Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 grudnia 2016

Risotto dyniowe z białym winem (wegańskie!)

Risotto wymaga trochę czasu i uwagi, a przy tym nie nadaje się do odgrzewania. Za to jest to danie idealne na weekendowy wieczór, kiedy można spokojnie pogotować.  Podaję proporcje dla czterech osób, więc jeśli przygotowujecie posiłek dla dwóch, podzielcie składniki przez dwa, bo risotto jest najlepsze tuż po przygotowaniu.



Risotto nie należy też do dań najzdrowszych: w sumie mamy tu biały ryż (węglowodany), olej (tłuszcze) i jakiś delikatny w smaku dodatek warzywny. Ale... na tę porę roku risotto nadaje się jak znalazł, to prawdziwy włoski comfort food. Do tego, w wypadku risotta z dynią, piękny żółty albo pomarańczowy kolor przypomina słońce, którego tak nam bardzo brakuje w jesienno-zimowych miesiącach.


Jak wiecie już z tego postu, mam na punkcie dyni świra :) Za to muszę przyznać, że do tej pory nie byłam za bardzo przekonana do gotowania z winem. No, może jeszcze kapka czerwonego wina do podkręcenia cięższego sosu, ale białe? Nie lepiej je po prostu wypić do posiłku, szczególnie, że po gotowaniu robi się z niego ocet? ;) Okazuje się jednak, że takie kwaśne wino idealnie się nadaje do przełamania słodyczy mojej ulubionej dyni. Więc bez żalu wlejcie dwa kieliszki porządnego wytrawnego wina do tego risotta, a nie pożałujecie :)



Starałam się podawać proporcje na szklanki, chociaż włoskie przepisy zazwyczaj zawierają wszystkie wartości w gramach (nawet płyny!), a 1 szklanka to u mnie 250 ml. Chociaż, jak sobie przypomnę, moje włoskie współlokatorki odmierzały pracowicie 80 g makaronu na osobę, to coś w tym ważeniu jest ;)
Przepis poniżej zaadaptowałam ze strony Cucchiao d'Argento, jednak pominęłam lub zastąpiłam wszystkie składniki pochodzenia zwierzęcego. Jeśli nie macie pod ręką wegańskiego parmezanu, możecie użyć płatków drożdżowych - smak będzie nieco inny, ale też "serowy".

Składniki:
  • 2-3 łyżki oleju (np. kokosowego)
  • 1 mała cebula, obrana i posiekana w kostkę
  • 320 g ryżu (1,5 szkl.)
  • 350 g musu z dyni (1,5 szkl.)
  • starty wegański parmezan (do smaku - ok. 4 łyżek)
  • sól (ok. 1 łyżeczki)
  • 1,5 szkl. gorącej, osolonej wody
  • 1,5 szkl. białego wytrawnego wina
  • ew. ocet balsamiczny do podania

Przygotowanie:

1. Będziemy potrzebować dwóch garnków, albo ewentualnie garnka i patelni.
2. Najpierw podsmażamy cebulę. W garnku lub na patelni rozgrzewamy olej. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, chwilę smażymy na dużym ogniu, aż się zeszkli, a potem przykrywamy pokrywką i zmniejszamy temperaturę.
3. Kiedy cebula już zmięknie, odkrywamy pokrywkę i wlewamy połowę porcji wina (3/4 szkl.), pozwalamy większości odparować - cebula ma pływać w takim lekkim sosie, ale nie w winnej zupie :) Odstawiamy cebulę na bok.
4. Teraz potrzebujemy drugiego garnka (tu garnek będzie lepszy niż patelnia, bo na koniec trafią do niego wszystkie składniki, więc wygodniej będzie mieszać w dużym naczyniu). Wrzucamy ryż do rozgrzanego garnka, bez tłuszczu, i chwilę prażymy, cały czas mieszając. Nie odchodzimy, żeby zerknąć na serial czy fejsbuka, bo nam się ryż przypali, a tego nie chcemy :)
5. Ryż zalewamy pozostałym winem. Odparowujemy. W czajniku zagotowujemy wodę.
6. Zaczynamy po trochu, np. po pół szklanki, dolewać do ryżu gorącą osoloną wodę. Przepisowo powinien być to bulion, ale woda też daje radę, zapewniam :)
7. Po dodaniu każdej porcji wody mieszamy ryż i czekamy, aż wchłonie wodę. Nie można dodawać całej porcji wody na raz, bo wtedy nie uda nam się dopilnować specyficznej konsystencji risotta - twardawych ziarenek ryżu pływających w kleikowej masie (wiem, że to może nie brzmi pysznie, ale wierzcie mi - jest palce lizać!).
8. Dolewamy wodę aż do uzyskania opisanej powyżej konsystencji. Powinno wystarczyć 1,5 szklanki, ale może się zdarzyć, że trzeba będzie dodać więcej - kierujcie się konsystencją.
9. Po dodaniu wszystkich porcji wody dodajemy mus z dyni, a następnie cebulę, którą przygotowaliśmy wcześniej. Mieszamy.
10. Kiedy wszystko się już ładnie zagrzeje, dodajemy starty parmezan. Mieszamy i próbujemy, ewentualnie dosalamy do smaku, ale ponieważ dodawaliśmy już osoloną wodę, to ostrożnie z solą.
11. Zdejmujemy garnek z ognia. Możemy jeszcze dodać łyżeczkę - dwie oleju kokosowego albo wege-margaryny dla większej kremowości.
12. Na talerzach możemy jeszcze posypać risotto dodatkową porcją parmezanu albo udekorować strużką octu balsamicznego, jak kto lubi.

Smacznego!
Magda

wtorek, 1 marca 2016

Małe paje z czerwoną soczewicą - wegańskie!

Wspominałam już jakiś czas temu, że uwielbiam Dickensa. No trudno, taka przypadłość. Na liście rzeczy do przeczytania mam jeszcze kilka pokaźnych dickensowskich powieści, także mam jeszcze jakieś cele w życiu. Z myślą o fanach Dickensa BBC przygotowało na Gwiazdkę idealny prezent: serial Dickensian, który pochłonęłam ostatnio hurtem, w kilka wieczorów.


Przyznam, że kiedy zobaczyłam, że ktoś wpadł na pomysł zrobienia serialu, w którym bohaterowie różnych powieści Dickensa mieszkają przy jednej ulicy, pomyślałam, że to jednak pogrzeszeństwo. Jak to tak, bez szacunku do kanonu? No, a teraz siedzę jak na szpilkach i czekam na informację, czy BBC zdecyduje się zrobić drugą serię ;)


W międzyczasie miałam chwilę, żeby opracować swoją wersję paja z mięsnym nadzieniem, który jedzą bohaterowie "Dickensian". Największym fanem tego paja jest inspektor Bucket, czyli postać, która prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa łączącego wszystkich, pozornie niezwiązanych ze sobą, bohaterów "Dickensian".


W prawie każdej scenie z udziałem inspektora Bucketa występuje też paj, a sam inspektor przyznaje, że paje to jego słabostka. Inni bohaterowie marzą o czymkolwiek do jedzenia, ewentualnie pochłaniają gulasze, kluski i inne smażone muffiny, podlewane obficie ginem, brandy, piwem, grogiem albo ponczem, ale inspektor Bucket pozostaje wierny swoim ulubionym pajom.


Moja wersja ma nadzienie z czerwonej soczewicy z warzywami, które doprawiłam szczodrze wędzoną papryką.

 
W pierwszym odruchu stwierdziłam, że pani Cratchit, która w serialu piecze te wszystkie paje, oburzyłaby się na taką profanację jej wypieków. Ale zaraz mi się przypomniało, że pani Cratchit miała 6 (!) dzieci, które musiała wykarmić za bardzo, bardzo małe pieniądze. Więc pewnie nieraz robiła paja z soczewicą, ewentualnie soczewicę z soczewicą. 

Inspektor Bucket pomaga pani Cratchit pozbierać paje, które uciekły z tacy


Małe paje z czerwoną soczewicą
na 4 sztuki o średnicy ok. 9 - 10 cm

Składniki:

Ciasto: 
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny

Nadzienie:
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula, posiekana w drobną kostkę
  • 1 marchewka, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1/2 cukinii, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1 szkl. suchej czerwonej soczewicy
  • 2 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki chili
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Ciasto:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na 4 części. Bierzemy jedną z części, dzielimy ją na dwie nierówne części (po mniej więcej 1/3 i 2/3). Większą część cienko rozwałkowujemy i wykładamy nią spód kokilek lub "foremek" złożonych z folii aluminiowej (jak w moim przypadku). Wyłożone do foremek spody nakłuwamy widelcem. Mniejsze części rozwałkowujemy i na razie odkładamy (powstaną z nich "pokrywki" dla każdego z pajów).
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.
Nadzienie:
  1. W rondelku rozgrzewamy olej. 
  2. Do rozgrzanego oleju dodajemy cebulę, marchew i cukinię. Podsmażamy ok. 10 min, aż warzywa zaczną się rumienić. Dodajemy rozdrobniony czosnek.
  3. Kiedy warzywa są już podsmażone, dodajemy do nich czerwoną soczewicę, 2 szkl. gorącej wody i sól (ok. 1/4 łyżeczki). Zagotowujemy, a potem trzymamy na małym ogniu, aż soczewica się ugotuje. 
  4. Kiedy soczewica jest już miękka, do rondelka dodajemy pozostałe przyprawy i koncentrat pomidorowy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 180 st.
  2. Nadzienie wykładamy do upieczonych uprzednio spodów (po ok. 2/3 szkl. nadzienia na jednego paja).
  3. Wyrównujemy powierzchnię nadzienia i wykładamy na nie odłożone wcześniej "przykrywki" z ciasta. Sklejamy brzegi.
  4. Paje pieczemy w piekarniku przez ok. 30 min (mają się zacząć rumienić, ale nie zbrązowieć). Podajemy najlepiej z michą sałaty.

Smacznego!
Anka

piątek, 3 października 2014

Babka ziemniaczana à la vegan

Babka ziemniaczana, czyli jedna z ukochanych potraw dziecięctwa Roślinożernych ;)  Jak się okazuje, kulinarne cudo zupełnie nieznane w niektórych rejonach Polski.

Danie marzeń: niedrogie, łatwe w przygotowaniu i na dodatek idealnie nadające się do odgrzewania (a nawet i mrożenia!). Jedna z niewielu potraw, którą podczas studiów Roślinożerne z poświęceniem woziły PKP po nieczęstych wizytach w domu, żeby później mieć to cudo w lodówce w akademiku, chociaż przez kilka dni.


I właśnie à propos studiowania i początku roku akademickiego przypomniała mi się ta cudowna w swej prostocie potrawa. Poza tym, jesienna plucha skłania do wspominków. A od wspominków już niedaleko do robienia babki ziemniaczanej.


Najbardziej czasochłonnym etapem przy przygotowywaniu babki jest obieranie ziemniaków. No i ścieranie ich na tarce, jeśli nie dysponujemy maszynką do mielenia lub blenderem. Ja wrzucam obrane, umyte i pokrojone w niedużą kostkę ziemniaki do zamkniętej końcówki blendera, czyli takiego małego miksera. I wtedy rozdrabnianie ziemniaków trwa chwilę.


Potem trzeba jeszcze podsmażyć cebulę i wędzone tofu (występuje tu w roli boczku, który jest składnikiem tradycyjnej babki ziemniaczanej), doprawić solą, pieprzem i wstawić do piekarnika.


Babka ziemniaczana to danie jesienno-zimowe, u nas w domu najczęściej podawane z ogórkami kiszonymi, choć można by podawać i z kapustą kiszoną. Lub michą surówki ze świeżej kapusty.


Także obieraczki do ziemniaków w dłoń i robimy babkę ziemniaczaną!


Babka ziemniaczana z wędzonym tofu

Składniki:
  • 1,5 kg ziemniaków
  • 180-220g wędzonego tofu, pokrojonego bardzo drobno
  • 2 średniej wielkości cebule, posiekane w drobną kostkę
  • 2-3 łyżki oleju
  • 1,5 łyżeczki soli

  • ew. 1 łyżka oleju do posmarowania z wierzchu
  • świeżo zmielony pieprz
  • olej do wysmarowania naczynia do zapiekania lub papier do pieczenia do wyłożenia formy

Przygotowanie:

Wkładka smakowa:
  1. Na patelni rozgrzewamy olej.
  2. Na rozgrzanym oleju smażymy cebulę i tofu, pod przykryciem. Mieszamy od czasu do czasu, żeby nie przywarły.
  3. Po ok. 15 min smażenia na niedużym ogniu cebula powinna się zezłocić, a tofu delikatnie podsmażyć. Zdejmujemy z ognia.
Ziemniaki:
  1. Ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy w kostkę i wrzucamy do blendera. Jeśli nie mamy blendera, można je też zetrzeć na tarce (nie polecam, bardzo czasochłonne zajęcie) lub zemleć w maszynce do mielenia.
  2. Rozdrobnione ziemniaki odstawiamy (nie ma co panikować, że po chwili ziemniaki zaczną zmieniać kolor - to najzupełniej normalne!).
Jak to połączyć:
  1. Do rozdrobnionych ziemniaków dodajemy podsmażoną cebulę, tofu i sól. Dokładnie mieszamy.
  2. Przekładamy do naczynia, w którym będziemy piec babkę. Na wierzchu rozsmarowujemy olej i posypujemy grubo świeżo zmielonym pieprzem
  3. Pieczemy ok 45-60 minut w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 st.
  4. Upieczoną babkę wyciągamy z pieca i odstawiamy na ok 15 min. Po tym czasie można już próbować wydobyć ją z formy czy naczynia do zapiekania - będzie bardzo miękka.
  5. Najlepiej zostawić upieczoną babkę w formie i poczekać, aż zupełnie ostygnie - na drugi dzień będzie można ją bez problemów pokroić w plastry. Pokrojone plastry babki są przepyszne odsmażone na oleju, podane np. z ogórkami kiszonymi. Mniam!

Smacznego!
Anka

piątek, 29 sierpnia 2014

Wegański "quiche" z kurkami

Kurki. Nerkowce. Kruchy spód. Czyżby quiche? Niby-quiche, no bo wegański i bez jajek.


Według mnie kurki to nieomylny znak, że (jak zwykle niespodziewany) koniec lata już nastąpił albo się zbliża. Ale mamy kurki, więc są pozytywy.



Kurki zostały w tej potrawie potraktowane iście po królewsku: z pysznych orzechów nerkowca powstała kremowa, delikatna masa, która idealnie pasuje do tych złocistych grzybków, bo nie zagłusza ich wyjątkowego smaku.


Spód to polecany już przez nas kilkakrotnie podstawowy kruchy spód z "Veganomiconu", który trzeba upiec zanim wleje się do niego kremową masę z nerkowców, no i doda się podsmażone kurki.


Do takiego obiadu (lub kolacji) aż prosi się otworzyć czerwone wino. No albo białe, nie będę się upierać, bo do tego niby-quicha pasować będzie i takie, i takie. Byle było dobre, bo kurki to taki rarytas, że szkoda do nich podawać mierne wino ;)

Niby-quiche z kurkami

Składniki:

Spód:
  • 1 i 1/2 szkl. mąki
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/4 szkl. + 2 łyżki wody
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego lub soku z cytryny

Masa:
  • 1 szkl. nerkowców
  • 1 szkl. wody
  • sok wyciśnięty z jednej cytryny
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej dokładnie wymieszane z 2 łyżkami ZIMNEJ wody

Kurki:
  • 200 - 300 g dokładnie oczyszczonych kurek
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Spód:
  1. Mieszamy mąkę z proszkiem i solą.
  2. Dodajemy olej, mieszamy dokładnie, aż powstaną "okruchy ciasta".
  3. Mieszamy wodę z octem jabłkowym i dodajemy do mieszaniny maki, proszku, soli i oleju. Szybko zagniatamy
  4. Gotowe ciasto zawijamy w folię lub chowamy do szczelnego pojemnika i chłodzimy przez min. godzinę w lodówce.
  5. Po godzinie wyciągamy ciasto z lodówki, odkładamy na ok. 15 min (żeby trochę się ociepliło - wtedy łatwiej je będzie wałkować).
  6. Wałkujemy ciasto (najlepiej od razu na papierze do pieczenia) i wykładamy do formy do tarty lub tortownicy o średnicy XXX cm.
  7. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego uprzednio do 220 st i pieczemy ok. 15 - 20 min.


Masa:
  1. Namaczamy orzechy nerkowca: w zimnej wodzie na noc, w gorącej na min. 1 godzinę. Odcedzamy.
  2. Miksujemy nerkowce, dodając po trochu wody, aż powstanie kremowa masa.
  3. Wyciskamy sok z cytryny i dodajemy do zmiksowanych nerkowców. Dodajemy sól i pieprz do smaku.
  4. W oddzielnym naczyniu mieszamy mąkę ziemniaczaną i zimną wodę, aż znikną wszystkie grudki.
  5. Mieszaninę mąki ziemniaczanej i zimnej wody dodajemy do masy z nerkowców i dokładnie mieszamy.


Kurki:
  1. Kurki dokładnie oczyszczamy i odcinamy części z ziemią itp.
  2. Na patelni podgrzewamy olej. Kiedy się nagrzeje, wrzucamy posiekaną cebulę. 
  3. Cebulę podsmażamy, aż zrobi się złocista i zacznie mięknąć (najlepiej pod przykryciem i na niedużym ogniu, mieszając od czasu do czasu).
  4. Kiedy cebula jest już podsmażona i zaczyna mięknąć, dodajemy oczyszczone kurki.
  5. Kurki smażymy BARDZO krótko, żeby nie zaczęły puszczać soku (jeśli zaczną, nie panikujemy tylko odlewamy płyn i już).
  6. Dodajemy posiekaną pietruszkę, sól i pieprz do smaku. Mieszamy.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Na upieczonym spodzie układamy kurki, starając się, żeby były rozłożone w miarę równomiernie. 
  2. Na kurki wylewamy masę z nerkowców. 
  3. Wstawiamy quiche do piekarnika, nagrzanego uprzednio do 180 st.* i pieczemy ok 30 min.

* Mój quiche popękał, bo wstawiłam go do za wysokiej temperatury - ponad 200 st. W niższej temperaturze nie powinno się to przydarzyć.



Smacznego!
Anka

czwartek, 3 lipca 2014

Prawie kolumbijska zupa z czerwonej fasoli, papryki i ziemniaków

Zupa prawie kolumbijska, bo zamieniłam kilka składników na takie, które są łatwiej dostępne w Polsce. Zupa jest sycąca, ma aromatyczną mieszankę przypraw, a co najlepsze, podaje się ją z pieczonymi ziemniakami. Brzmi interesująco? :)


Ostatnio mam mniej wolnych chwil, żeby uważnie śledzić wszystkie przepisy, które aktualnie podbijają całą blogosferę. Teraz sytuacja wygląda tak, że jeśli znajdę jakiś przepis, który mi się podoba, od razu myślę kiedy by go wykorzystać. Sprawdzam, czy mam pod ręką potrzebne składniki i zabieram się za przygotowywanie dania zanim zapomnę, że w ogóle chciałam je wypróbować.


Przestałam gromadzić zakładki z przepisami "na później", bo przekonałam się już, że takie odkładanie na nie wiadomo kiedy jest bezsensowne. Dlatego właśnie przepis z tej strony przeszedł taką metamorfozę: gotowałam fasolę jednak oddzielnie (bo kiedy trafiłam na ten przepis miałam już gar ugotowanej czerwonej fasoli), zamieniłam plantany warzywne na ziemniaki pieczone w piekarniku, bo podobno plantany są mączyste i smakują podobnie do naszych kartofelków. Nie wiem, wierzę na słowo, sama nie miałam okazji spróbować takich zielonych, warzywnych bananów-plantanów.


Poza tym, zamiast świeżej kolendry użyłam polskiej pietruszki, bo gdzie bym tak w momencik wynalazła przyprawę, o której pisali w oryginalnym przepisie? W ten sposób powstała moja przeróbka tej kolumbijskiej potrawy, czyli właśnie zupa prawie kolumbijska. Idealna na zimniejsze dni, dobrze sprawdzi się w roli większej zupy na obiad czy bardziej krzepiącej kolacji po długim dniu. Pycha! 



Prawie kolumbijska zupa z czerwonej fasoli, papryki i ziemniaków

Składniki:
  • 1 szkl. suchej czerwonej fasoli
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • 3 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 1/2 czerwonej papryki, pokrojonej w drobną kostkę
  • 1 zielona papryka, pokrojona w drobną kostkę
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 1 liść laurowy
  • 2 łyżki suszonej włoszczyzny
  • 1 łyżka oleju
  • 6 szkl. gorącej wody
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • sól i pieprz do smaku
  • posiekana świeża pietruszka do podania


  • 2-3 średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w ósemki
  • 1 łyżka oleju
  • sól

  1. Fasolę namaczamy i odstawiamy na noc LUB zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na godzinę. Po namoczeniu jedną lub drugą metodą, odsączamy fasolę, dokładnie płuczemy i zalewamy świeżą wodą. Zagotowujemy i trzymamy na małym ogniu aż fasola zmięknie (ok. 1-1,5 h).
  2. Kiedy fasola jest już miękka (może się nawet zacząć trochę rozklejać), zdejmujemy ją z ognia i odcedzamy.
  3. W dużym garnku rozgrzewamy 1 łyżkę oleju, podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę (ok. 3-5 min).
  4. Do garnka dodajemy pokrojone drobno papryki i wyciśnięte ząbki czosnku. Trzymamy na średnim ogniu i mieszamy co jakiś czas, żeby nie zaczęły przywierać (ok. 5 min).
  5. Dodajemy przyprawy (kumin, oregano, suszoną włoszczyznę i liść laurowy). Dodajemy ugotowaną i odsączoną fasolę. Dokładnie mieszamy.
  6. Do garnka wlewamy 6 szklanek wody, zagotowujemy. Następnie zmniejszamy ogień i gotujemy zupę na niewielkim ogniu przez 1 godzinę.
  7. Po tym czasie dodajemy koncentrat, sól i pieprz.
  8. Zupę podajemy z pieczonymi ziemniakami i świeżą pietruszką.
     
Żeby przygotować ziemniaki:
  1. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza (ja ustawiam na grzanie tylko z góry i piekę na najwyższej półce w piekarniku).
  2. Pokrojone ziemniaki obtaczamy w 1 łyżce oleju i posypujemy solą. Układamy na wyłożonej folią lub papierem blasze i wkładamy do uprzednio nagrzanego piekarnika.
  3. Pieczemy ziemniaki w piekarniku aż się zezłocą (ok.15-20 min).
Smacznego!
Anka

sobota, 10 maja 2014

Pasta z zielonej soczewicy i orzechów włoskich

Miska pysznej pasty do chleba to dobry początek zarówno śniadania, jak i kolacji, a nawet obiadu. Nieważne, czy mamy ochotę pochrupać weekendową niespieszną grzaneczkę w ramach śniadania, czy też marzymy o porządnej kolacji, ale nie mamy zapału, żeby zaczynać wielkie gotowanie. A może chcemy przygotować sycącą kanapkę, którą zabierzemy do pracy, na uczelnię albo do szkoły?


Kremowa pasta z zielonej soczewicy to to, co Roślinożercy lubią najbardziej ;) Jeśli na dodatek zawiera ona orzechy włoskie, rozmaryn i pietruszkę, nie trzeba nas już więcej przekonywać.


Dzięki orzechom włoskim pasta jest kremowa i ma piękny orzechowy zapach (zaskoczenie! ;) ). Bardziej tradycyjne dodatki, czyli cebula, rozmaryn i pietruszka, sprawiają, że pasta kojarzy się z dobrym, zwyczajnym domowym jedzeniem.


Będzie idealna do wszelkich świeżych warzywek (pomidory! czerwona papryka! szczypiorek!), jak i do takich ze słoika (ogórki kiszone! czarne i zielone oliwki!).



Aromatyczna, kremowa, chciałoby się nawet powiedzieć l u k s u s o w a pasta z soczewicy poratuje nas o każdej porze dnia. Dlatego właśnie fajnie mieć ją gotową w lodówce ;)


Pasta z soczewicy
Składniki:
  • 1 szkl. zielonej soczewicy, dokładnie opłukanej i ugotowanej do miękkości z liściem laurowym (lub 1 - 1 1/2 puszki zielonej soczewicy)
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu
  • 1/4 szkl. orzechów włoskich + 1/4 szkl. wody
  • 1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki (lub więcej, jeśli ktoś lubi)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1/2 średniej wielkości cebula, posiekana w drobną kostkę i podsmażona na złoto z 1 łyżką oleju LUB 2 łyżeczki suszonej cebuli
  • sól i pieprz do smaku
  • ew. 1 łyżka sosu sojowego (niekoniecznie)
Przygotowanie:
  1. W blenderze miksujemy orzechy z wodą na gładki krem. Dodajemy cebulę, rozmaryn i tymianek, miksujemy.
  2. Do blendera dodajemy partiami ugotowaną soczewicę.
  3. Kiedy soczewica będzie już zupełnie rozdrobniona, dodajemy sok z cytryny i pietruszkę.
  4. Pastę doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Odstawiamy do schłodzenia - najlepsza jest na drugi dzień, kiedy wszystkie składniki się przegryzą :) 
Smacznego!
Anka

czwartek, 10 kwietnia 2014

Wiosenne risotto z zielonym groszkiem i miętą

Wiosna już niby jest, ale ciągle jeszcze trafiają się deszczowe dni, kiedy niskie chmury i zimny wiatr potrafią zepsuć samopoczucie. Co wtedy zrobić, by nie dać się przygnębiającej pogodzie? Najlepiej ugotować coś gorącego, pachnącego i krzepiącego. Pewnie każdy ma jakieś danie, które kojarzy się z takim obrazkiem: siedzimy sobie w suchym i ciepłym miejscu, podczas gdy za oknem leje.



Na takie okazje idealnie nadaje się risotto - półpłynne danie z ryżu o okrągłych ziarnach, który w trakcie gotowania tworzy gęstą zawiesinę, coś w rodzaju "kleiku", jednak poszczególne ziarenka pozostają twardawe. Risotto pochodzi z północnych Włoch, a do jego przygotowania nadają się różne odmiany ryżu: arborio, carnaroli, roma i vialone nano (ten ostatni to ziarna średniej wielkości).
Talerz naszego risotto świetnie rozgrzewa i dodatkowo cieszy oko wiosennymi barwami, dzięki dodatkowi mięty oraz zielonego groszku.



Risotto z zielonym groszkiem i miętą
Zmodyfikowany przepis z tego bloga
  • 1 średnia cebula lub dwie mniejsze, pokrojone w kostkę
  • 1 + 0,5 łyżki oleju kokosowego (lub innego o neutralnym zapachu)
  • 1 szkl. ryżu do risotto
  • 1,5 szkl. mrożonego groszku
  • 2 liście mięty
  • 1 - 1,5 l bulionu (1,5 l wody + 1 łyżka suszonej włoszczyzny)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól
  • ew. płatki drożdżowe (do posypania na wierzch)

Przygotowanie:
  1. Robimy bulion: jeśli brak nam czasu, zalewamy w garnku łyżkę suszonych warzyw 1,5 l wody (6 szklanek) i gotujemy 5-10 min, aż rosołek nabierze zapachu. Odcedzamy warzywa. Oczywiście, jeśli akurat mamy czas, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby obrać cebulę, marchewkę, seler i ugotować razem z natką pietruszki :), ale taki ekspresowy bulion też jest niczego sobie.
  2. Na patelni (lub w rondlu) rozgrzewamy łyżkę oleju. Kokosowy będzie dobry, bo dobrze znosi wysokie temperatury i się nie pali, ale można też użyć np. rzepakowego. Raczej nie polecamy w tym wypadku oliwy. Podsmażamy cebulę na małym ogniu, aż zmięknie.
  3. Wrzucamy na patelnię połowę mrożonego groszku (3/4 szkl.). Wlewamy 1/4 szkl. bulionu i chwilę podgotowujemy groszek z cebulą.
  4. Zdejmujemy na chwilę patelnię z ognia, a jej zawartość przekładamy do blendera. Miksujemy masę groszkowo-cebulową z listkami mięty. Odstawiamy.
  5. Wracamy do patelni: zależnie od tego, jakiej patelni używamy (o bardziej lub mniej przywierającej powłoce), będziemy jeszcze potrzebować 0,5 łyżki oleju, albo po prostu możemy wykorzystać tłuszcz który pozostał na patelni (ja rozgrzałam dodatkową porcję oleju kokosowego). Na rozgrzaną patelnię wrzucamy ryż i mieszamy go, aż się zeszkli, a nawet lekko zazłoci. Dodajemy sok z cytryny.
  6. Teraz zaczynamy po trochu dodawać bulion: ok. 1/4 - 1/2 szklanki na raz. Po każdym dolaniu wody, mieszamy ryż i czekamy, aż wchłonie całą wodę. NIE PRZYKRYWAMY patelni.
  7. Kiedy ryż wchłonie już całą wodę (trwa to ok 15-20 minut), solimy risotto (do smaku, ok. łyżeczki), dodajemy wcześniej przygotowany mus groszkowy oraz pozostały mrożony groszek. Gotujemy jeszcze przez moment - tylko tyle, żeby groszek się zagrzał, ale nie rozmiękł.
  8. Możemy jeszcze posypać po wierzchu płatkami drożdżowymi, ale i bez tego risotto będzie pyszne.

Smacznego!
Magda







sobota, 5 kwietnia 2014

Śniadanie z tofu w roli głównej

Jakie lubicie śniadania? Na słono, na słodko? A może wypijacie tylko szybką kawę albo herbatę i wybiegacie z domu? Dla nas śniadanie to zazwyczaj okazja, żeby z zjeść coś słodkiego - no bo w końcu śniadanie to ważny posiłek, który ma dostarczyć energii na cały dzień, więc sensowniej zjeść jakiegoś łakocia właśnie rano, a nie np. po obiedzie albo pod wieczór. Każda wymówka dobra ;) Na śniadaniach u Roślinożerców najczęściej królują więc muffiny, owsianki, placki albo po prostu ciasta. Czasem jednak przychodzi nam ochota na coś innego, najlepiej z udziałem warzywek. Można wtedy zrobić jedną z past do chleba albo... smażone tofu z dodatkami. 


Potrawa, którą chcemy dziś zaproponować, bywa często nazywana tofurnicą, bo ma przypominać smakiem jajecznicę. Konsystencja jest podobna, kolor też (dzięki dodatkowi kurkumy), jednak dla fanów niewegańskiego jedzenia będzie to coś zupełnie innego. Dlatego zachęcamy, by dać szansę wyjątkowemu smakowi tofu, wzbogacając go dodatkami według własnej fantazji.

Zestaw obowiązkowy to kurkuma, cebula i czosnek, oprócz tego świetnie sprawdzają się pieczarki. Możecie nawet użyć mieszanki warzyw z mrożonki (lub nie). Powstanie ciepłe, pożywne i bogate w składniki odżywcze śniadanie. Idealne na dobry początek weekendu. Można je podać w towarzystwie drobno posiekanego szczypiorku i innych świeżych warzyw. Mniam!



Tofurnica

Składniki:
  • 1 kostka tofu (180 -200 g), drobno pokrojonego
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżka kuminu
  • kilka łyżek wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól, pieprz

Z pieczarkami:
  • 5-6 średnich pieczarek, obranych, pokrojonych w plasterki i podsmażoych

Z mieszanką warzywną:
  • 200 g mieszanki warzyw, np. papryki, brokuła, marchewki i ziemniaków
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich



Przygotowanie:

  1. Tofu rozdrabniamy widelecem.
  2. Rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, aż zmięknie.
  3. Dodajemy rozdrobniony czosnek, krótko smażymy.
  4. Na tym etapie dodajemy pieczarki (smażymy, aż zbrązowieją) albo mieszankę warzywną (mieszamy, aż warzywa zmiękną). 
  5. Dodajemy rozdrobnione tofu, solimy, wsypujemy kurkumę, dokładnie mieszamy. Dodajemy pieprz i ewentualnie inne przyprawy, jeśli lubimy (może to być np. łyżeczka curry).  
  6. Jeśli tofurnica zacznie się przyklejać, dodajemy kilka łyżek wody.
  7. Kiedy wszystko ładnie się połączy, nasze danie jest już gotowe. Można serwować domownikom i zajadać.
Smacznego!
Magda & Anka





piątek, 27 grudnia 2013

Pieczone warzywa na kolację

Za nami Święta, Święta, więc pierniczki w barszczu, makowiec z uszkami, i tak dalej.... ale już niedługo Sylwester, czyli okazja do przygotowania uroczystej kolacji. Zresztą, dzisiejszy przepis nada się też na mniej formalną domówkę, a przy tym nie wymaga dużego nakładu pracy. Gwoździem programu będą bowiem pieczone warzywa :)



Można je obrać i pokroić wcześniej, a potem tylko ładować partiami do piekarnika, który wykona za nas resztę pracy. Ale zaraz, zaraz: warzywa, same ze sobą? Prawie tak: pieczenie pozwala wydobyć z warzyw najpełniejszy smak, część z nich trzeba tylko skropić olejem, żeby nie wyschły. Dodatek ziół i pachnących przypraw pozwoli na urozmaicenie, ale niektóre jarzyny nie wymagają żadnych dodatków: brukselka czy marchewka są tak delikatne, że można spokojnie piec je "same ze sobą". Wyjątkiem są ziemniaki, przed pieczeniem trzeba je wytaplać w oliwie, obsypać przyprawami i posolić. Krążki cebuli dodadzą całości smaczku.

Wybór warzyw zależy od nas, no i od zasobności pobliskiego warzywniaka. Przez całą zimę dostępne są marchewka, cebula, seler, buraczki, ziemniaki. Bardzo ładnie pieką się kalafior i brukselka (również ta mrożona), za to nie polecamy pieczenia brokułów - w piekarniku więdną i tracą swoje walory. Fajnie wychodzi też pieczona w plastrach dynia, ale ją ciężko będzie teraz dostać, za to warto wypróbować ten pomysł jesienią.

Pieczone warzywa
Składniki:
  • 1 kg ziemniaków
  • 0,5 kg marchewki
  • 0,5 kg selera
  • 0,5 kg buraczków
  • 0,5 kg brukselki, świeżej lub mrożonej
  • 0,5 kg cebuli
  • 1 średni kalafior

Ew. przyprawy:
  • tymianek, rozmaryn, sól
  • kumin, chili, słodka papryka, sól

Kalafiora myjemy, dzielimy na różyczki; większe kroimy na pół, tak żeby wszystkie w miarę równo się piekły. Brukselka nie wymaga większych przygotowań, co najwyżej trzeba usunąć brzydsze zewnętrzne listki, jeśli takie się trafią. Pozostałe warzywa obieramy i kroimy: marchewkę w cienkie paski, selera w niedużą kostkę lub paski wielkości frytek. Z ziemniaków również możemy zrobić frytki, albo pokroić je na nieduże cząstki (średni ziemniak podzielony na 4 części). Buraki trzeba pokroić dość drobno (plasterki lub nieduża kostka), bo są twarde, inaczej będą się długo piekły. Cebulę kroimy w talarki, można dodać trochę oleju, ale i bez niego będzie dobrze.


Przygotowujemy blachy do pieczenia, wykładamy je folią aluminiową lub papierem do pieczenia. Ziemniaki skrapiamy olejem lub oliwą i przyprawami (nie trzeba więcej niż 2 łyżki na kilo ziemniaków), buraczki olejem i tymiankiem, seler olejem, solą i tymiankiem.


Brukselkę można delikatnie skropić olejem (jeśli używamy mrożonej, nie jest to konieczne, bo woda, która wytopi się w piekarniku, nie pozwoli kapustkom wyschnąć), marchewka wymaga co najwyżej skropienia olejem i ewentualnie odrobinką chili, albo i nie. Do kalafiora nie potrzeba żadnych dodatków, nawet tłuszczu: i tak wyjdzie kremowy, absolutny hit tego zestawu.

Warzywa wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni i pieczemy, aż będą miękkie. Czas będzie się różnił, od 15 do 35 minut. Przy pieczeniu warto zwrócić uwagę, że jedne warzywa są twardsze (buraki, seler), inne miękną szybciej (marchew, brukselka). Ważne też, żeby kawałki były podobnej wielkości - dzięki temu, warzywa upieką się w tym samym czasie.


Jeśli chcemy dodatkowo błysnąć kulinarnie, możemy przygotować sosy do maczania warzyw.

Sosy:

Skordalia

  • 1 ziemniak, ugotowany do miękkości
  • 1/4 szkl.mleka (jakie mamy pod ręką), niesłodzonego
  • 3 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 2 kromki białego chleba (namoczone w wodzie i odciśnięte)
  • 3 łyżki cytryny
  • 1/2 szkl. oliwy/oleju, lub pół na pół oleju i wody
  • sól (ok. 3/4 łyżeczki)

Miksujemy blenderem mleko i ziemniaka - najlepiej jeszcze ciepłego, dzięki temu sos będzie bardziej kremowy. Dodajemy pozostałe składniki, miksujemy na gładką masę.

Pomarańczowy

  • 4 łyżki oliwy
  • sok z 1 cytryny
  • sok z 1 pomarańczy
  • 1 i 1/2 łyżki octu jabłkowego
  • 1 łyżeczka syropu z agawy (lub syropu klonowego, lub 1/2 łyżeczki cukru)
  • 1 łyżeczka tymianku
  • sól, pieprz
  • ew. 1 łyżka świeżej mięty, drobno posiekanej

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy.

Imbirowy

  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka świeżego rozdrobnionego imbiru
  • 1/2 łyżeczki musztardy
  • 2 łyżki świeżej posiekanej pietruszki
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/4 łyżeczki chilli
  • 1/4 szkl. oliwy/oleju

 Wszystkie składniki miksujemy blenderem.

Winegret

  • 3 łyżeczki musztardy
  • 4 łyżki oleju lub oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz

Musztardę rozcieramy z przyprawami. Dodajemy po trochu olej, dokładnie mieszając. Kiedy masa będzie już gładka, wciskamy sok z cytryny, jeszcze raz uważnie zamieszać - uwaga, na tym etapie sos lubi się rozwarstwić! Sos możemy rozrzedzić wodą (2 łyżki), dodając ostrożnie i cały czas mieszając.


Mieszankę pieczonych warzyw można dodatkowo wzmocnić zieloną soczewicą, ugotowaną w osolonej wodzie z dodatkiem ziela angielskiego i liścia laurowego.

Podając taki półmisek warzyw z piekarnika, zamiast spędzać czas w kuchni, możemy spokojnie usiąść ze znajomymi i powoli sięgać kolejne pyszności. Dodatkowo, nawet jeśli zjemy ich trochę więcej, nie grozi nam uczucie przejedzenia - warzywka są lekkie, ale sycące.

Smacznego!

Magda

środa, 6 listopada 2013

Kremowa zupa z pieczonej papryki

Papryka to niekoniecznie dodatek do sałatki albo czerwony pasek na kanapce, która inaczej wyglądałaby smętnie. Papryka doskonale nadaje się też na jesienną zupkę.


Pachnące, ciepłe zupy to konieczność jesienną porą. Inaczej ciężko byłoby przetrwać te bure miesiące, kiedy słońce zachodzi zanim się na dobre rozkręciło (tak tak, jestem fanką zmiany czasu ;) ). Jeszcze na szczęście nie nadszedł ten czas, kiedy wstaje się po ciemku i po ciemku wraca, chociaż wcale nie z imprezy... ale, o zgrozo, idziemy w tym kierunku. Niestety nie ma na to skutecznej rady.

Istnieje za to środek zaradczy w postaci miski kolorowej, aromatycznej zupy, w tym przypadku z papryki. Żeby papryka ujawniła swoje ukryte zalety i zaczęła pachnieć w całym mieszkaniu, trzeba ją upiec w piekarniku.

Pieczenie papryki w piekarniku jest bardzo łatwe, ale trzeba pamiętać o kilku ważnych sprawach:
  • piekarnik musi być nagrzany do bardzo wysokiej temperatury (można ustawić grzanie tylko od góry, postawić papryki na maksymalnie najwyższym poziomie w piekarniku i kontrolować sytuację)
  • skórka papryki musi się spalić (nie zawsze uda się to zrobić równomiernie, czasem zostaną wąskie paski niespalonej skórki, to żaden dramat, po prostu trudniej będzie skórkę w tych miejscach zeskrobać)
  • surowa papryka czy nawet taka dobrze uduszona papryka nigdy nie da tak aromatycznej potrawy jak pieczona papryka
  • żeby piekarnik nie chodził na marne, można upiec od razu więcej papryki i zachomikować w lodówce.
Chociaż z pieczeniem papryki w piekarniku jest trochę zamętu,  naprawdę warto się zaprzyjaźnić z tą metodą przygotowania.



Kremowa zupa z pieczonej papryki

przepis pochodzi z tej strony
  

Składniki (na 2 porcje):

  • 2 łyżki oliwy
  • 1 por, umyty i pokrojony (bez tych włóknistych zielonych części)
  • 1 mała cebula lub 1/2 średniej, posiekana w kostkę
  • 1 ząbek czosnku, rozdrobniony
  • 1 mały ziemniak, obrany i pokrojony
  • 1 liść laurowy
  • 1 czerwona papryka
  • 1 i 1/2 łyżeczki mielonej słodkiej papryki
  • 2 szkl. wody
  • 1 łyżka suszonej włoszczyzny
  • sól i pieprz

Przygotowanie:


  1. Nagrzewamy piekarnik do 240 stopni. Paprykę myjemy, wycinamy środek z pestkami, kroimy na pół. Kładziemy na formie wyłożonej folią aluminiową (przykleja się!). Pieczemy ok. 15 min, aż skórki zrobią się czarne. Wyjmujemy z piekarnika, i albo od razu obieramy (uwaga, gorące!), albo wkładamy do plastikowej torebki i zostawiamy, aż ostygnie, a dopiero wtedy zdejmujemy skórki. Obraną paprykę kroimy w grubą kostkę.
  2. W garnku podgrzewamy oliwę, dodajemy pora, cebulę, czosnek. Smażymy na średnim ogniu aż zmiękną. Mieszamy od czasu do czasu, żeby nie przyklejały się do dna.
  3. Dodajemy pokrojonego ziemniaka, upieczoną paprykę i słodką paprykę. Mieszamy i smażymy jeszcze ok. 2 min. 
  4. Dodajemy wodę, włoszczyznę, liść laurowy. Zagotowujemy, zmniejszamy gaz i gotujemy, aż ziemniaki zmiękną, ok. 15 min.
  5. Kiedy ziemniaki zmiękną, zupę zdejmujemy z gazu i wyjmujemy liść laurowy. Miksujemy zupę aż zrobi się gładka. Doprawiamy solą i pieprzem.
  6. Podajemy posypaną chili lub słodką papryką, ewentualnie z dodatkową łyżką oliwy.

Smacznego!

Anka

piątek, 18 października 2013

Zapiekanka pasterska z soczewicą

Super krzepiąca zapiekanka z kremową warstwą purée z ziemniaków na wierzchu, czyli idealny posiłek na bure jesienne popołudnia i wieczory. 

 



Kombinacja soczewicy, ziemniaków, pieczarek i szpinaku sprawia, że zapiekanka jest bardzo sycąca. Poza tym, takie zestawienie składników aż krzyczy "jesień", więc nadszedł idealny czas na to, żeby tę zapiekankę robić jak najczęściej. Wprawdzie żeby ją przygotować, trzeba nagromadzić trochę składników, ale naprawdę warto, bo efekt jest przepyszny!

Przepis pochodzi z tego bloga i zarówno ja, jak i Magda, robiłyśmy tę zapiekankę już wielokrotnie, za każdym kombinując a to z proporcjami, a to ze składnikami. Zapiekanka jest wegańską wersją Shepherd's Pie, czyli zapiekanki pasterskiej, oryginalnie bynajmniej nie wegańskiej, ale dzięki kombinacji ziemniaczków, soczewicy i grzybów, nawet mięsożercy nie będą płakać za wkładką mięsną. No chyba że ma się do czynienia z wyjątkowo kapryśnymi współbiesiadnikami, ale na kręcących nosem nie ma rady, zawsze coś im nie będzie pasowało, takżeeee...




Wersję, która jest na zdjęciach zrobiłam z  połowy porcji, no i dodałam trochę brokuła (ok. 1 szkl. pokrojonych drobno różyczek), który pałętał się bez celu po lodówce :) Brokuł znalazł swoje przeznaczenie i zdecydowanie nie pogorszył smaku powstałej zapiekanki, więc pewnie następnym razem pokombinuję jeszcze z jakimiś innymi dodatkami.




Jeśli chodzi o przygotowanie zapiekanki, to znacznie usprawni je blender, ale pewnie uda się ją też zrobić przy pomocy li i jedynie tłuczka do ziemniaków, albo nawet i zwykłego widelca, chociaż pewnie trzeba wtedy trochę dłużej rozdrabniać ziemniaczki.





Zapiekanka pasterska

 

Składniki:


  • 1 kg ziemniaków
  • 1/2 szkl. wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól do smaku
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 duża cebula, drobno posiekana
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 150-200 g pieczarek, pokrojonych w plastry
  • 2 puszki soczewicy (ok. 850 g, lub ok. 1,5 szkl. suchej soczewicy, którą sami ugotowaliśmy)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu
  • pieprz do smaku
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 250-300 g szpinaku, umytego i dokładnie osuszonego
  • 1 szkl. bułki tartej (lub mniej, a można nawet pominąć, chociaż nie powstanie wtedy w zapiekance jedna warstwa)

Wykonanie:

  1. Obieramy ziemniaki, kroimy je w kostkę i gotujemy do miękkości. Kiedy ziemniaki są już ugotowane, odcedzamy je i odstawiamy.
  2. Odcedzone ziemniaki miksujemy z olejem i wodą, aż powstanie gładka masa.
  3. W czasie kiedy ziemniaki się gotują, podsmażamy na oliwie cebulę, aż zrobi się szklista. Wtedy dodajemy czosnek i pieczarki, podsmażamy, aż cebula zrobi się złota.
  4. Kiedy cebula zrobi się złota, dodajemy soczewicę, sos sojowy, przyprawy. Krótko podsmażamy.
  5. Oddzielnie, w małej miseczce mieszamy mąkę ziemniaczaną z minimalną ilością wody, tak, żeby mąka się rozmieszała i nie powstały grudki. Wtedy dodajemy rozrobioną mieszaninę do soczewicy, cebuli, przypraw itp.
  6. Do mieszaniny soczewicy, cebuli, pieczarek itp. dodajemy partiami szpinak i krótko przesmażamy.
  7. Naczynie do zapiekania wysmarowujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Jeśli weźmiemy szklankę bułki tartej, zrobi się z niej wyraźna warstwa, więc jeśli ktoś za nią nie przepada, może dodać jej mniej lub całkiem pominąć.
  8.  Do wysypanego bułką tratą naczynia wykładamy masę soczewicową, wyrównujemy. Następnie na wierzch soczewicy wykładamy masę ziemniaczaną, wyrównujemy (ja wyrównywałam widelcem, stąd te linie). 
  9. Pieczemy przez 30-35 min w piekarniku nagrzanym do 200 st.
Z talerzem pełnym zapiekanki siadamy do ulubionej książki czy serialu i już żaden jesienny deszcz nas nie przygnębi!

Smacznego!

Anka