Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daktyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daktyle. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 października 2016

Batoniki musli z żurawiną i pestkami dyni - bez pieczenia!

Drugie śniadanie, które łatwo można zabrać ze sobą do szkoły albo pracy? Zdrowe? Z porządną dawką błonnika? Batoniki musli to super rozwiązanie :)


Przyznam się, że mam wielką tendencję do chomikowania przepisów. Co to oznacza w praktyce? Na przykład to, że dobre dwa lata temu opublikowałam ten przepis na batoniki musli z suszonymi morelami i orzechami laskowymi. Polecałam go wszystkim znajomym na prawo i na lewo, po czym zupełnie o nim zapomniałam. I zamiast przygotowywać takie batoniki co tydzień, wymieniając tylko składniki zależnie od tego, co akurat leży pod ręką, ja zupełnie zaniedbałam batonikową tradycję.


Druga odsłona mojego zbieractwa to skłonność do gromadzenia nieprawdopodobnej ilości różnych składników na zasadzie, że "kiedyś się przydadzą". I tak ostatnio znalazłam słoik pestek słonecznika, który wcisnęłam na tył szafki.


Nie miałam ochoty na masełko słonecznikowe, a traf chciał, że przy okazji natrafienia na pestki słonecznika wpadłam też na reszteczkę suszonej żurawiny. W tym momencie wpadł mi do głowy pomysł, żeby zrobić z tych pestek jakiegoś łakocia. Żeby zapobiec nadmiernemu zasłonecznikowaniu się batoników, dodałam po połowie pestek słonecznika i migdałów. Bingo!


Na koniec ostatnie wyznanie (jaki rozemocjonowany post! ;) ) -  połączenie żurawiny i pestek dyni lubię, od kiedy trafiłam na te ciastka od Angeli z Oh She Glows. Jeśli ktoś, podobnie jak ja, uważnie śledzi jej wpisy, to zauważy, że ona też niedawno proponowała podobne żurawinowe batoniki. Ha! Chwilę wcześniej zanim ona opublikowała swój przepis, ja zrobiłam wersję testową swoich batoników. Potem, zanim się pozbierałam żeby zrobić drugie podejście, patrzę, a na Oh She Glows batoniki marzeń. Także zgapiłam od Angeli, ale połączenie żurawiny i pestek dyni, a z batonikami to tego... taki batonikowy zbieg okoliczności ;)

Batoniki musli z żurawiną i pestkami dyni

przepis to moja wersja tych batoników

Składniki:
na ok. 4 sztuki średniej wielkości
  • 1/2 szkl. daktyli, namoczonych w gorącej wodzie i odcedzonych
  • 1/2 szkl. płatków owsianych
  • 1/4 szkl. migdałów 
  • 1/4 szkl. pestek słonecznika
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 2 łyżki żurawin
  • 2 łyżki pestek dyni
Przygotowanie:
  1. Blenderem miksujemy płatki owsiane tak długo, aż powstanie mąka.
  2. Oddzielnie miksujemy blenderem migdały i słonecznik, aż będą przypominały mąkę, bez dużych grudek czy kawałków.
  3. Odcedzone daktyle rozdrabniamy blenderem na kleistą masę.
  4. Do daktyli dodajemy zmielone migdały i słonecznik, blendujemy po raz kolejny.
  5. Następnie do masy dodajemy aromat. Wsypujemy zmiksowane płatki.
  6. Na koniec wgniatamy do masy żurawinę i pestki dyni, Krótko blendujemy.
  7. Masa powinna się łatwo zagnieść. Jeśli jest za sucha - dodajemy 1-2 łyżki wody. Jeśli jest za mokra - dodajemy więcej zmiksowanych płatków.
  8. Z masy formujemy prostokąt, który następnie dzielimy na batoniki. Bardzo dobrze przechowują się w lodówce (np. tydzień to zupełnie bez problemu).

wtorek, 17 maja 2016

Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Po ostatnim eksperymencie z tofurnikiem na czekoladowym spodzie naszło mnie tym razem na mini tofurniczki z sosem karmelowym. Z sosem karmelowym problem był tylko jeden: zupełnie nie przemawiała do mnie wizja stania nad rondlem i mieszania karmelu do upojenia, tak żeby na pewno się nie przykleił. Najbardziej marzył mi się sos, do którego wystarczyłoby tylko zmiksować wszystkie składniki.


Przygotowanie sosu karmelowego z poniższego przepisu powinno zająć chwilę, jeśli zawczasu namoczymy daktyle. Nawet mocno wysuszone daktyle poddają się po całonocnym namoczeniu w wodzie i w efekcie nie trzeba się już potem męczyć z czasochłonnym miksowaniem.
 

Jeśli chodzi o masę, to jest dokładnie taka sama jak w tofurniku z czekoladowym spodem. Pomyślałam, że nic w niej nie będę zmieniać, bo skoro w tamtym tofurniku się sprawdziła, to i w tym będzie OK.



Spód zagniotłam ze zmiksowanych na mąkę płatków owsianych, bo nie pasował mi do takiego delikatnego tofurniczka zupełnie nijaki spód z białej mąki. Jeśli ktoś jednak woli zrobić taki typowy biały spód, można zrobić ciasto np. z tych proporcji.


W efekcie powstały rozpustne tofurniczki, które idealnie podkręca karmelowy sos. W sam raz na popołudniową kawusię, bo słodki tofurnik będzie idealnie pasował do filiżanki mocnego espresso. Choć do sojowego cappuccino w sumie też się jakoś dopasuje :)


Mini tofurniczki na owsianym spodzie z karmelowym sosem (wegańskie!)

Składniki (na 12 sztuk):

Spód:
  • 1,5 szkl. płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 2-4 łyżki zimnej wody


Masa:
  • 360 g tofu (2 opakowania 180 g)
  • 1 szkl. wody (lub mleka sojowego, migdałowego, etc. ;) )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. cukru (lub 1/3, jeśli ciasto ma być słodsze)
  • cukier waniliowy (16 g)
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sos:
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • 1 szkl. mleka kokosowego
  • ew. kilka kropli aromatu waniliowego

Wykonanie:

Sos:
  1. Daktyle zalewamy na noc zimną wodą (lub gorącą na ok. godzinę). Kiedy daktyle już zmiękną, odlewamy wodę. Daktyle dokładnie odsączamy. 
  2. Odsączone daktyle miksujemy przy pomocy blendera na gładką masę, dodając po trochu mleko kokosowe.
  3. Miksujemy daktyle z mlekiem kokosowym, aż powstanie jednolita masa (wszystko jest OK jeśli zostanie troszkę daktylowych "łupinek", czasem daktyle mają bardzo wysuszone skórki).
  4. Do masy można dodać pod koniec miksowania kilka kropli aromatu waniliowego. 
  5. Gotowy sos odstawiamy, najlepiej do lodówki.

Spód:
  1. Płatki owsiane miksujemy na mąkę. 
  2. Do zmiksowanych płatków dodajemy cukier waniliowy i olej kokosowy.
  3. Rozdrabniamy olej z mąką i cukrem, aż powstaną tak jakby okruchy chleba.
  4. Żeby ciasto się zagniotło, dodajemy po trochu wodę. Szybko zagniatamy zwarte ciasto
  5. Ciasto dzielimy na 12 części. Każdą  częścią wylepiamy spód foremki do muffina (ja użyłam silikonowych, więc nie musiałam ich dodatkowo wysmarowywać olejem).

Masa:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy tofu, wodę i olej. 
  2. Dodajemy cukier, cukier waniliowy i sok z cytryny. Miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. 
  3. Do gładkiej masy pod sam koniec miksowania dodajemy mąkę ziemniaczaną. Dokładnie miksujemy.

Jak to wszystko połączyć:

  1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 st.
  2. Ciasto (tylko kruchy spód) podpiekamy przez 10 minut. Wyjmujemy z piekarnika.
  3. Na spody wylewamy zmiksowaną masę (po ok. 2/3 szkl. na formę).
  4. Tofurniczki wkładamy do piekarnika na 35-45 min. Po 35 min trzeba skontrolować sytuację - tofurniki nie powinny mieć płynnego środka, ale już to czy mają być zezłocone z wierzchu czy nie to jest decyzja własna :).
  5. Upieczony tofurniczki odstawiamy, aż zupełnie wystygną. Wystudzone tofurniczki wkładamy do lodówki - najlepsze są na drugi dzień po upieczeniu.
  6. Wystudzone tofurniczki podajemy polane szczodrą porcją sosu karmelowego.

Smacznego!
Anka

wtorek, 24 listopada 2015

Ekspresowa tarta z gruszkami i czekoladowym kremem (z wersją bezglutenową)

Gruszki po raz pierwszy, gruszki po raz drugi i... po raz trzeci też :) Gruszki wygrywają tej jesieni :)


Przepis poniżej podpatrzyłam na blogu Oh She Glows, ale zmieniłam w nim tyle rzeczy, że zaczął już żyć własnym życiem ;) Do sklejenia ciasta używam daktyli. W oryginalnym przepisie jest mąka z płatków owsianych - jeśli jej używam, to ciasta już nie podpiekam. Ostatnio jednak, od kiedy się dowiedziałam, że mąka owsiana nie jest całkowicie bezglutenowa, postanowiłam spróbować zamienić ją na jaglaną, tak żeby ciasto mogły zjeść też osoby z celiakią.

Czytałam, że kupna mąka jaglana jest gorzkawa, i że najlepiej samodzielnie wielokrotnie wypłukać kaszę jaglaną, a potem podsuszyć ją i zemleć. Ale jakoś mnie ta wizja nie zachwyciła. Miałam pod ręką płatki jaglane, więc je po prostu wrzuciłam do młynka i drobno zmieliłam. Nie wyczułam w cieście żadnej goryczki, więc chyba się udało :)



Jeśli chodzi o krem, to jest to cudo, a nie krem! Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, wymieszać ją z mlekiem kokosowym, ewentualnie dosłodzić, i gotowe :) Ja biorę całe mleko, tj. część stałą i płynną, i konsystencja wychodzi super. Używam mleka Kier albo mleka kokosowego z Lidla. Jeśli jednak trafi się Wam mleko bardzo rzadkie, to radzę jednak wstawić je na noc do lodówki (po otwarciu puszki przelewamy do słoika i czekamy, aż mleko zgęstnieje w chłodzie). 

No i jeszcze słowo o gruszkach. Z moim lenistwem, od chwili, kiedy kupię gruszki z myślą o zrobieniu ciasta do momentu, kiedy faktycznie się za to zabiorę, mija zwykle z tydzień. To akurat tyle czasu, ile twarde konferencje potrzebują, żeby dojrzeć :) Jeśli macie inny system robienia zakupów, to możecie - zależnie od potrzeb - kupić gruszki dojrzałe, ale niezbyt miękkie (nie mogą się rozpadać), albo twardsze gruszki, już obrane i przekrojone na pół, podgotować przez moment w syropie.

Połączenie gruszek z czekoladą jest luksusowe (wystarczy pomyśleć o deserze Belle Hélène), dlatego kiedy odkryłam ten przepis, pomyślałam, żeby wymienić oryginalne truskawki na gruszki. Efekt jest pyszny, a krem podbije podniebienia nie-roślinożerców - zapewniam, przetestowałam! ;)


Tarta z gruszkami i czekoladowym kremem


Składniki:

Na spód:
  • 1 szkl. migdałów
  • 1 szkl. płatków owsianych lub jaglanych
  • 1 szkl. daktyli, namoczonych na noc
  • ew. 1-2 łyżki oleju kokosowego

Na krem:
  • 1 puszka mleka kokosowego (płynna i gęsta część)
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200 g)
  • stewia do smaku
  • 1 kg gruszek, obranych i pokrojonych w cząstki
  • ew. sok z cytryny (do skropienia gruszek)


Przygotowanie:

Spód 
  1. Migdały mielimy w młynku. Płatki owsiane mielimy w młynku lub blenderze, pozostawiając część płatków nie do końca zmielonych - tak, żeby w mące owsianej pozostały kawałki płatków. Jeśli używamy płatków jaglanych, mielimy je jak najdrobniej (na mąkę).
  2. Daktyle odsączamy i mielimy w blenderze. Jeśli blender nie chce ruszyć, dolewamy po trochu oleju kokosowego.
  3. W misce zagniatamy razem masę daktylową, zmielone migdały i mąkę z płatków owsianych.
  4. Formę na tartę (lub inną okrągłą) wykładamy papierem do pieczenia. Masę wykładamy do formy i ugniatamy, by uformować spód. 
  5. W wersji z płatkami owsianymi nie musimy już piec ciasta, chociaż można podpiec, jak kto lubi (ja wolę wersję surową). W wersji z płatkami jaglanymi - wstawiamy na 10-15 min do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Odstawiamy.
Gruszki

  1. Jeśli są bardzo twarde, można je (obrane i przekrojone na pół) podgotować 5 minut w osłodzonej wodzie z dodatkiem cynamonu. Jeśli nie - bierzemy po prostu surowe, dojrzałe, ale jeszcze nierozpadające się gruszki. Można je dodatkowo skropić sokiem z cytryny.

Krem
  1. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. W misce mieszamy mleko kokosowe i roztopioną czekoladę. Ewentualnie dosładzamy do smaku.

Spód + krem + gruszki
  1. Masę czekoladową wylewamy na spód. Na wierzchu układamy pokrojone, skropione sokiem z cytryny gruszki.
  2. Wstawiamy do lodówki na 1-2 godziny, by krem stężał.
Smacznego!
Magda

 





niedziela, 29 marca 2015

Wegański kajmakowy mazurek - bez pieczenia, bez glutenu, bez rafinowanego cukru!

Już za chwilę Wielkanoc, czyli m. in. okazja do przygotowywania mazurków. Na przykład takich jak ten na zdjęciu poniżej, z rozpływającym się w ustach kajmakowym nadzieniem. Co najlepsze, można takie ciacho wykonać bez włączania piekarnika!



Nie mam nic przeciwko mazurkom z pieczonym spodem, wręcz przeciwnie. Po prostu chciałam się przekonać, czy można zrobić surowy mazurek. Okazuje się, że można, i jest on po prostu PYSZNY!


Pomyślałam o nadzieniu kajmakowym, bo właśnie kajmak to dla mnie najbardziej typowe nadzienie do mazurka (no dobra, jeszcze czekolada!).


Z namoczonych i odsączonych daktyli powstaje cudowny, kremowy karmel, który zamienia się w kajmak dzięki dodatkowi zmiksowanych na gładki krem nerkowców. Bardzo dawno temu jadłam ostatni raz tradycyjny kajmak, ale masa daktylowo-nerkowcowa moim zdaniem idealnie imituje oryginalne nadzienie (naładowane nieprawdopodobną ilością cukru i śmietanki!).


Kiedy szukałam pomysłu, jak zrobić masę kajmakową, trafiłam na kilka amerykańskich blogów, które opisywały jak zrobić pudding lub sos butterscotch. Żeby uzyskać gęstszy krem, pominęłam dodatek mleka migdałowego i zwiększyłam ilość nerkowców w stosunku do daktyli. Przyznam, że myślałam, że trzeba będzie taką masę jeszcze czymś zagęścić, ale wyszła po prostu idealnie kajmakowa :)


Z kolei spód to moja przeróbka tego spodu z Oh She Glows. Jest elastyczny, dobrze się trzyma, a przy tym jest bezglutenowy i nie trzeba go piec. Czy można chcieć czegoś więcej? ;)


Wprawdzie mazurki kojarzą mi się bardzo z precyzyjnymi, kolorowymi dekoracjami, ale nie miałam jakoś nastroju na układnie kwiatków czy innych baranków, więc ostatecznie posypałam swój mazurek z wierzchu płatkami migdałowymi. Zresztą, znikał w takim tempie, że misterne dekoracje można by było podziwiać przez jakieś pół godzinki, kiedy mazurek grzecznie siedział w lodówce. Ha!


Kajmakowy mazurek - bez pieczenia, bez glutenu, bez rafinowanego cukru

Masa:
  • 1 szkl. daktyli, zostawiona przez noc do namoczenia z 1/2 szkl. wody
  • 1 szkl. nerkowców
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • ew. kilka kropli ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)
Spód:
  • 1 szkl. migdałów
  • 1 szkl. mąki owsianej lub zmiksowanych na mąkę płatków owsianych (100 g)
  • 1 szkl.daktyli, namoczonych w wodzie i porządnie odsączonych

Do dekoracji:
  • ok. 2 łyżek płatków migdałowych

Wykonanie:

Masa:

  1. Nerkowce miksujemy na gładką masę. Idealnie byłoby, żeby powstało nerkowcowe masło, ale jeśli będzie trochę grudek, też nic się nie stanie.
  2. Oddzielnie miksujemy daktyle z wodą, w której się moczyły przez noc. Powinien powstać gładki karmel. Czasem skórki daktyli są trochę twarde i nie chcą się rozdrobnić, no ale to trudno.
  3. Kiedy mamy już zmiksowane nerkowce i daktyle, łączymy je i dodajemy łyżkę oleju kokosowego. Dokładnie mieszamy.
  4. Można jeszcze dodać kilka kropli aromatu waniliowego, ale nie jest to konieczne.


Spód:

  1. Jeśli używamy płatków owsianych, trzeba je na samym początku zmiksować na mąkę.
  2. Następnie bierzemy daktyle na spód, odsączamy z wody i miksujemy.
  3. Oddzielnie miksujemy migdały, aż będą przypominać mąkę.
  4. Do zmiksowanych migdałów dodajemy mąkę owsianą, miksujemy.
  5. Do migdałów i mąki owsianej dodajemy zmiksowane daktyle. Chwilę miksujemy i zagniatamy ciasto w kulę.
  6. Gotowy spód wykładamy do formy (u nas 21 cm x 26 cm) i wyklejamy spód (można sobie też pomagać jakimś małym wałkiem, podsypując trochę mąki owsianej). 
  7. Kiedy ciasto jest już wyrównane, wykładamy na nie masę i równomiernie rozprowadzamy na spodzie.
  8. Teraz jest moment na dekorowanie, jeśli tak nam dusza dyktuje :) Można też pójść na łatwiznę i tak jak ja po prostu posypać z wierzchu mazurek płatkami migdałowymi.




Smacznego!

Anka

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bûche de Noël, czyli wegańskie świąteczne polano - makowiec z czekoladowym kremem!

W tym roku miałam nie robić polana, miałam zrobić tylko makowiec, z ciasta drożdżowego. Żadnych wymysłów, żadnego cudowania. Wszystko szło zgodnie z planem, aż zobaczyłam zdjęcia nietypowych wersji tradycyjnego francuskiego bożonarodzeniowego polana, bez przesadnie naturalistycznych marcepanowych grzybków albo mchu z kolorowych wiórków. 


Najbardziej przemówiło do mnie zdjęcie, na którym polano zamiast leżeć, zostało podzielone na części i postawione pionowo. HA. Wtedy szybko zaczęłam kombinować, kiedy by tu wcisnąć pieczenie takiego cuda, właściwie tylko po to,  żeby spróbować, czy uda się tak własnoręcznie udekorować polano.


I wtedy mnie olśniło: a może by tak przełożyć polano masą do makowca, zamiast kremem budyniowym lub z mleka kokosowego? W szufladzie akurat była paczka maku, zachomikowana na okazje przedświątecznego testowania nowych przepisów. I figi, zakupione na zasadzie "zmarnować to się nie zmarnują". No i czekolada na krem na wierzchu.

Uzbroiłam się więc w zdjęcie oryginalnego ustawionego pionowo polana, przepis na ciasto na polano podpatrzyłam stąd, namoczyłam mak w gorącej wodzie i przystąpiłam do działania!

podpatrzone stąd
Wydaje mi się, że zrobienie takiego polana jest łatwiejsze od pieczenia tradycyjnego polskiego makowca o tyle, że nie trzeba przygotowywać ciasta drożdżowego. Czy uważam, że ciasto drożdżowe to jakiś przerażający najwyższy stopień kulinarnego wtajemniczenia? Nie, w żadnym razie. Tyle tylko, że ciasto drożdżowe wymaga trochę więcej przygotowań, więc trzeba na nie poświęcić więcej czasu. Jeśli się śpieszymy, albo chcemy po pracy szybko przygotować coś na Wigilię z rodziną, łatwiej jest zrobić ciasto na proszku.



Bûche de Noël, czyli wegańskie świąteczne polano
 - makowiec z czekoladowym kremem!


Składniki:

Na ciasto:
  • 1/2 szkl. mąki pszennej białej
  • 1/2 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 1/2 szkl. mleka (sojowego, migdałowego) - lekko podgrzanego
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 4 łyżki wody

Na masę:
  • 150 g maku, dokładnie opłukanego i namoczonego na noc lub w podgotowanego w wodzie (ok. 20 min)
  • 150 g fig, pokrojonych na kawałki (lub daktyli czy rodzynek - namoczonych w gorącej wodzie i dobrze odcedzonych)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka aromatu migdałowego
  • ew. cukier do smaku (lub stewia)
  • ew. skórka otarta z cytryny lub pomarańczy (niekoniecznie)

Na krem (ganache):
  • 200 g czekolady
  • 2/3 szkl. mleka (sojowego, migdałowego lub kokosowego)
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • ew. 2 łyżki rumu (niekoniecznie)

Na "śnieg":
  • 1/ 3 szkl. gęstego mleka kokosowego (np. marki Kier)
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • kilka kropli aromatu śmietankowego
  • stewia lub cukier puder do smaku

Przygotowanie:

Ciasto:
  1. W misce mieszamy obie mąki, proszek, cynamon i przyprawę do piernika.
  2. W oddzielnym naczyniu mieszamy mikserem podgrzane mleko i siemię lniane. Dokładnie mieszamy.
  3. Do mieszaniny mleka i siemienia dodajemy cukier i aromat waniliowy. Mieszamy.
  4. Do mieszaniny mleka, siemienia, cukru i aromatu dodajemy suche składniki i szybko mieszamy. Ja dodałam jeszcze 4 łyżki wody, bo ciasto było tak gęste, że nie mogłabym go rozsmarować w formie.
  5. Ciasto przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja użyłam takiej o wymiarach 24 cm na 28 cm, ale może być też trochę większa) i równo rozprowadzamy.
  6. Ciasto pieczemy ok. 10-12 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st. Ciasto ma być suche w środku, ale nie powinno być mocno spieczone!
  7. Upieczone ciasto wyjmujemy z formy i ostrożnie zsuwamy na blat wyłożony czystą ściereczką. Ciasto przykrywamy dodatkową warstwą papieru do pieczenia, BARDZO delikatnie odwracamy i zdejmujemy papier do pieczenia ze spodu ciasta (ostrożnie, papier będzie się trochę kleił!)
  8. Kiedy mamy już ciasto pomiędzy dwiema warstwami papieru do pieczenia, delikatnie zwijamy ciasto dłuższym bokiem w rulon (tu dokładnie widać jak to wygląda). Nie trzeba się przejmować, że ciasto gdzieś się złamie czy ukruszy, bo wszystko będzie jeszcze przykryte grubą warstwą kremu czekoladowego, więc nic nie będzie widać ;)
  9. Czekamy, aż ciasto zupełnie wystygnie, bo dopiero wtedy można je przekładać i dekorować.
Masa:
  1. Namoczony (lub podgotowany) mak dokładnie odcedzamy (np. wykładamy durszlak czystą ściereczką) i mielimy przy pomocy maszynki, blendera albo mocnego elektrycznego młynka do kawy. Odstawiamy.
  2. Oddzielnie miksujemy figi (ja rozdrabniałam je blenderem). Kiedy uznamy, że są już wystarczająco zmiksowane, dodajemy je do maku.
  3. Masę dokładnie mieszamy i dodajemy aromaty (i ew. otartą skórkę). Dosładzamy, jeśli uważamy, że to potrzebne.
  4. Gotową masą przekładamy wystudzone ciasto.

Krem:
  1. Czekoladę łamiemy na kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej.
  2. Do roztopionej czekolady dodajemy olej kokosowy i mleko. Używając trzepaczki szybko mieszamy, aż powstanie gładka polewa - ganache. Jeśli czekolada będzie miała grudki albo nie będzie się chciała łączyć, wstawiamy cały krem do kąpieli wodnej i jeszcze raz dokładnie mieszamy. 
  3. Można teraz dodać rumu do kremu i jeszcze raz dokładnie go rozmieszać. 
  4. Gotowy krem odstawiamy i czekamy, aż zgęstnieje na tyle, żeby można go było bez problemów rozsmarować na przełożonym makiem cieście.
  5. Przełożone masą makową ciasto dekorujemy kremem czekoladowym. 
  6. Jeśli chcemy zrobić polano podawane w wersji pionowej, zostawiamy sobie trochę ganache do udekorowania pokrojonych kawałków polana także z wierzchu i z tyłu.
  7. Polano kroimy na trzy walce różnej wysokości, które ustawiamy na talerzu, na którym będziemy podawać polano.
  8. Na kawałkach polana posmarowanych ze wszystkich stron kremem czekoladowym robimy widelcem "korę".

Śnieg:
  1. Jeśli chcemy zrobić plamy śniegu na wierzchu polana, mieszamy mleko kokosowe z 2 łyżeczkami mąki ziemniaczanej, kilkoma kropelkami aromatu śmietankowego i dosładzamy stewią (lub cukrem pudrem). 
  2. Łyżką robimy na polanach plamy śniegu.


Polano nie musi być podawane w wersji pionowej - będzie wyglądało bardzo ładnie i w wersji horyzontalnej :P

Życzymy wesołych Świąt, mnóstwa makowców i innych rolad!

Anka i Magda

środa, 23 kwietnia 2014

Filifionkowe ciasteczka mocno czekoladowe

Mleko migdałowe ma delikatny, kremowy smak, który idealnie pasuje do kawy, koktajli owocowych czy kakao. Nie ma ono lekko tekturowego smaku, jakim niestety charakteryzują się niektóre tańsze mleka sojowe. Dlatego właśnie dość często robimy domowe mleko migdałowe. Za każdym razem pozostaje jednak kluczowe pytanie: co zrobić z migdałowymi "trocinami"?


Nie lubię marnować jedzenia. Jestem po prostu chora, kiedy muszę wyrzucić jakiś produkt, który wcisnęłam w na tylną miejscówkę w lodówce. Kilka razy zapomniałam o migdałowych trocinach i od tego czasu staram się wymyślać coraz nowsze sposoby przemycenia ich w jakiejś niczego nie podejrzewającej potrawie: a to dodam je do pasty do chleba, a to trafią do kotletów...
Ostatnio opracowałam jednak nowy przepis: ciastka czekoladowe, w których w przyszłości mają szansę zniknąć duże ilości migdałowej miazgi.

 
Do ciastek można wykorzystać resztki jedzenia, które inaczej mogłyby się zmarnować i dlatego są to ciasteczka filifionkowe (bo to właśnie Filifionka przemycała w zapiekankach resztki różnych potraw, które inaczej trzeba by było wyrzucić).


Pomyślałam o zrobieniu ciastek czekoladowych, bo podobał mi się ten przepis. Zrobiłam więc swoją wersję, do której dodałam migdałowych trocin, które akurat czaiły się w lodówce.


Jak zrobić mleko migdałowe, można przeczytać tu. Ja wyciskam migdały dużo mocniej: tak, żeby były prawie suche. I to właśnie takie suche trociny przydadzą się, żeby zrobić te pyszne, mocno czekoladowe i bezglutenowe ciastka.



Mocno czekoladowe ciasteczka z trocinami migdałowymi

Składniki:
  • 1 szkl. "trocin" migdałowych
  • 1/2 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki aromatu migdałowego
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
 
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1 szkl. daktyli
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody

  • 100 g gorzkiej czekolady, pokrojonej w drobną kostkę (ok. 0,5 x 0,5 cm)

Przygotowanie:
  1. Wymieszać wszystkie suche składniki.
  2. W oddzielnym naczyniu zmiksować daktyle z olejem kokosowym, wodą i siemieniem lnianym.
  3. Powstałą mieszaninę dodać do suchych składników. Zagnieść ciasto. 
  4. Na koniec dodać pokrojoną czekoladę, szybko wgnieść w ciasto (żeby się nie roztopiła).
  5. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Podzielić ciasto na 12 dość dużych kul. Każdą z nich delikatnie rozpłaszczyć na blasze.
  6. Piec ciastka 13 minut w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni.
  7. Zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasteczka będą dosyć miękkie - trzeba poczekać, aż wystygną (wiemy, że ciężko wytrzymać, ale warto ;-)).


Smacznego!
Anka

czwartek, 23 stycznia 2014

Batoniki musli, czyli kiedy piekarnika nie ma

Nie ma czasu na przygotowanie śniadania albo występuje pilna potrzeba pokrzepienia się drugim śniadaniem? Batoniki musli przybywają na ratunek!


No cóż, może tak całkiem same to one niestety nie przybędą, ale na pewno nie będą kłopotliwe w przygotowaniu, bo nie trzeba ich piec. Poza tym, nie zawierają:
  • cukru rafinowanego
  • pszennej mąki
  • olejów o niezidentyfikowanym składzie.
No to wiadomo już czego nie zawierają, więc z czego tak naprawdę się składają? Z samych pysznych składników, a w tym z


i orzechów laskowych. Bazę stanowią płatki owsiane i daktyle, które sprawiają, że gotowe batoniki mają karmelowo-ciasteczkowy smak. Brzmi zachęcająco? :)


Takie batoniki stanowią dobrą alternatywę dla kupnych batoników musli, które nie dość, że są nieproporcjonalnie drogie (parę łyżek płatków i biały cukier + opakowanie, a cena jak za nie wiadomo co), to jeszcze i niezbyt zdrowe (no niestety znowu ten biały cukier, a często i jakieś podejrzane tłuszcze).
 

Swego czasu regularnie kupowałam batoniki musli, ale kiedy potem trochę ograniczyłam biały cukier i po dłuższej przerwie sięgnęłam po takie gotowe batoniki, trudno mi było uwierzyć jak POTWORNIE słodkie są te sklepowe niby to zdrowe batoniki. Moim zdaniem batoniki własnej roboty są o wieeeele smaczniejsze. Poza tym można cudować z dodatkami wedle własnego uznania, a to zawsze fajna rzecz :)

Batoniki musli, czyli kiedy piekarnika nie ma

przepis to moja wersja tych batoników


Składniki:
na ok. 4 sztuki średniej wielkości
  • 1/2 szkl. daktyli, namoczonych w gorącej wodzie i odcedzonych
  • 1/2 szkl. płatków owsianych
  • 1/2 szkl. migdałów
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 2 łyżki drobno posiekanych suszonych moreli
  • 2 łyżki posiekanych orzechów laskowych
Przygotowanie:
  1. Blenderem miksujemy płatki owsiane tak długo, aż powstanie mąka.
  2. Oddzielnie miksujemy blenderem migdały aż będą przypominały mąkę, bez dużych grudek czy kawałków.
  3. Odcedzone daktyle rozdrabniamy blenderem na kleistą masę.
  4. Do daktyli dodajemy zmielone migdały, blendujemy po raz kolejny.
  5. Następnie do masy dodajemy aromat. Wsypujemy zmiksowane płatki.
  6. Masa powinna się łatwo zagnieść. Jeśli jest za sucha - dodajemy 1-2 łyżki wody. Jeśli jest za mokra - dodajemy więcej zmiksowanych płatków.
  7. Na koniec wgniatamy do masy morele i orzechy.
  8. Z masy formujemy prostokąt, który następnie dzielimy na batoniki. Bardzo dobrze przechowują się w lodówce (np. tydzień to zupełnie bez problemu).
Pakujemy w papier śniadaniowy, zabieramy ze sobą do torby/plecaka i wyciągamy w momencie, kiedy w brzuchu burczy. Pycha!