotowy w 5 min), ale też dodaje gryczano-orzechowego smaku gotowym rolkom.


Żeby całe danie było bardziej krzepiące, wkroiłyśmy też do tych rolek tofu w sosie tamari, które jakiś czas temu dostałyśmy w prezencie od Polsoi. Takie marynowane w tamari tofu sprawdziło się w naszych rolkach idealnie, bo miało swój wyrazisty smak, a nie tylko przejęło aromat i smak innych składników, tak jak to zwykle jest z naturalnym tofu.

Gotowe rolki moczyłyśmy w sosie sojowym, choć pewnie można by je też podać z jakimś innym sosem, np. takim z masła orzechowego. Albo z jakimś bardzo ostrym, w którym byłoby mnóstwo papryczek chili. Chociaż nadzienie w tych rolkach było tak dobre, że właściwie po co jeszcze stawać na głowie? :)

Co do samego pomysłu, to podpatrzyłam go stąd. Nie mogłam się oprzeć tej feerii barw, więc ich już specjalnie nie ulepszałyśmy jeśli chodzi o paletę kolorów. Zamieniłyśmy tylko awokado na zielony groszek, bo nie miałyśmy akurat dojrzałego awokado pod ręką :) Pyszności!


I jeszcze na koniec słówko prawdy: ten przepis miał być opublikowany jakiś czas temu. Tzn. napisałam "jakiś czas temu", a właściwie w tym przypadku trzeba by było napisać ze 3 miesiące temu. I dlatego mogłyśmy wtedy jeszcze użyć sprezentowanego nam przez Polsoję BIO tofu z tamari, no bo teraz to mogłybyśmy w takie rolki zawinąć co najwyżej wspomnienie po tym tofu ;)

Sajgonki z mango, tofu i zielonym groszkiem
podpatrzone stąd

Składniki:
na ok. 15-20 rolek, zależnie od tego jak duże rolki będziemy zwijać)

  • 1 opakowanie tofu z tamari
  • 1 szkl. mrożonego zielonego groszku, przelanego wrzątkiem
  • ok. 1/3 mango, pokrojonego w plastry lub słupki
  • 200 g makaronu soba, ugotowanego i pokrojonego na mniejsze kawałki
  • papier ryżowy do zawijania


  • sos sojowy do moczenia
  • ew. kilka łyżek podprażonego sezamu do posypywania przy jedzeniu


Przygotowanie:
  1. Makaron soba gotujemy wg wskazówek na opakowaniu, odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Tofu kroimy w słupki, groszek przelewamy gorącą wodą i odcedzamy, a mango obieramy ze skórki i kroimy w plastry lub słupki.
  2. Zwijamy rolki, układając po trochu wszystkich składników na środku namoczonego przez chwilę w wodzie papieru ryżowego. Szczegółowe wskazówki do zwijania rolek można znaleźć w tym poście.
  3. Rolki podajemy z sosem sojowym i ew. posypujemy od czasu do czasu podprażonym sezamem ;)
Smacznego!
Anka

niedziela, 28 czerwca 2015

Wegańska sałatka ze szpinaku z truskawkami, prażonymi migdałami i tofu

Truskawki tu, truskawki tam :)  Nie ma się co dziwić, że w czerwcu wszyscy nagle przygotowują tysiące wariantów dań z truskawkami, bo przecież sezon na te owoce trwa tak krótko. W tym roku truskawkowe szaleństwo ma się już powoli ku końcowi, więc warto uczcić/wykorzystać tę okazję i poza słodkościami zrobić... sałatkę z truskawkami!


Na przepis na sałatkę z truskawkami wpadłam trzy sezony truskawkowe temu. Pomysł wydał mi się tak dziwny, że koniecznie musiałam spróbować. Bardzo mi się takie połączenie spodobało, więc wtedy zrobiłam tę sałatkę kilka razy pod rząd. Potem sobie o tym przepisie zapomniałam, bo go nie zapisałam. Niby coś tam mówiłam Magdzie o tym, jakie to było dobre, ale ona sama nigdy nie zaryzykowała. 


Dopiero teraz niedawno przygotowałam właśnie taką truskawkową sałatkę i Magda też od razu ją polubiła. Ot, takie rzeczy. Nigdy nie wiadomo, jaka też dziwna kombinacja smaków człowiekowi posmakuje :)


Żeby zrobić z takiej sałatki trochę bardziej sycący posiłek, dodałyśmy też trochę rozdrobnionego widelcem BIO tofu z ziołami z Polsoi. Idealnie się tu sprawdziło, bo przyprawy nie są dominujące, ale tofu nie jest takie delikatne w smaku jak tofu naturalne. Przez przypadek okazało się, że ziołowe tofu bardzo dobrze dopasowało się do słodkich, pachnących truskawek i podprażonych migdałów.


Przygotowuje się tę sałatkę galopem, trzeba tylko pozbierać składniki. Choć pewnie można by też eksperymentować z innymi orzechami i typem zieleniny. Pyszności!

Wegańska sałatka ze szpinaku z truskawkami i prażonymi migdałami

Składniki (na jedną porcję!):

  • 1 szkl. liści szpinaku, umytych i osuszonych
  • 1/2 szkl. truskawek, umytych, osuszonych i pokrojonych w ćwiartki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 2-3 łyżki posiekanych i podprażonych migdałów
  • 1/4 opakowania tofu z ziołami Polsoi (ok. 60 g), rozdrobnionego widelcem
  • ew. sól do smaku (najlepiej gruboziarnista)

Przygotowanie:

  1. Rozgrzewamy patelnię i prażymy na niej posiekane migdały. Kiedy zrobią się już złociste, szybo zdejmujemy z ognia i przekładamy na talerz lub do miseczki.
  2. Na umytych i osuszonych liściach szpinaku układamy przygotowane truskawki, dodajemy też rozdrobnione widelcem tofu. 
  3. Szpinak, truskawki i tofu polewamy z wierzchu sokiem z cytryny i oliwą, posypujemy podprażonymi migdałami i ew. solą do smaku.

Smacznego!
Anka

niedziela, 31 maja 2015

Wegański tofurnik z figami i karmelem

Całkiem niedawno odkryłam, że na naszym blogu nie ma ani jednego przepisu na tofurnik! Żeby jak najszybciej naprawić to niedopatrzenie, przedstawiam ten oto przepis na tofurnik z figami i karmelem :)

 


Robiłam jakiś czas temu taki bezsernik z ciasteczkami oreo, jednak wtedy masa zawierała kombinację tofu "twardszego" i kremowego (silken tofu). Ponieważ to drugie jest ciągle jeszcze dość drogie, wymyśliłam, że przerobię trochę oryginalny przepis. Tym razem użyłam tofu BIO Polsoi, które jest delikatniejsze od zwykłego tofu nie-bio, więc idealnie zastąpiło mieszankę tofu silken i zwykłego (które jest jednak trochę bardziej gąbczaste).


Myślę, że można by też użyć domowego tofu, jeśli akurat takie robicie.


Tak czy inaczej, tofurnik pozbawiłam dodatku oreo, za to dodałam karmel i figi. A tak! Bo zamarzyło mi się, żeby było tak słodko i nawet trochę przesadnie.

 
Przepis na karmel pochodzi z tego bloga, ja tylko nie dodawałam soli, który jest obowiązkowym składnikiem amerykańskich przepisów na tę ciągnącą się masę. Karmel wychodzi bezbłędny, a wystarczy tylko zmieszać wszystkie składniki i podgrzać je w rondelku. Według mnie, taki karmel jest nawet lepszy od swojego niewegańskiego prototypu. Zapewniam, że trudno jest odkleić się od rondelka, i to nie tylko za sprawą konsystencji tej pysznej masy ;)


A propos klejenia (się), kiedy skończyłam robić ten tofurnik, w mojej kuchni kleiło się chyba wszystko, a do mieszania masy użyłam dwóch trzech blenderowych pojemników i dwóch misek :D

 
Zresztą gotowanie w moim wydaniu zazwyczaj tak wygląda - kuchnia cała upaćkana, i góra naczyń do posprzątania. Bardzo się odnajduję na  tym zdjęciu autorki bloga Oh She Glows. A Wy? Jaki macie system? :)

Wegański tofurnik z figami i karmelem

Składniki:
(na tortownicę  20-22 cm)  

Spód:
( z Veganomiconu)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szkl. + 2 łyżki mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru
  • 1/4 szkl. oleju o neutralnym zapachu
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 4-6 łyżek zimnej wody

Masa z tofu:
(na podstawie proporcji z tego przepisu)
  • 2/3 szkl. nerkowców - namoczonych w gorącej wodzie na min. 1/2 godziny i odsączonych
  • 425 ml mleka kokosowego
  • 615 g dobrego tofu
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/4 szkl. oleju o neutralnym zapachu
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 3 łyżki  mąki ziemniaczanej
  • 1/4 szkl. mąki pszennej 

Karmel:
(przepis stąd)
  • 1/4 szkl. masła z migdałów
  • 1/4 szkl. syropu klonowego
  • 2 łyżki + 2 łyżeczki oleju kokosowego (40 ml, olej odmierzamy na zimno, czyli w wersji stałej)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego


Na wierzch:
  • ok. 10 suszonych fig, namoczonych i pokrojonych na 6-8 cząstek każda 
Wykonanie:

Spód:
  1. Zaczynamy od przygotowania ciasta: w misce mieszamy mąkę ziemniaczaną, mąkę pszenną, proszek do pieczenia i cukier. Dokładnie mieszamy.
  2. Do wymieszanych suchych składników dodajemy olej.
  3. Szybko zagniatamy ciasto, dodając tyle wody, żeby powstało równe, nierozsypujące się ciasto.
  4. Gotowe ciasto wkładamy do lodówki w szczelnym pudełku albo woreczku foliowym. Chłodzimy (min. 30 min, ale można zostawić i na noc, pamiętając, że po dłuższym chłodzeniu ciasto będzie bardzo twarde i będzie potrzebowało dużo czasu żeby "odtajać").
  5. Schłodzone ciasto wyciągamy z lodówki, czekamy aż da się je wałkować (czyli aż się trochę ociepli), wałkujemy i wykładamy do formy (okrągła o średnicy 20 cm, ewentualnie może być 22 cm, ale nie większa, bo tofurnik wyjdzie niski). Nie trzeba się przejmować, jeśli ciasto będzie się rozsypywać, po prostu wciskamy je palcami do formy.
  6. Wyłożone do formy ciasto dziurkujemy widelcem (żeby się nie porobiły ew. bąble powietrza) i pieczemy przez 15-20 min w piekarniku nagrzanym wcześniej do 180 st (ma się lekko zrumienić).
Masa:
  1. Odsączone orzechy nerkowca miksujemy w blenderze, dodając po trochu mleko kokosowe. Miksujemy kilka razy, aż nie będzie grudek (albo prawie :)).
  2. Teraz wygodnie będzie przełożyć masę do większej miski i dalej miksować już zewnętrzną końcówką blendera ("żyrafą"). Dodajemy po kawałku tofu, znowu dokładnie miksujemy.
  3. Dodajemy olej, cukier i aromat, blendujemy.
  4. Dodajemy oba rodzaje mąki i dokładnie miksujemy lub mieszamy.
  5. Gotową masę wylewamy na podpieczony spód.
  6. Nagrzewamy piekarnik do 175 - 180 stopni Celsjusza.
  7. Pieczemy sernik 60 minut, ale najlepiej po 40 minutach zajrzeć, i sprawdzić, czy się nie zrumienił za bardzo - wtedy trzeba wyjąć i przykryć z wierzchu folią aluminiową, i wstawić z powrotem do piekarnika.
  8. Sernik studzimy, a nawet chłodzimy przez noc w lodówce i na następny dzień przygotowujemy karmel.
Karmel:
  1. Wszystkie składniki na karmel umieszczamy w rondelku i podgrzewamy, mieszając, aż karmel zgęstnieje (ok. 3-5 minut); ewentualnie możemy zmiksować gorącą masę blenderem (ostrożnie!), żeby była jeszcze gładsza.
  2. Karmel wylewamy na wierzch tofurnika, układamy na nim kawałki fig. Zostawiamy do zastygnięcia.

Smacznego!
Magda

wtorek, 28 kwietnia 2015

Wegańskie krucho-drożdżowe paszteciki z kaszą gryczaną i tofu

Pieczone pierogi z kaszą gryczaną i białym "serem" chodziły już za mną dawno. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam gryczaną. Po drugie - bo to popisowe danie naszej babci. No i nazywa się ono właśnie pierogi pieczone (nie paszteciki!).


Babcine pierogi to jednak solidne ciasto drożdżowe, które wymaga wyrastania, wyrabiania, no i ogólnie - trochę więcej czasu. Anka zrobiła takie raz z ciastem z naszego ulubionego Veganomiconu - i wyszły pyszne. Był środek zimy i pierogi idealnie się nadały jako dodatek do czerwonego barszczu. Ale teraz, gdy jest coraz cieplej (na szczęście!), i ma się ochotę gdzieś wybyć na zieloną  trawkę, sterczenie przez kilka godzin w rozgrzanej kuchni jakoś nie wydaje się kuszące. Dlatego przerobiłam oryginalne pierogi na szybsze i prostsze paszteciki.

 

Jako podstawa posłużył mi przepis na ciasto krucho-drożdżowe z Kuchni polskiej. Przepis był jednak na słodko, więc wyrzuciłam cukier; jajka i śmietanę zastąpiłam mlekiem z odrobiną cytrynowego soku, a w roli masła wystąpił nieodzowny olej kokosowy (według przelicznika *80%, o którym pisała Anka).


Ciasto jest bardzo wdzięczne, naprawdę super łatwe i rach-ciach się zagniata. Najwięcej czasu schodzi na wałkowaniu i wycinaniu, ale to może dlatego, że ja za wałkowaniem za bardzo nie przepadam. Próbowałam różnych sposobów i ostatecznie najbardziej przypadł mi do gustu taki: odrywam małą kulkę ciasta, wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczam ją, nadając jej w miarę kwadratowy kształt, a potem rozwałkowuję cieniej za pomocą tłuczka od moździerza. Na koniec mierzę linijką prostokąt 10 x 11 cm i odcinam nadmiar, a skrawki z powrotem wgniatam w kulę ciasta.


Oczywiście, niekoniecznie trzeba biegać z linijką :D ja takie lekkie skrzywienie mam od zawsze, bo ciężko mi ocenić, czy coś mierzy 5, czy 8 cm. Za to Ankę żartobliwie nazywamy Minutnikiem, bo zazwyczaj bardzo trafnie ocenia na oko wagę, objętość czy czas ("właśnie minęły dwie minuty, herbata ci się już zaparzyła!", wtedy patrzy człowiek na  minutnik a tam 2 min 5 s).


Taki pierożek-pasztecik idealnie się nada na piknik, majówkę, albo na przekąskę do pracy.... właściwie zawsze jest dobry moment, żeby zjeść jeden mały pasztecik :)

Wegańskie krucho-drożdżowe paszteciki z kaszą gryczaną i tofu

Składniki:

Ciasto
  • 500 g mąki pszennej (białej)
  • szczypta soli
  • 130 g oleju kokosowego
  • 50 g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2/3 szkl. letniego mleka + 1-2 łyżki do zagniatania
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • + mleko do sklejania ciasta
  • + dwie łyżki oleju kokosowego (roztopionego) lub 2-4 łyżki mleka do posmarowania bułeczek
  
Farsz
  • 2/3 suchej kaszy gryczanej palonej (ugotować w 1 1/3 szkl. osolonej gorącej wody)
  • 200 g tofu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 średnie cebule (ok. 200 g cebuli)
  • 2 łyżki oleju do smażenia cebuli

Przygotowanie:

Farsz:
  1. Cebulę podsmażamy na rozgrzanym oleju - jak się zacznie szklić, zmniejszamy temperaturę i przykrywamy pokrywką. Można tez pod koniec dodać parę łyżek wody, gdyby cebula zaczęła się przyklejać - ma być miękka, nie chrupiąca!
  2. Kaszę gotujemy i studzimy (zawsze 2 x tyle objętości wody co kaszy, i gryczaną trzeba wrzucić do naprawdę WRZĄCEJ wody. Jak tylko kasza z wodą się zagotują, zmieszamy temperaturę i gotujemy na minimalnym ogniu/ gazie/ prądzie :D).
  3. Tofu rozgniatamy widelcem. Przestudzoną kaszę i cebulę mieszamy z tofu. Doprawiamy sokiem z cytryny, dodajemy sól i pieprz do smaku.

Ciasto:
  1. W kubeczku lub miseczce rozcieramy drożdże z cukrem.
  2. Do oddzielnego dużego naczynia wsypujemy mąkę, solimy. Dodajemy olej kokosowy, mieszamy widelcem, aż powstaną grudki.
  3. Do mąki dodajemy roztarte drożdże. Dolewamy mleko wymieszane z sokiem z cytryny, zagniatamy. Jeśli ciasto nie chce się zagnieść, dodajemy jeszcze 1-2 łyżki mleka.
  4. Ciasta nie trzeba wyrabiać ani zostawiać do wyrastania. Wystarczy zagnieść tak, żeby powstała zwarta kula.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Ciasto rozwałkujemy cienko, tak na ok. 3 mm. Będziemy je składać, więc w sumie grubość gotowego pierożka będzie większa. Wycinamy kwadraty, lub ewentualnie prostokąty (u mnie 10 x 11 cm -> szczegóły - patrz tekst wyżej). Mogą być trochę większe lub trochę mniejsze - zależy, jak duże pierożki chcemy otrzymać. 
  2. Na środku każdego kwadratu układamy łyżeczkę - półtora farszu. Podnosimy jeden z rogów kwadratu, smarujemy odrobiną mleka (wystarczy zmoczyć palce mlekiem) i sklejamy z przeciwległym rogiem. Następnie analogicznie łączymy dwa pozostałe rogi (zawsze najtrudniej dopchnąć ten ostatni, ale nie zrażajcie się :) Pierożki nie muszą być idealnie równe).
  3. Gotowe paszteciki smarujemy po wierzchu mlekiem lub olejem, żeby się ładnie zrumieniły.
  4. Piekarnik nagrzewamy do 180 - 190 stopni Celsjusza. Pieczemy paszteciki ok. 30 min - aż się zrumienią. Ciasto jest cienkie, więc nie powinno być problemu z upieczeniem, ale zawsze warto wyjąć jeden pasztecik testowy i wypróbować, czy aby na pewno się upiekł ;)

Smacznego!
Magda

środa, 4 marca 2015

Kolorowe wegańskie rolki, czyli gołąbki z papieru ryżowego!

Ostatnio były u nas różne przeprowadzki, podróże ulubionym PKP, no i mało czasu na gotowanie. Dlatego pomyślałam, że napiszę o daniu, które dobrze się sprawdza, gdy mamy mało czasu, a jednak nie chcemy zapychać się byle czym. Prawie miałam napisać „fast food”, ale to jednak trochę nie pasuje do przepisu, który chciałam Wam dziś zaproponować, bo chociaż przygotowuje się go szybko, to zawiera same zdrowe (i pyszne!) składniki.


Taki szybki obiad to gołąbki z papieru ryżowego, czyli spring rolls bez smażenia (Wikipedia podpowiada, że takie robią w Wietnamie). Idealnie nadają się do zapakowania resztek obiadu z poprzedniego dnia, albo innych "niezaopiekowanych" produktów, które czekają w lodowce. Papier ryżowy ma tę przewagę nad np. gotową tortillą, że jest lekki, niskokaloryczny i nie zawiera konserwantów (nie żebym nie wierzyła w przygotowanie tortilli w domu, tylko że wtedy to się już raczej nie zalicza się do najszybszych dań). Co więcej, zawinięte w cieniutkie, przezroczyste arkusze warzywa pięknie wyglądają.
Przygotowując za pierwszym razem takie gołąbki, użyłam składników, które bardzo lubię, ale które - choć nie są już trudno dostępnymi rarytasami - nie zawsze są pod ręką w standardowo zaopatrzonej kuchni: awokado i słodkich ziemniaków. Na drugi dzień zostało jeszcze trochę nadzienia, więc awokado zastąpiłam zielonym groszkiem. A gdy kolejnego dnia nadal nie chciało mi się gotować, do groszku dodałam gotowaną marchewkę i brokuła. I tak powstały polskie zimowe (spring) rolls.


Żeby taki gołąbek był bardziej sycący, dodajemy kawałeczki tofu albo orzeszki ziemne. Gołąbki z tofu podajemy z sosem z masła orzechowego, który możemy wymienić po prostu na sos sojowy, jeśli zdecydujemy się na nadzienie z orzechami. Chociaż, właściwie, ja uważam, że orzeszków nigdy nie za wiele :D Dobrze robi rolkom dodatek szczypiorku, pod warunkiem, że nie będziemy ich później podgrzewać (np. w mikrofali w pracy).

Przepis poniżej można potraktować jako punkt wyjścia i zmieniać zestaw składników według własnego uznania. Jak widzicie, ja ostatecznie pominęłam brokuła. Ale ta potrawa aż się prosi, żeby z nią eksperymentować i układać jak puzzle (albo klocki lego). I chociaż w naszej kuchni co prawda nie grasują żadne dzieci, jakoś tak mi się wydaje, że to danie świetnie nadaje się do zabawy w gotowanie - nie trzeba stać przy garach z wrząca wodą albo tłuszczem, wystarczy namoczyć ryżowe arkusiki w letniej wodzie i układać na nich kolorowe kostki.

Nakład pracy jest naprawdę nieduży, a efekt bardzo ładny - równie dobrze można podać takie gołąbki na odświętną kolację.


Gołąbki z papieru ryżowego
Porcja dla 2 osób

Składniki:

Gołąbki:
  • 8 arkuszy papieru ryżowego (po 4 na osobę)
  • 1-2 słodkie ziemniaki (albo 3 marchewki), pokrojone w kostkę i ugotowane
  • 1 szklanka mrożonego groszku, przelanego wrzątkiem i odcedzonego
  • 1/2 szkl. niesolonych orzeszków ziemnych lub 1 kostka tofu (170g), lekko odciśnięta
  • pęczek szczypiorku, posiekany
  1. Jeśli używamy tofu, możemy je tylko odcisnąć (ściereczka + obciążnik) i pokroić w kostkę, albo dodatkowo zgrillować w piekarniku lub krótko podsmażyć na patelni.
  2. Przygotowujemy głęboki talerz albo np. naczynie żaroodporne i napełniamy je letnią wodą.
  3. Każdy arkusz papieru zanurzamy na moment w wodzie, a następnie wyciągamy. Na płaskim talerzu lub desce formujemy gołąbki: mniej więcej na środku arkusza układamy niewielką ilość nadzienia (łącznie nie więcej niż 2 łyżki), zawijamy na zakładkę z lewej i prawej, a tak powstały prostokąt zwijamy od krótszego boku. Dociskamy na końcach, żeby papier się dobrze skleił (można dodatkowo zmoczyć palce wodą).
  4. Podajemy z sosem do moczenia.

Sos:
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 1 łyżeczka startego imbiru
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1/4 szkl. wody
1. Wszystkie składniki dobrze wymieszać w kubeczku lub słoiku.

Smacznego!
Magda