Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2016

Świętujemy urodziny Miejskich - czekoladą i truskawkami!

Ostatnio, to znaczy w połowie sierpnia, minął nam kolejny rok prowadzenia bloga. Tę rocznicę sponsoruje okrągła cyferka 3 :) Bardzo się cieszymy, że blog nadal istnieje, zyskuje nowych fanów na fejsbuku, że zaglądacie tu i komentujecie nasze wpisy. Dziękujemy!

 

Zeby przeczytac przepis, przeiwn do dolu

 

W tym roku przydarzyło nam się dużo fajnych rzeczy i teraz akurat mamy okazję, żeby powspominać!
W styczniu poprowadziłyśmy pierwsze w naszej karierze warsztaty kulinarne. To było super przeżycie, tym bardziej, że zgłosiły się osoby zainteresowane naszą kuchnią, ale niekoniecznie weganie. Za udostępnienie miejsca, a także za motywację i doping dziękujemy Beacie. Za zachęcenie do zrealizowania pomysłu, i to nie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale już, teraz, dziękujemy Celestynie i dziewczynom z Klubu Kobiet Wyjątkowych. 
Drugi warsztat udało się zorganizować dzięki Ewie, która zasugerowała miejsce, a także dzięki gościnności Deli 8. W tym samym czasie, czyli w marcu, wywiad z nami opublikowała krakowska Gazeta Wyborcza. Czytelnicy piątkowego dodatku mogli przeczytać o tym, jak przechodziłyśmy na dietę roślinną i co myślimy o "nawracaniu" na weganizm. Na marcowych warsztatach pierwszy raz miałyśmy profesjonalny serwis fotograficzny - za to dziękujemy Izie.
Wreszcie, w tym roku nasz blog zagościł w postach innych blogerek - Marty (Zafascynowana życiem) i Ani z aniversum, która napisała prześmieszny tekst pt. "Jak ugryźć weganina". Polecamy! :D
Na dodatek, miejscy roślinożercy znaleźli się na liście ulubionych wegańskich blogów Pawła, który prowadzi popularnego bloga Weganon. Było nam bardzo  miło :)
Życzymy sobie i Wam kolejnych pysznych postów, i oby pojawiały się jak najczęściej ;) Sezon letni powoli się kończy, więc może tym chętniej zasiądziemy do klawiatur :)

DZIĘKUJEMY!

A na koniec lata mamy przepis, który pachnie latem, ale składniki do niego można kupić przez cały rok ;) Pachnącą latem czekoladę, która kojarzy nam się z Prowansją, głównie przez dodatek lawendy. Przyznajemy, że wyprawa do Prowansji chodzi za nami już od dobrych kilku lat, ale za każdym razem w porze urlopów wpada nam do głowy jakiś inny wyjazdowy pomysł, a Prowansja zostaje przesunięta na kolejny rok. I w tym roku nie będziemy się smażyć w prowansalskim słońcu, ale za to będziemy się raczyć pachnącą Prowansją czekoladą. Polecamy!

 

Czekolada gorzka z liofilizowanymi truskawkami i suszoną lawendą

Składniki:
  • 1 tabliczka czekolady gorzkiej (100 g)
  • 1-2 łyżki pokruszonych liofilizowanych truskawek
  • 1/4 łyżeczki suszonej lawendy (my kupujemy w aptece)

Wykonanie:
  1. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Kiedy jest już płynna, wykładamy ją na folię aluminiową. Można tę czekoladę rozprowadzić bardzo cienką warstwą, albo mniej więcej taką jak typowa tabliczka czekolady (tak jak my tym razem).
  2. Kiedy czekolada jest już rozprowadzona równą warstwą, posypujemy ją pokruszonymi liofilizowanymi truskawkami i lawendą.
  3. Czekoladę odstawiamy do zastygnięcia (my zostawiamy na klika godzin w temperaturze pokojowej, dopiero potem wkładamy do lodówki).
  4. Kiedy czekolada już zastygnie, łamiemy ja na kawałki i się zajadamy :)




Smacznego!
Magda i Anka

środa, 23 marca 2016

Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami (wegański!)

W ostatni weekend sześć uczestniczek zorganizowanych przez Magdę wielkanocnych warsztatów przygotowało furę pysznego jedzenia, w sam raz na późne wielkanocne śniadanie, zahaczające nawet o brunch. Dziewczyny zrobiły trzy różne mazurki: kajmakowy, z kiwi i crème pâtissière i z lemon curd. Wszystkie trzy wyszły śliczne, ale mi zaczął chodzić po głowie zwykły mazurek czekoladowy.



Mniej więcej taki mazurek czekoladowy kojarzy mi się z wielkanocnymi wypiekami, które pamiętam z dzieciństwa. Żadnych dodatków w stylu skórka pomarańczy czy jakieś inne świeże owoce. Czekolada, kruche ciasto i bakaliowe dekoracje, bez żadnych dodatkowych fanaberii ;)


Udekorowałam swój mazurek jajkami z marcepanu, bo marzył mi się mazurek przypominający to brownie.


Z tym, że zamiast wybierać się na poszukiwanie czekoladowych jajek, które byłyby wegańskie, kupiłam po prostu kostkę marcepanu, wyciągnęłam z szuflady kurkumę i gorzką czekoladę i sama ukulgałam jajka do dekoracji :)


Pyszny jest ten mazurek, mocno czekoladowy i kruchutki. Na dodatek, robi się go bardzo szybko (trzeba tylko zaplanować trochę czasu na chłodzenie oliwy), masa ma tylko dwa niezbędne składniki (!), a jeśli pominie się kulganie marcepanowych jajek, dekoracja zajmie naprawdę 1-2 minuty (np. jakby posypać mazurek płatkami migdałowymi). Także można taki mazurek machnąć nawet jak czasu na wielkanocne przygotowania jest naprawdę niedużo. Mniam!


Mazurek czekoladowy z marcepanowymi jajkami

Składniki:

Spód:
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny


Masa:
  • 200 g czekolady gorzkiej lub deserowej
  • 3/4 szkl. mleka kokosowego, najlepiej tylko tej "gęstej" części
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego
  • ew. stewia do smaku


Do dekoracji:

Wykonanie:

Spód:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto wałkujemy na grubość ok. 5-7 mm i formujemy z niego kształt jajka (niekoniecznie, może być  też np. prostokąt). Zakładamy krawędzie ciasta do środka tak, żeby powstał niewysoki rant. Nakłuwamy ciasto widelcem.
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.

Masa:
  1. Czekoladę łamiemy na kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. Kiedy czekolada jest już roztopiona, dodajemy po ok. 2 łyżki mleko kokosowe. Bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Kiedy czekolada połączy się już z mlekiem, dodajemy aromat waniliowy i stewię (opcjonalnie). Odstawiamy.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Na upieczony i wystudzony spód wykładamy masę. Wyrównujemy powierzchnię i dekorujemy mazurek.

Smacznego!
Anka

wtorek, 24 listopada 2015

Ekspresowa tarta z gruszkami i czekoladowym kremem (z wersją bezglutenową)

Gruszki po raz pierwszy, gruszki po raz drugi i... po raz trzeci też :) Gruszki wygrywają tej jesieni :)


Przepis poniżej podpatrzyłam na blogu Oh She Glows, ale zmieniłam w nim tyle rzeczy, że zaczął już żyć własnym życiem ;) Do sklejenia ciasta używam daktyli. W oryginalnym przepisie jest mąka z płatków owsianych - jeśli jej używam, to ciasta już nie podpiekam. Ostatnio jednak, od kiedy się dowiedziałam, że mąka owsiana nie jest całkowicie bezglutenowa, postanowiłam spróbować zamienić ją na jaglaną, tak żeby ciasto mogły zjeść też osoby z celiakią.

Czytałam, że kupna mąka jaglana jest gorzkawa, i że najlepiej samodzielnie wielokrotnie wypłukać kaszę jaglaną, a potem podsuszyć ją i zemleć. Ale jakoś mnie ta wizja nie zachwyciła. Miałam pod ręką płatki jaglane, więc je po prostu wrzuciłam do młynka i drobno zmieliłam. Nie wyczułam w cieście żadnej goryczki, więc chyba się udało :)



Jeśli chodzi o krem, to jest to cudo, a nie krem! Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, wymieszać ją z mlekiem kokosowym, ewentualnie dosłodzić, i gotowe :) Ja biorę całe mleko, tj. część stałą i płynną, i konsystencja wychodzi super. Używam mleka Kier albo mleka kokosowego z Lidla. Jeśli jednak trafi się Wam mleko bardzo rzadkie, to radzę jednak wstawić je na noc do lodówki (po otwarciu puszki przelewamy do słoika i czekamy, aż mleko zgęstnieje w chłodzie). 

No i jeszcze słowo o gruszkach. Z moim lenistwem, od chwili, kiedy kupię gruszki z myślą o zrobieniu ciasta do momentu, kiedy faktycznie się za to zabiorę, mija zwykle z tydzień. To akurat tyle czasu, ile twarde konferencje potrzebują, żeby dojrzeć :) Jeśli macie inny system robienia zakupów, to możecie - zależnie od potrzeb - kupić gruszki dojrzałe, ale niezbyt miękkie (nie mogą się rozpadać), albo twardsze gruszki, już obrane i przekrojone na pół, podgotować przez moment w syropie.

Połączenie gruszek z czekoladą jest luksusowe (wystarczy pomyśleć o deserze Belle Hélène), dlatego kiedy odkryłam ten przepis, pomyślałam, żeby wymienić oryginalne truskawki na gruszki. Efekt jest pyszny, a krem podbije podniebienia nie-roślinożerców - zapewniam, przetestowałam! ;)


Tarta z gruszkami i czekoladowym kremem


Składniki:

Na spód:
  • 1 szkl. migdałów
  • 1 szkl. płatków owsianych lub jaglanych
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • ew. 1-2 łyżki oleju kokosowego

Na krem:
  • 1 puszka mleka kokosowego (płynna i gęsta część)
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200 g)
  • stewia do smaku
  • 1 kg gruszek, obranych i pokrojonych w cząstki
  • ew. sok z cytryny (do skropienia gruszek)


Przygotowanie:

Spód 
  1. Migdały mielimy w młynku. Płatki owsiane mielimy w młynku lub blenderze, pozostawiając część płatków nie do końca zmielonych - tak, żeby w mące owsianej pozostały kawałki płatków. Jeśli używamy płatków jaglanych, mielimy je jak najdrobniej (na mąkę).
  2. Daktyle odsączamy i mielimy w blenderze. Jeśli blender nie chce ruszyć, dolewamy po trochu oleju kokosowego.
  3. W misce zagniatamy razem masę daktylową, zmielone migdały i mąkę z płatków owsianych.
  4. Formę na tartę (lub inną okrągłą) wykładamy papierem do pieczenia. Masę wykładamy do formy i ugniatamy, by uformować spód. 
  5. W wersji z płatkami owsianymi nie musimy już piec ciasta, chociaż można podpiec, jak kto lubi (ja wolę wersję surową). W wersji z płatkami jaglanymi - wstawiamy na 10-15 min do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Odstawiamy.
Gruszki

  1. Jeśli są bardzo twarde, można je (obrane i przekrojone na pół) podgotować 5 minut w osłodzonej wodzie z dodatkiem cynamonu. Jeśli nie - bierzemy po prostu surowe, dojrzałe, ale jeszcze nierozpadające się gruszki. Można je dodatkowo skropić sokiem z cytryny.

Krem
  1. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. W misce mieszamy mleko kokosowe i roztopioną czekoladę. Ewentualnie dosładzamy do smaku.

Spód + krem + gruszki
  1. Masę czekoladową wylewamy na spód. Na wierzchu układamy pokrojone, skropione sokiem z cytryny gruszki.
  2. Wstawiamy do lodówki na 1-2 godziny, by krem stężał.
Smacznego!
Magda

 





poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bûche de Noël, czyli wegańskie świąteczne polano - makowiec z czekoladowym kremem!

W tym roku miałam nie robić polana, miałam zrobić tylko makowiec, z ciasta drożdżowego. Żadnych wymysłów, żadnego cudowania. Wszystko szło zgodnie z planem, aż zobaczyłam zdjęcia nietypowych wersji tradycyjnego francuskiego bożonarodzeniowego polana, bez przesadnie naturalistycznych marcepanowych grzybków albo mchu z kolorowych wiórków. 


Najbardziej przemówiło do mnie zdjęcie, na którym polano zamiast leżeć, zostało podzielone na części i postawione pionowo. HA. Wtedy szybko zaczęłam kombinować, kiedy by tu wcisnąć pieczenie takiego cuda, właściwie tylko po to,  żeby spróbować, czy uda się tak własnoręcznie udekorować polano.


I wtedy mnie olśniło: a może by tak przełożyć polano masą do makowca, zamiast kremem budyniowym lub z mleka kokosowego? W szufladzie akurat była paczka maku, zachomikowana na okazje przedświątecznego testowania nowych przepisów. I figi, zakupione na zasadzie "zmarnować to się nie zmarnują". No i czekolada na krem na wierzchu.

Uzbroiłam się więc w zdjęcie oryginalnego ustawionego pionowo polana, przepis na ciasto na polano podpatrzyłam stąd, namoczyłam mak w gorącej wodzie i przystąpiłam do działania!

podpatrzone stąd
Wydaje mi się, że zrobienie takiego polana jest łatwiejsze od pieczenia tradycyjnego polskiego makowca o tyle, że nie trzeba przygotowywać ciasta drożdżowego. Czy uważam, że ciasto drożdżowe to jakiś przerażający najwyższy stopień kulinarnego wtajemniczenia? Nie, w żadnym razie. Tyle tylko, że ciasto drożdżowe wymaga trochę więcej przygotowań, więc trzeba na nie poświęcić więcej czasu. Jeśli się śpieszymy, albo chcemy po pracy szybko przygotować coś na Wigilię z rodziną, łatwiej jest zrobić ciasto na proszku.



Bûche de Noël, czyli wegańskie świąteczne polano
 - makowiec z czekoladowym kremem!


Składniki:

Na ciasto:
  • 1/2 szkl. mąki pszennej białej
  • 1/2 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 1/2 szkl. mleka (sojowego, migdałowego) - lekko podgrzanego
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 4 łyżki wody

Na masę:
  • 150 g maku, dokładnie opłukanego i namoczonego na noc lub w podgotowanego w wodzie (ok. 20 min)
  • 150 g fig, pokrojonych na kawałki (lub daktyli czy rodzynek - namoczonych w gorącej wodzie i dobrze odcedzonych)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka aromatu migdałowego
  • ew. cukier do smaku (lub stewia)
  • ew. skórka otarta z cytryny lub pomarańczy (niekoniecznie)

Na krem (ganache):
  • 200 g czekolady
  • 2/3 szkl. mleka (sojowego, migdałowego lub kokosowego)
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • ew. 2 łyżki rumu (niekoniecznie)

Na "śnieg":
  • 1/ 3 szkl. gęstego mleka kokosowego (np. marki Kier)
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • kilka kropli aromatu śmietankowego
  • stewia lub cukier puder do smaku

Przygotowanie:

Ciasto:
  1. W misce mieszamy obie mąki, proszek, cynamon i przyprawę do piernika.
  2. W oddzielnym naczyniu mieszamy mikserem podgrzane mleko i siemię lniane. Dokładnie mieszamy.
  3. Do mieszaniny mleka i siemienia dodajemy cukier i aromat waniliowy. Mieszamy.
  4. Do mieszaniny mleka, siemienia, cukru i aromatu dodajemy suche składniki i szybko mieszamy. Ja dodałam jeszcze 4 łyżki wody, bo ciasto było tak gęste, że nie mogłabym go rozsmarować w formie.
  5. Ciasto przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja użyłam takiej o wymiarach 24 cm na 28 cm, ale może być też trochę większa) i równo rozprowadzamy.
  6. Ciasto pieczemy ok. 10-12 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st. Ciasto ma być suche w środku, ale nie powinno być mocno spieczone!
  7. Upieczone ciasto wyjmujemy z formy i ostrożnie zsuwamy na blat wyłożony czystą ściereczką. Ciasto przykrywamy dodatkową warstwą papieru do pieczenia, BARDZO delikatnie odwracamy i zdejmujemy papier do pieczenia ze spodu ciasta (ostrożnie, papier będzie się trochę kleił!)
  8. Kiedy mamy już ciasto pomiędzy dwiema warstwami papieru do pieczenia, delikatnie zwijamy ciasto dłuższym bokiem w rulon (tu dokładnie widać jak to wygląda). Nie trzeba się przejmować, że ciasto gdzieś się złamie czy ukruszy, bo wszystko będzie jeszcze przykryte grubą warstwą kremu czekoladowego, więc nic nie będzie widać ;)
  9. Czekamy, aż ciasto zupełnie wystygnie, bo dopiero wtedy można je przekładać i dekorować.
Masa:
  1. Namoczony (lub podgotowany) mak dokładnie odcedzamy (np. wykładamy durszlak czystą ściereczką) i mielimy przy pomocy maszynki, blendera albo mocnego elektrycznego młynka do kawy. Odstawiamy.
  2. Oddzielnie miksujemy figi (ja rozdrabniałam je blenderem). Kiedy uznamy, że są już wystarczająco zmiksowane, dodajemy je do maku.
  3. Masę dokładnie mieszamy i dodajemy aromaty (i ew. otartą skórkę). Dosładzamy, jeśli uważamy, że to potrzebne.
  4. Gotową masą przekładamy wystudzone ciasto.

Krem:
  1. Czekoladę łamiemy na kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. Do roztopionej czekolady dodajemy olej kokosowy i mleko. Używając trzepaczki szybko mieszamy, aż powstanie gładka polewa - ganache. Jeśli czekolada będzie miała grudki albo nie będzie się chciała łączyć, wstawiamy cały krem do kąpieli wodnej i jeszcze raz dokładnie mieszamy. 
  3. Można teraz dodać rumu do kremu i jeszcze raz dokładnie go rozmieszać. 
  4. Gotowy krem odstawiamy i czekamy, aż zgęstnieje na tyle, żeby można go było bez problemów rozsmarować na przełożonym makiem cieście.
  5. Przełożone masą makową ciasto dekorujemy kremem czekoladowym. 
  6. Jeśli chcemy zrobić polano podawane w wersji pionowej, zostawiamy sobie trochę ganache do udekorowania pokrojonych kawałków polana także z wierzchu i z tyłu.
  7. Polano kroimy na trzy walce różnej wysokości, które ustawiamy na talerzu, na którym będziemy podawać polano.
  8. Na kawałkach polana posmarowanych ze wszystkich stron kremem czekoladowym robimy widelcem "korę".

Śnieg:
  1. Jeśli chcemy zrobić plamy śniegu na wierzchu polana, mieszamy mleko kokosowe z 2 łyżeczkami mąki ziemniaczanej, kilkoma kropelkami aromatu śmietankowego i dosładzamy stewią (lub cukrem pudrem). 
  2. Łyżką robimy na polanach plamy śniegu.


Polano nie musi być podawane w wersji pionowej - będzie wyglądało bardzo ładnie i w wersji horyzontalnej :P

Życzymy wesołych Świąt, mnóstwa makowców i innych rolad!

Anka i Magda

piątek, 5 grudnia 2014

Czekoladki z nadzieniem z suszonych śliwek

Trufle. Czekoladki. Słowa, które wydawały mi się przerażające w połączeniu z "własnej roboty". Że niby ja mogę zrobić własnoręcznie czekoladki? Które będą jadalne? Po kilku próbach, mniej lub bardziej udanych (chociaż umówmy się, nawet niezbyt udane próby zawierające czekoladę zniknęły w bliżej nieznanych okolicznościach), stwierdzam, że czekoladki to nic bardzo trudnego.


Jest tylko jedna rzecz, której czekoladki nie wybaczą: oszczędzania na składnikach. Ponieważ w czekoladkach nie ma nic takiego jak mąka w cieście czy inny wypełniacz, czekoladki wymagają, żeby wszystkie dodatki były jak najlepsze: aromatyczne i o wyrazistym smaku. Jak na przykład śliwki suszone.


Śliwki suszone to jedna z tych rzeczy, do których musiałam dorosnąć: nie przepadałam za nimi specjalnie jako dziecko i pamiętam, że z suszonych śliwek w czekoladzie najbardziej lubiłam czekoladową warstwę z wierzchu. Magda za to wolała śliwki, więc często było tak, że ja pochłaniałam czekoladę, a Magda zjadała śliwkę ze środka. Tak się sprawa prezentowała jeszcze całkiem niedawno.


Potem zobaczyłam, że można zrobić czekoladowy krem do chleba na bazie suszonych śliwek. I wtedy mnie olśniło: czekoladki z nadzieniem z czekoladowego kremu ze śliwkami! Taaa daaam!


Te czekoladki to coś, co idealnie nadaje się na mikołajkowy drobiazg do skarpety, bo: a) nie wymagają długiej na kilometr listy składników i b) można je zrobić nawet jeśli nie ma się akurat dostępu do piekarnika. Chociaż nie będę ukrywać, że żeby czekoladki wyszły dobre, trzeba dysponować naprawdę smacznymi suszonymi śliwkami. Takimi, które nie leżały koło podwędzanej kiełbasy.

Czekoladki z nadzieniem z suszonych śliwek
na około 20 szt.

Składniki:

  • 125 g czekolady (w tym 25 g oddzielnie)
  • 50 g suszonych śliwek
  • 2 łyżki rumu
  • 2 łyżki mleka sojowego (lub 4, jeśli czekoladki mają być bezalkoholowe i pomijamy rum)
  • odrobina stewii (opcjonalnie)

Wykonanie:
  1. W kąpieli wodnej roztapiamy 25 g czekolady na nadzienie. 
  2. Oddzielnie roztapiamy w kąpieli wodnej resztę czekolady.
  3. Do foremek na czekoladki wkładamy na dno i ścianki ok. 1 łyżeczki czekolady (lub troszkę więcej - ma przykryć dno i ścianki). W ten sposób robimy "skorupki", które nadziejemy masą. 
  4. Foremkę ze ściankami pokrytymi warstwą czekolady wkładamy do lodówki i czekamy aż zupełnie stężeje.
  5. W tym czasie przygotowujemy masę: jeśli śliwki są miękkie, a nie wysuszone na wiór, miksujemy je po prostu z mlekiem i rumem, aż powstanie gładka masa. Jeśli śliwki są bardzo suche, trzeba je najpierw namoczyć w gorącej wodzie i BARDZO dokładnie odcedzić, po czym zmiksować na gładką masę (wtedy raczej nie trzeba już dodawać mleka).
  6. Do zmiksowanych na gładką masę śliwek dodajemy 25 g roztopionej czekolady i dokładnie mieszamy. Można też dodać odrobinę stewii.
  7. Gotową masę ze śliwek i czekolady przekładamy do "skorupek" z czekolady, zostawiając trochę miejsca na górną warstwę czekolady.
  8. Wykładamy po ok. 1 łyżeczce czekolady na wierzch czekoladek i wyrównujemy, np. przy pomocy noża.
  9. Wstawiamy do lodówki na min. 2 godziny (choć najlepiej na noc). Po tym czasie delikatnie wyjmujemy z foremek do czekoladek i przekładamy do pojemnika, w którym będziemy je przechowywać.

No, ale jeśli jeszcze nie nawróciliście się na suszone śliwki, to może któraś z poniższych propozycji bardziej do Was przemówi:

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/mikoajkowe-maseko-kokosowe.html

Dla pani i pana, którzy mają już wszystko, ale marzy im się kanapka o smaku rafaello. Albo tost o smaku rafaello. Albo... no, w każdym razie dla kogoś, kto lubi smak kokosa.

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/mikoajkowe-trufle-piernikowe.html

Idealne dla każdego, kto lubi przyprawy korzenne i niezbyt słodkie czekoladki. Niesamowicie pachną!

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/10/weganskie-tabliczki-czekolady-szyte-na.html

Czekolada z bakaliami, pokruszonymi ciasteczkami, z czym tylko sobie kto wymarzy - nieskomplikowany i efektowny podarek dla absolutnie każdego, bo można tak zrobić czekoladę z ciasteczkami korzennymi i orzechami laskowymi, ale też z żurawiną i pestkami dyni, z orzechami włoskimi i rodzynkami... Z czym kto lubi :)

Życzę fury wegańskich łakoci w skarpecie w najbliższą sobotę!
Anka

niedziela, 26 października 2014

Wegańskie tabliczki czekolady szyte na miarę ;)

Czy nie macie czasem ochoty na inny smak czekolady? Nie tylko inny niż wegańska, czarna, 60, 70 czy 90% kakao, ale też inny niż wszystkie dostępne na półkach? Np. żeby była deserowa, ale z orzechami włoskimi? Jest na to sposób! Już dziś możecie zrobić w domu dowolną czekoladę, a potrzebna Wam będzie tylko tabliczka ulubionej marki oraz wybrane dodatki. Bo ja wiem - może nawet słone precelki?


Mi marzyła się wegańska wersja batoników z mlecznej czekolady z kawałkami korzennych ciasteczek speculoos, które produkuje pewna firma ze słonikiem w logo. Pomoc przyszła, jak to często w kulinarnym świecie bywa, z amerykańskich blogów kulinarnych, na których można znaleźć wiele odmian "chocolate bark", czyli czekoladowej kory. Robiła takie łakocie m. in. Martha Stewart, ale na różnych blogach można znaleźć mnóstwo innych propozycji.


Okazuje się, że wystarczy rozpuścić czekoladę, a następnie posypać ją czym tylko dusza zapragnie!



Dlatego kiedy trafiłam w sklepie na paczki ciasteczek korzennych, zaraz zaczęło mnie korcić, żeby z nimi  poeksperymentować.



Użyłam mieszanki ulubionej krakowskiej gorzkiej i czekolady deserowej z Lidla (taka z napisem Rainforest Alliance), ale oczywiście wybór należy do Was :) Anka jeszcze podrzuciła pomysł, żeby dodać orzechy laskowe, a  ja pomyślałam, żeby je podprażyć. I tak powstała nasza autorska tabliczka. A co będzie zawierać Wasza? Tu otwiera się pole do popisu!


Czekolada z ciasteczkami korzennymi i orzechami laskowymi

Składniki:
  • 200 g czarnej czekolady
  • 100 g uprażonych orzechów laskowych
  • kilka ciasteczek typu speculoos, pokruszonych na drobne kawałki

Oprócz tego będą potrzebne:
  • arkusz papieru do pieczenia
  • sztywna podkładka (np. taka plastikowa pod talerz, taca lub forma do pieczenia)
Przygotowanie:

  1. Ilość czekolady zależy od tego, ilu czekoladożerców akurat znajduje się w pobliżu - można rozpuścić nawet i 100 g, ale pamiętajcie, że będzie to niewielka porcja.
  2. Orzechy prażymy na suchej patelni, na średnim ogniu, aż zaczną pachnieć. Studzimy. Można jeszcze pozbawić je brązowych skórek, wkładając orzechy w ścierkę i energicznie je pocierając.
  3. Na podkładce układamy przycięty arkusz papieru do pieczenia.
  4. Roztapiamy czekoladę w kąpieli wodnej: wkładamy miskę z czekoladą do nieco większego naczynia z ciepłą wodą i mieszamy, aż czekolada się rozpuści.
  5. Wylewamy czekoladę na pergamin, a następnie posypujemy orzechami i okruchami ciasteczek (dużo!).
  6. Zostawiamy do zastygnięcia. Można ewentualnie ostrożnie przenieść czekoladę na podkładce do lodówki.
  7. Czekoladową taflę łamiemy na mniejsze kawałki, takie na jeden kęs.
  8. Zajadamy, gdy tylko przyjdzie czekoladowa potrzeba! 


Smacznego!
Magda

wtorek, 16 września 2014

Wegańskie brownie z... czerwoną soczewicą i pistacjami!

Ostatnie dwa tygodnie, poza zwykłymi codziennymi obowiązkami, piekłam brownie. Dlaczego żadna z tych prób tu wcześniej nie trafiła? No cóż, chciałam uzyskać brownie z chrupiącym, błyszczącym, "glazurowanym" wierzchem, a przy tym z wilgotnym, jakby zakalcowatym środkiem. Bo takie było brownie moich marzeń.



Teraz po 5 (!) próbach mogę podać proporcje na takie właśnie, chrupiąco-kleiste brownie. Jako podstawa do eksperymentów posłużył mi przepis Nigelli, który można znależć np. tu. I o ile moje brownie nie jest aż tak tłuste (ze 3 razy mniej tłuszczu niż u Nigelli!) i ma więcej błonnika (soczewica!), to na pewno nie jest jakieś zdrowotne ;P Przy takiej ilości cukru ciężko, żeby ciasto było super ekstra fit mix i inne takie. Ale to właśnie dzięki tak dużej zawartości cukru na wierzchu brownie powstaje chrupiąca "glazura". Także coś za coś.


Najdziwniejszy składnik w tym brownie: czerwona soczewica. Że po co soczewica w brownie? Ano głównie po to, żeby jednak przemycić coś zdrowego w takim mocno ciężkim cieście. Pewnie ten czy ów zacznie w tym momencie kręcić nosem, że kto to widział pakować soczewicę do ciasta. Już prędzej do zupy. Albo kotletów. I w ogóle. To prawda, że soczewica sprawdzi się we wszystkich wyżej wymienionych daniach, ale dobrze radzi sobie i w tym brownie: właściwie nie ma swojego smaku i idealnie przyjmuje smak czekolady. A dodatkowo soczewica sprawia, że brownie nie robi się gumowate, tylko trochę cięższe i bardziej "zbite".


Co do pistacji, to idealnie komponują się one z mocno czekoladowym ciastem i przyjemnie chrupią. Chociaż przyznam, że liczyłam na to, że będą się bardziej rzucać w oczy. No cóż. Ale zapewniam, że smakują pycha!


Brownie z czerwoną soczewicą i pistacjami

Składniki:
  • 1/2 szkl. czerwonej soczewicy, dokładnie opłukanej i odsączonej
  • 1 szkl. gorącej wody
  • 200 g czekolady (min. 60 % kakao), połamanej na kawałki
  • 200 g cukru (ok. 3/4 szkl.)
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka aromatu śmietankowego
  • 3/4 szkl. mąki
  • 1/4 łyżeczki sody

  • + ew. 1/2 szkl. grubo posiekanych pistacji (lub innych orzechów, np. włoskich czy migdałów)

Przygotowanie:
  1. W gorącej wodzie gotujemy opłukaną czerwoną soczewicę.
  2. Kiedy soczewica jest już miękka, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę. Mieszamy i odstawiamy na ok. 5 min, żeby czekolada się roztopiła.
  3. Kiedy czekolada się już roztopi, miksujemy blenderem soczewicę i czekoladę, aż powstanie gładka masa, bez grudek.
  4. Do masy soczewicowo-czekoladowej dodajemy cukier, olej, aromaty i bardzo dokładnie mieszamy.
  5. W oddzielnym naczyniu mieszamy mąkę z sodą.
  6. Dodajemy mieszaninę mąki i sody do reszty składników. Dokładnie mieszamy.
  7. Na koniec dodajemy posiekane orzechy.
  8. Gotowe ciasto wykładamy do wyłożonej papierem formy (u nas 21 cm x 26 cm) i pieczemy 25 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st.
  9. Upieczone brownie odstawiamy i czekamy, aż zupełnie wystygnie.
 

Smacznego!
Anka

piątek, 11 lipca 2014

Mocno orzechowe, czekoladowe i posypane orzeszkami ziemnymi. Kapkejki!

Mocno orzechowe, czekoladowe i posypane orzeszkami ziemnymi. Batoniki? Cukierki? Nie! Babeczki z furą kremu, czyli kapkejki!


Od Wielkanocy mam do dyspozycji super szprycę do dekorowania kremem (dzięki, Zajączku!). Tylko że jakoś nie miałam pomysłu, co by też dekorować. Aż w końcu pomyślałam o łakociu, który opiera się głównie na tym, że ma mnóstwo dekoracyjnego kremu - kapkejk! Jest środek lata, więc wypadałoby zrobić jakieś babeczki z owocami, ale z drugiej strony... na czekoladę jest przecież zawsze dobra pora, prawda?


Połączenie orzechów ziemnych i czekolady jest genialne: uwielbiam kostki czekolady posmarowane hojnie masłem orzechowym z wierzchu i zdarza mi się pochłonąć całkiem dużo takich "michałków naprędce" (no copyright infringement intended ;) ). A taka babeczka-michałek? Pomyślałam, że muszę coś takiego opracować.


Po przejrzeniu kilku przepisów na ciasto z dodatkiem masła orzechowego/zmielonych prażonych niesolonych orzeszków i wykonaniu jednej partii niezbyt orzechowych babeczek, muszę powiedzieć z przekonaniem, że trzeba dodać DUŻO orzeszków ziemnych do ciasta. Jeśli doda się ich mało, ciasto nie będzie miało charakterystycznego orzechowego smaku (sprawdziłam empirycznie :D).


Jeśli chodzi o krem, to sama wpadłam na to, żeby użyć mąki ryżowej. Kupiona w przypływie ciekawości paczka mąki ryżowej stała na półce i patrzyła z wyrzutem, że nikt jej nie używa. Ugotowałam więc z niej "budyń" (który się idealnie rozmieszał, zero grudek!). Do takiej zupełnie bezsmakowej ryżowej bazy dodałam roztopioną czekoladę. Dużo. Nie dodawałam już kakao, bo gwoździem programu miały być orzeszki. Powstał dosyć lekki krem, który dobrze się trzyma, nie rozpływa się ani nie traci kształtu (nawet zostawione na blacie na noc dwa zapomniane kapkejki nie straciły formy!).

Kapkejki są, jak większość amerykańskich osiągnięć kulinarnych, nieskomplikowane w przygotowaniu. Nie będę jednak naginać rzeczywistości i przyznam, że bez szprycy babeczki nie będą się prezentować tak samo. Kapkejki to ciacha, które mają nie tylko dobrze smakować, ale też i ładnie wyglądać. Dlatego ja posypałam je jeszcze z wierzchu brązowym cukrem. Szaleństwo!

Kapkejki z orzeszkami ziemnymi i kremem czekoladowym

Składniki:

Na kapkejki:
  • 3/4 szkl. prażonych i niesolonych orzeszków ziemnych (lub 110 g masła orzechowego)
  • 1 szkl. wody/mleka (ja nie miałam akurat mleka)
  • 1 szkl. mąki pszennej (białej)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/4 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • olej do wysmarowania i mąka do wysypania foremek do muffinów/babeczek

Na krem czekoladowy:
  • 1/2 szkl. mąki ryżowej
  • 1/2 szkl. zimnej wody
  • 1 szkl. gorącej wody (lub mleka)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 100 g czekolady, połamanej na kawałki (min 60% kakao - ja brałam taką 70% kakao)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • cukier puder/stewia do smaku

Do dekoracji:
  • 1/4 szkl. prażonych i niesolonych orzeszków ziemnych
  • cukier brązowy

Przygotowanie:

Kapkejki:
  1. Piekarnik nagrzewamy do 180 st.
  2. W blenderze miksujemy orzechy. Kiedy powstanie "masło", czyli nie będzie już grudek, stopniowo dodajemy wodę. Miksujemy.
  3. Do zmiksowanych orzechów i wody dodajemy cukier i aromat waniliowy. Ponownie miksujemy.
  4. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, proszek i sodę.
  5. Do mokrych składników dodajemy suche i SZYBKO mieszamy.
  6. Jeśli mamy metalowe foremki do muffinów/babeczek, smarujemy je olejem i wysypujemy mąką.
  7. Ciasto rozdzielamy na 12 foremek do muffinów/babeczek.
  8. Babeczki pieczemy 20-25 min - patyczek wbity w środek babeczki powinien być suchy.

Krem czekoladowy:
  1. Gorzką czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. W rondlu dokładnie mieszamy mąkę ryżową z zimną wodą.
  3. Stopniowo wlewamy gorącą wodę, BARDZO dokładnie mieszając, aby nie powstały grudki.
  4. Trzymamy na średnim ogniu i mieszamy, żeby "budyń" nie zaczął się przyklejać. 
  5. Po ok. 5-7 min budyń powinien zgęstnieć. Zdejmujemy go z ognia i dodajemy łyżkę oleju kokosowego i aromat waniliowy. Mieszamy.
  6. Do budyniu wlewamy roztopioną czekoladę i dokładnie mieszamy.
  7. Do kremu dodajemy cukier puder/stewię wg uznania.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Zarówno babeczki, jak i krem muszą być ZUPEŁNIE wystudzone. 
  2. Krem przekładamy do szprycy, dekorujemy babeczki. 
  3. Kapkejki posypujemy z wierzchu orzeszkami ziemnymi i ew. cukrem brązowym.

Smacznego!
Anka

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lekki piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Ciasto z truskawkami to ostateczny znak, że lato już blisko. Świeżutkie, pachnące, soczyste truskawki kojarzą mi się z siedzeniem nad notatkami i powtarzaniem materiału do testów, egzaminów... i innych takich tam. W tym roku żaden egzamin, test czy sprawdzian mnie nie czeka. To pierwszy taki czerwiec od bardzo, bardzo dawna.


To naprawdę dziwne uczucie, kiedy w tramwajach widzę studentów panikujących, powtarzających na ostatnią chwilę lub wręcz przeciwnie - tych, którzy przyjęli postawę stoicką i dali sobie spokój z nauką jeszcze zanim egzaminy się zaczęły. Tak sobie myślę, że ja wprawdzie nie muszę już powtarzać materiałów do testów, zaliczeń, egzaminów, ale nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby usiąść z miską truskawek i cieszyć się, że lato się jednak namyśliło, i przyszło.


Poza tym, skoro nie mam już egzaminów, czyli nie muszę robić prania ręcznego, porządkować notatek ani myć okien tylko dlatego, że nie chce mi się już dalej uczyć, mogę poświęcić trochę czasu,żeby zrobić ciasto z truskawkami. I to nie byle jakiś podstawowy biszkopcik, ale piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami!


Tak, piętrowy! Niedawno, po latach pieczenia płaskich ciast, które można było ewentualnie przekroić na dwa, no ostatecznie trzy blaty, odkryłam, że jeśli upiecze się torcik w formie o małej średnicy, warstw może być WIĘCEJ. Tak, torciki mogą wyglądać jak te pozornie małe, ale wysokie ciasta z cukierni. I nie trzeba wcale robić porcji dla pułku, żeby wyszło nam wysokie ciasto. Potrzebujemy tylko małej foremki, za którą w naszym przypadku robi miska-pojemnik na żywność ze stali nierdzewnej, wyłożona dodatkowo folią aluminiową (średnica 18 cm).


Czekoladowe ciasto, które pokroiłam na 4 blaty (!) to przerobione ciasto z tego przepisu. Przerobione, bo użyłam musu z ugotowanych marchewek (nie miałam akurat buraka w lodówce). Pyszne, elastyczne, a przy tym puszyste czekoladowe ciasto. Do tego masa z mleka kokosowego marki Kier (kryptoreklama, ale z tego mleka naprawdę zawsze wychodzi idealny krem, czego nie można powiedzieć o innych markach mleka kokosowego). My zaopatrujemy się w to mleko w jednych jedynych wygrzebanych mini delikatesach, bo nie znalazłyśmy go w żadnym sieciowym sklepie. A szkoda. Dzięki kremowemu mleku kokosowemu powstaje lekki, delikatny i niezalepiający torcik, w sam raz na letnie podwieczorki. Mniam!

Piętrowy torcik czekoladowy z truskawkami

Składniki:
ciasto czekoladowe to moja wersja tego ciasta
  • 4 średniej wielkości marchewki, obrane, pokrojone w cienkie krążki, ugotowane do miękkości i zmiksowane na gładko = 1,5 szkl. musu marchewkowego
  • 1/2 szkl. wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/2 szkl. zwykłej pszennej mąki
  • 1/2 szkl. kakao
  • 3/4 szkl. cukru
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • ew. ok. 1/2 rozgniecionego banana (patrz krok 1)
  • ok. 1 łyżeczka oleju do wysmarowania formy

  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • stewia lub cukier puder do smaku
  • 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego

  • 1 - 1,5 szkl. truskawek + ew. kilka truskawek do dekoracji
  • kilka listków melisy do dekoracji

Przygotowanie:
  1. Robimy mus marchewkowy (gotujemy obrane i pokrojone marchewki, miksujemy je na gładką masę blenderem). Do musu dodajemy wodę i znów miksujemy. Mają powstać 2 szkl. masy - jeśli jest jej mniej, można dodać trochę rozgniecionego widelcem banana i uzupełnić różnicę.
  2. Do marchewkowego musu z wodą dodajemy 1 łyżeczkę aromatu waniliowego i ocet.
  3. W oddzielnej misce DOKŁADNIE mieszamy mąkę pełnoziarnistą, zwykłą, kakao, cukier, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, sodę i sól.
  4. Do masy marchewkowej dodajemy po trochu mieszankę suchych składników. Mieszamy dokładnie, ale w miarę szybko. Powstanie gęste ciasto.
  5. Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej folią i wysmarowanej olejem formy o średnicy 18 cm i wyrównujemy powierzchnię. 
  6. Pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 160 st. przez około 35- 45 minut. Patyczkiem sprawdzamy czy ciasto jest suche - jeśli tak, wyciągamy je z piekarnika i studzimy odwrócone "do góry nogami" (czyli kładziemy ciasto na jego wyrośniętej górnej części).
  7. Kiedy ciasto ZUPEŁNIE wystygnie, skrajamy górną warstwę, jeśli się "wypuczyła" - przyda nam się do posypania torciku po wierzchu okruchami ciasta.
  8. Wyrównane ciasto kroimy na cztery warstwy. Ostrożnie -jeśli nie mamy wprawy, lepiej pokroić ciasto na mniej blatów, bo poszarpane warstwy nie będą się dobrze trzymać!
  9. W misce mieszamy mleko kokosowe, 1 łyżkę mąki ziemniaczanej, 1/4 łyżeczki aromatu śmietankowego i 1/4 łyżeczki aromatu waniliowego. Dodajemy stewię lub cukier wg uznania. Dokładnie mieszamy. Jeśli nie użyjemy kremu od razu, wkładamy go do lodówki i wyciągamy dopiero, kiedy będziemy go już potrzebować.
  10. Truskawki kroimy na niewielkie kawałki - jedną truskawkę na 6-8 kawałków. 
  11. Wracamy do przekładania ciasta: blat z najniżej warstwy zostawiamy na górne reprezentacyjne piętro. Wybieramy inny blat i układamy na nim 1/4 przygotowanego wcześniej kremu. Na kremie układamy 1/3 pokrojonych truskawek. Przykrywamy kolejnym blatem, czynność powtarzamy 2 razy.
  12. Kiedy została nam ostatnia część (1/4) kremu i ułożyliśmy ostatni, najrówniejszy blat ciasta, wykładamy na nim ten pozostały krem i dekorujemy go okruchami skrojonego wcześniej ciasta. Układamy truskawki i ew. liście melisy.
  13. Ciasto trzymamy w lodówce i wyciągamy dopiero na chwilę przed podaniem.
Smacznego!
Anka

środa, 23 kwietnia 2014

Filifionkowe ciasteczka mocno czekoladowe

Mleko migdałowe ma delikatny, kremowy smak, który idealnie pasuje do kawy, koktajli owocowych czy kakao. Nie ma ono lekko tekturowego smaku, jakim niestety charakteryzują się niektóre tańsze mleka sojowe. Dlatego właśnie dość często robimy domowe mleko migdałowe. Za każdym razem pozostaje jednak kluczowe pytanie: co zrobić z migdałowymi "trocinami"?


Nie lubię marnować jedzenia. Jestem po prostu chora, kiedy muszę wyrzucić jakiś produkt, który wcisnęłam w na tylną miejscówkę w lodówce. Kilka razy zapomniałam o migdałowych trocinach i od tego czasu staram się wymyślać coraz nowsze sposoby przemycenia ich w jakiejś niczego nie podejrzewającej potrawie: a to dodam je do pasty do chleba, a to trafią do kotletów...
Ostatnio opracowałam jednak nowy przepis: ciastka czekoladowe, w których w przyszłości mają szansę zniknąć duże ilości migdałowej miazgi.

 
Do ciastek można wykorzystać resztki jedzenia, które inaczej mogłyby się zmarnować i dlatego są to ciasteczka filifionkowe (bo to właśnie Filifionka przemycała w zapiekankach resztki różnych potraw, które inaczej trzeba by było wyrzucić).


Pomyślałam o zrobieniu ciastek czekoladowych, bo podobał mi się ten przepis. Zrobiłam więc swoją wersję, do której dodałam migdałowych trocin, które akurat czaiły się w lodówce.


Jak zrobić mleko migdałowe, można przeczytać tu. Ja wyciskam migdały dużo mocniej: tak, żeby były prawie suche. I to właśnie takie suche trociny przydadzą się, żeby zrobić te pyszne, mocno czekoladowe i bezglutenowe ciastka.



Mocno czekoladowe ciasteczka z trocinami migdałowymi

Składniki:
  • 1 szkl. "trocin" migdałowych
  • 1/2 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki aromatu migdałowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
 
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1 szkl. daktyli
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody

  • 100 g gorzkiej czekolady, pokrojonej w drobną kostkę (ok. 0,5 x 0,5 cm)

Przygotowanie:
  1. Wymieszać wszystkie suche składniki.
  2. W oddzielnym naczyniu zmiksować daktyle z olejem kokosowym, wodą i siemieniem lnianym.
  3. Powstałą mieszaninę dodać do suchych składników. Zagnieść ciasto. 
  4. Na koniec dodać pokrojoną czekoladę, szybko wgnieść w ciasto (żeby się nie roztopiła).
  5. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Podzielić ciasto na 12 dość dużych kul. Każdą z nich delikatnie rozpłaszczyć na blasze.
  6. Piec ciastka 13 minut w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni.
  7. Zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasteczka będą dosyć miękkie - trzeba poczekać, aż wystygną (wiemy, że ciężko wytrzymać, ale warto ;-)).


Smacznego!
Anka

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wielkanocne jajka marcepanowe

Kto świętuje, ten świętuje, ale szałowi kurczaczków, kolorowych pisanek i czekoladowych jajeczek NIKT nie jest w stanie się oprzeć. No chyba, że w okresie przedświątecznym w ogóle ale to w ogóle nie wchodzi do sklepów. W co ciężko mi uwierzyć :)

 


Jak nie oszaleć? Co wręczyć jako upominek od zajączka ZAMIAST wyrobu czekoladopodobnego, jeśli wybieramy się z wizytą na świąteczne śniadanie lub obiad? Można zabrać migdałowy serniczek, żeby przekonać nieprzekonanych, że wegańskie ciasta mogą być pyszne. Można zrobić zweganizowaną wersję swojego ulubionego mazurka, wykorzystując to kruche ciasto jako spód. Jeśli mamy mniej czasu na świąteczne przygotowania, można też... wykonać marcepanowe jajka w czekoladzie!


Przyznam, że poszłam  na łatwiznę i kupiłam gotowy marcepan (szacun dla wszystkich, którzy będą go robić sami!). Wybierając marcepan w sklepie, trzeba zwrócić uwagę na jego skład. Wprawdzie w teorii powinien on zawierać tylko migdały i cukier, jednak sklepowe marcepany zawierają czasem różne inne dodatki, nie wszystkie roślinne.


Kiedy już zdobędziemy blok marcepanu (a nie jest to wcale takie łatwe!), musimy jeszcze zorganizować kurkumę, no i ulubioną czekoladę jako polewę. Przydadzą się też wykałaczki, może nam być potrzebny pergamin/papier do pieczenia lub folia aluminiowa.


Ja zrobiłam jajeczka w rozmiarze mini i chociaż można by wprawdzie robić większe, kto by wtedy pokonał taką porcję marcepanu na raz? ; ) Za to jedno czy dwa nieduże marcepanowe jajka nie powinny nas zakleić, a dodatkowo takie malutkie wyglądają super elegancko. Zapakowane, z wstążeczką czy też innym bilecikiem-pisanką będą wyglądać jak najbardziej wyszukane czekoladki z czekoladziarni :) A można je zrobić we własnej kuchni, naprawdę niewielkim nakładem pracy.


Nie podaję dokładnych proporcji, bo wszystko zależy od tego, jak duże jajka chcemy zrobić. Na 30 sztuk jajeczek takiej wielkości, jak na zdjęciach zużyłam ok, 30 g gorzkiej czekolady jako polewy i 1/3 250-gramowego bloku białego marcepanu.

Wielkanocne jajka marcepanowe w czekoladzie

Składniki:
  • marcepan
  • kurkuma
  • czekolada

  • wykałaczki
  • kawałek papieru do pieczenia

Wykonanie:
  1. Najpierw robimy żółty marcepan, z którego ukulgamy żółtka: do niewielkiej ilości marcepanu (proponuję zacząć od 1-2 łyżeczek masy) stopniowo dodajemy kurkumę - najpierw dodajemy 1 szczyptę, wgniatamy. Jeśli marcepan jest za jasny, dodajemy jeszcze kurkumy. Kiedy jesteśmy już zadowoleni z koloru, z żółtej masy formujemy kulki, które będą żółtkami w gotowych jajeczkach.
  2. BARDZO DOKŁADNIE myjemy ręce, żeby żółta kurkuma nie zafarbowała nam reszty marcepanu, czyli "białek".
  3. Kulki żółtek owijamy paskami niebarwionego marcepanu. Delikatnie formujemy w kształt jajek. Ukulgane jajka odkładamy na pergamin.
  4. Roztapiamy czekoladę na polewę, np. wkładając miseczkę z czekoladą do większej miski z gorącą wodą (ostrożnie! woda nie może się dostać do czekolady!).
  5. Kiedy czekolada już jest roztopiona, zmieniamy wodę, żeby czekolada nie zaczęła tracić temperatury i zastygać.
  6. Uformowane marcepanowe jajeczka wbijamy na wykałaczki. Ostrożnie zanurzamy w czekoladzie, uważając, żeby jajeczka nie spadły z wykałaczek (bo one bardzo lubią).
  7. Oblane czekoladą jajeczka wbijamy w miseczkę wypełnioną ryżem lub w jakąś inną stabilną podstawkę.
  8. Czekamy aż czekolada całkowicie zastygnie i wkładamy jajeczka do lodówki (układając je na pergaminie lub wciąż wbite na wykałaczkach, jeśli mamy wystarczająco dużo miejsca).
  9. Gotowe jajeczka pakujemy na prezenty lub po przekrojeniu na połówki używamy jako dekoracji np. na mazurkach czy innych świątecznych wypiekach.

Smacznego jajka! ;)
Anka & Magda

wtorek, 14 stycznia 2014

Moje ulubione ciasteczka z kawałkami czekolady (bezglutenowe!)

Chocolate chip cookies to klasyk, który na blogach (a zwłaszcza amerykańskich) pojawia się w nieprawdopodobnej ilości odsłon. A to z takiej mąki, a to z takimi dodatkami, a to z takiej czekolady, itp., itd. Każdy ma swoją ukochaną wersję, która nie równa się z innymi.Te chocolate chip cookies to TE MOJE ulubione :)


Będąc dziecięciem nie cierpiałam kaszy gryczanej. Nie byłam niejadkiem, ale kasza gryczana to był produkt, do zjedzenia którego po prostu nie można mnie było zmusić. Ani perswazją, ani szantażem, ani w ogóle. Dlatego gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za jakiś czas będę pisać peany na temat ciasteczek z mąki gryczanej, prawdopodobnie stuknęłabym się w czoło. A tu proszę...

 
Pyszne, mocno orzechowe, pulchne. Takie są te ciasteczka. Na dodatek zamknięte szczelnie w puszce będą dobre nawet i po tygodniu od upieczenia. Mniam!



Gryczane ciasteczka z kawałkami czekolady i orzechami włoskimi

Składniki (na ok. 40 szt.):
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1/2 szkl. mleka sojowego
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżka siemienia lnianego, rozmieszanego dokładnie z 3 łyżkami zimnej wody
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • ew. 1 łyżeczka aromatu śmietankowego
  • 2 szklanki mąki gryczanej (+ ew. 1-2 łyżki)
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki proszku
  • 100 g czekolady, gorzkiej lub deserowej, posiekanej w kostkę
  • 1/2 szkl. orzechów włoskich (ok.100 g), grubo posiekanych (mierzymy przed posiekaniem!) 

Przygotowanie:
  1. W misce mieszamy cukier, mleko i olej. 
  2. Dodajemy rozmieszane z wodą siemię. Bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Dodajemy aromaty.
  4. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, sodę i proszek.
  5. Wsypujemy mieszaninę mąki, sody i proszku do mokrych składników. Mieszamy, aż powstanie elastyczna, jednolita kula ciasta, które swobodnie da się rozwałkować. Jeśli ciasto jest za mokre, dodajemy 1-2 łyżki mąki więcej.
  6. Wgniatamy posiekaną czekoladę i orzechy.
  7. Rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm, wycinamy ciastka. 
  8. Pieczemy 9 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 200 st.

Ja wolę ciastka, które nie są bardzo wypieczone, bo wtedy jest mniejsza szansa, że po wystygnięciu zrobią się twarde i będzie można sobie nimi powyłamywać zęby. Dlatego piekłam te ciastka tylko 9 min. Jeśli ktoś chce eksperymentować i piec je dłużej - tak żeby się zrumieniły - niech sam ryzykuje :)

Smacznego!
Anka